Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 21 października 2013

Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej...

Tytuł odkrywczy jak jasna cholera...
I oczywiście wiem, że ludzie mają gorsze problemy, że mają DUŻO gorsze problemy, ale...
Ale nikt mi przecież nie zabroni, babrać się na moim podwórku, w mojej piaskownicy problemików, problemów, zgrzytów i wszystkich złych mocy, które sprzysięgły się przeciwko mnie!!!
Chwilo trwaj, nie ma to jak usiąść wieczorem przed laptopem i wylewać gorzkie żale. Przecież leżenie koło męża w poniedziałkowy wieczór, kiedy Dzieci śpią, to byłaby strasznaaaaa nuda.
Gdybym miała pewność, że szanowny mąż śpi, to chyba sama siebie na głos bym zrugała, jaka jestem żałosna i beznadziejna. Może nawet strzeliłabym sobie z liścia :)

No to tak-cichych dni ciąg dalszy. Bosko. Tak sobie myślę, czy jest jakaś granica wieku, od której człowiek definitywnie mądrzeje i odpuszcza, nie robiąc takich szopek, jak fochy, ciche dni? Czy może nie mam się co łudzić, i nawet z 70-tką na karku, będę zaciskać coraz węższe usteczka i syczeć sama do siebie: "O nie, pierwsza się nie odezwę!"...

Ale jakby problemów małżeńskich było mało, los zesłał mi do kompletu problemy z dziećmi. Dziękuję. Nie trzeba było.
A tak serio- Lila ma jelitówkę. Napisać: "Jak nie urok, to sraczka" jest w tym momencie na miejscu?
No więc mamy sraczkę- Lila faktyczną, a ja emocjonalną, bo pisałam już kiedyś, że kiedy Dziewczyny chorują, nie jestem sobą. Niestety snickers już nie pomaga...
Jelitówka została zdiagnozowana telefonicznie, przez naszą Panią Doktor, bo to chyba jedna z nielicznych Osób w tym zawodzie, która nie naciąga na kasę i najpierw pomaga właśnie telefonicznie. No to z detalami (kolor, konsystencja, zapach-fujjjj) opisałam fachowo stolec Dziecka Młodszego, padła diagnoza, a nawet dwie- jelitówka, albo ostateczne przebijanie się zęba. Ząb byłby prawdopodobny, bo akurat wyżynała się ostatnia dwójka, ale nie pasował mi ani kolor kupy, ani ten śluz. Owszem Lila robiła przy ząbkowaniu więcej kup, ale były one po prostu luźniejsze, a nie wodniste i w dodatku zielone!!! Pani Doktor powiedziała, że panuje właśnie jelitówka, więc przyjęłam ten wariant i pod tym kątem się leczymy. Tyle tylko, że od piątku już trochę minęło, a poprawy zero. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Lila absolutnie nic nie chce jeść. I tak cały boży dzień... Jako matka z mega turbo total pierdolcem na punkcie apetytu swoich Dzieci przeżywam teraz naprawdę ciężkie chwile.
Niby oczywiście wiem, że to normalne, że pewnie boli Ją brzuszek i tak dalej, i tak dalej. Wiem, że ma prawo tak być. No ale ile dni?! Już mam wrażenie, że Mała zmizerniała, a jak to potrwa jeszcze dłużej, to chyba w ogóle zniknie do tego roczku.
Nienawidzę bezsilności i tej cholernej świadomości, że mogę tylko czekać, aż przejdzie.
Nienawidzę tej swojej paranoi.
Chciałabym zasnąć i obudzić się jako normalna mama, która nie rwie włosów z głowy, bo Jej Dziecko zostawiło 3łyżeczki zupy, albo nie miało ochoty na wieczorną kaszę. Boże, czy ja się kiedyś od tego uwolnię. Czy ten "po Elizowy" koszmar już zawsze będzie się za mną ciągnął. Czasami mam wrażenie, że zwariuje sama ze sobą. Ostatnio powiedziałam mamie, że w moim przypadku nie ma znaczenia, czy to będzie drugie dziecko, czy dziesiąte- już zawsze,  po tych problemach z Elizą, będę skrzywiona. Zawsze będę odchodziła od zmysłów, czekała na coś złego, co w moim przekonaniu musi się wydarzyć, jak z Elizą.
Nie chcę tak żyć.
Nie chcę tej stukniętej wariatki w sobie.
Ktoś ma przepis na domowe pranie mózgu?

Żeby było jeszcze "piękniej", jutro u Elizy w szkole jest pasowanie na pierwszaka. I jak to mówi moja koleżanka: "No i chuj bombki strzelił, choinki nie będzie" (Co za tekst!!!)- mamy na pasowaniu nie będzie :( Nie wezmę Lilki w tym stanie do szkoły, nie będziemy rozprzestrzeniać tego cholerstwa na inne dzieci. A, że w chorobie Lila zna tylko jedno słowo: "mama", tak więc wybór rodzica, który weźmie udział w tej ważnej dla Elizki uroczystości, był oczywisty...
Chociaż Eliza nie robi z tego żadnego problemu, jako mama czuję się naprawdę źle. Powinnam, a przede wszystkim chciałam tam być. Przecież to dla Niej taki ważny dzień.
Także brakuje jeszcze, żeby w nocy zaczęła latać co 5minut do toalety i w ogóle będzie cudnie.
Tym optymistycznym akcentem żegnam się z Wami w poniedziałek, może wtorek będzie lepszy...
Nie, nie- to nie nutka optymizmu! To ostatnia deska ratunku, żeby na dobre nie zwariować. Chyba, że już zwariowałam, to mnie poprawcie :)

16 komentarzy:

  1. Jak Ty to robisz, że nawet jak jesteś zła, rozwalona i zdołowana, to tak napiszesz, że ja nie mogę się nie śmiać? A może jednak nie jest jeszcze tak najgorzej? I wierz mi - w życiu Elizy były i będą ważniejsze momenty niż pasowanie na pierwszaka, w których będzie z nią jej Mama, bez sraczki młodszej siostry ;) No i na koniec nasuwa mi się tylko jedno hasło pasujące do całego Twojego posta: "Trzymajmy się ramy, to się nie po..." ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no źle to jednak jest, ale... Ale myślę, że tym sarkazmem, ironią i rozpaczliwą próbą łapania dystansu próbuję trzymać się jeszcze jakoś na powierzchni...
      Hehe, hasło pasuje jak ulał :) No to się trzymamy!

      Usuń
  2. hmmmm wspolczuje... nie wiem czy Cie to pocieszy, ale ja tez mam paranoje na punkcie mojego dziecka. Kiedys na wakacjach w PL pani doktor jak mala byla chora powiedziala ze zle wyglada i jest za blada, konieczne badanie krwi jak wrocimy do domu. Tu 3 lekarzy (latalam po roznych bo mi bylo malo) powiedzialo ze nie ma podstaw do badania krwi ktore dla maluch nie jest latwe i wcale nie jest za blada. I ja od tamtego momentu mysle ze wzyscy Ci lekarze klamia i mojemu dzeicku cos jest, ze na pewno tak bedzie i ja to czuje. Mala czasem nie moze nawet pierdnac bo ja mysle ze ma jakas straszna chorobe ;( strasznie mnie to mezczy...wszytsko przez ta ... lekarke. a tak w ogole teraz wsyzsscy beda pamietali pasowanie na pierwszaka Elizy i pierwsza sraczke Lilki, zawsze pozesz w kalendarzu napisac - pasowanie na ucznia i sraka :P dwa wydarzenia w zyciu naszych dzieci :) cos sie dzieje przeynjamniej, inaczej byloby nudno:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj powiem Ci, że za takie wrażenia to ja jednak dziękuję... Eh, doskonale Cię rozumiem. Nie mam kurczę nigdy czasu, żeby opisać dokładnie to co my przeszliśmy z Elizą, jak to się zaczęło i potem dalej potoczyło, ale też od tamtego czasu mam paranoję i też dzięki lekarce. Strasznie się psychicznie tym umęczę, czasami to mam dość samej siebie, bo wiem, że to obłęd, a nie potrafię przestać.

      Usuń
  3. Wiem co przechodzisz teraz z Lilą bo jakiś czas temu zmagałyśmy się z biegunką Wiktorii. Nie martw się nic jej nie będzie, najważniejsze aby przyjmowała dużo płynów. Apetyt w końcu wróci z podwojoną siłą:)) Lekarz nam dodatkowo zalecił podawanie Dioralyte przeciw odwodnieniu i to była w zasadzie jedyna rzecz która Wiki podchodziła w tym czasie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obyś miała rację, bo to jest jakiś koszmar z tym Jej jedzeniem, no praktycznie nic nie je... Na szczęście cały czas pije chętnie i pieluchy moczy regularnie, więc tyle dobrego...

      Usuń
  4. Normalnie kumulacja. Moja też to przechodziła, a teraz ma taki kaszel, że wymiotuje po nocach. Też mam ciekawie niestety, ale sezon chorobowy się zaczął :( Mój mąż też jest twardy, a ja nigdy nie chce siępierwsza odezwać. Ale zazwyczaj mi się znudzi taka sytuacja i zaczynam go zaczepiać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eliza też kiedyś miewała taki kaszel-koszmar po prostu!
      Hi hi, mnie się tam nie nudzi :)

      Usuń
  5. Ej, kochana, jesli Eliza nie obrusza sie, ze nie bedziesz na Pasowaniu na Pierwszaka, to nie ma sie co przejmowac. Nie chce wprowadzac tu jeszcze wiekszej dawki pesymizmu, ale to pewnie nie ostatnia taka uroczystosc, ktora bedziesz zmuszona opuscic...
    Co do cichych dni - M. rozmawial wczoraj z rodzicami. A wlasciwie to rozmawial z tata, bo mama byla o cos obrazona (na tate) i poniewaz ON siedzial przy kompie, ona nawet nie podeszla, zeby pogadac z synem. :) Tesciowa ma 61, a tesc 72 lata. Wyglada wiec, ze sprzeczki malzenskie nigdy nie traca na atrakcyjnosci. :)
    A Lilci zycze zdrowego brzuszka i solidnych stolcow! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Eliza w dniu pasowania, już mówiła, że szkoda itd, czym mnie nieświadomie dobijała coraz bardziej i bardziej... A ciche dni, to tak czułam, u nas pewnie do śmierci będą się co jakiś czas zdarzały :) A Lilce życz apetytu, bo kup to mamy dosyć, pod każdą postacią :)

      Usuń
  6. Bo jak się wali to grupowo... Mam nadzieję jednak, że już jest lepiej. Że Lilka zdrowa i już mamy nie stresuje.
    Ciche dni... Oby jak najszybciej minęły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciche dni mają się dobrze :)
      No Lilcia bez większych zmian niestety.

      Usuń
  7. Tu mistrzyni milczenia, gdyby nie mój mąż to i miesiąc mogłabym się nie odzywać nie pamiętając już powodu. Z wiekiem to nie mija niestety, bardziej sama siebie przekonuję że nie warto tracić życia na to i nawet czasami wyciagnnę pierwsza rękę. Ale to tylko czasami!
    Pasowanie jeszcze zaliczysz u Lilci wiec przynajmniej makijaż Ci tego dnia nie popłynął. Mój popłynie jutro bo u nas pasowanie na przedszkolaka. Jak Lileczka z brzuszkiem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To możemy sobie rękę podać, bo ja też dłuuuugo potrafię się nie odzywać :)
      No niby tak, ale wiesz-chciałam tam być...
      O to wielki dzień przed Wami, na pewno się spłaczesz, bo to piękne chwile są. A wyobrażasz sobie ślub swoich Córeczek? Bo ja się nadal nadziwić nie mogę, że moja mam potrafiła być spokojna i opanowana. Mnie się już prawie chce płakać jak sobie Je wyobrażę :)
      No Lila jeść nadal nie chce-załamać się można, dziś za to jakby już mniej tych kup...

      Usuń
    2. O Boże jak super, że nie tylko ja mam czarne wizje ślubów swoich córek jak nic nie widzę bo tonę we łzach, przecież ja ich nie oddam nikomu!!!

      Usuń
  8. Jak się czuje Lileczka ? Lepiej chociaż troszkę ?


    Martuś z tymi "obsesjami" wynikającymi z doświadczenia - niemiłego doświadczenia to tak już jest . Tylko Ty jedna wiesz ile strachu i cierpienia kosztowało Cię chorowanie i niejedzenie Elizy . To jest jak trauma na całe życie .
    Wiesz ja po historii z tętniakiem i trzymiesięczną śpiączką do dzisiaj tak mam , że jak się budzę to sprawdzam datę nie godzinę ??? Walczyłam z tym - ale to jest ode mnie silniejsze ...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!