Mama2c

Mama2c

piątek, 29 listopada 2013

Jesteś lekiem na całe zło...

Przychodzi taki dzień, kiedy okazuje się, że:

-tylko Twój uśmiech rozgania chmury gradowe na twarzy Malucha
-tylko Twój czuły dotyk pozwala przestać się bać i ukoić młode, bo młode ale skołatane dziecięce nerwy
-tylko Twój śmiech zaraża i z podkówki małe usteczka nieśmiało zmieniają kształt na bardziej pożądany przez każdego rodzica
-tylko Ty jedna znasz sposób, żeby odwrócić uwagę od bólu, złości, histerii
-tylko Twój widok witany jest z entuzjazmem równym temu, który towarzyszył pierwszej odsłonie Baby Royal
-tylko Ty możesz zmienić pieluchę i wziąć na ręce, bo nikt inny, nie robi tego tak jak Ty
-tylko na Twojej nodze można się uwiesić i w ten sposób wędrować po całym mieszkaniu
-tylko Twoja bluzka może robić za chusteczkę
-o 1-ej, 3-ej i 5-ej nad ranem TYLKO Ty możesz maluchowi podać picie/smoczek/pogłaskać po główce, i niech Ci się nie wydaje, że jak jest ciemno, a maluch ma zamknięte oczy, to nie pozna, że robisz Go w konia i wysłałaś do Niego tatę

Tak, jesteś mamą.
I są sytuacje kiedy bywasz NIEZASTĄPIONA.
Jesteś lekiem na całe zło.
I tyle samo razy ile będziesz pękać z dumy, tyle razy będziesz padać na twarz, ale zawsze znajdziesz siłę, że posłać ten mający terapeutyczne działanie uśmiech...

Jak wiecie jesteśmy po szczepieniu...
Jakie refleksje? Poza tymi, wymienionymi od myślników oczywiście!
To jest właśnie TA sytuacja, kiedy mamy NIKT nie zastąpi.

Nadal twierdzę, że cierpliwość to nigdy nie będzie ani moje drugie imię, ani mocna strona, ale...
Ale okazuje się, że wyrozumiałość, empatia i MIŁOŚĆ do dziecka mogą zdziałać więcej niż sama cierpliwość :) Bo choć całe dnie wychodzę z siebie i staję obok, a w myślach powtarzam, że zaraz:
-mnie szlag trafi
-krew zaleje
-dostanę białej gorączki
-jedno, drugie i trzecie jednocześnie

...to rozumiem, że Lilce jest dużo ciężej niż mnie, dlatego:
-prawie cały czas noszę Ją na rękach od okien w dużym pokoju, do tych w kuchni i Bogu dziękuję, że nie wysłuchał moich próśb i nie mamy domu, w którym odległość jaką pokonuję teraz z Lilą na rękach, musiałabym pomnożyć tak z razy cztery
-zagaduję ciepło i spokojnie, choć coraz częściej zdarza mi się już pleść trzy po trzy, ale póki skutkuje, mogę gadać nawet od rzeczy
-tulę, głaszczę, ocieram łzy
-nieustannie tłumaczę Jej co się z Nią dzieje, nazywając emocje, które w danym momencie wydaje mi się, że przeżywa, mając wrażenie, że nie mówię do dziecka po szczepieniu, ale do siebie przed okresem: "Wiem, że źle się czujesz.", "Wiem, że jesteś zła.", "Kochanie, wiem, że nie wiesz, o co ci chodzi, ale ja też nie wiem.","Już niedługo będzie lepiej."- ostatnim zdaniem bardziej pocieszam siebie, niż Ją
-przytulam, przytulam i jeszcze raz przytulam
-pozwalam się wykrzyczeć i odreagowywać, zabezpieczając tylko głowę przed poważniejszymi konsekwencjami, bo nie wiedzieć czemu, ale okazuje się, że uderzać główką o ścianę to albo dobra zabawa, albo sposób na wyrzucenie z siebie (albo z główki) złych emocji

Także na razie nie gorączkujemy, nie mamy też wysypki, mamy za to wszystkie stany emocjonalne świata, od zaśmiewania się do rozpuku, po płacz i krzyk jakby Ją tu żywcem ze skóry obdzierano. I choć Lilka oczywiście i bez szczepienia lubiła podgrzać naszą domową atmosferę histerią albo dwiema, to teraz ewidentnie widzę, że jest rozbita i ogólnie źle się czuje, co łączę z podaną szczepionką.
No nic, skoro może to trwać nawet i dwa tygodnie, to od dzisiaj wracam do picia melisy, żeby nie sprawdzać, czy empatia i wyrozumiałość też mają swoje granice. Tak na wszelki wypadek...

Co jeszcze? Ano to, że podobnie jak wcześniej, choroba czy gorsze samopoczucie nie ogranicza rozwoju Lilci. Ba! On wtedy zadecydowanie nabiera tempa, dziwne to trochę, ale tak to wygląda...
I tak jak wcześniej katar nie przeszkodził Jej w nauce samodzielnego chodzenia, jelitówka w opanowaniu sztuki wchodzenia na pufę i krzesełko do karmienia, tak teraz objawy poszczepienne nie zatrzymały rozwoju mowy i umiejętności wchodzenia na łóżko- które jest trochę wyższe niż pufa. Oczywiście Lila nie zaczęła mówić poprawną polszczyzną, co to, to nie. Tworzy jednak zdecydowanie dłuższe ciągi sylabowe, choć to język dalej dla nas niezrozumiały. Szczególnie rozmowna staje się, kiedy przychodzi rozmawiać przez telefon. Bo nie pisałam chyba tu jeszcze, że z naszej Lili to prawdziwa telefonistka- gdybym dzwoniła za każdym razem do taty i baby, kiedy Lila przynosi mi telefon, Oni nie mogliby w ogóle pracować...

Czwórki nadal męczą, o czym przekonał się dziś tata, kiedy stracił czujność i Lila ugryzła Go z zaskoczenia- usłyszeć szczery krzyk mojego męża- bezcenne! Ja po ostatnim ugryzieniu, które zakończyło się siniakiem we wszystkich kolorach tęczy jestem bardziej czujna.


Ej ty w lustrze-uważaj sobie!


Na razie z pastą oswajam się na swój sposób.


Mamo, odejdź z tym aparatem.

No dobra, uśmiech dla blogowych Cioć :)

32 komentarze:

  1. Pięknie to wszystko ujęłaś! Pięknie i ciepło i umacniająco, i jak lek na całe zło. Uśmiecham się ciepło za szklanego ekranu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I my ściskamy Ulcia, mocno mocno!

      Usuń
  2. Cudowny wpis :D Taki optymistyczny i budujący :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. No normalnie się wzruszyłam, piękne to co piszesz. Prawdziwe i płynące z serca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałam to napisać, bo jak jednak empatia i wyrozumiałość się skończą, to gdzieś będę musiała szukać ratunku :)
      Dzięki Mia!

      Usuń
  4. córka przesłodka a Ty jesteś wspaniałą, najlepszą mamą na świecie chcesz order z ziemniaka lub buraka??? a tak na poważnie to chyba od zawsze tak jest że nikt nie utuli nie pokarmi, nie otrze łez tak jak mama

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poproszę z buraka, jeśli mam wybór :)
      O tak, mama jest the best-każda!

      Usuń
  5. Zdjęcie z pastą wywołało banana na mojej twarzy, podziękuj małej :))
    Ech chciałabym być takim lekiem i kurcze jestem świadoma, jak bardzo dzieci mnie potrzebują. A jednocześnie tak bardzo się boję, że je zranię, bo bywam matką warczącą. Ech nic to, najważniejsze że jest miłość i ciepło w rodzinie, bez zgrzytów się nie da :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana ale ja jestem zupełnie normalną, warczącą i syczącą mamą :) Ze wszystkimi możliwymi ułomnościami nawet bym powiedziała. Ale szczepienie i choroba to czas święty, gdzie staram się odłożyć moją nerwicę na bok :)
      Twoje Chłopaki mają super mamę i nie myśl nawet inaczej!

      Usuń
  6. My przechodzimy ten etap podwójnie - z jednej strony jest odbutelkowany, ząbkujący, nieśpiący w dzień Tymon. Z drugiej Agnieszka, której zaczął się jakiś wstęp do lęku separacyjnego. :)

    A Lilka jest bardzo do Ciebie podobna. Słodziak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osz... no to współczuję, bo mi wystarczy to co mam, a podwójnie? Padłabym po prostu.

      Usuń
  7. Piękny uśmiech Lilki:) i bardzo budujący wpis na okres ząbkowania i choroby który właśnie przechodzimy. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trzeba się jakoś motywować bo u nas też ciężko-szczepienie i ząbkowanie w jednym :(

      Usuń
  8. Ciocia Ania odwzajemnia uśmiech:)Nie jest co prawda tak śliczny jak Lili,ale szczery.PS.my też używamy pasty elmex i bardzo ją sobie chwalimy.buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też, ale Eliza do mycia zębów jest okropna :(

      Usuń
  9. Wiesz, właśnie poznaję te wszystkie rzeczy, które umieściłaś od myślników i... jest to bardzo fajne uczucie :) Jeszcze nigdy nikomu nie byłam tak potrzebna...
    Pozdrowienia dla Ciebie i Twoich pięknych Córeczek ode mnie i Marysi :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie-tak potrzebna, to jest super. Choć czasami bywa jednak i męczące :) Buziaki Dziewczynki!

      Usuń
  10. Świetnie to ujęłaś :) W końcu mama jest dobra na wszystko.
    Odwzajemniamy więc z Alkiem uśmiech i życzymy samych dobrych dobrych rzeczy :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy, przydadzą się. Buziaki

      Usuń
  11. Wszystko jest fajne, ale jak ma się kogoś, kto czasami cię zastąpi. Tato:) Na przykład wtedy, gdy padasz mordką na ... no :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie akurat w tej sytuacji to nawet jak tato by chciał, to nie ma bata-mama musi być.

      Usuń
  12. Ona jest cudna. Uwielbiam takie zaczynające chodzić dzieciaczki :)

    OdpowiedzUsuń
  13. uwielbiam czytać Twoje wpisy:) są takie...prawdziwe:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Niestety nie znalazłam na blogu adresu e-mail.
    Chciałabym przekazać informacje na temat możliwości współpracy
    Uprzejmie prosze o kontakt na kontakt@blog-media.pl adresem bloga w treśći wiadomości.
    pozdrawiam serdecznie
    Magdalena

    OdpowiedzUsuń
  15. Martuś, Lilcia to cała Ty :) Cuudnie wygląda..
    A na marginesie to nie myślałaś o nagrywaniu audiopostów? :P
    Jak widzę, że u Ciebie coraz więcej do czytania, a u mnie coraz mniej czasu to zastanawiam się kiedy się z tym uporam :) Jeszcze tu wrócę :*

    OdpowiedzUsuń
  16. Jaka Lilcia już duża ! I jaka śliczna !
    Martuś a Ty wspaniałą Mamą jesteś wiesz ?

    OdpowiedzUsuń
  17. Cudny post i śliczna Lilcia w przeuroczej sukience :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!