Mama2c

Mama2c

wtorek, 5 listopada 2013

O i do komentujących, czyli czego nie chcę czytać na blogach...

Od dawna czytam blogi. Sama długo dojrzewałam do decyzji o własnym. Postanowiłam potraktować go jako pamiętnik, głównie dla siebie, bo jak już kiedyś wspominałam, miałam mieć taką świetną pamięć, a wielu rzeczy z najmłodszych lat Elizy zwyczajnie nie pamiętam, albo pamiętam jak przez mgłę. Chciałam też poznać inne mamy, bo jak wiecie mieszkam na odludziu, i kontakt mam tylko z mamami z mojego osiedla... Udało się, miałam szczęście-poznałam naprawdę fajne Dziewczyny. Tak, to o Was.
Nie ma między nami jeszcze takiej zażyłości, jaka jest choćby na blogach poruszających konkretny problem zdrowotny (niepłodność, nowotwór), ale śmiało mogę napisać, że znamy się już dobrze. Znamy swoje Dzieci, pamiętamy kto ma w najbliższym czasie urodziny, kto walczył z katarem, a kto będzie debiutował w przedszkolu. Jest fajnie.

Nie wiem kto jeszcze mnie czyta. Może są tu osoby, którym moje wpisy totalnie nie leżą (Więc po co czytają? Wnoszę, że to jakaś nowa forma masochizmu, ale o tym później),może są takie, które czytają regularnie, ale nie komentują-tak jak ja kiedyś na innych blogach... Nie dowiem się pewnie, bo nie sprawdzam statystyk, na licznik odwiedzin zerkam czasami i niezmiennie przeżywam szok, że jednak-jednak tych czytających musi być więcej.

Jedno mogę powiedzieć- naprawdę mam szczęście, bo te Osoby, które już skomentują, mają klasę, poziom, kulturę osobistą. Nawet nie wiecie ile to znaczy w blogosferze. A może wiecie, bo już miałyście to wątpliwe szczęście przekonać się jak to jest, kiedy odezwie się ktoś, kto tej kultury nie ma... I od razu wyjaśnię- nie chodzi o to, że spodziewam się tu tylko zachwytów nad moim stylem, dziećmi, życiem itd, itd. Nie, nie i jeszcze raz nie. Masz inne zdanie? Nie zgadzasz się z czymś-napisz mi to! Ale na Boga, błagam-kulturalnie! Jeśli chcesz napisać, że jestem brzydka, mam brzydkie dzieci, a wózek to już w ogóle katastrofa- daruj sobie! Ty upuścisz trochę jadu, a na mnie to wrażenia nie zrobi. Piękno to pojęcie względne, sama widzę ile mi brakuje do tap madl, moje dzieci zawsze będą dla mnie najpiękniejsze, a wózek? Na taki nas było stać i taki nam się podoba-nikomu nie będę się z tego tłumaczyć.

Dlaczego to piszę? Jak wiecie u mnie nie ma cenzury komentarzy i publikują się wszystkie z automatu. Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała tego zmieniać... Do tej pory jakimś cudem nie spotkałam się z jakimś komentarzem, który by mnie dotknął. Niestety mam wyjątkowe szczęście trafiać ostatnio na blogi z których aż wylewają się jad i żółć. Nie bezpośrednio z postów, ale właśnie z komentarzy.

O tym, że kobieta kobiecie wilkiem już wiedziałam. Ale o tym, że matka matkę potrafi zdeptać, zeszmacić, zmieszać z błotem? Nie, z tym nadal ciężko mi się pogodzić.
Kurwa! Walczymy w obronie praw zwierząt, mniejszości seksualnych, narodowych, a inną matkę jesteśmy w stanie utopić publicznie w łyżce wody, tylko dlatego, że robi coś inaczej niż my!!!
Kobiety, matki, ludzie- to, że ktoś robi coś inaczej niż my, nie oznacza, że robi to źle!!! Swoje dzieci, do kurwy nędzy, uczycie i wpajacie im, że ludzie się różnią, takich chcecie z nich zrobić tolerancyjnych obywateli świata, więc dlaczego nie możecie zaakceptować tego, że jako mamy też się różnimy?! A nawet jeśli... jeśli wiecie, że ta właśnie mama w tym danym momencie robi coś źle, czy nie możecie dać Jej prawa do popełniania tych błędów. Swoimi jadowitymi komentarzami świata nie zbawicie i tak jak własnych dzieci też nie ustrzeżecie przed wszystkimi błędami, tak innych mam również!

Trafiam ostatnio na blogi, gdzie dosłownie odbywa się lincz na matce. Za wszystko- bo dziecko za grube/za chude, bo wózek za drogi/za tani, bo jak może sobie tak pozwalać, żeby partner Ją tak traktował, bo ma nianię z doskoku, a nie pracuje, bo dziecko wzięła na spacer, a po chorobie świeżo było... Bo, bo, bo-każdy pretekst jest dobry. Nie wiem dlaczego, ale komentującym wydaje się, że jeśli ktoś prowadzi otwartego bloga i pisze w nim o swoim życiu, to już można dosłownie z buciorami włazić w to życie. Czy to jest normalne? Czy tak powinno być? Nie uważam, że muszę zamykać bloga, tylko po to, żeby napisać jak mi się układa w małżeństwie nie ryzykując tego, że pojawi się milion jeden złotych rad, co powinnam zrobić i jeszcze więcej komentarzy co robię źle i jeszcze parę wróżb, że mąż na pewno mnie zostawi, bo... I tu cała litania.

Dziewczyny jesteśmy matkami! Dzieciaki na całym świecie są takie same-kochane i słodkie, ale bywają okropne, chorują, buntują się, stwarzają różne problemy. Czy nie lepiej się wspierać? Doradzać sobie, ale z życzliwością? Podpowiedzieć coś, zasugerować? Różnijmy się-ok, ale jak cywilizowani ludzie.
Hitem jaki ostatnio przeczytałam w czasie jednej takiej burzliwej dyskusji było stwierdzenie, typu, że tutaj to już nic nie można napisać, a przecież one (czyli kilka mam, które namiętnie komentowały, wróć! krytykowały autorkę bloga) za każdym razem używają delikatnej formy np. "Nie obraź się, ale", "Nie piszę tego złośliwe, ale..." No tak, tak wszystko racja: "Nie obraź się, ale wszystko robisz źle.", "Nie pisze tego złośliwie, ale głupiutka jesteś." Czy tylko ja mam wrażenie, że użycie tej niby delikatnej formy zwrócenia się do autorki niewiele zmienia w ogólnym przekazie komentarza? Bo już zaczynam się zastanawiać, że może ja przewrażliwiona jakaś jestem?

W ogóle mam wrażenie, że istnieje kilka typów Czytelników. Jednym z nich, jest wspomniany wcześniej przeze mnie masochista, czyli czytam, żeby mnie bolało. Nie dość, że zawsze wszystko komentuje na nie, ewidentnie mu nie po drodze z autorem bloga, ale wchodzi, czyta dalej. Czyta coś, co go wkurza, nie interesuje, ale nie daruje sobie, nie przepuści okazji-musi wejść i skomentować. A że blog i autorka coraz bardziej go wkurzają, więc i komentarze coraz bardziej swobodne i nerwy puszczają i jeszcze chyba autor winny, że ten psychol, dalej na tego bloga zagląda. Ostatnio przeczytałam komentarz, po którym po prostu usiadłam. Oczywiście matka do matki, ale akurat kontrowersyjny tekst nie o dzieciach, ale o kasie. "Już któryś raz z kolei piszesz, że masz odłożone pieniądze na czarną godzinę, a mnie to na Boga nie interesuje." No ja pier... Nie interesuje Cię? To po co tu wchodzisz? Po co czytasz? Jest tyle blogów, jest tyle zajęć poza czytaniem blogów... Czy ludzie już zupełnie pogłupieli? Pewnie, że były po drodze blogi, które mnie nie zainteresowały, na których był nie mój klimat. Nie mam w zwyczaju sama nad sobą się znęcać-więcej tam po prostu nie zaglądałam. Szanuję to, że autor na swoim blogu jest u siebie i pisze co chce i jak chce. Nie podobają Ci się bluzgi? Nie wchodź! Nie podoba Ci styl pisania? Nie wchodź! Nie radzisz sobie z zazdrością, bo ktoś ma więcej pieniędzy/lepszą pracę/ wspaniałego męża? Nie wchodź. Banalne! Najprostsze rozwiązania są najlepsze.

Szanujmy się nawzajem. To, że prawdopodobnie nigdy się nie spotkamy, że możemy być tu anonimowi, nie daje nam prawa, żebyśmy zapominali o tym kim jesteśmy!

Ostatnio trafiłam na bloga, który mnie po prostu oczarował, ale o nim może napiszę osobny post. W każdym razie blog "niedzieciowy" więc miła odmiana, bo nawiedzonych mamusiek brak. Autorka bloga Stardust, wystosowała u siebie swoisty regulamin czytającego (wymieniłyśmy miłą konwersację, na temat tego, jak powstał), a jeden z punktów brzmi: TWÓJ KOMENTARZ ŚWIADCZY O TOBIE, NIE O MNIE.
Amen.

Gdybyście chciały przeczytać, co jeszcze Stardust ma do przekazania potencjalnym Czytelnikom swojego bloga zapraszam Was pod ten adres:
http://bezodwrotu.blogspot.com/
Osobiście gorąco polecam, Autorka to rewelacyjna Babka, z poczuciem humoru i dystansu do siebie-tego akurat wielu osobom brakuje, ale zawsze jest dobry czas na to, żeby się zmienić :) A jak się uczyć, to od najlepszych!

38 komentarzy:

  1. Czytam twój blog od dawna i bardzo go lubię. Sama mam dwójkę dzieci i codziennie zmierzam się z pracą, wychowaniem chłopców i prowadzeniem domu. Ładnie to wszystko napisałaś, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Meg, fajnie, że napisałaś. Też będę zaglądać. Ściskam.

      Usuń
  2. Mnie jak coś mierzi, po prostu nie czytam. Nie czytam blogów gdzie preważa karmienie piersią, rodzicielstwo bliskości itd. bo po prostu nie mój klimat, ale włąśnie dlatego omijam je szerokim łukiem, bo po co mam się nakręcać i jeszcze tym bardziej niemiło skomentować.Kultura powinna być.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ja już zauważyłam, że niemal każdy post o karmieniu, spotyka się z gorącą dyskusją. Nie wiem czy jest drugi taki zapalny temat na mamowych blogach :) A wystarczy żeby każda z nas karmiła tak, jak uważa za słuszne :) Ile mniej nerwów! Wiesz co mi nawet nie przeszkadza jak ktoś jest zwolennikiem kn, rodzicielstwa bliskości. To co mnie w każdej kwestii przeraża to fanatyzm :)

      Usuń
    2. Mnie też, dlatego wcale nie komentuję takich dyskusji pod tymi ,,kontrowersyjnymi'' tematami:) Dla mnie niech każdy robi jak chce aby nie wtrącał się do inncyh.

      Usuń
    3. Problem w tym, że niektórzy upatrują chyba sensu życia w tych dyskusjach. Kiedyś na takim chyba znanym blogu poświęconym w dużej mierze karmieniu piersią przeczytałam od deski do deski jedną dyskusję i muszę przyznać, że to było ciekawsze niż niejeden film akcji... To co mnie niezmiennie już chyba tylko bawi, bo nawet nie wkurza, to to, że jednym z argumentów na rzecz karmienia piersią jest w wolnym tłumaczeniu ten, że to świadczy jaką jesteś matką... No litości! Może zagwarantujmy Konstytucji każdego rodzącemu się dziecku karmienie piersią do lat3? I żeby nie było, że jestem anty. Karmię Lilę już rok i zamierzam nadal to robić, bo to po prostu lubię, ale czy każda mama musi? A co z tymi, które nie mogą? Sznurek i się powiesić? No wychodzi na to, że tak...

      Usuń
  3. No! I porządek ma być! Kulturalnie, bez przekleńsw i na poziomie. Ja jestem za!
    Pamiętam jak na początku mojego adopcyjnego blogowania dostałam komentarz z linkiem do artykułu w którym opisamo jak adoptowane dziecko zatłukło rodziców.
    Co anonimowy autor chciał mi przekazać? Że mam lecieć do spowiedzi, bo mnie zaraz spotka to samo? Przestraszyłam się wtedy tylko jednego, że ta "życzliwa" osoba zacznie mnie takimi tekstami zarzucać i mi zatruwać życie. Na szczęście na jednym się skończyło, ten ktoś sobie ulżył, pokiwał głową nade mną a ja jestem, nadal żyję i nie sądzę, że mnie moje dzieci ukatrupią.
    Pozdrawiam Cię Martuś serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to ładnie zaczynałaś. No tak-bo biologiczne dzieci nie mordują rodziców, nie okradają dziadków, nie gwałcą rodzeństwa... Nie, nie- to się przecież nie zdarza...
      Wiesz nie lubię takich nadgorliwców, bo czy to, że dziś przeczytam, że córka zabiła matkę uprawnia mnie do tego, żeby zaraz rozesłała wiadomość do wszystkich mam dziewczynek, które znam? No błagam.
      My też ściskamy.
      A to Cię spotkało to dowód na to, że naprawdę wariatów nie brakuje.

      Usuń
  4. Też czytam dużo blogów, ale te które mnie nie interesują, omijam, nie komentuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że niektórzy zostawiają swój komentarz tylko po to, żeby zaczepić autora, bo to idzie do razu wyczuć. Co innego chęć dyskusji, wymiany poglądów. Ale taka kłótnia dla kłótni-mnie to nie kręci.
      A w sieci jest tyle blogów, że każdy znajdzie coś dla siebie, ale niektórzy jeszcze do tego nie doszli.

      Usuń
  5. Ale dałaś! :) Ja się, na szczęście też osobiście z komentatorskim linczem nie spotkałam,ale widziałam u innych. I podpisuję się pod Twoim manifestem jak najbardziej :) Jak czytam u kogoś o czymś, z czym się totalnie nie zgadzam, ale wiem, że takie są tej osoby przekonania, to daruję sobie komentarz po prostu. Każdy mam prawo do swojego zdania. I do wolności słowa. No niestety komentujący także je mają i skrupulatnie z niego korzystają, często bez żadnego wyczucia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do ostatniego zdania-kiedyś na blogu kobiety, która nie mogła donosić ciąży (dwie poroniła, potem nie mogła chyba zajść, jeśli dobrze pamiętam) dała komentarza jakaś mama, że uwaga, uwaga-teraz będzie hit-bycie w ciąży jest ogólnie do dupy, a już macierzyństwo jest tak przereklamowane, że mała bania! Ok, ma prawo tak uważać-absolutnie tego nie neguję. Ale kurwa-pisać to babce, która całe życie podporządkowała zajściu w ciążę i nie raz pisała, że jest to Jej marzeniem?! No błagam, choć k... dekagram wyczucia.
      Tak jak pisałam wcześniej-ja tam nawet nie mam nic przeciwko burzliwej wymianie argumentów, ale nie lubię takiego siłowania się na nie i przekonywania Go do swoich poglądów. Wyłóż swoje za, ale daj mi zdecydować. A już po prostu uwielbiam jak ktoś pisze, że tak jest dobrze, bo on tak robi!

      Usuń
    2. Hehe i od razu mi się przypomina historia spoza internetu, ale w temacie. Koleżanka z pracy poszła z mężem do cukierni, zamówić tort na roczek syna. Wybrali model i proszą o zamieszczenie na nim napisu "Roczek Witka". Pani w cukierni "A to dla Wiktorka,tak?". Mąż koleżanki "Nie, dla WITOLDA". Pani "WITOLD???? Boże! Jak można tak dziecku dać na imię? Ja swojemu, to ładnie dałam - Marcelek".... nosz k**** ,ręce opadają. Na ich miejscu podziękowałabym za tort i sobie poszła. I on chciał tak zrobić, ale kumpeli na tym konkretnie torcie, zależało i męża powstrzymała. Ale to jest własnie jedna z tych pań, co uprawia takie hejterstwo nawet w realu :P

      Usuń
    3. Ręce i cycki w dół, no tak każdy chłopiec powinien być Marcelkiem... Będę pamiętała na przyszłość.... Wiesz mnie tylko zastanawia jak cienka jest granica między byciem szczerym a chamstwem i czy ZAWSZE musimy mówić to co myślimy? A już o braku kompetencji pani sprzedawczyni nie wspomnę-chyba za komentowanie Jej tam nie płacą. I wiesz co-tak trzeba właśnie robić, w tym przypadku zrezygnować z tortu i jeszcze do szefa się udać.
      Moja kuzynka nazwała synka Marcel. Oczywiście, że mi się nie podoba, no ale przecież mi nie musi, prawda? :)

      Usuń
  6. dokladnie,jak ktos nie lubi po co wchodzi i czyta! ja nie lubie niektorych blogow to nie wchodze. a hejterzy? plytcy i smutni ludzie... nie znoszacy jak ktos ma inne zdanie. olac takich!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie! Niestety widzę, że nie każdy tak potrafi. Bo ok, ja jestem za dyskusją-ale merytoryczną i taka, która coś w niesie, a nie takim siłowaniem się, żeby wyszło na moje.

      Usuń
  7. Był taki czas, że całą tą afere o hejt w internecie uważałam za wymysł. Mnie w końcu nigdy nic takiego nie spotkało, wszędzie mili, kulturalni ludzie, którzy nawet jak się nie zgadzają, to potrafią to przekazać w sposób delikatny, nie raniąc moich uczuć i nie atakując. A nie, raz mi się dostało, że mam okruszki na wykładzinie i jak można dziecko w takim syfie chować ;)

    Potem jednak trafiłam na kilka moich ukochanych blogów i podczas czytania komentarzy szczękę zbierałam z podłogi... Ogólnie mam wrażenie, ze im bardziej mądry, popularny i wyróżniający się blog, tym większa zawiść w ludziach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okruszki mnie rozwaliły... Ja bym już dzwoniła po TVN24 i Pomoc Społeczną. W końcu okruszki to nie przelewki... :)
      Z tym, że najwięcej hejtów jest na tych top blogach ja się nie spotkałam, bo być może na takie nie zaglądałam jeszcze. Blog na podstawie którego głównie pisałam jest raczej przeciętny, a jego autorka nie pisze tam nic kontrowersyjnego... Jednak ma takie szczęście, że cokolwiek by nie napisała, dostanie takie zjebki, że aż żal czytać. Kiedyś pamiętam, że dostało Jej się za to, że NA SWOIM blogu pisze, że synek bąki puszcza :) Wow! To chyba nawet lepsze niż okruszki :)

      Usuń
  8. Bloga Stardust podczytuje od dlugiego czasu po cichu, ale jeszcze sie z nim na dobre nie "oswoilam". A po zeszlorocznych wyborach w ogole przestalam na niego przez jakis czas wchodzic, bo polityka mnie nudzi, za to Stardust wyraznie fascynuje, ma kobita swoje poglady i mala obsesje na tym punkcie. :)
    A w ogole to podpisuje sie pod Twoim postem rekoma, nogami, cyckami i czym tam jeszcze! W koncu napisalas dokladnie to samo co probowalam przekazac u siebie oraz dodalas kilka celnych punktow! Usmialam sie szczegolnie po jednym z akapitow. Czytam pewnego bloga (naszemm.blogspot.com), z zalozenia dzieciowego, ale autorzy (bo pisze malzenstwo) w swoim czasie publikowali sporo postow o wlasnych pogladach. Glownie o sytuacji politycznej i prorodzinnej w Polsce, troche o minimalnych zarobkach, ale tez o szczepieniach i innych kontrowersyjnych tematach. Bardzo szybko dorobili sie zgrai trolli, ale trolle jak to trolle, krytykowaly wszystko bez wiekszego sensu i nic im nie odpowiadalo. Za to rozbrajali mnie ludzie, ktorzy po kazdym takim poscie narzekali, ze mial to byc blog o dzieciach, a autorzy ciagle publikuja te "inne" posty, ze ich to nudzi i nie maja ochoty takich postow czytac. Zawsze przechodzilo mi wtedy przez mysl, ze przeciez nikt ich do czytania nie zmusza do cholery! Ja sama widzac te posty, przelatywalam kilka pierwszych zdan, ziewalam i wychodzilam z bloga. W zyciu nie podyktowalabym autorom, o czym maja pisac na wlasnym blogu. Nie dociera jakos do mnie czemu niektorzy uwazaja, ze bloger pisze dla komentujacych. Wedlug mnie jest dokladnie odwrotnie - pisze dla siebie, ale jezeli moje wypociny komus sie podobaja, to serdecznie zapraszam. Jesli nie, niech sie biedny czlek nie torturuje i idze zasmiecac inne strony... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też właśnie tego nie rozumiem-skoro raz drugi wkurzył Cię post, nudzi Cię, irytuje, to po co się tak męczysz?! Ale mam po prostu wrażenie, że ci idioci wchodzą właśnie po to, żeby dodać te swoje trzy grosze i rozpętać kolejną burzę w komentarzach. Nudne życie muszą mieć w realu, że im się po prostu chce...
      A wiesz, że wchodziłam już na takie blogi typowo pod publikę? Więc jak widać są i takie... Na szczęście każdy z nas ma wolny wybór, szkoda, że nie każdy z niego korzysta i psuje krew innym i sobie :( Ale oszołomów nie brakuje.

      Usuń
  9. Oj tak wiele razy przekonalam sie ze kobieta kobiecie wilkiem, a juz matki niektore to by zjesc chcialy, nie wiem czy to zazdrosc czy proba wyladowania frustracji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jedno i drugie... Tylko, że to przykre, bo zamiast sobie pomagać czekamy aż inna mama się potknie. Wstyd.

      Usuń
  10. Oj trafiłaś w sedno... Ja się cieszę, że mój blog popularny nie jest bo im większe zainteresowanie daną stroną tym większa szansa na pojawienie się na niej ludzi opornych umysłowo (prowadziłam dość popularnego bloga młodzieżowego - czasy licealne - porzuciłam go właśnie przez trolling, teraz bym tego nie zrobiła, ale teraz jestem starsza i mądrzejsza). Najgorzej to jak się zacznie trollom odpowiadać, nie rozumiem tego ale to ich chyba jeszcze bardziej... podnieca (chyba ich życie erotyczne leży i kwiczy :p ), bo nawet jak już nie mają punktu zaczepienia to i tak napiszą coś takiego, że krew człowieka zalewa.

    OdpowiedzUsuń
  11. No właśnie-to osobny temat-co z takimi trollami począć? Ignorować? Wchodzić w dyskusję? Tłumaczyć się im? Bo wydaje mi się, że choć jesteśmy już starsze i życiowo bardziej doświadczone, to jednak takie komentarze, które dosłownie wylewają się pod każdym postem, mogą skutecznie obrzydzić blogowanie. Ja już zauważyłam, że jak się znajdzie taka banda heterów to dyskusja kończy się 100mil od tematu od którego się zaczęła...

    OdpowiedzUsuń
  12. Zgadzam się z Tobą:) Mam czasami wrażenie, że my w Polsce jesteśmy w większości zakompleksieni, zazdrośni, pełni nienawiści i zrobimy wszystko, by dopiec drugiemu człowiekowi, bo jakimś cudem czerpiemy z tego satysfakcje... Może niektórzy dzięki temu pozyskują energię do życia i muszą coś źle skomentować, komuś zwymyślać, wyzwać, kogoś skrytykować??? Dlaczego nie potrafimy cieszyć się z innymi, tolerować wyborów innych, przyzwyczajeń i zainteresowań? Nie mam pojęcia i nie wierzę, że to mogło by się zmienić w najbliższym lub dalszym czasie. Gorąco pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety w tych komentarzach wychodzą właśnie nasze wszystkie mało fajne cechy narodowe :( I ja niestety również nie liczę na to, że coś się w tej materii zmieni.
      Buziaki

      Usuń
    2. To niestety nie tylko cecha Polakow... Ostatnio kolega z pracy zwierzyl mi sie, ze chcial zalozyc bloga botanicznego, ale kiedy wchodzi na inne takie blogi, widzi tyle negtywnych i zlosliwych komentarzy, ze nie chce potem uzerac sie z trollami. Wydaje sie wiec, ze to ogolnoswiatowy problem. Ludziom wydaje sie, ze w internecie sa anonimowi i swobodnie moga wylewac tu swoje zale i jad...

      Usuń
    3. No na pewno w każdej narodowości znajdą się ludzie, którzy są po prostu złośliwi i wredni. Myślę jednak, że my Polacy szczególnie mamy problem z tym, że ktoś może coś robić na przykład dobrze, że tej osobie sprawia to radość i wtedy zrobimy wszystko, żeby mu to obrzydzić. Okropne to jest. A z tą anonimowością to masz rację, to jest właśnie tak zwana "odwaga".

      Usuń
  13. Rzeczywiście czasem się nóż w kieszeni otwiera na widok tych " życzliwych" komentarzy . A już coś w stylu " po co piszesz o ...mnie to nie interesuje " nosz k...de ! Ja na blogu Ani przestałam czytać komentarze, bo po prostu łapałam takiego nerwa, że szok. Ludzie bywają nieobliczalni i złośliwi do szpiku kości . Tylko po co ? Coś mnie nie interesuje - nie czytam . Ale też nie oceniam innych , bo kimże ja jestem ? Jeśli chcę komuś udzielić szczerej rady - powiem to Przyjaciólce, dobrej znajomej , kumplowi . Prosto w oczy - nie anonimowo . W sposób kulturalny .
    Bo nikt z nas nie jest idealny . Każdy popełnia błędy . Czasem nawet jeden za drugim . Ale to nie oznacza , że mamy przez to przestać szanować drugiego człowieka, czy też uprzejmie anonimowo Go obrażać .
    I smutne jest to, że w miejscu takim jak blog ludzie muszą się "tłumaczyć " ze swojej szczerości . Albo ważyć słowa. To bez sensu . Blog to pamiętnik - bardzo intymna sprawa . A Autor bloga jest AUTOREM i to On decyduje co się znajdzie na jego blogu.
    Amen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Aneta mi się właśnie wydaje, że najgorzej to zacząć się tłumaczyć... Mam wrażenie, że między innymi tak pewne osoby pozwalają sobie wobec Ani, bo szczerze mówiąc na żadnym innym blogu nie czytałam jeszcze takich złośliwości jak tam. Ile razy bym tam nie zajrzała, bo zainteresuje mnie temat, tyle razy w komentarzach jest "zadyma". A najtragiczniejsze jest właśnie to, że cokolwiek by Ona nie napisała, i tak z 15osób skomentuje to na nie. Czasami podziwiam Ją, że jeszcze nie zamknęła tego bloga, ale myślę, że to dlatego, że chce pomagać innym kobietom i liczy, że Jej blog, Jej historia na coś się innym przyda. Szkoda, że niektórzy wchodzą tam tylko po to, żeby rzygnąć jadem.
      No właśnie-kim my jesteśmy, żeby ocieniać innych? Na Boga... Trochę pokory.

      Usuń
  14. Trolle po prostu. Mają zły humor i chcą odreagować na kimś obcym. Bo na rodzinie nie wypada. Wylewając jad na czyimś blogu nie będziemy mieli konsekwencji. Miałam z tym doczynienia na onetowskim blogu. Jak raz pojawił się mój post na głownej, tak nie miałam spokoju i uciekłam na blogspot. Byłam niewinna i bolało mniewłaśnie to, że ktoś mnie nie zna, a pisze bzdury na mój temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz kiedyś tak się właśnie zastanawiałam kim tak naprawdę jest taki anonim? Sfrustrowanym wariatem? Czy może sam dostaje joby może od męża/szefa i potem odreagowuje tutaj, bo nikt go nie zna, bo nie musi pokazywać twarzy...

      Usuń
  15. Ja się jeszcze nie spotkałam z takimi komentarzami-ani u siebie,ani u innych.Pewnie dlatego,że poczytuję dosłownie kilka blogów naprawdę fajnych dziewczyn.Czytam te,które mnie interesują.I niech tak zostanie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I obyś nigdy nie musiała tego czytać, bo to lektura wątpliwie przyjemna :) Pozdrawiam

      Usuń
  16. Ja piszę już 4 lata i nigdy nie musiałam komentarzy kasować. Mam szczerą nadzieję, że tak własnie zostanie. A faktem jest niestety że często matka matce wilkiem :(.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 4lata to ładny staż. Ja w zasadzie dopiero debiutuję, więc być może wszystko przede mną... Pozdrawiam

      Usuń
  17. Uuuu. Na własnej skórze doświadczyłam nieprzyjemności :( Od razu z grubej rury we mnie bluzgali i nie było grzecznościowego: "Nie obraź się, ale..."
    Przestałam tracić na to moją energię, gdy ktoś skomentował moje zdjęcie, że nogi okropne, reszty nie widać i magia fotoshopa. Sprawił mi tym komentarzem większą radość niż zamierzał :) Bo co, jak co, ale Matka Kubiczkowa się nie fotoszopuje :)
    Popieram Twój wpis i przychylam się, że komentarz świadczy o komentującym :*
    Dziękuję Tobie jeszcze raz, że jak lwica stałaś w mojej obronie :* :* :*
    Kochana Ty!

    OdpowiedzUsuń
  18. bardzo podoba mi się twój blog z wyglądu i jak z treści
    mam taką prośbe skomentowała byś mi coś lub zaobserwowała?
    http://livia-liviaa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!