Mama2c

Mama2c

czwartek, 19 grudnia 2013

A miało być tak pięknie...

Rok temu o tej porze, byłam mamą niespełna dwumiesięcznego niemowlaka. Bardzo absorbującego, niespełna dwumiesięcznego niemowlaka. Lila w dzień ssała pierś co 1,5-2godziny, długość Jej drzemek wynosiła od 7 do 25minut, częstotliwość ssania w nocy-z zegarkiem w ręku- co 3godziny. Nic zatem dziwnego, że Święta, które rok temu też zbliżały się wielkimi krokami, były daleko poza mną. Miałam swój własny mikrokosmos, w którym przede wszystkim byłam mamą często karmiącą. W związku z tym oczekiwano ode mnie głównie tego, żebym dobrze i często jadła, sporo piła i regularnie odpoczywała. I o ile na jedzenie i picie zawsze znalazłam czas, co szybko znalazło swoje odzwierciedlenie w przyciasnych ubraniach: "Fuck, kurczą się te spodnie, czy o co chodzi?!, w radosnych komentarzach koleżanek: "No już trochę od porodu minęło, a ty dalej tak DOBRZE wyglądasz.", o tyle z odpoczynkiem było już gorzej... Regularny odpoczynek to brzmi jak farsa, kiedy ma się dwoje dzieci. Pamiętam, że w tamtym okresie wyczynem było dla mnie obejrzenie "Prawa Agaty", które zaczynało się o 21.30.

Do czego jednak zmierzam...
Kiedy tak rok temu, byłam przede wszystkim chodzącym bufetem i większość moich myśli krążyła wokół nowej dla mnie sytuacji, nie dziwiło mnie, że jakoś niespecjalnie czuję ten cały świąteczny nastrój... Oczywiście w dniu Wigilii byłam wzruszona, że Lila jest już z nami, że jeszcze rok wcześniej byliśmy po kolejnym nieudanym miesiącu starań, a ja zaczynałam się martwić, czy wszystko będzie ok, a teraz mam dwie wymarzone Córeczki... Jednak tego całego przedświątecznego szału, łącznie z urywaniem tyłka nie przeżyłam :) A nie powiem- lubię to. Lubię ten czas oczekiwania, przygotowań, zakupów, dekorowania domu, gotowania, wybierania prezentów, niepewności czy się z nimi trafiło...
Także po takich raczej emocjonalnie jałowych zeszłorocznych Świętach, byłam pewna, że w tym roku to mnie już po prostu rąbnie w październiku ten nastrój, no góra 2listopada, kiedy pogasną znicze na cmentarzach..., że będę jak każdy szanujący się super market-świecić się od stóp do głów, nucić pastorałki i zarażać świątecznym nastrojem niczym grypą.

Październik minął bez echa... W listopadzie, to fakt, poczułam, że to już niedługo, że idą pomalutku Święta, szybciej mi nawet zabiło serce, na tą myśl... Bo te Święta miały być podwójnie emocjonujące, żebym odbiła sobie te zeszłoroczne...
No i przyszedł grudzień- nastrój jak prysnął, tak nie wrócił do dzisiaj...
Budzę się co rano z myślą, że coraz bliżej Święta, że NIC nie mam zrobione i co najgorsze- że nic mi się nie chce robić. Apatia jakiej dawno nie czułam. Wszystko, co jeszcze tak niedawno mnie cieszyło, teraz stało się jakieś takie obojętne, a ja nie wiem dlaczego. Mój Mąż, ze znanym sobie, stoickim spokojem, kiedy mu powiedziałam, że nie czuję tych Świąt w ogóle, orzekł: "Nie ma śniegu, nie ma nastroju"... I gadaj z takim. Uwielbiam to męskie upraszczanie tematu. Oczywiście, nie spodziewałam się, że niczym przyjaciółka, weźmie mnie w krzyżowy ogień pytań i będzie drążył, niczym kropka skałę, w czym rzecz... Ale na Boga- przecież to nie pierwsze Święta bez śniegu...

Miałam, na przykład umyć okna... Nie wiem, na co liczyłam-że mróz siarczysty przyjdzie i mnie przed tym uratuje... No to się przeliczyłam- mrozu nie ma, temperatury na całkiem przyjemnym plusie, a moje okna tylko czekają, aż ktoś wskoczy na balkon i napisze na nich paluchem: "BRUDASY"... W związku z tym, że okien nie umyłam, nie uprałam też firanek- przecież nie jestem hipokrytką i nie uznaję też półśrodków-brudne okna plus czyste firanki? Nie, to się w mojej głowie nie mieści :)

Jakiś czas temu podzieliłam się z mamą listą potraw... Ja wzięłam na siebie śledzie, sałatki i ciasta... O, i tu też będzie zabawnie. Podałam mamie z głowy listę zakupów, bo w tejże głowie już miałam spis potraw i ciast, które przygotuję, więc waliłam z pamięci, co musi mi przywieźć. Bo nie myślcie sobie, że u nas tylko sałata lodowa to produkt nie do zdobycia. Na przykład takie mleczko kokosowe, albo seler naciowy... Nie pytajcie gdzie ja mieszkam, bo czasami sama się zastanawiam- tu nawet chyba psy dupami już nie szczekają... Mama zakupy zrobiła, przywiozła nawet... Przy Lilce ich nie rozpakowywałam, bo wiadomo... Za dużo by Dziewczyna miała do omówienia, że Babcia przywiozła to, i to, i jeszcze to, oraz tamto...  Zajrzałam do tej torby za jakiś czas. Biorę do ręki jedną paczuszkę, drugą i prawie mi stróżka potu po czole spływa, bo uświadomiłam sobie, że za cholerę nie pamiętam, co ja miałam zamiar przygotować z tych składników... Na szczęście w laptopie mam cały mój kulinarny świat, i prawie doszłam co chciałam zrobić.

Prezenty zamówione... Przyjaciel każdej mamy uziemionej w domu: www.allegro.pl
Nawet z Mężem zdążyłam uciąć sobie gorącą wymianę zdań, bo ja głupia, do tej pory myślałam, że to Ich rzekome nieodróżnianie kolorów to tylko jakaś ściema. No ale kiedy okazało się, że mój osobisty Mąż nie widzi ŻADNEJ, powtarzam ŻADNEJ różnicy między różowym a fioletowy, to ja się pytam, kto z czyjego żebra został stworzony?! Jak Oni w ogóle mogą funkcjonować... Było więc wydzwanianie, czy można towar odesłać, czy zwrócą kasę, szukanie innego, koniecznie z wysyłką kurierską, żeby doszło na czas... Tak, miło i świątecznie :(

Żeby nie było, że ja się tak łatwo poddaję, to nastrój postanowiłam sama w sobie wskrzesić. To, co zawsze było dla mnie zwiastunem Świąt, to usłyszane co roku, po raz pierwszy pewnie już pod koniec listopada "Last Christmas". Ale, że jakoś trafić samoistnie nie mogłam, to już z premedytacją podjęłam próbę reanimacji mojego ducha Świąt i włączyłam na youtube... Niestety, George Michael na długo przed swoim coming outem, nie okazał się być cudotwórcą... Wysłuchałam, popatrzyłam i ch... Cały czas się zastanawiam, czy nie zarwać któregoś wieczoru i nie obejrzeć "Kevina..."

Ja tam w żadne farmazony o tym, że śnieg zapewniłby mi nastrój, nie wierzę. Nastrój i klimat tworzą ludzie- ja, Mąż, Dziewczynki... W tym roku czynnik ludzki zawiódł i chyba potrzebna będzie pomoc Rutkowskiego, żeby zbadał sprawę i Jackowskiego, żeby przewidział dalsze konsekwencje...

Tymczasem, dziś mamy ubierać choinkę. O, przepraszam-za duże słowo na to małe, sztuczne coś :) Z związku z tym, że Lila jest nieobliczalna, w tym roku postanowiliśmy nie szaleć z żywą choinką do sufitu i postawiliśmy na absolutne minimum... Z Ikei przyjechały nowe bombki- bo była wyprzedaż, także w tym roku, stroimy się na czerwono. Rychło w czas, weszłam na bloga ze zdjęciami choinek w bieli i srebrze- były po prostu przepiękne... No nic, może za rok Mąż też pojedzie na szkolenie i do Ikei...
Może za rok duch Świąt nawiedzi mnie już w kwietniu z okazji Wielkanocy i będzie trzymał do grudnia, bo w tym roku, jak się cud nie zdarzy, to znowu będę gdzieś obok... zajadać smutki, bo na jedzenie mam zawsze nastrój :) i czas!


Zeszłoroczne, świąteczne migawki










A to już tegoroczne pierniczenie



Po tym jak okazało się, że tak PYSZNYCH pierniczków dawno nie upiekłyśmy, trzeba je było dopiekać...


20 komentarzy:

  1. Pierniczycie elegancko:)A co do nastroju...u mnie też wszystko w powijakach.Okna umyte połowicznie,tylko od strony wewn.,bo jak wracam z pracy to jest godz. 17 i ciemno jak w d....Więc wszystko zostawiam na sobotę.Choinka jeszcze w piwnicy...ehhh.Ale na same święta wyjeżdżamy do Włocławka do babci,więc gotowanie mnie szczęśliwie omija w tym roku:)Martuś,"jeszcze będzie cudownie,jeszcze będzie normalnie":)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja generalnie z tego wszystkiego to jeszcze najbardziej lubię gotowanie i pieczenie :) Ale te okna to mi sen z powiek spędzają :)
      No nic, może jeszcze będzie tak jak piszesz ;D

      Usuń
  2. Ja kilka lat pod rząd ubierałam choinkę na biało aż doszłam do wniosku, źe najbardziej klimatyczna to tylko taka nabździukana kolorami, że tylko pawia brakuje :)
    Moja denrtystka na ostatniej wizycie gdzie gadałyśmy o mężach wysłanych na zakupy opowiedziała mi dowcip, że oni rozróżniają tylko trzy kolory: fajny, pedalski i chu*owy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jezu Mia, posikałam się ;D no tak, dla mojego męża fioletowy to pedalski, różowy chujowy, więc co się dziwić...

      Usuń
    2. Kolory miażdżą ;-) Się uśmiałam

      Usuń
  3. U nas jeszcze choinka nie stoi i też nie czuję tak naprawdę magii świąt, ale ja zawsze dopiero dzień/dwa przed Wigilią się "wczuwam" ;) I to, że nie ma śniegu też nie pomaga,bo to jednak robi "klimat", szkoda, że go brak..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też gdzieś tam po cichu liczę, że mnie jednak trzepnie chociaż dzień przed, bo potem będę zawodzić, że już po i że szkoda... No śnieg na pewno by w Święta nie zaszkodził :)

      Usuń
  4. mogę Ci przesłać trochę fotek ośnieżonych gór bo u nas też co prawda śniegu nie ma na podwórku ale po górach z okna widać;)
    A dla mnie dopiero jak lodówka nie będzie się domykać to będzie oznaka ze to już.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, dla mnie jak się już nie będę dopinać w spodnie, to będzie oznaka, że już po :)
      A zdjęcia gór-ZAWSZE!

      Usuń
  5. do niiedzieli poczujesz..my choineczke mamy od wczoraj,malutka z tego samego wzgledu,co Wy:-)) strach by bylo miec taka jak zwykle,duza z 200 lampkami...mi sie marza wielkie rodzinne swieta ,kiedys... musze zrobic ciacho,bo wigilia u tesciowej,nie moge dac plamy,zatem licze na Twoj przepis na sernik bez pieczenia:-)) dwumiesieczna Lilka przecudna:-) na pocieszenie powiem,ze moj to tez taki cycoholik byl...i do dzis mu zostalo:P

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie musisz nic czuć :) Święta to nie ładne firanki, drzewka, świecidełka. Nawet nie miła rodzinka. Prawdziwe święta przychodzą, kiedy dociera, że w stajence urodził się mały Jezus, że Bóg tak bardzo pokochał człowieka, że stał się jednym z nas. I tej bliskości Boga i radości z niej w te święta Ci życzę. W prostocie, bez żadnej "magii". Wszystkiego co dobre dla Ciebie i bliskich :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Mmmm pierniczenie wygląda smaczniutko :)
    A co nastroju... U nas też kuleje, ale to z innego powodu w sumie. Jakoś tak sobie kostek upodobał naszą rodzinę na święta :/

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie też nastroju brak. i z niczym się wyrobić nie mogę. I nawet nie mogę pierniczków upiec, bo P. nie lubi miodu i mi będzie dupę truuuuł.

    OdpowiedzUsuń
  9. Hoho, fabryka piernikowa idzie pelna para! ;)
    A z Lili na zeszloroczne Swieta byl juz taki rozkoszny pulpecik!
    Nik w poprzednie Boze Narodzenie mial 2 tygodnie i szczerze mowiac to niewiele z tamtych Swiat pamietam. Karmienie co 1.5-2 godziny okragla dobe zrobilo swoje. :) Wiem tylko, ze poprztykalam sie z mezem (a jakze), bo przed porodem ustalilismy, ze nic na Swieta nie robimy, nasza mala rodzina moze wpasc na kupne ciasto i kawe i juz. A kilka dni przed Wigilia M. nagle oznajmil, ze jak to tak, nic na Swieta nie miec, ze jak nie chce to moge nie gotowac, on SAM wszystko zrobi. Teraz stwierdzam, ze glupia, moglam sie zgodzic, chce - niech robi. Ale nieee, nieziemsko zmeczona, niedospana, ze szwami po cesarce klujacymi po kazdym wysilku, jeszcze ruszylam do garow... No i teraz mam, w ogole Swiat nie pamietam, dobrze, ze zrobilismy pare zdjec. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. No cholerka, kiepska jestem w pocieszaniu... Wirtualne buzi śle! :* Wszystko będzie dobrze!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Lilcia to cała babcia z wyglądu :)

    OdpowiedzUsuń
  12. W tym roku chyba ktoś rzucił jakiś urok na nadchodzące święta. Bo naprawdę nie czuć tego klimatu .
    Ale może jeszcze powróci ... Byleby zdążył przed Wigilią .

    OdpowiedzUsuń
  13. Matko jak ja Cię rozumiem!
    Znalazłam parę chwil, zrobiłam kawkę i popijając czytam mojego ulubionego bloga :) i co? trafiasz w to co mnie boli...
    Nasze pierwsze święta z Marysią, czyli całkowicie ich nie ma. Choinki w pokoju u nas nie będzie, bo pokój za mały, a teraz mieszkamy u teściowej, więc będę oglądała tylko jej choinkę i zapewne nie przyczynię się do jej ubierania. Poza tym całkowicie nie czuję, że święta już we wtorek! WTF?! Dopiero co wyszłyśmy ze szpitala z moją nowiutką córeczką, a tu już święta?
    Sprzątanie i przygotowania też są obok mnie, bo prawie cały czas zajmuję się małą. Sztucznie chcąc wzbudzić w sobie ducha świąt przed zajrzeniem na Twojego bloga załączyłam coroczną składankę świątecznych piosenek no i to ostatnia szansa na poczucie świątecznej atmosfery. Przez głowę przeszedł mi głupi pomysł, żeby pojechać do swojego rodzinnego domu oddalonego o prawie 200 km od obecnego miejsca zamieszkania. Duch świąt zazwyczaj najmocniej mnie dotykał, gdy jadąc samochodem słuchaliśmy w aucie Chris'a Rea - Driving home for christmas... Po czym pomyślałam, że mnie chyba porąbało, że chcę ciągnąć w ponad 3 godzinną, a teraz na pewno dłuższą podróż małego brzdąca. O moim porąbaniu wyraził także swój pogląd mój mąż nie mówiąc nic, spojrzał tylko wymownie i mocno uświadamiająco...
    Dlategoż życzę Tobie i sobie ducha świąt, który jednak tknie nas swoim magicznym palcem i poczujemy się tak jak powinnyśmy w święta...
    Pozdrawiam serdecznie i całuję :*

    OdpowiedzUsuń
  14. wiesz kochana u mnie to tez wszystko gdzies obok. Kolki wygraly nawet ze swietami i pokonaly wszystko...a jesze tym razem tescie do nas przyjezdzaja ju hu... bez komentarza ten fakt lepiej zostawie bo przyspiesze swoje zalamanie nerwowe..

    OdpowiedzUsuń
  15. No proszę, ja w zeszłym roku też byłam ..dojną krówką ale miesięcznej córy...plus angina starszego...
    Nie wiem czy w tym roku brak sniegu, mrozów, które były w zeszłym miały na to wpływ ale ducha Świąt nie poczułam...chyba za bardzo się stresowałam aby wszyscy byli zdrowi, no i uważac aby sobie rajstop nie pohaczyc (nie udało sie, shit!)...pzdr

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!