Mama2c

Mama2c

sobota, 5 października 2013

Z podłogi nie odmawiam, śmieciowe jedzenie- czyli BLW po naszemu.

Pisałam już o tym w pierwszych postach, które pojawiły się na blogu, ale napiszę raz jeszcze- o BLW usłyszałam po raz pierwszy będąc jeszcze w ciąży z Lilą. Po tym co zafundowała nam nasza Pierworodna Córka w kwestii żywienia niemowląt i dzieci 1+, pomyślałam: "EUREKA". Spodobały mi się wszystkie założenia tej metody, bo po namiętnym przywiązaniu Elizy do papek, miałam dosyć zup-kremów i tym podobnych. Nie ukrywam, że obawiałam się również tego, że Lila pójdzie w ślady Elizy i będzie z czasem reagowała wymiotami na każdą grudkę w zupie. Jedyne co mnie martwiło przy BLW, to fakt, że trzeba czekać z prowadzeniem tej metody, aż Dziecko samo stabilnie usiądzie. Tu pojawił się problem, bo o ile mi w zasadzie nie przeszkadzałoby, żeby Lila do 7 miesiąca była tylko na mleku, o tyle stało się to niewykonalne, bo nasza Młodsza Gwiazda koło 4-5miesiąca samym mlekiem już się nie zadowalała. Chciał nie chciał- wprowadziliśmy papki. Oczywiście planując, że gdy tylko przyjdzie pora wprowadzimy BLW. No cóż- na planach się skończyło, może z trzecim Dzieckiem się uda :)

W każdym razie, Lila przynajmniej na początku zapowiadała się w kwestiach żywieniowych jako przeciwieństwo swojej Siostry. Nie tylko jadła z apetytem, nie tylko zdarzało się, że płakała, kiedy porcja się kończyła, ale również, bardzo chętnie próbowała i akceptowała nowości. Z czasem okazało się także, że grudki Jej nie straszne. Ufff, odetchnęłam. I tak byśmy sobie żyły i karmiły się beztrosko, gdyby nie zaczął się cudowny etap w życiu każdego Dziecka (i przede wszystkim rodzica), jakim jest ząbkowanie :( Lila każdego nowego ząbka wita buntem żywieniowym, który polega na tym, że albo poza piersią nie chce nic jeść, albo Jej posiłek to pierś plus owoce, ewentualnie deserki mleczne Nestle.

Jak każda nawiedzona i nadgorliwa mama, w tym czasie, kiedy Ona zaczyna "fazować" z jedzeniem, ja przeżywam chwile grozy, tudzież załamania nerwowego-oczyma wyobraźni widzę już w wynikach anemię, spadek wagi i trylion innych niechcianych następstw niejedzenia. Odkąd zaczęły Lilce wychodzić dwójki, a trwa to już chyba z miesiąc, przerabiamy totalnego focha na zupy. I tu akurat jest już w ogóle rozpacz z mojej strony, bo zupka to jedyne danie, w którym Lila zjadała i warzywa i mięsko...

Skoro jednak wykarmiłam Jej Starszą Siostrę, która żadnego posiłku nie zjadała chętnie i z apetytem, wiedziałam, że i o Lilkę "zadbam". Wpadłam na pomysł, że do zupy, będę podawała na talerzyku, Jej ukochany makaron... Oczywiście sposób i metoda nie są godne pochwały, ale przyjęło się na jakiś czas-Lila otwierała dzioba do makaronu, ja Jej wtedy łyżeczkę z zupką i tak minęły nam jakieś dwa tygodnie... Śmieliśmy się z mężem, że to właśnie to nasze BLW- a do wyboru jest makaron i... makaron :) Jednak Dziecko z czasem okazało się mądrzejsze niż matka, i od matki już makaronu brać nie chciało :) Wydedukowała pewnie, na czym fortel polega i pomyślała: "O nie matka, nie ze mną te numery." Od tej pory makaron pakuje sobie do buzi tylko sama, a robi to w taki sposób, że zazwyczaj nie udaje mi się wtrącić tam łyżeczki z zupą... No i że tak powiem jestem w czarnej dupie teraz, bo zupę albo zje, albo nie...

Ale z tym makaronem to nie koniec historii. Nie muszę pisać, że kiedy Lila się karmi, to posiłek przenosi się daleko poza Jej krzesełko do karmienia. Zazwyczaj makaron można znaleźć w całej jadalni, a najwięcej spada go na podnóżek od krzesełka. No i nasza mądre Dziecko, po tym jak wyjmuję Ją z krzesełka, chodzi jeszcze przez jakiś czas i wyjada to co znajdzie... Do tego, jest taka mądra, że jak ja wzięłam kiedyś kluskę z tacki i chciałam Jej dać, to ode mnie nie wzięła (uprzedzona jakaś, czy co?!), a kiedy mi niechcący klucha spadła na podłogę, co zrobiła Lila? Tą kluskę, którą ode mnie wzgardziła, z podłogi wciągnęła bez mrugnięcia okiem... Tak myślę, że te wszystkie żywe kultury bakterii do Niej chyba przemawiają z tej podłogi... I jeszcze, że jak Jej tak smakuje jedzenie z podłogi, to może kiedyś porcję zupki rozleję na panele, a nuż zje...

Nie wiem jak u Was, ale u nas odkąd mamy Dzieci, trwa nieustająca nadprodukcja śmieci. Zazwyczaj wynosi je mój mąż. Czasami jednak, kiedy wiadro jest już pełne, posiłkujemy się dodatkową reklamówką, którą o zgrozo, czasami nadal zdarza nam się zostawić na podłodze w kuchni... I w związku z ostatnią taką naszą nieuwagą, Lila namiętnie zaczęła wyjadać resztki surówki z kiszonej kapusty... Co prawda co chwilę się wzdrygała i to mnie właśnie zaniepokoiło, dzięki czemu odkryłam co ten nasz Czort robi! Kiedy indziej udało Jej się zdobyć obierkę od ziemniaka.. Och, co to była za radość. Jak to mówią- Dzieci nie lubią nudy na talerzu :) Menu musi być urozmaicone i nie zawsze podawane w miseczce, czy na talerzyku! Ot, cała filozofia karmienia Najmłodszych!

28 komentarzy:

  1. :) moja mala do dzis z owocow zjada banana i jablko a co do warzyw to juz wyzsza szkola jazdy!!! czasem zeby choc troche ich zjadla (bo przeciez nie samym makaronene czlowiek zyje) rozdrabniam blenderem na papke i wmieszuje z maslem w makaron - a co robi ostatnio moja mala... bierze i paluszkami sciagawszytsko co znajduje sie na makaronie tudziez w srodku(w przypadku penne) i dopiero zjada...ehhhh z tymi nie jdkami ciezko. mam nadzieje ze drugi bedzie kochal jedzenie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eliza z owoców baaaaardzo długo nie jadła żadnych. Za to teraz lubi, owszem, ale arbuzy, mandarynki, kiwi, winogrona...
      Ja to mam czasami wrażenie, że te Dzieciaki to za sprytne są po prostu.
      No tego Ci życzę, żebyś z drugim miała spokój w kwestii jedzonka, chociaż widzisz-u mnie też tak miało być, i choć jest lepiej niż z Elizą to szału też jednak nie ma.

      Usuń
  2. Każda matka wie co dla jej dziecka najlepsze! Żadna książkowa mądrość nie daje pewności, że nasze najjedynsze potomki będą respektować morały BLW!

    Dawałam dzieckom co uważałam. Z perspektywy wiem, że córce za wcześnie podałam marchewkę i za dużo bobofrutów i gerberków piła. Matka Kubiczkowa gotuje zdrowo i smacznie i dziecka jedzą wszystko. Z podłogi też nie gardzą ;)

    Nie wiem jak to robisz, bo zawsze masz post jak ode mnie do Warszawy długi, a czytam od dechy do dechy. ;D
    Pozdrawiam Córki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to super, że Dzieciaki wciągają wszystko, żeby TE moje tak jadły...
      No cieszę się bardzo, że czytasz i że tu jesteś. Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Jak przeczytałam tekst o śmieciach, to sobie uświadomiłam, że my co tydzień mamy kubeł (taki zewnętrzny) wypełniony po pokrywę pieluchami (no i ewentualnie kilkoma innymi rzeczami). Takie tam małe przedsiębiorstwo gówniano-sikowe xD

    OdpowiedzUsuń
  4. u nas śmieci też co niemiara. mamy osobny kosz na pieluchy i co dwa dni trzeba wymieniać oba... moja M. też niejadkiem jest, ale co zrobić....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi niejadkami, zgroza po prostu, oby to przejściowe tylko było!

      Usuń
  5. hehe :) po tych Twoich opisach matczynego życia naprawdę jestem ciekawa jak to będzie u mnie. Kiedy czytam Twojego bloga wybiegam wyobraźnią o kilka miesięcy na przód, za co dziękuję, bo mniej więcej będę wiedzieć co mnie czeka :) pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Jakiś zarys w każdym razie będziesz miała, ale wiesz-każde Dziecko jest inne, oby trafiło Ci się bezproblemowe, współpracujące no i z ogromnym apetytem :)

      Usuń
  6. Urozmaicenie to podstawa.Mimo,iż moja latorośl ma 5 latek,to inaczej jej smakuje kanapka z szyneczką,a kanapka z szyneczką i np.z oczkami zrobionymi z rzodkiewki plus nosek ze szczypiorku i usta uśmiechnięte smagnięte ketchupem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie kanapeczki na pewno zachęcają!

      Usuń
  7. No człowiek całe życie się uczy, bo ja ciemna matka dopiero rozszyfrowałam co to BLW.
    Zgadzam się w 100% z Matką Kubiczkową, że super piszesz! Ja zazwyczaj jak jest za długi post to na koniec czytam co drugą linijkę, no ale nie TU :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ci Mia za te słowa!
      No widzisz, co mi po tym, że ja wiedziałam, jak Dziecko co do sposobu jedzenia i tego co będzie jadło i tak ma zawsze swoje własne plany i widzimisię :) A jak Wasze zdrówko? Dziewczynki już zdrowe?

      Usuń
    2. Tak już zdrowe, Parrycja była w przedszkolu, ja wytęskniona po nią lecę a ta w płacz, że nie ma taty. Szlochała tak, że dwie panie przybiegły tłumaczyć się, że miała dobry dień i nic jej się nie stało.
      Tak to pięknie rozpoczęłam tydzień jako niechciana matka :)

      Usuń
  8. Heh ja sama jestem takim śmieciowo-jedzeniowym dzieckiem . Bo ja ponoc okropnym niejadkiem byłam , ale wyznawałam zasadę , że co na ziemi to do buzi ;-)
    Nie wiem wprawdzie czy świadomie tę zasadę wyznawałam , ale żyję i mam się całkiem nieźle .


    A ogólnie to cały post mnie rozbawił . Bo jak tak sobie wyobrażam te Wasze karmienia i Lilcie potem zbierającą to co upadnie . No i ja oczywiście oczyma wyobrażni widze jak Lila zjada tą zupę z podłogi . I uśmiech jakoś tak sam mi wyskakuje ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Anetka, nie wierzę że i Ty tak mamę stresowałaś z tym jedzeniem! No ale skoro tak chętnie zjadałaś z podłogi, to mogła Ci tam zostawiać, to co było zaplanowane do jedzenia. Ja już w akcie desperacji zastanawiam się czy tak nie robić z Lilą :)
      A co do karmień, to powiem Ci, że śmiesznie nie jest... Kiedyś napiszę post o tym jak karmiliśmy Elizę, bo z Lilą to jeszcze tragedii nie ma... Buziaki

      Usuń
  9. I zgodzę się z dziewczynami - u Ciebie im dłuższy post, tym ciekawszy . A wszystkie się wręcz pochłania .

    OdpowiedzUsuń
  10. Już kiedyś pisałam, że nie mam problemu z jedzeniem u mojego Synka. Czasami Tomek nie ma ochoty na jedzenie, ale gdy go zainteresuję książkę lub innym gadźetem zjada wszystko!!! Dosłownie wszystko. To niesamowite, ale czasami mam wrażenie, że je za dużo, czyli Twoje problemy z karmieniem córek są mi raczej obce:( Gdzie jest Twój post o żywieniu BLW? Co do śmieci to ja także mam wrażenie, że produkujemy ich znacznie więcej niż gdy byliśmy sami. Teraz dodatkowy wór jest z pieluchami, więc to podwaja ilość śmieci i może przez segregację tych śmieci jakoś przybyło... Gorąco pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nawet nie wiesz jakie masz szczęście, że Synkowi taki apetyt dopisuje. My najpierw gehennę przeszliśmy z Elizą, ale u Niej to względy zdrowotne też miały duży wpływ na ten brak apetytu, a teraz okresowo z Lilą też podobne "cyrki". W każdym razie czasami zastanawiam się czy ja kiedyś dożyję dnia, kiedy pomyślę sobie, że moje Dziecko je za dużo :) Raczej nie! Chyba, że trzecie będzie pod tym względem inne, znaczy się-normalne!

      Usuń
  11. Dziewczyny :D Na problemy z śmieciami jest wspaniały sposób!
    Polecam pieluchowanie wielorazowe. Zaczęłam i jesteśmy mega zadowoleni. Tylko to nie jest wyzwanie dla leniwych ;)
    Robię sobie reklamę Mama M. wybaczy :D
    http://kubiczkowo.blogspot.com/2013/09/wypowiedziaam-wojne.html
    http://kubiczkowo.blogspot.com/2013/09/moze-tak-by-ktos-matke-kubiczkowa.html

    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mama wybacza i sama posty chętnie przeczyta!

      Usuń
  12. Skad ja znam te problemy jedzeniowe. Sama mialam na tym punkcie obsesje, bo moja Liwka nie miala odruchu ssania po urodzeniu- byla z tego powodu 2 tyg po urodzeniu w szpitalu bo bardzo spadala na wadze. Lekarza wymyslali trylion powodow, dlaczego tak jest co dementowaly badania, az przy wypisie stwierdzili ze brak odruchu ssania byl spowodowany jej miesiecznym wczesniactwem ot co. Dlatego zawsze kontrolowalam az do szalenstwa co i ile mala je. I u nas bylo jak u Twojej Elizy- mega papka i to koniecznie bez grudek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to u nas podobnie... Też miałam obsesję, bo Eliza nie przybierała na wadze, potem okazało się, że ma zapalenie wątroby-miesiąc w szpitalu, ale mi obsesja do pewnego wieku pozostała,nie da się chyba po takich przeżyciach zacząć z dnia na dzień żyć normalnie. A z Liwką, to faktycznie lekarze-geniusze! Przecież wszędzie o tym piszę, że wcześniaczki nie mają odruchu ssania!! Ale u nas też wymyślali wszystko, a skierowania na najprostsze badania nam nie dali!

      Usuń
  13. Tsa, Tymonowi, od miesiąca chyba, idą trójki... I nagle nie je nic poza mlekiem i kaszkami (ale tylko takimi, które można WYPIĆ z butelki)... Dziś nastąpił przełom i zjadł dwa wafle ryżowe, więc może w końcu się przełamie.

    Co do śmieci, ja staram się nie myśleć o tym ile siatek pieluch wyrzucam tygodniowo (Tymon 6-7 pieluszek dziennie, Agnieszka 7-8), bo zaczynam się wtedy bać, że skończy się miejsce na wysypiskach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby z jedzeniem ruszyło! Znam ten ból i niby człowiek, wie, że tak może być ale mama i tak się zawsze martwi, że Dziecko nie je... A co do pieluch-pomyśl o matkach trojaczków, i nie miej wyrzutów sumienia :)

      Usuń
  14. Ahh te jedzeniowe cyrki :) Seba też ostatnio grymaśny bywa. Najchętniej jadałby słodycze, albo samo mięso. Nawet na owoce już się obraził :/
    A co do resztek z podłogi - u nas ten problem nie istnieje. Po pod fotelikiem do karmienia zawsze stoi pies , z wypisanym na "twarzy" : "upuść! upuść! upuść!" ;) I jak upuścimy, to bakterie z podłogi nawet nie zdążają na to wskoczyć :P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!