Mama2c

Mama2c

czwartek, 7 listopada 2013

Najbardziej depresyjny miesiąc (w) roku...

Listopad.
Nie znoszę.
Oczywiście, poza urodzinami Lilci :)
Miesiąc, który mógłby nie istnieć.
Opuszcza nas złota polska jesień, biała zima jeszcze nie nadchodzi...
Listopad zabiera z drzew pięknie ubarwione liście, moczy trawę, chodniki, porywa z głów czapki, rozchyla silnym podmuchem płaszcze, skraca dzień...
Swym nostalgicznym początkiem wprawia mnie w zadumę nad sprawami życia i śmierci. Nie lubię tych myśli. Chyba już się nie boję śmierci samej w sobie. Bardziej przeraża mnie fakt, że to wszystko co jest teraz moją radością, troską, to co mozolnie buduję już tyle lat, to czemu nadałam sens, to co powołałam do życia, będę musiała zostawić... tutaj...
Spotkania przy grobach, z tymi, którzy są już "tam" i tymi, którzy nadal są "tutaj". Dalsza rodzina, którą zawsze widujemy na Cmentarzu 1listopada. Buziak w każdy policzek z ciocią, i  kurtuazyjna obietnica, że: "Tak, ciociu na pewno, jak tylko będziemy mieli więcej czasu..." Bo przecież czasu wiecznie za mało, doba za krótka, żeby sobą się chociaż nacieszyć...
1-go czas zwalnia. Wracają jak żywe wspomnienia o ludziach, którzy byli dla nas ważni. Ukochany Dziadek, którego pamiętam jak przez mgłę, a którego oczkiem w głowie podobno byłam, Babcia- zakochana we mnie tak, że nigdy nikt mnie tak nie kochał jak Ona. I jeszcze jedna Babcia... Babcia, której nie znałam, umarła kiedy mój ojciec miał 18lat. Na ile Jej śmierć miała wpływ na to, że mój ojciec jest taki jaki jest? Czy miała w ogóle wpływ? Czy może większy wpływ miał Dziadek alkoholik, który Ich życie też podobno zamienił w piekło.
Nie, nie próbuję Cię usprawiedliwiać tato... Każdy ma wybór, ty też miałeś. Może kiedyś, może jeszcze jestem za młoda... Może dlatego nie, bo nawet teraz, kiedy sam jesteś dziadkiem, nic się nie zmieniasz. Nadal najważniejszy jesteś ty, nadal nikogo nie potrzebujesz... 
Listopad.
Rocznica ślubu moich rodziców.
Farsa, która trwa już 33lata.
I choć mam swoje życie, swoje małżeństwo, swoją rodzinę, to nie jest tak, że ta farsa nie idzie nadal za mną. Pewnie sama siebie oszukuję nie raz, że się z tym uporałam, że to zamknięty rozdział. Ale to wraca, kartki otwierają się same, choćby 22-go listopada.
Pamiętam ten dzień rok po roku.
Jak z biegiem tych kolejnych rocznic z małej dziewczynki, która nie rozumiała, dlaczego mama jest smutna, stawałam się dziewczyną świadomą powodów Jej smutku, ale nieświadomą i nierozumiejącą dlaczego nic z tym nie robi, dlaczego dalej się tak męczy. Aż stałam się kobietą i nadal nie wszystko rozumiem, ale już nie oceniam, nie buntuję się, nie krzyczę, że zmarnowała sobie życie. Widzę więcej kolorów niż tylko czerń i biel. Nie pytam też czy żałuje... Nie muszę. Niespełnione marzenia, nadzieje, plany... w pewnym wieku z każdym mijającym rokiem ciążą coraz bardziej. Coraz mniej czasu, coraz mniej sił. Mama, która w chwilach mojego zwątpienia mówi spokojnie: "Jeszcze wszystko przed Tobą", o sobie pewnie już tak nie myśli... 
Tak, rocznica ślubu moich rodziców, to zdecydowanie jeszcze jeden powód, żeby przespać ten miesiąc.

Gdyby tak zasnąć i obudzić się w okolicach Świąt Bożego Narodzenia :) Kiedy za oknem będzie już biało, każda stacja radiowa będzie grała "Last Christmas", a ja będę siedziała z kartką i ołówkiem w ręku i wymyślała menu na 3dni Świąt... W końcu z wiekiem przekonałam się także o bardziej prozaicznych sprawach, jak choćby ta, że karpia można podać na tysiąc jeden sposobów :) Nasz faworyt z zeszłego roku- w maśle cynamonowym z miodem i migdałami.

A żeby nie było tak smętnie i ponuro- Eliza w roli głównej.

Siada wczoraj nasza starsza Córcia przy stole i co chwilę słyszę: Mamo, przez jakie "u" się pisze bluzka?
A sukienka? A przez jakie "ż" księżniczka? A kurtka, jakie "u"? No to czynię swoją powinność i cierpliwie odpowiadam, już trochę zaintrygowana co tam Młoda wymyśla. W życiu bym nie wpadła na to, że pisze list do Mikołaja :) Dlaczego? Bo trzeba Wam wiedzieć, że Eliza, przysięgam, co roku pisze ten list dosłownie na ostatnią chwilą, a raz-uwaga, uwaga! nie napisała wcale, tłumacząc nam oczywistą oczywistość, że po co? Przecież Mikołaj i tak wie, co Ona chce dostać.
No!
Także nie pytajcie jak my, babcia, i wujkowie robimy Jej prezenty, skoro hrabina czasami 23-go grudnia rano jeszcze nie ma listu napisanego :)
Także tegoroczny list, napisany z tak dużym wyprzedzeniem- to już powinno mnie zaniepokoić. I słusznie. No więc lista życzeń mojej Córki to:
-sztaluga
-księżniczka Furbi
-bluzka z koniem
-spodnie z koniem
-sukienka z koniem

Garderoba z koniem- to mnie nie dziwi, chwała Jej za to, że nie chce Araba z Janowa Podlaskiego od Mikołaja :) Sztaluga? Też nie, po tym, jak tata zapisał Ją na kółko plastyczne. Pytam co to jest ta księżniczka Furbi, bo pierwsze słyszę. Na co moja Córka odpowiada mi tak, że kapcie prawie spadają: "Zobaczysz jak mi Mikołaj przyniesie."

To jednak nie koniec historii. Dziś tata opróżnił skrzynkę i przyniósł do domu stos gazetek reklamowych, między innymi z Reala. Była tam też taka wkładka z zabawkami, pewnie z myślą o Mikołajkach i Gwiazdce. Nie uszło to uwadze Elizy, gdzie nigdy Jej te gazetki nie interesowały, no ale widać tą z zabawkami wyczuła jakimś szóstym zmysłem... I nagle krzyczy: "Choć mamo, to Ci pokażę Furbi." Uff, bo już myślałam, że czeka mnie "trzepanie" Allegro albo podpytywanie innych mam...
No cóż-jak Furbi wygląda, opisywać nie będę, bo to według mnie takie "okrągłe kudłate coś, z oczami", ale ja jestem stara i się nie znam. Za to od razu (też chyba matczynym, szóstym zmysłem domowej księgowej) rzuciła mi się w oczy cena-255zł. Po przecenie z 369zł. No okazja, że hoho...
Czeka mnie więc w najbliższym czasie przekazanie Elizie bolesnej prawdy, że wbrew temu co Jej się wydaje, Mikołaj to nie krezus z długą brodą i Jego możliwości też są ograniczone. Mocno ograniczone :)
Na szczęście, mimo, że Eliza co roku wyskakuje z czymś takim, co wprawia nas w cenowe osłupienie, cieszy się i tak ze wszystkiego co dostanie. Jeszcze...

No i to co mnie rozczuliło- napisała również list w imieniu Lilki :) Nie wiedzieć czemu- zero zabawek, same ubrania, choćby... kurtka na lato :) Hmm, przecież i tak liczą się intencje!

A to ostatnie październikowe fotki, ledwie tydzień temu, a mam wrażenie, że w naszym lesie, od tego czasu wszystko się zmieniło, i na nic szukać takich widoków...


To zaczyna się robić niebezpieczne, ale jak tu mieszkamy 8lat, jeszcze nigdy nie zrobiłam tylu zdjęć muchomorów, co w tym roku...





A ten to mój ulubieniec- upadły muchomorek :)













30 komentarzy:

  1. Naszczęście moja jeszcze listów do Mikołaja nie pisze i nie zaskoczy mnie takimi rewelacjami cenowymi:) Nie ważne czy Eliza trafiła w gust siostry, dobre intencje są najważniejsze:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naciesz się tym czasem, bo on w końcu minie :))
      No rozczuliła mnie Eliza strasznie!

      Usuń
  2. Hehe popatrz na ceny araba z Janiwa to princessa Furbi wyda się tania jak barszcz :)
    Ja to czasami się zastanawiam co to jeszcze wymyślą, żeby opróżnić kieszenie rodzicom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mia, no to mi normalnie w myślach czytasz, bo nawet chciałam napisać, że drogie, ale nie tak jak Arab z Janowa :) Chociaż na szczęście Eliza nadal wierzy, że będzie multimiliarderką i tego Araba sama sobie kupi :)
      Ceny niektórych zabawek są po prostu zabójcze. Pewnie kojarzysz Lego Star Wars? Tam są takie ludziki, takie małe jak były i za naszych czasów. No ale teraz są jacyś tam dowódcy i ktoś mi mówił, że taki jeden mały ludzik, poza zestawem kosztuje i 80zł :) Więc tak teraz myślę, czy to Furby faktycznie takie drogie? A Pati i Pola na co teraz mają fazę w zabawie?

      Usuń
    2. Na Lego, na szczeście nie Star Wars, chociaż cena tych klocków i tak mnie powala. Fakt, że są dobre ale ceny figurek, zwierzątek itp są dla mnie z kosmosu.

      Usuń
  3. Nie lubię też listopada. Zwłaszcza w tym roku, wygląda na to, że będzie dość znaczący i to niekoniecznie w pozytywnej formie. No ale trzeba jakoś dotrwać do grudnia. W grudniu jest lepiej...chociaż to się też okaże. Ehhhh. Smętnie mi się zrobiło przy czytaniu i cieszę się, że zakończyłaś na wesoło całe te rozważania. Co do Furby, to myślałam, że to już minęło dawno, bo one się pojawiły, kiedy moja siostra była mała. Ale może to wraca, bo żeby się tak długo na rynku trzymały,to szok ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co? Ale może kiedy za kilka lat spojrzysz wstecz, to inaczej pomyślisz o TYM listopadzie?
      Dla mnie akurat co roku listopad jest naprawdę smutny i smętny. Oczywiście teraz dzięki Dzieciom trochę inaczej to wygląda, ale pewne myśli, refleksje nachodzą nawet mimo posiadania dzieci, a może nawet teraz bardziej?
      Wiesz, że mi właśnie coś ta nazwa mówiła, ale ja się tym nie bawiłam, a nie potrafiłam skojarzyć z wyglądu. W każdym razie nawet gdybym miała taką kasę na prezenty, to z całym szacunkiem dla producenta-w życiu za takie pieniądze bym tego nie kupiła.

      Usuń
  4. też widziałam tą gazetkę z reala i te włochate coś:D na szczęście Młody jeszcze pisać nie umie a tatuś jego wymyślił sobie bo na pewnie nie synkowi samochód zdalnie sterowany (takiego nie miał za młodu to teraz się pobawi choć i ja z chęcią się przejadę nie przeczę:D)
    Co do rodziców wiesz mi się wydaje że czasem ''dla dobra dzieci'' ludzie się męczą myśląc, że tak będzie lepiej a my jako dzieci to odczuwamy..... Moim zdaniem na rozwód nigdy nie jest za późno ale wiadomo jak to....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mnie właśnie zawsze rozbraja w ojcach synów-wspólne zabawki :) I przypomina mi się od razu jak kiedyś pojechaliśmy do Synka mojego Brata (Marcin jest chrzestnym) a Mały kolekcjonował pociągi z Tomiki (nie wiem czy tak się to pisze) i miał już całe miasto,jakieś tory kilku poziomowe... Jak mój Mąż z moim Bratem usiedli i zaczęli tam majstrować, układać trasy, w końcu puszczać te pociągi... No cóż dla Małego zabrakło już miejsca w tej zabawie :)

      Usuń
    2. to chyba tak wygląda dlatego że mamy nie-dostyt zabaw z dzieciństwa gdzie po prostu nie było takich zabawek jak kiedyś.... sama z chęcią łapię się na tym że bawię jak jakąś zabawką albo oglądając w sklepie myślę jakie to by było fajne:)
      ps:
      zaproszenie wysłałam daj znać jak dotrzesz:)

      Usuń
  5. Też nie cierpię listopada! I jeszcze marca, bo zwykle taka plucha jest :/ Choć tak, listopad jest najgorszy.. zdecydowanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale co do marca też podzielam Twój entuzjazm :) I to przedłużające się czekanie na wiosnę, którą niby już czuć/widać a dłuży się do niej jak cholera... Wiesz co, chyba u Ciebie komentarzy nie mogę dodawać, nie wiem dlaczego.

      Usuń
  6. Ja w tym roku wyjątkowo lubię listopad. Bo temperatura przekracza 10 stopni:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też fakt, bywało znacznie gorzej... Ale u nas ponuro i deszczowo a ja udupiona w domu z Małą...

      Usuń
  7. Zgadza sie, dla mnie tez listopad jest najgorszym miesiacem. Jeszcze jako dziecko czekalam na urodziny, prezenty, a teraz na "starosc" to marze tylko, zeby przebrnac przez ten miesiac. Z drugiej strony moze powinnam sie nacieszyc spokojem, bo w grudniu kazdy weekend to bedzie ostra jazda bez trzymanki! :)
    Z tekstow Elizy, ze "Mikolaj przeciez wie co ma przyniesc, czy jak to wyglada" jak zwykle padlam ze smiechu! Spiesze z pocieszeniem, ze nie tylko Wy macie co roku taka zagwozdke. Kolega z pracy tez ma przd kazdym Bozym Narodzeniem zagadke do rozwiazania, bo corki nie chca powiedziec o czym marza, bo "przeciez Mikolaj wie, a to tajemnica". :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pierniczę, co za Dzieci! :) Chociaż z drugiej strony-no czy nie mają racji...
      Oj Kochana, za to grudzień Ci zleci przy takiej jeździe, ani się obejrzysz, a będziemy tu sobie życzenia składać noworoczne :)

      Usuń
  8. Hihi listopad to oprócz ciepłego lipca mój ukochany miesiąc :) Długie wieczory z książką i herbatą, powolne przygotowania do Mikołajek i świąt i ta zaduma, kiedy czas zwalnia... Czas oczekiwania na same przyjemne rzeczy. Mnie deprecha łapie dopiero w lutym, kiedy już się tęskni za wiosną.
    Tak piszę, żeby nie było, że listopad taki najgorszy :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi, no z tym najgorszym to taki subiektywny pogląd :) Był czas, że listopad to był najbardziej imprezowy miesiąc w roku, bo wszyscy moi najbliżsi znajomi ze szkoły mieli wtedy urodziny... Oj jakie to były szalone czasy, i ani deszcz ani posępny nastrój dookoła mi nie przeszkadzał :)
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  9. Listopad przeważnie jest smętny, ponury, deszczowy i ciemny:( Też nie lubię tego miesiąca, działa na mnie depresyjnie. Grudzień, mimo, że ciemniejszy i zimniejszy od listopada jest zdecydowanie przyjemniejszy:) Pewnie to z racji mikołajek, świąt, choinek, światełek i innych świątecznych ozdób:) A więc, byle do grudnia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie grudzień wnosi to coś, że jakoś się cieplej na sercu robi... Bo w listopadzie to zgroza...

      Usuń
  10. kurcze, a ja lubie listopad.. tylko, ze ja jestem dziwna;)) a tak na powaznie, to ma cos w sobie, nostalgię,tajemnicę... może też, ze u nas dobre daty, oboje z męzem zdalismy prawko w listopadzie, w listopadzie zaczeliśmy być razem, w listopadzie chrzciliśmy naszego synka... Ja już bardziej lutego nie lubię ze względu na pioruńskie mrozy!
    piękne, jesienne zdjęcia!! lubię to!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, każdy ma swoje wspomnienia i jeśli Wy macie takie miłe to ja się wcale nie dziwę, że lubicie listopad :) W sumie, to ja parę miłych rzeczy też wspominam w tym miesiącu, więc może by by tak inaczej jednak spojrzeć...

      Usuń
  11. No Kochana ten list w imieniu Lilci mnie rozwalił . Kochana Eliza ;-) To takie miłe, że pomyślała też o Siostrzyczce .
    Furbie ??? Też pierwsze słyszę . Ale wiesz mnie osobiście rzuciło się w oczy to, że Eliza nie marzy o tych wszystkich elektronicznych gadżetach . Lalka - fajnie, że są jeszcze Dzieci , które potrafią się bawić "zwykłymi" zabawkami. Wiem , że trochę ciężko mówić o "zwykłej" zabawce, która kosztuje ponad dwie stówy . Ale ja po prostu mam jakąś awersję do tych wszystkich elektronicznych bzdetów, które nie rozwijają w Dzieciach ani wyobraźni , ani kreatywności ani niczego innego .

    Listopada też nie lubię i tej całej szarówki za oknem . Zdecydowanie wolę zimę . Jeszcze "moment " i nadejdzie ;-) Czuć ją już w powietrzu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie nie lubię deszczu i tego, że jest tak ponuro za oknem... Bo tak, to ok-nie przeszkadza mi.
      Mam to samo zdanie o tych zabawkach, a co do listu za Lilcię, no to padłam, urosłam i w ogóle nie wiem co jeszcze!

      Usuń
  12. Jestem dziwna... Ale lubię listopad (ok nie dziwna, urodziny mam to mi się chciwość prezentowo-życzeniowa załącza).
    Furbiego też kiedyś chciałam... tylko jak ja go chciałam to kosztował, tylko, 100zł (i tak nie dostałam).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to się nie dziwę, że lubisz :) Też bym lubiła!
      Jezu to ja już jestem taka stara, że tego Furby pamiętam jak przez mgłę...

      Usuń
  13. Też pisałam listy do Mikołaja. Jaki by mój żal, gdy nie przyniósł wszystkich wymarzonych przeze mnie (diabelnie drogich) rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strzyga nie dobijaj mnie... No mam nadzieję, że Eliza aż takiego żalu mieć nie będzie, bo ten Furby to poza moimi możliwościami...

      Usuń
  14. Tym karpiem; cynamon, miód, migdały to mi apetytu narobiłaś. Mogę prosić o przepis na prv (pleeeeease).
    Furby :D dla mnie to sowa. Były popularne za mojego dzieciństwa bardzo. Fajne to, puchate, ale niewarte swojej ceny. Może sprawdź czy gdzieś nie ma w necie tańszych. Ludzie czasem hurtowo kupują i odsprzedają za 25% wartości rynkowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie,zostawię u Ciebie wieczorkiem przepis. A na necie poszukam, ale zaproponuję zrzutkę z rodzinką za jakiś czas...

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!