Mama2c

Mama2c

wtorek, 12 listopada 2013

Odcięta...

Od niedzieli rano jestem odcięta od mojego laptopa... I nie żeby gnojek odmówił całkowicie posłuszeństwa! O nie, nie,nie. Postawił się w bardziej wyrafinowany sposób-włącza się jak gdyby nigdy nic, po czym kursor stoi w miejscu i ani drgnie. I taka właśnie mała, biała, niepozorna strzałeczka odcięła mnie od bloga (jak się tutaj znalazłam ponownie-za chwilę), od przepisów, od zdjęć, od wszelkich wiadomości ze świata zewnętrznego...

Jako, że "bunt na pokładzie" odkryłam w niedzielę rano, kiedy mąż (informatyk) szykował się na sędziowanie, postanowiłam Go jeszcze na prędce wykorzystać w tej sprawie. No pewnie wolałby w innej, ale... :) I padło to sakramentalne zdanie,które uwielbiam... "No to go wyłącz i włącz ponownie"- dobra rada nie jest zła, ale... Kochanie! Przez 8lat bycia Twoją żoną, czyli żoną informatyka, tyle już sama wiem! I jeśli proszę Cię o pomoc, to znaczy, że wyłączyłam i włączyłam go ponownie co najmniej ze 3razy!!! a ten złom nadal nie reaguje.No dobra- złomem nie jest, bo nadal jest na gwarancji, z której przyjdzie nam skorzystać...

Mąż się już spieszył, więc coś tam kliknął, pomamrotał pod nosem i rzucił tylko, że zobaczy jak wróci. No ok, przecież nie dam po sobie poznać, że jestem zawiedziona, bo zamierzałam wykorzystać drzemkę Małej na małą "blogówkę", zwłaszcza, że druga Córcia u Babci.

Wrócił. Usiadł przed moim małym przyjacielem... Znowu poklikał- diagnoza padła. Nie znam się na tym, więc nie powtórzę używając ten dziwnej terminologii, w każdym razie kursor działać nie będzie, a cały laptop obsługiwać mogę za pomocą myszki. Hm, no dawno tego nie robiłam, ale myślę sobie- lepsze to niż nic, więc mężu drogi, nie gap się już w ten ekran jak sroka w kość, tylko podłącz tą myszkę. "Tylko jest jeden problem"- słyszę po chwili. I już wiem, że to na pewno nie wróży nic dobrego. "Nie mamy myszki"- pada ciąg dalszy. "Jak to?!"- nie no teraz to już przesadził, żeby informatyk w domu nie miał myszki-żenada.To jakby hydraulik nie miał odpowiednich kluczy, lekarz stetoskopu itd, itd...
I co? I ja mam być do środy bez laptopa?! Bo mąż we wtorek, czyli dzisiaj, na drugą zmianę idzie, więc mysz przyjedzie z Nim dopiero po 21. Ręce mi się już pocą, serce mocniej bije- no typowe symptomy uzależnienia, ale, ale.. Na zewnątrz chłód i opanowanie- niech sobie nie myśli, że mnie ta wiadomość rusza i że nie wytrzymam.

W każdym razie uwierzcie mi- czym innym jest dobrowolne zrobienie sobie wolnego od wchodzenia na ulubione strony/blogi/portale, czym innym jest kiedy nie piszemy, bo nie mamy o czym, albo nam się nie chce, a czym innym kiedy jesteśmy do tego zmuszeni! I chociaż po raz kolejny przekonałam się, że bez internetu można żyć (ale co to za życie :)), to jednak wolałabym sama decydować, kiedy robię sobie wakacje od tego luksusu :)

Przez chwilę nawet zaczęłam podejrzewać sabotaż. Oczyma wyobraźni widziałam na przykład jak mój mąż za 2miesiące wyjmuje w domu myszkę przy okazji jakiś porządków i mówi niby zdziwiony: "O jednak była w domu/O! A myślałem, że zawoziłem ją do pracy/ Kurczę, tak myślałem,że gdzieś musiała tu być." No ale kiedy wczoraj wracaliśmy z miasta, a On zbliżając się do miejsca gdzie pracuje zapytał: "Zatrzymać się po myszkę?" już wiedziałam, że jednak nie ściemnia :) Bo musicie wiedzieć, że mój mąż żyje w przekonaniu, że mój cały wolny czas, który mam jak już położymy Dziewczyny spać, powinnam poświęcać Jemu!
W każdym razie na pytanie męża odpowiedziałam, że nie-a co, przecież nie jestem uzależniona :)
Jednak w domu przypomniałam sobie, że przecież mojego starego laptopa wynieśliśmy do Elizy do pokoju, więc... Jestem uratowana i będę mogła szybko zajrzeć tu i ówdzie :)

No to pozaglądałam, posta wyjaśniającego napisałam... A teraz nie pozostaje mi nic innego,jak czekać na myszkę, a potem na powrót mojego lapcia z serwisu...
I pomyśleć, że do tej pory byłam święcie przekonana, że w ogóle nie przywiązuje się do takich rzeczy. Telefony? Mogłam zmienić z dnia na dzień- żalu nie było. A teraz? Teraz okazuje się, że strasznie dziwnie pisze się na tym moim starym laptopie... Nic to, jakoś przetrwam... Poza brakiem dostępu do zdjęć i poczty, da się żyć...

20 komentarzy:

  1. No nareszcie jakaś współuzależniona. Witam w klubie :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Łoooo popsuł Ci się lapek na gwarancji?! Mi się zawsze wszystko psuje kilka dni po ukończeniu okresu gwarancji :( Taki mój zakichany pech.

    Ło matko myszka do laptopa... Zawsze machinalnie i tak dotykam "macacza" xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No osobiście też nie widzę powrotu do myszki, ale może jakoś przeżyję :)
      Bo te sprzęty to teraz tak robią, że działają tyle, ile trwa gwarancja... Można więc chyba powiedzieć, że miałam szczęście :)

      Usuń
  3. a ja jestem mega dziwna ale ja bez myszy ani rusz:D i już chyba z 15 myszek z kabelkiem popsułam więc teraz mam bez kabelka zainwestowałam sobie i mam.... Wiesz ja sama się kiedyś śmiałam z siebie że bez neta to bym chyba nie wytrzymała dnia i wtedy właśnie padła mi matryca w laptopie i co zrobiłam po dwóch dniach??? zgadnij?? prosta odpowiedź pożyczyłam laptopa:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi tylko głupio przed moim mężem, bo On tylko kręci z politowaniem głową jak siadam przed laptopem :) No ale sorry-jakaś odskocznia po całym dniu, mnie też się chyba należy :)
      A co do myszki-każdy ma swoje przyzwyczajenia :) Ja kiedyś zarzekałam się, że nigdy nie przyzwyczaję się do mniejszego laptopa, niż taka wielka kobyła... I muszę przyznać, że sporo czasu mi zajęło jak oswoiłam tego mniejszego. Ale to jeszcze nic. Jak zmieniliśmy auto na większe i z różnymi udogodnieniami, których w starym nie było, to po pierwszej próbie przejażdżki, na około rok dałam sobie spokój... Tak, wiem- świetny ze mnie kierowca :) Dopiero pijany mąż na weselu znajomych skłonił mnie do tego, że musiałam nowym autem wrócić z innej miejscowości do domu, i potem jakoś to już poszło...

      Usuń
  4. Skad ja znam to uzaleznienie... :)
    Kiedys tez myslalam, ze moj laptopik sie zepsul bo kursor nie dzialal, ale w koncu doszlam, ze ktos (najprawdopodobniej ja sama) nacisnal ten guziczek wlaczajacy/ wylaczajacy myszke dotykowa. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój mąż go badał i On to tam jakoś nazwał, ale dla mnie to po prostu chiński język te Jego określenia :) Więc to poważniejsza awaria :)
      A uzależnienie potworne... Tak mnie korciło, żeby poczytać, zajrzeć, a tu dupa... No fuck, żeby człowiek tak się przyzwyczaił.

      Usuń
  5. Ci Mężowie nasi to chyba jakiś jeden typ ;p
    Mój Luby też uważa, że czas poza dziećmi, który mi pozostaje należy do niego :*

    Masakra jakaś. Niby nic takie tam blogowanie, a jak bardzo nas to wciągnęło :*
    Pozdrawiam ciepło i naprawczo :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ulcia ja myślę, że większość z Nich tak ma... No ale my się przecież nie damy :)
      Próbowałam dziś u Ciebie zostawić komentarz, ale nie mogłam :( Muszę jeszcze raz spróbować-a rysunki cudne!

      Usuń
    2. W ramach pogłębiania naszych uzależnień ;p Zapraszam do zabawy :*
      http://kubiczkowo.blogspot.com/2013/11/pobawimy-sie-w-tajemnice.html

      Usuń
  6. nazywam się Anna J.i jestem uzależniona od komputera.Do tego stopnia,że córcia zwróciła mi uwagę mówiąc:mamusiu,pobaw się ze mną ,nie włączaj komputera.I tak mi się jakoś dziwnie zrobiło,że postanowiłam go włączać dopiero jak zaśnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, u nas też czasami pada: "Mamo, jak będziemy jeść to zamkniesz laptopa"... Na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle, że jak właśnie klapnę do kolacji to jest to jeden z dosłownie kilku momentów w ciągu dnia kiedy mogę sobie tu zajrzeć bez zastanawiania się czy Lila nie rozbije głowy, bo wtedy śpi...
      A jak tam Lenka? Stęskniona bardzo za Wami po wizycie u Dziadków?

      Usuń
  7. Chyba powoli też się uzależniam:) Moja mała przechodzi z dwóch drzemek w ciągu dnia na jedną, a ja łapie się na tym że robię się nerwowa bo nie mogę wejść na neta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ależ mi humor poprawiłaś!!!
      A mnie ta jedna drzemka Lilki dobija z wielu powodów... chociaż nie powiem-jak o 20 już śpi też jest fajnie :)

      Usuń
  8. Myślicie, że Faceci nie są uzależnieni ? Mój Mąż z tabletem to nawet do kibelka chodzi . Do pracy go zabiera, do stołu zabiera i nawet do łóżka też !!! Mnie to już czasami szlag trafia , bo w kuchni na stole nie zawsze mam miejsce na kubek z kawą bo się tam Hrabia rozłoży ze swoimi zabawkami . Raz jak go zostawił do ładowania i pojechał do pracy to...w południe po niego wrócił ( że niby nawigacja była mu potrzebna , taaaaaaa)
    Także nasze uzależnienie od świata blogowego to pikuś wobec tego od czego potrafią być uzależnieni faceci .

    A z tymi rzeczami to tak czasami jest . Mój służbowy laptop na przykład odmówił mi posłuszeństwa dzień po tym jak pożyczyłam prywatnego laptopa koleżance . Na szczęście w pracy dorwałam Informatyka , który zrobił jakieś czary mary i laptop się włączył . Całe szczęście, że wszystkie dane miałam w chmurze , bo przeklinałabym tego lapka tak, że pewnie by mnie w Szczecinie słyszano .

    Kobiecie też się należy jakieś " pięć minut" . Czasem to jedyna odskocznia od codzienności . A Mąż to nie pępek świata . Czy mu się to podoba czy tez nie ;-)

    Oby Twój laptop jak najszybciej wrócił w Twoje objęcia .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój seanse w toalecie uprzyjemnia sobie albo laptopem, albo czytaniem wiadomości w telefonie-i niezmiennie to podziwiam, bo mi się wydaje, że tam się idzie w konkretnym celu. Ale widać to mężczyzn nie obowiązuje...
      Mój niby uzależniony się nie wydaje, ale wiecznie coś tam robi, że niby z pracy... Także, niestety ale musimy tolerować swoje słabości nawzajem :)
      A rzeczy martwe są po prostu złośliwe i psują się wtedy kiedy nie powinny-w sumie to w ogóle nie powinny :)

      Usuń
  9. Ja jeszcze nie uzależniłam się od laptopa, ale żal mi, gdy przez kilka dni nie mogę czegoś napisać lub poczytać blogów... bo np. nie mam czasu, lub jest remont w mieszkaniu i jest tyle kurzu, że żal wyciągac laptopa... Gorąco pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam nadzieję, że z tym moim uzależnieniem to jeszcze jest pół żartem pół serio :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!