Mama2c

Mama2c

środa, 13 listopada 2013

Dobry dzień,dobry dzień... No prawie...

U mojego męża w pracy od jakiegoś czasu istnieje zmiana popołudniowa. Co prawa wypada ona każdemu z zatrudnionych raz kiedyś, no ale wypada... No i właśnie od wtorku (uff, jeden dzień nam odpadł dzięki Świętu) mój mąż ma tą nieszczęsną drugą zmianę.

Co to dla mnie oznacza- każda mama wie. Sama muszę "obrobić" te dwie łobuziary- nakarmić, wykąpać, położyć spać, plus lekcje z Elizą i pilnowanie Lilki non stop, żeby się nie zabiła-dosłownie. Także tak- nie znoszę tejże zmiany...

Mąż do pracy wyjeżdża o 12.30, więc przynajmniej ranek mam na jako takie rozkręcenie się z dodatkową parą rąk i oczu do Lilki. Niestety dzisiaj męża nie było już od rana, a ja od wczoraj przeżywałam, że to pewnie będzie dla mnie naprawdę ciężki dzień... Robiłam to już tutaj kiedyś, ale napiszę raz jeszcze-szacun dla każdej samotnej mamy. Jesteście wielkie.

Próbowałam się oczywiście jakoś nastawić na tą całodniową samotną orkę, ale z moim wrodzonym pesymizmem zaczęłam układać takie scenariusze, że w końcu sama się opamiętałam i pomyślałam-no trudno, przecież nawet jeśli One mnie wykończą, a czas będzie się wlókł niemiłosiernie, to i tak ten dzień w końcu minie... Czy to już zakrawa o cień optymizmu? :)

I co się okazało? To był naprawdę dobry dzień... Lilka w doskonałym humorze (do czasu), spała ponad godzinę-ostatnie drzemki po pół godziny, raz dziennie zachwiały moim stanem psychicznym bardzo, zupkę i kaszkę zjadła tak pięknie, że aż przyjemnie było Ją karmić-chyba to wytłuszczę, żebym szybko znalazła w chwilach kryzysu, którego się spodziewam w związku z idącymi czwórkami, za oknem piękna pogoda, z czego skorzystałyśmy oczywiście, Eliza przyniosła kolejną szóstkę z dodatkowego czytania... No żyć nie umierać... Ale tylko do godziny 18-tej, kiedy Lilce włączył się mega marudek pt. "Mamo nie daję sobie rady sama ze sobą i ty też sobie ze mną nie dasz rady, bo chciałabym coś, ale nie wiem co, ale to na pewno nie to, co mi teraz podajesz, więc uderzę w ryk, o właśnie taki, że mnie w ogóle nie rozumiesz..." No i właśnie tak mniej więcej upłynęło nam ostatnie 1,5godziny przed kąpielą...

Na szczęście od godziny 20-tej moje Młodsze Dziecko nie sprawia już żadnych problemów wychowawczych, ponieważ słodko śpi... No i to jest właśnie jedyny plus jednej drzemki w ciągu dnia...

Za to dziś naszła mnie pewna refleksja.
Mówi się, że to dzieciaki mają nieograniczoną wyobraźnię. A co z mamami dzieci, które mają tą nieograniczoną wyobraźnię? Jaką One muszą mieć wyobraźnię?!
Zamówiłam jakiś czas temu w C&A prezent imieninowy dla męża (o tym może osobny post), prezent urodzinowy dla chrześniaka męża i bieliznę dla Lilki. Paczka nawet spora z tego wyszła, a raczej spory karton. Dziś po południu dostałam przesyłkę. Zapłaciłam, pokwitowałam, położyłam w przedpokoju i wróciłam do kwicząco-jęczącej Lilki, zapominając o tym kartonie.
Tuż przed kąpielą przypomniałam sobie, że jeden z ręczników Lilki właśnie wyprałam i poszłam po nowy. Nagle słyszę rechot Lili. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że już ponad godzinę tylko zawodziła. Spojrzałam, ale tam gdzie ostatni raz  Ją widziałam, już Jej nie było, słyszę za to naprawdę szczery, radosny śmiech, ale coś mnie tak tknęło, że mi nie będzie do śmiechu jak już zobaczę co robi. No i faktycznie. Lila na przedpokoju siedzi na... kartonie i- to jeszcze nie koniec- przechyla się w przód, bo koło kartonu jeździ Jej chomiczek, o którym już pisałam. Zamarłam jak to zobaczyłam. Gdyby przechyliła się mocniej, na pewno by spadła i nawet nie chce myśleć co dalej. Ewidentnie moja wina. Nie przyszło mi do głowy, że Ona na ten karton wlezie. Chyba moja wyobraźnia jest w dalszym ciągu w dalekim tyle, za pomysłami Lilci...


30 komentarzy:

  1. Tsa... Moja wyobraźnia też została ostatnio zaskoczona. Poszłam do kuchni zrobić Tymonowi kanapkę. Jak wróciłam, zastałam następujący obraz: koło komody stało krzesło obrotowe, które ma tendencje do odjeżdżania ja się na nie wchodzi, na komodzie jedną nogą stał Tymon. Druga noga była na parapecie, obie ręce na szybie. Nos również w szybie. Dobrze, ze nie wpadł na pomysł otwierania okna...

    OdpowiedzUsuń
  2. Pwitam w klubie tum razem: matek szalonych dzieci :) moja młodsza w czasie kiedy myłam głowę postanowiła zejść sama na parter czego wie, że czynić jej nie wolno, ostatnie trzy stopnie leciała głową w dół, bo nie zdążyłam dobiec. No i to też moja wina, bo mogłam zamknąc drzwi łazienkowe żeby nie nawiała.
    Ja codzienne o godz. 17 czuję taki kryzys w związku z siedzeniem z dziećmi, że modlę się o jakąkolwiek pomoc, nawet z nieba.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojej, ja podobnie jak Ty ciągle układam jakieś czarne scenariusze. Potem próbuję o nich nie myśleć i czasami chciałabym jak w jakiejś bajce odepchnąć znad mojej głowy te czarne chmury. Dlaczego my matki tak się martwimy... Nie wiem i nie umiem odpowiedzieć na to pytanie:(
    Gorąco pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to chyba i taka cecha i poniekąd trochę rola mamy, że zaczynamy bać się do tego stopnia, że wykracza to poza granice zwykłego bania się o dziecko...

      Usuń
  4. Hihi jak mnie zawsze rozbawia ten Twój cynizm do własnego podejścia :) Uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My wariaci tak mamy, tylko w ten sposób możemy zachować pozory normalności :) Ale dziękuję Ci bardzo!

      Usuń
  5. Ech smętnie mi się zrobiło, bo ja codziennie muszę sama dzieciaki ogarniać do wieczora, jak mąż wraca to już śpią. W sobotę padam na pysk, a on się dziwi, że nie chce mi się sprzątać :)
    I coś jest z tą wyobraźnią mam... choć jak na razie ciągle jestem z tyłu i każdego dnia dzieci robią coś dziwnego, nieoczekiwanego i niebezpiecznego... Aż dziw, że jeszcze żyją :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to współczuję... Zależy jeszcze jakie dzieci, bo jak ja bym miała dwoje takich jak Eliza, to jeszcze bym się ponudziła i paznokcie pomalowała... No ale Lila to jest Lila...

      Usuń
  6. popieram stwierdzenie - hold dla samotnych matek!!! ledwo zyje ale co to za zycie?? kochana jak Ty przezylas te ciezkie chwile i nie oszalalas??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to czy nie oszalałam to wcale nie jest pewne, ani niczym potwierdzone :)

      Usuń
  7. Ja czasami mam ochotę zostawić męża samego z dzieckiem na jeden dzień. Wtedy by zobaczył, ile trzeba mieć siły i energii przy nim. Tyle że mąż pewnie nie posprzątałby, nie wyprał, nie poprasował itp. A my to robimy. I nam się dziwią, że nie mamy na nic siły...
    Póki co mieszkamy z teściami, więc zostawienie synka mężowi wiązałoby się raczej z tym, że dzieckiem zajmie się babcia albo dziadek, a tatuś będzie siedział przed komputerem...echhh...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Normalka-każdy facet by skorzystał mając taką pomoc... Im jeden dzień by nic nie dał, to trzeba byłoby tygodnia :)

      Usuń
  8. Uśmiałam się przy marudku Lilki :) Myślałaś kiedyś o pisaniu książek? Byłabyś geniuszem zbrodni humorystycznej.

    Też podziwiam samotne matki, naprawdę podziwiam. Ja tu z mamą czasami nie ogarniam sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami boję się, że staną się prawdziwym geniuszem zbrodni przy tych moich dzieciach :) Ale dziękuję Ci za komplement :)

      Usuń
  9. PS Zapraszam do zabawy - http://aleksander-odkrywa.blogspot.com/2013/11/siedem-tajemnic.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Aguś, niebawem wyjawię te 7tajemnic :) Szykujcie się psychicznie na to :)

      Usuń
  10. hehe, co my byśmy bez tych dzieci zrobiły ;) a swoją drogą też bardzo podziwiam samotne matki!

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj jak ja dobrze pamiętam czas kiedy tylko czekałam aż mój mąż wróci z pracy a teraz jest o niebo lepiej Przemek wreszcie słucha co się do niego mówi, wykonuje polecenia i prośby tak, że dzień nasz już (lub dopiero teraz!!!! ) wygląda naprawdę fajnie i dla mnie i dla niego....
    A sama też podziwiam te rodziny niepełne lub pełne ale zmuszone do bycia osobno i cały dzień z dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah jak ja czekam na te chwile kiedy mała zacznie słuchać ze zrozumieniem i wykonywać polecenia :) To będzie nowa jakość macierzyństwa coś czuję :)

      Usuń
  12. Moja wyobraznia (ktora nota bene uwazam za lekko wybujala) kompletnie nie nadaza za pomyslami dzieci... Ogolnie stwierdzam, ze jesli sie dziecku nie wymysli zabawy, to ono natychmiast podejmie dzialania destrukcyjne. W stosunku do domu, rodzenstwa, albo samego siebie...
    Nie wiem skad samotne mamy biora sile. Ja, gdybym nie byla z M., to albo skonczylabym na psychotropach, albo, podazajac za Twoim humorem, skumalabym sie z Katarzyna W. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja podążając za Twoim ostatnim tekstem do M. nigdy nie zostawię mojego męża, bo bym z tymi dwiema diablicami sama nie wyrobiła :)

      Usuń
  13. kochana gdzie masz maila?? chcialam sie o coszapytac i to lepiej na priv :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz jaka za mnie roztargniona mamuśka...
      mwk815@gmail.com
      buziaki

      Usuń
  14. Mój mąż teraz ma cały czas drugie zmiany. Chodzi na 12, albo 14. Z jednej strony to dobrze, bo może coś załatwić, z drugiej - w ogóle nie widuje się z małą. Odwozi ją rano do przedszkola i tyle dziennie się widzą, bo jak wraca to ona dawno śpi. Ja zazwyczaj też, ale przynejmniej mogę się nim nacieszyć do południa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas na szczęście Eliza ma taki plan, że Marcin się z Nią widział nawet sporo, ale za to z Lilą już nie... To są właśnie te minusy...

      Usuń
  15. Kiedys tez mialam taka historie z kartonem z tym ze on byl dosc niski i chwala ze jednak nic sie nie stalo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No u nas jest ostatnio faza na wszelkie kartony...

      Usuń
  16. Jak bardzo nie miałabyś rozwiniętej wyobraźni, dzieci i tak zaskoczą Cię swoją kreatywnością :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tego się właśnie boję najbardziej... :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!