Mama2c

Mama2c

niedziela, 3 listopada 2013

Roczek, odsłona druga :)

Dokładnie rok temu wypuścili nas do domku. Co prawda nadal uważam, że wypuszczać kobiety po cc, w drugiej dobie do domu, jest delikatnie mówiąc lekką przesadą, ale przyznam, że po 11dobach, które spędziłam w szpitalu z Elizą, to akurat było miłą odmianą.

Pierwsze zdjęcie Lilci, ze wspaniałą położną, panią Dorotką.



Dziś będzie o naszej imprezce z okazji roczku Małej.

Jakkolwiek głupio to zabrzmi, cieszę się, że już po. Dlaczego? Hmm...
Czworo dzieci w wieku 7 i 8lat plus Roczniak, to nie jest bezpieczne połączenie. Zwłaszcza, że tak jak przeczuwałam, Eliza znowu w towarzystwie tychże dzieci, dostała dosłownie małpiego rozumu i już o nic nie można Jej był prosić. Także całą imprezę, z krótkimi wyjątkami spędziłam na pilnowaniu Małej, żeby starsza szarańcza Jej nie stratowała... Bosko, prawda?
I nawet nie jestem na Dzieciaki zła, wiem-każdy wiek ma swoje prawa, ale męczące to jednak było bardzo. Podobne odczucia miałam po chrzcinach, z tym, że wtedy Lila chodziła tylko przy meblach i jakoś bezpieczniej wtedy było. A teraz? Teraz kiedy widziała biegające Dzieci, wydawało Jej się chyba, że Ją gonią, bo odwracała się i próbowała z radosnym piskiem uciekać...
Po jakimś czasie oprócz pilnowania Małej, musiałam pilnować i Dzieciaki, bo podzielili się na dwa obozy (dziewczynki i chłopcy) i dokuczali sobie nawzajem, łącznie z próbą wyważenia drzwi do pokoju Elizy... Już widziałam te przytrzaśnięte palce, a że byłam kiedyś na takich urodzinach, gdzie właśnie taka zabawa skończyła się wizytą w szpitalu, także uprzedzona jestem bardzo.
O, i ciekawostka. Syn mojego Brata. Orłem nie jest, uczyć się szczególnie nie lubi, ale o "fejsie" i youtube wie chyba wszystko... czego się właśnie dowiedziałam w ogniu przekrzykiwania się miedzy obozami... Bez komentarza...

Tym razem, z czego jestem niezmiernie dumna, nie przesadziłam z ilością przygotowanego jedzenia :) Do tej pory zawsze sobie obiecywałam, że już się opamiętam, a i tak robiłam tego tyle, że pół poligonu by się najadło, albo mała podstawówka. Tym razem postawiłam jednak na rozsądek i sen :) Bo zawsze moje rozbuchane kulinarne zapędy kończyły się około 1-szej w nocy. Ja była niewyspana, a jedzenia zawsze zostawało... Miało to i swoje dobre strony, choćby to, że nie musiałam potem robić obiadu przez kolejne trzy dni, no ale...
Nieskromnie powiem, ale chyba dobrze to rozegrałam, bo była i rozgrzewająca zupka meksykańska (wiedziałam, że na przykład mój Brat będzie jechał prosto z cmentarza), drugie danie i dwie sałatki, gdyby ktoś po torcie miał ochotę coś przekąsić. Nikt chyba nie wyszedł głodny, a ja się nie narobiłam- takie rozwiązania chyba polubię :)

Goście zaproszeni byli między 16 a 16.30, co ustaliliśmy wcześniej, bo w związku z tym, że to Święto Zmarłych, chciałam być w porządku i dać Im ten czas na spokojne odwiedzenie grobów, zwłaszcza, że jedni mają ich więcej, inni mniej, jedni "oblatują" je raz dwa, a inni potrzebują na to dużo więcej czasu. Jednocześnie zależało mi na tym, żeby jednak do tej 16.30 się zjawili, póki Jubilatka jest w formie. Zazwyczaj koło 18-tej miewa małe kryzysy egzystencjonalne odkąd sypia tylko raz w dzień...
Nie muszę pisać jakie było moje zdziwienie, kiedy Brat przyjechał chwilę po 15, a chrzestna przyszła dobrą chwilę przed 16-tą... W związku z czym ja i mąż przebieraliśmy się, kiedy goście już byli :) Uroki chodzenia do końca w "roboczym" ubraniu :)

Prezenty. Wyrodna ze mnie matka, ale w związku z tym, że Lila ma pełno zabawek po Elizie, postawiłam na prezenty praktyczne i w ten sposób garderoba Lilki powiększyła się o kilka fatałaszków. Mam nadzieję, że kiedyś mi tego nie wypomni :) Poza tym doskonale pamiętam roczek Elizy.Nie wiem, czy ludzie nie mają wyobraźni, czy kupują te prezenty totalnie na "odwal" ale wtedy dostaliśmy kilka "super" zabawek od lat 3-ech, z mega dużą ilością małych elementów... Mało tego. Wtedy na urodzinach też było dwoje czy troje starszych Dzieciaków, i One otworzyły te zabawki, więc po imprezie naprawdę obsrana szukałam tych części zastanawiając się, czy przypadkiem Eliza ich nie połknęła... albo nie połknie innego dnia, kiedy znajdzie gdzieś kolejny element.

No i na koniec wróżba. Nie wiem, czy u Was też się praktykuje tą zabawę? U nas tak :)


 Lila wybrała długopis, a w drugiej kolejności różaniec... Może napisze kiedyś współczesną wersję Biblii dla Dzieci? A może będzie pisała takie dzieła jak "50twarzy Graya" i potem będzie się modlić, żeby nikt Jej nie spalił na stosie :) Kto wie?

Torcik już Wam pokazywałam. Jubilatce bardzo smakował, no i niestety skończyło się płaczem, kiedy mama w końcu przestała dawać, no bo ile można?
Z tortem oczywiście mieliśmy przeboje, które przewidziałam, bo tak czułam, że 1-go będą przecież cukiernie pozamykane-oczywista oczywistość. No ale mój mąż ma zawsze na wszystko czas, a nie wiem czy u Was też, ale u nas zamówienia na torty trzeba składać dwa dni wcześniej, więc okazało się w środę, że w cukierni, w której chcieliśmy tort zamówić, już nam nie przyjęli zamówienia, bo musieliby go zrobić z dnia dzień, czyli z środy na czwartek, ze względu na niepracujący piątek.
No i pojawił się "mały" problem. Oczywiście jakby trzeba było sama bym ten tort upiekła, ale w końcu mąż znalazł cukiernię, która zrobiła go z dnia na dzień i może dobrze się stało, bo był fantastyczny. Już dawno nie widziałam takiej ilości bitej śmietany :)

Dzięki temu, że Tata szybko zrobił zdjęcie, mam pamiątkę z dwiema Dziewczynkami, bo Eliza nie miała czasu na zdjęcie rodzinne, które chcieliśmy sobie zrobić...

I to by chyba było na tyle.
A nie, przepraszam. Jeszcze o moim "tatusiu". Dzwoniłam do niego w czwartek, że go zapraszamy, i żeby zabrał się z moim Bratem (razem mieszkają). A, że Brat jechał jeszcze na cmentarz, tak więc tatuś nie przyjechał wcale, bo na cmentarzu był rano i przecież nie będzie dwa razy chodził, oczywiście nie informując mnie o tym, nawet głupim smsem. I w sumie to nic nowego, bo na Elizy urodzinach też może był ze 3razy. Hitem zaś była sytuacja z chrzcin Lilki (tak wiem, wciąż nie opisałam tego dnia :(), kiedy to były One dokładnie dzień po urodzinach Elizy. To, że dziadek nie zadzwonił w dniu urodzin do wnuczki, to nawet nie oczekiwałam, bo to ponad jego mentalność. Ale przyjechać na chrzciny i nawet nie złożyć Jej życzeń, że już o jakimś drobnym upominku nawet nie wspomnę, jest według mnie szczytem wszystkiego, zwłaszcza, że dla Lilki dał nam prezent.

I tak na urodzinach Lilci z czworga żyjących dziadków, wszyscy na miejscu, była tylko moja mama. Z teściami nam nie po drodze, przez te 8lat małżeństwo wielokrotnie okazywało się, że nawet na zdjęciach nie wychodzimy razem dobrze, więc przestaliśmy się wzajemnie zmuszać do czegokolwiek i tak jest wszystkim dobrze, ale to długa historia.

Powiem Wam, że jestem strasznie dumna z mojego Roczniaka, ale o tym inny post :) I tak jak jeszcze do niedawna przeżywałam, że Ona tak szybko rośnie, tak teraz nie mogę doczekać się innych etapów w Jej życiu... Poza tym mąż mi coś jeszcze obiecał w kwestii niemowląt, więc może dlatego już mi tak nie żal przemijającego czasu :)

I jeszcze raz nasza Księżniczka




Po tym, jak przebrałam Ją do kaszy, Lilcia dorwała jakieś moje korale, obwiesiła się nimi i wykonała swój popisowy taniec do repertuaru zespołu Piersi... Już mi uszy więdną jak słyszę "Bałkanicę", bo Eliza puszcza to non stop, a Lilce w to graj, bo chyba też lubi :)



32 komentarze:

  1. Ja imprezki rodzinne też lubię, ale chyba jeszcze bardziej czas po nich, jak mogę odetchnąć że już po. U nas też się wróżby robi, ale ja oczywiście zapomniałam ganiając między kuchnią a salonem.
    Pozdrawiamy Roczną Księżniczkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy bardzo Mia, no takie imprezki to latanina i stres, więc się nie dziwię, że zapomniałaś.

      Usuń
  2. Zupełnie nigdy nie potrafię ograniczyć menu. Zawsze kończy się to brakiem rozsądku i snu. Bardzo jest mi bliskie, to o czym piszesz i rozumiem doskonale :D
    Na zdjęciu, o którym napisałaś, że zrobiłś sobie z Córeczkami szukam patrzę, oczy mrużę i szukam intensywne Mamy Dwóch Córek, a tam widzę starszą siostrę obu Panienek :D Wyglądasz wspaniale! Nie dziwię się, że mąż coś obiecuje ;p
    Siedzę sobie teraz w mieszkaniu męża z panoramicznym widokiem na Fiord, który budzi się razem ze słońcem i mam wrażenie jakbym zaraz miała jechać do Ciebie na pyszną kawusię :) Super Mamuśka jesteś :*
    Nie rozumiem takiego postępowania dziadków. To bardzo boli. To są dzieci i czego one winne? Później ciężko wybaczyć. Trzeba wmawiać sobie, że ma się to w nosie, że nie są potrzebni, a to tylko wmawianie... Ściskam Cię mocno, a Twojej Roczuńce życzę wszystkiego co najlepsze i dużo miłości żeby zawsze jej oczka tak błyszczały i żeby zawsze kąpała się po sam czubek główki w Twojej miłości :*
    Wróżby u nas były z zamiaru, ale w natłoku podawania jedzenia gościom, u Zońki i u Miłka goście wyszli, a mnie olśniło, że nie było wróżby :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie długo to zajęło, żeby wyleczyć się z tego gotowania jak na wesele :) W zasadzie to chyba dopiero na chrzciny Lilki zrobiłam mniej niż zawsze, no i teraz też mi się udało. No właśnie, cierpią dzieci, ale są kwestie trudne do przeskoczenia, zwłaszcza kidy z jednej i drugiej strony nie ma dobrej woli. Ja nawet nie mam do nich pretensji, że oni mnie nie lubią-w sumie ich prawo, ale przekładać niechęć do mnie na Elizę? No z tym się nigdy nie pogodzę!
      Szkoda, że na tą kawkę wpaść nie możesz, ale może kiedyś-kto wie? ŚCISKAM

      Usuń
  3. Będzie bobas? :D Lilcia cudnie rośnie, a jeszcze niedawno taki prawdziwy niemowlak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie mam wrażenie, że ostatnio jakby wydoroślała :)
      A bobas-oby obietnicy dotrzymał, ale to na pewno kwestia "za kilka lat" :)

      Usuń
  4. Lilcia jest super :)
    Co do rodziny, wypowiadać się nie będę. Ale czasem nadziwić się nie mogę skomplikowaniu rodzinnych relacji. U nas też takie dziwne rzeczy się działy i totalnie nie rozumiem dlaczego. Podobno mam całkiem sporą Familię, tylko nigdy jej na oczy nie widziałam :/
    No ale ważne, że są ludzie, na których można liczyć i którzy nam towarzyszą przy ważnych wydarzeniach :)
    A Lila z pisaniem na pewno będzie miała coś wspólnego, bo dryg musiała w genach po Mamusi odziedziczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję Ci bardzo. No te relacje rodzinne bywają bardzo skomplikowane i na pewno nie takie proste. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jak zawsze cierpią dzieci...

      Usuń
  5. Mnie "roczkowa" impreza czeka w najbliższy weekend. Sobota spędzona w kuchni. Ale właśnie nam się dziecko pochorowało- ma kaszel i to taki niefajny. Na razie od 2 dni daję mu syrop i poczekam. Jeśli jutro rano będzie bez zmian to jedziemy do lekarza.
    W kwestii prezentów, to ja akurat wolę jak dziecko dostaje już takie "na wyrost", bo teraz i tak najlepsze zabawki to garnki, łyżki itp.
    Dzieciaki masz super, sama też świetnie wyglądasz- czego chcieć więcej?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisz jak Synek, czy Mu przechodzi, musi się wykurować, bo taka impreza to ważna sprawa!
      Z prezentami to w zasadzie racja, gdybym miała gdzie chować mniejsze i większe kartony też nie miałabym nic przeciwko :) Nam się ciężko z ubraniami pomieścić, a co dopiero cokolwiek innego :)

      Usuń
  6. Mania kochaaaaaa ,,Bałkanicę'':D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja generalnie nie mam nic przeciwko, ale nie tyle razy dziennie :)

      Usuń
  7. Oj mam to samo... Zawsze za dużo jedzenia, zawsze za dużo starań... a często goście i tak za bardzo jeść nie chcą (o niewdzięczni oni!).
    A co do rodzinki... to chyba jednak prawda, że najlepiej na zdjęciach i to z boku co by się można było odciąć z fotki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hitem byli moi teściowie i rodzeństwo Marcina jak jeszcze tu przyjeżdżali-wiedzieli, że będzie obiad ale coś tam innego do jedzenia i ich stały tekst-my jedliśmy w domu. Skromna teraz nie będę ale lubię gotować i robię to smacznie, więc nie wiem-bali się, że ich otruję? No średnio za nimi przepadałam, ale bez przesady, nie poszłabym za nich siedzieć :)
      A ze zdjęciami to fakt, ciężko trafić tak, żeby było ok.

      Usuń
  8. Łachahahahaha, ale wizja Lilianki piszącej nowe 50 twarzy greya mnie rozwaliła :PPP
    przy czym ja uważam że... będzie blogującą zakonnicą ;PPP
    Lilciu! żyj sto lat :* jesteś cudowna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no ja tam uprzedzona nie jestem ale wiesz Noelka, jednak wolałabym wnuków doczekać, a nie wiem jak z Elizą będzie, bo Ona kochliwa strasznie, ale czy dzieci z tego jakieś będą? Nie z Jej poglądami :) A poza tym to wiesz, nie chciałabym, żeby w przyszłości mi Lilkę Rutkowski zbałamucił, jak swoją Luizę :)

      Usuń
  9. Piekne to wspolne zdjecie z dziewczynkami! Ty wiesz, ze ja jeszcze sie nie dorobilam wspolnej foty z dzieciakami???
    U nas tez robi sie ta wrozbe, ale do wyboru sa: kieliszek, ksiazeczka, rozaniec i pieniadze. Bi wybrala kieliszek i rozaniec i nie wiem czy to sobie przypadkiem nie przeczy? ;)
    Co do Twojego ojca to porazka, chociaz mnie to akurat pociesza, bo pokazuje, ze nie tylko moi rodzice sa skrajnymi egoistami i nie wykazuja sie mysleniem... ;)
    A co do obiecanki meza, hohoho, czyzby jednak mialo sie kiedys pojawic trzecie??? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam ich niewiele, a tak mi się marzyło, że będę uwieczniała chwile z nimi dwiema... Hm, to może mnie poniosło z tym długopisem i dodałam coś od siebie? :) Eliza wybrała taki sam zestaw jak Bi, ale najpierw wzięła różaniec-dała mi, a potem kieliszek i dała tacie, więc jak to rozumieć?!
      Mój ojciec całe życie był egoistą, zawsze liczył się tylko on... pewnie nie raz tu jeszcze o nim wspomnę.
      Oj Agatka powiem Ci, że ja marzę o trzecim, i jedyne co nas teraz ogranicza to finanse no i moja chęć pójścia do pracy, ale tak za parę lat? Czemu nie :)

      Usuń
  10. piękne zdjęcia, córy jak marzenie! A Ty jak młodo wyglądasz!! Dzieci Ci służą;) A w rodzinach zawsze są zgrzyty, nie ma domku bez ułomku mówią;) grunt to się nie przejmować... chociaż takie rzeczy bolą.. jednak- masz swoje córy, masz męża, jesteście rodziną , jesteście szczęśliwi i na tym się trzeba skupić! A reszta niech się ugryzie w nos!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo, to chyba ta grzywka daje takie wrażenie.
      Zanim temat olałam i dorosłam do nieprzejmowania się trochę minęło, chociaż tak naprawdę to jest za bliska rodzina, żeby zupełnie się nie przejmować, w końcu to rodzice męża, a dziadkowie moich córek, no ale... Na siłę nic się nie da.

      Usuń
  11. Księżniczka wyglądała bosko :) takie imprezy też lubię jak już jest po nich ;) trzeba się namęczyć, przy gościach nalatać, nic nikomu nie pasuje, itp. itd. a najważniejsze, że jesteście rodziną i macie siebie nawzajem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to prawda-to jest najważniejsze. No a imprezy-wiadomo-każdemu się nie dogodzi, jeszcze zależy jakiś się ma gości. Ja odkąd teściowie nie przyjeżdżają czuję się lepiej i swobodniej we własnym domu.

      Usuń
  12. Ja uwielbiam sama robić torty :) Co prawda zawsze wychodza mi koślawo, ale przecież praktyka czyni mistrza ;)

    "Tatusia" nawet nie skomentuje. Mój teść to ten sam typ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ogólnie lubię piec ciasta, ale torty moją mocną stroną nie są, raczej jakiej prostsze ucierańce :) ewentualnie serniki...
      O ojcu i Twoim teściu chciałoby się napisać "ten typ tak ma" ale co to za pocieszenie...

      Usuń
  13. Ja się zastanawiam co sie dzieje z moja corka. Mowisz, ze twoja corka dostala malpiego rozumku miedzy innymi dziecmi. A ja się zastanawiam czy moja nie jest coraz gorsza od kiedy chodzi do przedszkola, bo jak wraca po nim do domu to jest nie do opanowania czasami. Przeoraszam, że nie na temat, ale tak mi na myśl przyszło. Jeszcze raz wszystkiego dobrego dla malutkiej. Ja wyszlam w 3 dobie po cc:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co? to nawet u Niej nie jest małpi rozum, Ona po prostu dostaje pierdolca, ale akurat przy tych,a nie innych dzieciach-chyba wzajemnie tak na siebie działają. Ale pamiętam co mi kiedyś powiedziała przedszkolanka-jeśli dziecko jest grzeczne w domu, to musi energię upuścić w przedszkolu, jeśli jest grzeczne w przedszkolu, to zazwyczaj daje czadu w domu... Może coś w tym jest? Mnie z Elizą mieli trzymać 5dób, bo wtedy takie były wymagania, ale dostałą takiej silnej żółtaczki, że mowy nie było...

      Usuń
  14. postanowiłam Cię znaleźć po wpisach u Strzygi jakoś tak mnie zaintrygowałaś...... nie słodzisz i piszesz tak inaczej fajnie...i Widzę że się nie pomyliłam bo bardzo tu miło i przytulnie u Ciebie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to teraz jednak będę musiała trochę posłodzić-bo bardzo miłe, to co piszesz :) Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    2. :D no bo to sama prawda jest jeśli pozwolisz rozgoszczę się tutaj i trochę Was poznam:)

      Usuń
    3. Zapraszamy, zapraszamy, a jak też piszesz, to czekam na adres bloga!

      Usuń
    4. to poproszę o adres @ to wyślę zaproszenie;)

      Usuń
    5. Proszę bardzo- mwk815@gmail.com

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!