Mama2c

Mama2c

niedziela, 29 grudnia 2013

Kiedy poczułam się gwiazdą?

Skoro poprzedni post cieszył się takim powodzeniem, to żeby liczniki dalej skakały jak szalone (w końcu, w końcu!!!) pociągnę dalej temat blogosfery...

Ja nie rozumiem- każdy twierdzi, że pisze bloga dla siebie, ku pamięci, że to taka forma pamiętnika itd... To niby co? Że tylko ja jedna piszę dla kasy, sławy i rozgłosu?
Kurczę, słabo...

Tak naprawdę to wszystko wina Chłopa. Mojego, nie tego z tych reymontowskich... No bo jak mi Chłop po 7latach powiedział, że mam iść w końcu do roboty, to najpierw pomyślałam, że raptem trzy dni z rzędu obiadu nie było, a ten już fochy strzela, a potem: "Do roboty? Ale do jakiej roboty?" No Kochane, Wy pewnie tego nie zrozumiecie, ale jak się SIEDZI 7lat z dzieckiem w domu (zawsze mnie zastanawia kto wymyślił to sformułowanie o siedzeniu w domu, na pewno nie ktoś, kto tego doświadczył), no to się człowiek od pracy odzwyczaja. Także z tydzień dobry dumałam co tu zrobić, żeby zarobić i się nie narobić...  W końcu, podczas jednej z wieczornych sesji przy laptopie, wydedukowałam, że najlepszą opcją dla mnie jest blog. A dokładniej zarabianie na blogu. Początkowo myślałam o blogu modowym. No ale w rozmiarze L i z obwisłym, świeżo co po porodzie ciałem, co ja mogłabym Czytelniczkom zaoferować? Kasię Tusk dla puszystych? Wtedy przypomniałam sobie, jak Edzia Górniak zamieściła w sieci zdjęcie kupy swojego synka- i mnie olśniło! Dzieci! Tak, to się zawsze dobrze sprzedaje.

Tak zaczęła się moja przygoda z blogowaniem. Co prawda dopiero ostatnio-po 8miesiącach- odkryłam dlaczego nikt nie proponuje mi żadnej formy współpracy. Błąd wychwycony i usunięty, nowe konto w nowym banku otwarte... Teraz to już będę leżeć, pachnieć, czasem coś napiszę i tylko kupony od mojego sukcesu będę odcinać.

Spytacie jaki to błąd? A jak nie spytacie, to i tak Wam napiszę. Bo ja taka mało spostrzegawcza jestem i całkiem niedawno, na blogu, o którym chyba wszystkie wiemy, że to o niego chodzi, odkryłam, że trzeba mieć taką specjalną zakładkę "współpraca"... Żeby nie zostać posądzona (słusznie), że tak na wydrę, że dla kasy-zakamuflowaliśmy to z Mężem (bo znowu sama nie potrafiłam tego zrobić) pod hasłem "Napisz do mnie". Marcin się upierał, żeby było "Napisz do mnie ofertę współpracy", ale ja tam wierzę w inteligencję i bystrość sponsorów... Chociaż, tak myślę, że cholera wie, czy w ogóle coś z tego wyjdzie, bo ja tam zainteresowana jestem tylko konkretną współpracą, a nie rozmienianiem się na drobne. No Dziewczyny! Przecież herbatę to ja mogę sama sobie kupić. Moja pralka ma za to już 8lat, więc chętnie już bym nową przetestowała... W zasadzie to ja bym mogła testować nawet chrupki kukurydziane, ale Marcin powiedział, że poniżej pralki nie schodzimy.
No nic-pożyjemy zobaczymy.

O gwiazdorstwie dziś jednak miało być...

Blog założyłam, pierwszy post poszedł w świat. Tylko ja jedna wiem, ile dumałam nad tematem i w jakich bólach rodziło się każde zdanie... Poród to przy tym pikuś. Mentalnie umierałam z pięć razy, kiedy okazywało się, że pomysłów mnóstwo, ale ubrać je w słowa i przelać na (??) klawiaturę, to już wyższa szkoła jazdy.
W końcu napisałam. Pora publikacji... Słowo honoru- serce biło mi jak w dniu ślubu.
Poszło.
Cały dzień straciłam siedząc i czekając.
Na co?
No jak to na co?! Na odzew fanów :) Drugiego dnia odważyłam się zdjąć pampersa i chodzić do toalety, co prawda biegusiem, w podskokach, żeby nie przegapić tej chwili... Trzeciego dnia, kiedy nadal nie pojawił się żaden komentarz, gotowa byłam zamknąć bloga i poszłam wreszcie z Dziewczynkami na spacer.

W końcu pojawił się- pierwszy komentarz na moim blogu! Z wrażenia zemdlałam. Do dzisiaj nie wiem czy to z przejęcia, czy dlatego, że w oczekiwaniu na niego bite cztery dni nic nie jadłam. No nie ważnie.

Potem było już łatwiej. Zaczęłam nawet sypiać w nocy po publikacji postu, a statystyki śledziłam co godzinę, a nie co 5minut ... Miałam z pięć stałych Czytelniczek i parę anonimowych wejść dziennie. Czy wtedy poczułam się gwiazdą? Nie, no skądże-przecież ja skromna dziewczyna jestem...

Gwiazdą poczułam się z miesiąc później, kiedy byliśmy z mężem na zakupach... Cały czas mając gdzieś tam z tyłu głowy myśl o tych anonimowych Czytelnikach, którzy się nie ujawniają w komentarzach, wybierałam makarony (Eliza uwielbia) i słoiczki (tak, tak- zlinczujcie mnie, ale jak się bloguje, to się nie ma czasu przecierać zupek...) dla Lilki. Podchodzimy do kasy, a pani kasjerka obsługuje mnie poza kolejnością. Padłam. Boszzzzz, rozpoznała mnie! Na pewno czyta mojego bloga. Obdarzyłam Ją najbardziej promiennym uśmiechem, jaki może posłać wschodząca gwiazda blogosfery. Wychodzimy ze sklepu, ja prawie metr nad ziemią... Mąż, co najmniej zdziwiony, pyta, dlaczego od 5minut tak się szczerze. No to mu powiedziałam, skoro sam się nie zorientował. A On mi na to, żebym się nie obraziła, ale wielkość mojego brzucha zdecydowanie sugeruje odmienny stan...
Dżizassss- nie obraziła?! Do dzisiaj mam na Niego focha. Podciął moje pisarskie skrzydła, zanim zdążyłam je dobrze rozwinąć. Poza tym, co to znaczy odmienny stan? To już się człowiek najeść przed wyjściem z domu nie może?! Najpierw sam mi jazdy robi, że jak idę na zakupy głodna, to zawsze kupuję za dużo, a potem się czepia, że nie mam w talii 60cm... Hipokryta.

W zasadzie wtedy już na tyle polubiłam blogowanie, że żal mi było rezygnować z pisania. Poznałam też kilka fajnych Dziewczyn i robiło się coraz ciekawiej.

Od czasu do czasu miewałam przebłyski, że trzeba by było podgrzać atmosferę jakimś chodliwym tematem, przeskoczyć tą magiczną barierę 15 wejść dziennie... Mówię więc któregoś dnia do męża, żeby  dowiedział się o jakiś kredyt. Patrzy na mnie z dwoma znakami zapytania w oczach, więc mu mówię, że trzeba w nasz blogowy interes zainwestować, zdjęcia porobić i powrzucać na bloga. No to Ten jeszcze większe zdziwienie całym sobą wyraża, już nie tylko w oczach, ale mimiką, tikami nerwowymi- zawsze tak reaguje, jak chcę od Niego jakieś pieniądze... Słuchaj- mówię więc- no przecież nie dam na bloga zdjęć dziewczyn ubranych od stóp do głów w łowy z Pepco (mimo, że nawet lubię), poza tym te meble i żyrandol, rodem z późnego PRLu, też się nie sprzedadzą...
Nie zrozumiał...
Nigdy mnie nie rozumie...

No dobra, a tak serio to gwiazdą poczułam się dwa razy-za każdym razem za sprawą mojego Męża.

Pierwszy raz, to były początki mojego blogowania, kiedy przyłapałam Go na kiblu z komórką w ręce. Nie, nie- to nie był pierwszy raz kiedy odkryłam, że swoje posiedzenia uprzyjemnia sobie czytaniem. Tylko, że zawsze to był Onet, sprawdzanie poczty, czytanie smsów do kochanki. Tym razem, kiedy zapytałam Go co czyta, odpowiedział, że mojego bloga... Tak, to była wiekopomna chwila. Pobiegłam po szampana, ale w kuchni potykając się o zgubioną rano część laktatora, przypomniałam sobie, że karmię.
Że co? Że takie posiedzenia przy otwartych drzwiach zabijają romantyzm i życie seksualne? Nie no, Dziewczyny?! Jakie życie seksualne po 10latach bycia razem :) A tak serio, to skoro nie zabiła go moja waga po drugiej ciąży i opowieści o hemoroidach, to już nic nie jest w stanie go zabić.

Drugi raz był całkiem niedawno. O, dokładnie tydzień temu. Pamiętam doskonale, bo wtedy pożarliśmy się o tą nieszczęsną cebulę... Wtajemniczeni wiedzą o co chodzi :) Małżonek zabrał Elizę do kina. Po powrocie Dziecko pyta rzeczowym tonem, zawieszając wymownie głos i patrząc w bliżej nieokreśloną przestrzeń: "Mamoooo... A, prawda, że w kinie nie można używać komórek" Myślę sobie, że zależy jakich, bo szarych to nawet czasami trzeba, ale zaraz potem wkurw mnie ogarnia niemiłosierny, bo nawet w kinie z dzieckiem, musiał lampić się w ten pieprzony telefon. Dlaczego tak mnie to ostatnio mierzi może niedługo napiszę. W każdym razie delikatnie, bo przecież Dziecko obok, ale stanowczo dałam pogardliwy wyraz, tego co myślę o używaniu telefonu w kinie, z wyższością wlepiając w Niego swój najbardziej bazyliszkowaty wzrok. A co na to mój Mąż? "Tak?! Chcesz wiedzieć co robiłem? No chcesz? Twojego bloga czytałem!"
O!
No to się kuźwa pokłóciłam z Nim o tą cebulę, bo o coś przecież trzeba było, jak się wściekłam (niesłusznie) o ten telefon...

Ps. Jeśli chodzi o wszelkie formy współpracy, to absolutnie nie mam nic przeciwko i wolę przeczytać rzetelny opis innej Mamy, niż jak mi pani, która nie ma dzieci, albo zwyczajnie musi produkt zareklamować, choćby sama nie była przekonana, kit w sklepie wciska :) Także, pół żartem pół serio traktujemy te moje wypociny i nic nie bierzemy do siebie :)
A swoją drogą, to tylko czekam, aż pralka wyzionie ducha, bo kupowana była razem z lodówką, która "zdechła" prawie dwa lata temu...

43 komentarze:

  1. Zainteresowanie mojego meza moim blogem jest zerowe, czasami obejrzy zdjecia ktore wrzucam :). Wydaje mi sie ze twoj maz sie pomylil i ta kasjerka naprawde rozpoznala gwiazde blogsfery, ale zbednego komentarza meza rowniez bym nie wybaczyla... Jak ostatnio bylam w Polsce jedna z ciotek, spojrzala na mnie i spytala sie czy juz jestem w ciazy z nastepnym :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie wiem o co tym ludziom chodzi, za chuda źle, więcej ciałka też źle... No naprawdę, nie dogodzisz... Mój czyta jak sobie przypomni, że mam bloga :)

      Usuń
  2. Hmm zakładkę widziałam ale nie wchodziłam w nią twierdząc, że to bubul:-) kurcze chyba też ten wirtualny świat jest dla mnie za duży do ogarnięcia :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. hahahaha Marta ale Ty naprawdę masz dobre pióro:) Czyta się świetnie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. gdzie jest ta pieprzona zakładkaaaaaa??? Przecież mi w wieku trzydziestu lat cycki same nie urosną!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, tak ja i cycki samy Ci nie urosną, tak samo zakładka sama się nie pojawi :)

      Usuń
  5. Ja też czytam Twojego bloga czsem w kiblu na komórce !!! Wiesz ile razy byłaś Gwiazdą ???
    Ha - z takim fun clubem to Ty się poniżej samochodu nie zniżaj ! Pralka ? - phi - Ty apartamenty możesz reklamować !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi, ja tez! U mnie w domu kibel to czasami jedyne spokojne miejsce na blogi i ksiazke! ;)

      Usuń
    2. podpisuję się rekami, nogami i tym co mi do klawiatury siedząc dostaje;D Wiesz dla mnie to liczy się ''wnętrze bloga'' a nie tylko okładka to jak jak z człowiekiem prawie..... A Ty jesteś mistrzynią w tym co robisz jak kiedyś coś wymyślę to pierwsze Ciebie poproszę o testowanie bo nie lejesz wody...... chyba że do kąpieli:D tylko nie wiem czy w tego Ty będziesz rozmawiać z takim szarakiem jak ja.... Jak w takim tempie będzie się rozwijać Twoja kariera blogowa zostaniesz drugim kominkiem i co wtedy he???

      Usuń
    3. Kurczę Dziewczyny, no z jednej strony miło mi jak cholera, ale jakoś mam takie gówniane, o sorry-mieszane uczucia, że byłam już w tylu kiblach w Polsce, o i nie tylko :)
      Aneta dzięki, że we mnie wierzysz, ale Lila nie lubi zmian, a sama na apartamenty nie pójdę :)

      Kobieto na szpilkach, wiesz, że ja naprawdę nie leję wody? Bo u nas mąż kąpie małą :)

      Usuń
  6. Dla mnie to ty jestes...KOMETA NIE GWIAZDA...jestes boska,uwielbiam cie, ba, nie uwielbiam: KOCHAM!!!! :*****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jezu, pierwszo psychofanka, jakby to Nietypowa napisała... Mam się bać? Kochaj mnie, podziwiaj, ale błagam nie wystawaj pod oknami, bo jeszcze ich nie umyłam.

      Usuń
  7. Ja też KOCHAM!! Przy kazdym poście padam ze śmiechu, by potem wstać i stwierdzić, że ja tez tak mam i to cud źe jeszcze nie ubiłam swojego męźa.
    Ja chętnie podeślę moją młodszą latorośł do testowania :) :) na miesiąc moźe być?? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, dawaj Ją tu do cioci Marty. Zaraz jakieś pranko wstawimy, Polcia poskacze po pralce, bo Lilka już się programatorem zajęła, więc dni pralki czuję, że są policzone :)

      Ja w głowie to już z milion razy męża tasakiem porąbałam... Na szczęście to nie jest karalne...

      Usuń
    2. To robimy podmianę, bo dzieci w gościach są najgrzeczniejsze :) :)
      Ja pralkę dopiero co wymieniłam i teraz jak paluszki Poli sięgają do kręciołka to zaraz mam wizję tych zer wydanych na nią. Uśmiewam się nad blokadą przed małymi dziećmi. Można zablokować wszystkie klawisze żeby żaden urwis nic nie wcisnąl, ale kręciołkiem to już można dowolnie kręcić. Ktoś, kto to wymyslił powinien duet Lilko-Polko zaprosić na testy :)

      Usuń
    3. O tak, Lilę bardzo kręci ten kręciołek... Za bardzo...
      Ostatnio Eliza kazała przynieść z piwnicy swoją zabawkową kuchnię. Tam jest taki piekarnik z klapką, światełkiem, odgłosami itd-pewnie znasz to... I co Lila upiekła jak tylko pokumała o co chodzi? Butelkę i smoczek. Dobrze, że cycki mam zawsze przy sobie :)

      Usuń
  8. Ja wlasciwie tez nie mam nic przeciwko recenzjom na blogach. Niektore nawet czytam. ;) Chociaz szkoda mi zawsze kiedy jakis fajny blog przeksztalca sie pomalu w jedna, wielka reklame...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego powiedziałam Marcinowi, że jedna recenzja w tygodniu i nie ma bata, żebym się zgodziła na więcej. Zresztą, gdzie ja będę te pralki ustawiała...

      Usuń
  9. Uśmiałam się nieźle ;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ineska, ale z czego? :)

      Usuń
    2. Z twojego posta ;) Masz niesamowite poczcie humoru i tw. posty poprawiają mi humor :)

      Usuń
  10. No prosze a moj maz totalnie olewa mojego bloga!!! chyba powinnam sie rozwiesc, skoro on mnie jeszcze nie rzucil z powodu 20kg jakie mi radosnie przybylo od czasu kiedy sie poznalismy:))) I to bez ciazy:D:D:D Ja to mam zdolnosci:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swoją drogą zauważ, że jakoś żadna żadnej nie zachęca, aby kopnęła w dupę męża, bo np. łysieje. No chyba, że to tylko mój....

      Usuń
    2. Star, 20kg? No nie, tak być nie może. Może i Wspaniały jest wspaniały, ale Ty się bój, bo On na pewno się ogląda już za innymi. Ja tam polecam 2000 brzuszków dziennie i jedna porcja soku-i tak do skutku.

      Usuń
    3. Nietypowa, daj spokój, mój odkąd zaczął łysieć ma coraz większe branie... Już nie tylko okonie, ale teraz i węgorze łowi.

      Dziewczyny, jako niespełniony socjolog, ja Wam to wytłumaczę. Co z tego, że świat poszedł na przód, co z tego, że nie jedna z Wa lepiej zarabia od męża... Tego co mamy gdzieś tam w genach zakodowane, mentalnie i chuj wie jak jeszcze przekazane nam przez matki, babki, prababki nie wykorzenimy tak łatwo... Moja teściowa po 37latach małżeństwa nadal była obsrana, że mąż Ją może zostawić... To o czym my mówimy :)

      Usuń
    4. Ale ja po to zostawilam dwoch mezow, zeby sie nie bac o trzeciego:))) Dodatkowo trzeciego wzielam juz z zaawansowana lysina:))) No i troche przesadzilam z tym 20kg ale 15 to na pewno:)))
      Tak na serio to uwazam, ze jako partner czy partnerka to jestesmy czyms wiecej niz cialem i dlatego sie nie boje.
      Jesli chodziloby tylko o cialo, to to malzenstwo nie mialo racji bytu od poczatku, a mimo wszystko ciagle trwa:)))
      Wizualnie nigdy do siebie nie pasowalismy, ale laczy nas cos wiecej;)

      Usuń
    5. Kurna Star... To co napisałaś jest takie głębokie, że aż boję się zepsuć tego jakimś banalnym komentarzem... Zamilknę, bo dobrze mówisz, to znaczy piszesz!

      Usuń
  11. Dobra dobra... rozdział o blogowaniu już jest (ino skomentować nie miałam kiedy, bo latamy jak jaskółki z kokosami), teraz rozdział o rozwoju bloga... a okładka książki gdzie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka książki ocenzurowana :) Teraz pracuję nad nową :)

      Usuń
  12. Mój małżojek ustawił sobie subskrypcję mojego bloga, więc jestem regularnie monitorowana. ;) I w sumie sama nie wiem, czy mi się to podoba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja też miałam z tym kiedyś problem. No bo sam mi zakładał bloga, więc wiedział, że piszę. No to przypuszczałam, że będzie czytał... No i teraz dylemat-pisać o Nim, czy nie pisać. Jak pisać to tylko pochlebstwa, czy walić całą prawdę jak leci... W końcu pomyślałam- a co ja się martwię. Jak czyta to na własną odpowiedzialność, najwyżej po paru postach przestanie.

      Usuń
    2. A ja mam problem z glowy, bo moj nie czyta po polsku:))))

      Usuń
    3. hehe, Szczęściara :)

      Usuń
  13. Przeczytałam chyba w minutę:) Super piszesz, dziecko śpi, można się delektować czytaniem... :) Pozdrawiam!! A i te słoiczki to wcale nie jakaś zbrodnia- trzeba sobie radzić;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No trzeba, trzeba :) Muszę jeszcze tylko Małą nauczyć jak je podgrzewać :)

      Usuń
  14. lubie Twojego meza!:-)) a wiesz,moj tez zaglada na mojego bloga,jest na biezaco w miare:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój raczej nie, On strasznie zapracowany jest...

      Usuń
  15. Uśmiałam się :D Od razu zdrowszy dzień ;)
    Posiedzenia u nas przy drzwiach otwartych zaczęły się od urodzenia Małej - no bo drzwi od łazienki pomagają wytłumić i odgłosy i światło docierające do dziecięcia, którego sen cenny dla nas jest :P I jakoś tak przyzwyczailiśmy się ;) A zabija to co najwyżej przyjemne aromaty w domu, póki co atrakcyjności nas samych nie tyca ;))

    Aha, wczoraj mąż dał mi odczuć drugą stronę medalu - bo że czyta bloga, to wiem, nie raz dostanę mniej lub bardziej konstruktywną krytyką po uszach, ale wczoraj wchodzi P. do domu i słyszę: "co tak pachnie? o pierś nie pytam, bo już czytałem że lepiej".... ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kochana a wiesz co ja Ci powiem, ja mojemu mezow czytam Twojego bloga :P bo moj troche nudny jest :D a przy Twoim oboje sie smiejemy :) ciesze sie ze mis doszedl i chyba zaram powiem mezowi zeby mi wstawil na bloga `napisz do mnie`zaraz, zaraz chyba nie da rady bo maly znowu ryczczy :P moze za tydzien, albo za rok..

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!