Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 25 listopada 2013

A gdybyś to był TY?!

Wiem, że pewne sytuacje wzbudzają w ludziach duże emocje. To naturalne, że coś porusza nas bardziej i reagujemy wtedy emocjonalnie, wyrażamy wtedy swoje zdanie, opinię...
Wypadek, o którym pisałam rano, również wzbudził takie emocje, co nikogo pewnie nie dziwi.
Zazwyczaj tego nie robię, ale dziś przeczytałam komentarze pod artykułami na stronie Głosu Szczecińskiego i jestem po prostu zażenowana.
Tak, wiem- ludzie są różni.
Każdy ma prawo do własnego zdania, każdy ma prawo je wyrażać...
Szkoda tylko, że nie ma w naszym kraju obowiązku, żeby pomyśleć zanim się coś powie, albo napisze- zwłaszcza publicznie i w takim temacie.
Z tego co ja przeczytałam, to:
-kierowca nie był pijany
-chciał uniknąć zderzenia z innym autem, dlatego zjechał na chodnik i uderzył w słup
-prawdopodobnie jechał za szybko

Myślę, że większość ludzi, którzy wypowiedzieli się pod artykułem, ma te same informacje co ja. Czy ja na ich podstawie zaproponowałabym karę śmierci dla kierowcy? Albo śmierć za śmierć przez siedmiokrotne rozjechanie "jebanego skurwiela"? I jeszcze "Nogi upierdzielić przy samej dupie i dać najniższą rentę, niech zdycha z głodu"? Nie no co za hojność- skoro już takie sądy wydajemy i tak złorzeczymy, to po co w ogóle renta, szybciej "zdechnie".
Straszne i zatrważające!

Nie bronię kierowcy.
Nie rozmawiałam z policyjnym technikiem i nie znam wszystkich faktów. Na razie nikt ich pewnie nie zna!

Też jestem za tym, żeby tępić brawurę, nadmierną prędkość, a przede wszystkim pijanych kierowców!
Jednak przychylam się do komentarzy ludzi, którzy stwierdzili, że jakikolwiek wyrok w tej sprawie by nie zapadł, On już swoją karę będzie ponosił do końca życia...
Bo codziennie, dzień po dniu, będzie budził się i zasypiał z tą samą myślą- że ta Dziewczynka nie żyje. Będzie zastanawiał się co by było, gdyby jednak doszło do kolizji z tamtym autem, może nawet wolałby sam w niej zginąć, niż żyć z tą myślą, że zabił Dziecko...

Ta sprawa i komentarze internautów skłoniły mnie do bardziej ogólnych refleksji, niż tylko ten konkretny przypadek...
Większość z nas ma prawo jazdy. Chcę wierzyć, że większość z nas jeździ też bezpiecznie. Tylko, czy to daje nam absolutną gwarancję bezpieczeństwa na drogach? Czy to daje nam gwarancję, że sami nie spowodujemy wypadku?
Tak jak nie mamy pewności, że z naprzeciwka nie będzie jechał albo jakiś pijany kierowca, albo ktoś, kto nagle zasłabnie/zaśnie/straci panowanie nad autem z jakiegokolwiek powodu, tak nie mamy żadnej gwarancji, że auto bez naszej winy nie odmówi nam posłuszeństwa, że jakieś Dziecko nie wbiegnie prosto pod koła naszego auta...
To jest życie, tu się nie przewidzi wszystkich zdarzeń i nie da 100%pewności.
I tak jak nie wyobrażam sobie tego, co czuje tata tej zmarłej Dziewczynki, tak nie wyobrażam sobie, że musiałabym żyć ze świadomością, że nawet nie z mojej winy, ale w wypadku z moim udziałem, zginęło Dziecko. Nie wiem czy świadomość, że zawiódł pojazd, że nie miałam na coś wpływu, by coś zmieniła... Dziecko i tak by już nie żyło. Rodzice tego Dziecka (nie myślę tu o wypadku, w którym zginęła mała Julia) straciliby to co w życiu najcenniejsze, a ja musiałabym co rano wstawać z tą myślą, że Oni gdzieś są, że Ich życie nigdy nie będzie już takie samo, że w domu, w którym było słychać niewinny śmiech Dziecka, jest teraz tylko smutek i cisza, która, aż krzyczy z każdego kąta, ale bólu i żalu rodziców zakrzyczeć nie może...
Nie wiem czy i jak bym to ewentualnie udźwignęła.
Nie jestem w stanie tego ogarnąć rozumem.
Domyślam się jednak, jak musi być ciężko żyć z czymś takim.

W mojej trochę dalszej rodzinie doszło kiedyś do sytuacji, która najlepiej pokazuje, że czasami nawet wyrok uniewinniający, nie zmniejsza wyrzutów sumienia, czy poczucia winy i odpowiedzialności za los, tych którzy zostali przy życiu...

Żona mojego wujka miała brata. Ten brat miał żonę i dwóch synów. Miał też duże problemy z alkoholem, a że mieszkali na wsi, to często po pijaku jeździł rowerem. No i któregoś razu był tak pijany, że wjechał facetowi prosto pod koła. Nie pamiętam już szczegółów, ale oczywiście żadnej winy kierowcy nie było. Ten jednak wiedząc, że zostało dwoje (wtedy jeszcze małych) dzieci, zobowiązał się do finansowej pomocy wdowie i Jej dzieciom. I z opowiadań cioci wiem, że nie tylko wywiązał się ze złożonej deklaracji, ale bardzo długo nie mógł się otrząsnąć po tym wypadku, leczył się z depresji, a wyrzuty sumienia dręczyły Go nawet, jak chłopcy byli już dorośli... A przecież, ktoś by powiedział, że zabił tylko drobnego pijaczka, który większość pieniędzy i tak przepijał.
Być może, że trafiło akurat na takiego człowieka, który żyć z tym nie potrafił.
Myślę jednak, że takich ludzi jest więcej. W końcu każdy z nas ma to przeświadczenie, że życie ludzkie jest najwyższą wartością.

Dlatego myślę, że nawet jeśli kierowca, który wjechał w ten słup, dostałby dożywocie to i tak po pierwsze nie zadowoliłoby to wszystkich, bo dla niektórych i kara śmierci byłaby za "lekka", a po drugie- bez względu na to jaki wyrok zapadnie, kierowcę tego auta i tak czeka kara, której nie da się policzyć w latach, wymierzyć zamknięciem, odizolowaniem... Wyrzuty sumienia, pamięć o tym dniu, być może widok całego zajścia, będzie mu pewnie towarzyszył każdego dnia, a to najgorsza kara, jaką człowiek może ponieść.

Dodam tylko, że jak przy każdym spornym temacie, komentatorzy podzielili się na dwa obozy- tych, którzy odwalili już całą pracę sądu, bo wyrok od razu wydali, a najchętniej jeszcze by żywcem pogrzebali, i na tych ostrożniejszych w sądach...
Co ciekawe, ci drudzy zostali posądzeni, o to, że chyba Bóg ich opuścił (No tak, bo to takie normalne i zgodne z tym, czego uczono nas na religii, żeby pisać: śmierć za śmierć itp, więc nie do końca rozumiem, kogo Bóg miałby opuścić w tej sytuacji...) i że NA PEWNO nie mają dzieci.
Szczerze mówiąc to, aż mną potrząsnęło.
Wiem, że łatwo pisać, kiedy moje Dziewczynki spokojnie śpią w pokojach obok, a ja wiem, że mogę pójść, dotknąć Ich, poprawić kołdrę, że już rano usłyszę Ich śmiech, potem pewnie płacz...
Tylko, czy temu ojcu, nawet najcięższy wymiar kary zwróci Dziecko?
Może gdyby wykazano ewidentną winę kierowcy, dałoby to Mu cień satysfakcji... Na chwilę, bo zaraz po batalii sądowej, przyszłoby dalej żyć... Bez żony, bez Dziecka, które było sensem życia...
Myślę, że istnieje taki rodzaj straty i bólu, że nawet zemsta, czy poczucie sprawiedliwości, nie przynosi grama ukojenia. Że NIC nie zmniejszy tego bólu, nie odejmie go, i wydaje mi się, że tak będzie w tym właśnie przypadku...

18 komentarzy:

  1. Dzisiaj u siebie widziałam, że zmieniłaś fryzurę, czy się mylę? Świetnie wyglądasz na tym zdjęcie z facebooka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Kasia, dzięki! Niestety fryzura choć mi się podoba, w ogóle nie pasuje do rodzaju moich włosów... Grzywka nawet mocno wyprostowana nie trzyma się tam gdzie powinna i próbuje się skręcać, także czekam aż odrośnie. Pozdrawiam

      Usuń
  2. 22 marzec 2003 roku. Piękna pogoda. Jak zawsze jechałam swoim maluszkiem do pracy. Z tramwaju wysiadali ludzie. Mała Dziewczynka wyrwała się Mamie. I wybiegla na ulicę. Prosto pod moje koła. Zdążyłam. Tym razem zdążyłam ! Dzięki Bogu ...
    Czy zawsze zdążę ???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest kwintesencja tego, o co mi chodziło. Nie na wszystko mamy wpływ, a już na pewno nie na zachowanie innych kierowców/pieszych... a z konsekwencjami to my musielibyśmy żyć do końca naszych dni, bez względu na treść wyroku...

      Usuń
  3. Przeczytałam obie notki i smutno mi :( Szczerze mówiąc każdego dnia zastanawiam się, co by było, gdybym straciła męża i dzieci - bo dużo takich historii mam wokół siebie. Byłaby pustka, ból i okropna tęsknota do końca życia. Mam nadzieję, że tego nie doświadczę, ale kto wie? Za każdym razem, gdy czytam o śmierci dziecka, to płaczę po nim jak po własnym.
    Jedyną pociechą w takich chwilach jest dla mnie to, że Bóg przytula i rozumie, bo sam patrzył na śmierć swojego jedynego, niewinnego dziecka. Tak samo Maria patrzyła, jak męczony i poniewierany jest jej synek. W tym bólu nie jesteśmy sami.
    Sądy nie są tu rozwiązaniem. Nic już nie przywróci życia tym, co odeszli. A kary wyznaczone przez sąd są chyba niczym wobec świadomości, że zabiło się człowieka. No chyba że ktoś ma totalną znieczulicę..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, ale myślę, że takich ludzi z totalną znieczulicą jest jednak niewielu, i że taki wypadek, zawsze gdzieś tam we wspomnieniach wróci i upomni się o wyrzuty sumienia, poczucie winy...

      Usuń
  4. Dlatego nie czytam komentarzy pod artykułami, bo tylko się można wkurzyć na... bo ja wiem, głupotę (?) ludzi wypowiadających się pod nimi. I tak dobrze, że się trolle nie napatoczyły, bo wtedy to już byś na pewno zwątpiła w inteligencję ludzi wypowiadających się pod tym artykułem.

    A co do wyrzutów sumienia - zgadzam się w 100%. One są najgorsze, kara jest karą, można ją odbyć, można jej nie poczuć. Ale wyrzuty sumienia mogą zabić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego ja też zazwyczaj nie czytam, bo za szybko się irytuję, pomijając charakter tych komentarzy, to osłabiają mnie również błędy, takie, że można oślepnąć :) Na przykład ostatni jaki widziałam: "spułczuję" :) Nosz ja cież pierdzielę :)

      Usuń
  5. Popieram Agnieszkę - komentarzy nie ma co czytać. Dlaczego? Gdy ginie jakaś osoba należy się szacunek jej rodzinie - ludzie nawet nie wiedzą ile cierpienia, bólu i złości już jest w tych ludziach. Dodatkowe głupie komentarze spod ziemi potęgują to - połowa mądralińskich to anonimy. Często przypadek jest ubarwiony alkoholem, narkotykami, szpanerstwem itp, a pijaństwo i brawura tłumaczona brakiem odblasku na ubraniu poszkodowanego, złym oznaczeniem drogi.Sprawiedliwego osądu od osób trzecich nie ma co oczekiwać, od wymiaru sprawiedliwości....hmm chyba też nie zawsze. A co do sumienia osoby kierującej? Skoro był pijany to nad sumieniem i w wyrzutami mógł pomyśleć wcześniej, a gdy faktycznie niewinny - współczuję i najgorszemu wrogowi nie życzę tego położenia. Co do rodziny poszkodowanej - żeby ludzie dali im spokoju, a zbędne komentarze i szerzenie złości zamienili na wsparcie, ale takie długodystansowe. Często sprawa jest rozbuchana, przycicha a rodzina zostaje z tym sama.

    Bardzo fajnie, że poruszasz tak istotne tematy na swoim blogu. Nam Polakom trzeba co jakiś czas przypominać o sprawach ważnych
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Na ogól jednak staram się tutaj pisać o Dziewczynkach i sprawach z Nimi związanymi, no ale są sytuacje, o których napisać trzeba...
      Wszystko to, co napisałaś, to prawda... Po chwilowym rozbuchaniu tematu, każdy zapomina... a gdzieś ktoś nadal boryka się z tą tragedią.

      Usuń
  6. O tak, ludzie uwielbiają oceniać... :/ Nie rozumiem skąd tyle jadu i złości w nich... Bo przecież to nikomu nie pomoże, zwłaszcza rodzinie poszkodowanych. A skoro nie pomaga, to po co? W jakim celu :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że ci, którzy tak się ochoczo wypowiadali, nada celem się nie zastanawiają. Najważniejsze to kogoś publicznie zlinczować, nie znając nawet do końca prawdy i faktów... Straszne, i niestety takie typowe!

      Usuń
  7. Ja rozmowach z psychologiem podczas kwalifikacji na rodzinę adopcyjną otwarcie mówiłam, że to czego obawiam się najbardziej to śmierć męża czy dziecka. Dostałam poradę, żeby trochę odpuścić, bo jest to jiepokojące że o tym często myślę mając zdorową rodzinę, no ale ja nie mogę. Nie wyobrażam sobie, że nagle ktoś gdzieś dostaje wiadomość, że ukochanej osoby więcej nie zobaczy. Nie wiem co przeżywa ten człowiek, ale bardzo mu współczuję. A komentarzy też nigdy nie czytam, bo pisze je jak dla mnie jakaś banda oszołomów lub małolatów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myślę, że chyba wielu osobom towarzyszy ten lęk, w końcu to chyba najgorsze co może nas spotkać-stracić najbliższe osoby.
      Wiesz, póki to pisze gówniarstwo, to mnie to nawet nie razi, załamuje mnie jednak, kiedy w taki sposób wypowiadają się osoby starsze ode mnie, wykształcone, a Ich nie brakuje w tych komentarzach.

      Usuń
  8. Ja od jakiegoś czasu przestałam czytać komentarze pod artykułami w różnych portalach, za bardzo mnie raziło to, co ludzie tam piszą. Ludziom się wydaje, że w internecie mogą pisać wszystko. Jestem przekonana, że większość z nich w tzw. realu nie powtórzyłaby tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że bycie anonimowym, wielu osobom dodaje "odwagi"... Szkoda, że wypowiadają się w taki prosty, chamski i ordynarny sposób zazwyczaj... Ja też nie czytam, tu zrobiłam wyjątek i szybko pożałowałam. Pozdrawiam Estera.

      Usuń
  9. Głośno proszę o miłość i wybaczenie w takich sytuacjach. Głośno proszę Boga, żeby zawsze moje dzieci były bezpieczne. Wsiadam za kierownicę i zawsze proszę o to abym nikomu i sobie krzywdy nie wyrządziła...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!