Mama2c

Mama2c

sobota, 14 grudnia 2013

Męski punkt widzenia, czyli "A z prądem to było tak..."

Dziewczyny! W nawiązaniu do poprzedniego postu i Waszych komentarzy- co to znaczy, że sobie nie ufacie?! Ja tam sobie ufam w 300% jeśli chodzi o innych facetów. Nie ufam sobie jedynie jeśli chodzi o czekoladę, zakupy i debet na koncie!


Pamiętacie jak szczegółowo zrelacjonowałam Wam wymiotny wybryk Lilki? Ni jak z niczym nie można go było powiązać, więc triumfalnie ogłosiłam wygraną Noelki, jakoby Lila po prostu miała ochotę puścić pawia i już... W zeszłą środę nastąpił jednak nieoczekiwany obrót wydarzeń, bo zwymiotowała drugi raz, co niestety-po pierwsze wskazywało na to, że jednak coś Jej dolegało, po drugie- Noelka sorry-myliłaś się :( Musisz oddać nagrodę :)
No ale od początku...

Wstałyśmy w środę rano, Eliza nadal z gruźliczym kaszlem, więc przeszczęśliwa, bo wiedziała, że zostaje w domu- mama szczęśliwa trochę mniej z tego powodu, no ale... Lila jak zwykle w dobrym humorze. I ja-Matka Polka tradycyjnie po nocy zakręcona, do pierwszej kawy nieprzytomna. A, że pierwszą kawę piję dopiero jak Lilce dam cyca, to chodzę tak przez godzinę od ściany do ściany... Ciekawe doświadczenie- jakby ktoś potrzebował mocniejszych wrażeń, to polecam się trochę poobijać.
Nakarmiłam Lilę i już, już miałam włączyć ekspres, kiedy usłyszałam ten znajomy dźwięk, takie ciche, dyskretne pyknięcie, po którym, gdyby nie obecność Dzieci w domu, rozległoby się moje głośne, piskliwe i załamane: "K....aaaaaaa nie ma prądu". Tak wiem, to że nie ma prądu o godzinie 9-tej rano to jeszcze nie tragedia. Ale jak ma się w domu wszystko na prąd, to to jest TRAGEDIA! Nie wspomnę już o tym, że czułam się jak ten lisek, co już był w ogródku i witał się z gąską, bo niemal słyszałam jak ekspres mieli ziarna i parzy kawę, czułam jej zapach...

No nic, dzwonię do Księciunia, bo ma kolegę w Enei, który jest naszym źródłem informacji w takich sytuacjach. Po chwili dowiaduje się, że prądu ma nie być przez jakieś 2godziny. Myślę sobie-ok, nie jest źle. Tyle to przeżyjemy...
I faktycznie, nie mijają nawet dwie godziny i prąd wraca, parzę ukochaną kawę, życie nabiera kolorów, słońce wychodzi zza chmur i takie tam... I tak pięknie, kolorowo i radośnie jest do Lilkowej zupy. Sadzam Ją w krzesełku, zaczynamy jeść... Szału może nie było, ale nie sprawiała wrażenia, że nie chce. A już po chwili powtórka z rozrywki, czyli mamy drugiego pawia... Niech Was nie zmyli lekkość ujęcia tematu- po tygodniu zdążyłam po prostu ochłonąć- nie trzęsą mi się ręce, nie mam 40stopniowej gorączki i nie łamie mi się głos kiedy o tym mówię/piszę...

Ogarnęłam Ją, krzesełko, podłogę i zadzwoniłam po lekarza, bo to już było podejrzane.
Po jakimś czasie wraca tata.
Drżącym głosem mówię:
-Lila znowu zwymiotowała.
Na to tata:
-Długo rano nie było prądu?
WTF????????????!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Otwieram szeroko oczy i buzię, mając jeszcze nadzieję, że w tej mojej matczynej panice jednak się przesłyszałam... dając jednocześnie szansę temu Idiocie (sorry Kochanie), żeby się poprawił!
Ale nie! On naprawdę, na wieść, że dziecko rzygnęło po raz drugi, zapytał się o prąd!
No nie mogę!
Ja wiem, że każdy facet ma nadal w sobie coś z neandertalczyka, co to musiał tylko mamuta upolować i resztę miał w dupie, ale na Boga! Panowie- Wy chyba jednak choć trochę ewoluowaliście od tamtych czasów?!
Także jako klasyczna histeryczka, panikara, wariatka i furiatka (zlepek najlepszych genów tatusia i mamusi) puszczam taką wiązankę, że nawet neandertalczyk uciekłby do swojej jaskini i wrócił z jakimś kamieniem szlachetnym w ramach przeprosin. Na co mój mąż, chyba nieświadomy co w ogóle przed chwilą zrobił, mówi:
-No i co się takiego stało, że rzygnęła?
Co się stało?!
Co się stało?!?!?!
Drę się już chyba na całe osiedle.
Ja pierniczę- On się jeszcze pyta "co się stało?"
Przez ułamek sekundy mam ochotę zrobić scenę jak w Modzie na Sukces, ale się powstrzymuję i rzucam równie idiotyczne (jak o tym teraz myślę): "Nie odzywaj się do mnie". Nigdy nie marzyłam o aktorstwie, ale w robieniu głupich scen spokojnie mogę sobie przyznać Oskara :)

Przyjeżdża pan doktor, a my-mimo, że pogniewani (Jak On mógł, no jak On mógł?!) odgrywamy scenkę o zatroskanych rodzicach-ja oczywiście szczerze, mąż... No cóż-zrzuca szaty neandertalczyka i przepytuje lekarza, jakby Ten właśnie zaliczał kolokwium... Posyłam oczywiście wymowne spojrzenia pt. "Rychło w czas" oraz "I tak masz przechlapane" ale wymagać od Faceta, żeby je zrozumiał...
Lekarz stawia diagnozę (no to już znowu temat na osobny post), odjeżdża, a my sfoszeni wracamy do swoich spraw...
Także już wiecie dlaczego, nie interesowało mnie gdzie ten Ignorant w ogóle jedzie. A tej Ikei to mu w ogóle nie wybaczę!

Ale, ale-rozgryzłam Księciunia. Jego reakcja na Lilki niedyspozycję, to była klasyczna zemsta. Ja wiedziałam, że każdy facet ma w sobie więcej z kobiety, niż mu się wydaje, ale żeby się kierować takimi niskimi pobudkami, jak chęć odwetu za mój brak zainteresowania Jego powolną agonią?! Słabo!

Jakiś czas temu mój mąż narzekał na ból nadgarstka. Bolący nadgarstek nie był ani spuchnięty, ani zaczerwieniony, niczym także nie różnił się od drugiego, niebolącego -no nic do czego można by się było przyczepić. A że pod tym względem mąż mój to prawdziwy samiec i do lekarza i tak wiedziałam, że nie pójdzie, także doszłam do wniosku, że pewnie nie umiera i że wcale nie jest tak źle. Co prawda może jak na Księciunia trochę przydługo narzekał na ten nadgarstek, no ale...
Kiedy ma się na głowie dwoje dzieci, w tak różnym wieku, to jakoś te utyskiwania gdzieś mi umykały. I tutaj zapamiętajcie sobie, bo ostrzegam Was młode i stare mężatki- jak mąż zrozumienia w domu nie dostanie, to poszuka go gdzie indziej... Kiedyś takie teksty mnie bawiły, ale nie teraz... Mój mąż też poszedł szukać gdzie indziej. I co gorsza nie u innej kobiety, ale od razu u innego mężczyzny, a nawet kilku... Ja tak zawsze czułam gdzieś pod skórą, że On do końca normalny nie jest. W sumie gdyby był, to by się ze mną nie ożenił, więc jednak to było wiadome samo przez się.

Co parę dni mój mąż powracał z tekstami o bolącym nadgarstku, więc kiedy po raz kolejny, po pracy stwierdził, że "Tak go niemiłosiernie jebie", pomyślałam tylko: "No sorry, ja do lekarza za Ciebie nie pójdę" i wróciłam do robienia obiadu. I w tym momencie mój mąż wypala z takim czymś, że pytanie o prąd, to po prostu pikuś... Wyobraźcie sobie, że On się konsultował z chłopakami (koledzy z pracy) i On ma UWAGA UWAGA- gangrenę!!! Nie muszę dodawać, że żaden z kolegów mego męża ani nie studiował medycyny, ani nawet, w drodze na Politechnikę, nie mijał budynku Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego... Okazuję się jednak, że metodą "ktoś coś widział, ktoś coś słyszał, ktoś coś czytał" można postawić szybko diagnozę.
Także no co się dziwić, że mój mąż zbagatelizował Lilki rzyganko, skoro ja zbagatelizowałam u Niego tak ciężką chorobę.
Na wieść o tym, że ma gangrenę, zanim wybuchnęłam śmiechem i obdzwoniłam wszystkie koleżanki, zapytałam tylko, czy już mam dzwonić po karetkę i wzywać księdza...
Następny razem, kiedy Wasi mężowie/partnerzy/kochankowie będą umierać przy katarze, przypomnijcie sobie, że zawsze może być gorzej-mogą mieć gangrenę, cholerę, żółtą febrę... Jest w czym wybierać :)


31 komentarzy:

  1. And the winner is.... GANGRENA.
    Padłam, nie chcę wstawać... poturlam się jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdź lepiej czy Twój mąż żyje, bo to wiesz, różne choroby chodzą po Facetach-jak widać :)

      Usuń
    2. Żyje, kurczaka je... oby się nie zakrztusił tylko :P

      Usuń
    3. Ha ha, mój M ostatnio sobie wymyślił, ze jego popękana skóra na dłoniach ( de facto od czystego zaniedbania i pracy ze środkami chemicznymi bez rękawiczek) to efekt świerzbu, albo co gorsza nowotworu...I oczywiście diagnoza poparta przez wszechmądrych kumpli...

      Usuń
  2. :D :D :D nie no sorry ale nie mogę przestać się śmiać:D:D uwielbiam Waszą rodzinkę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak o Nich piszę i później czytam, też Ich uwielbia, a w życiu to różnie.

      Usuń
  3. Ta, Piotrek miał zawał (nerwobóle), raka (znamię na ręce), raka po raz drugi (nerwobóle), łuszczycę (alergia na żyto i w związku z nieprzestrzeganiem diety - azs). Mężczyźni są cudowni ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Strzyga, to mój przy P. to okaz zdrowia :) No i koniec końców-na gangrenę tez jednak nie umarł :)

      Usuń
  4. No prosz, mi też napieprza nadgarstek, bagatelizuję jak głupia, a to przecież może być GANGRENA!!!! xD xD xD Bosh padłam i kwiczę, faceci i ich hipochondryczne skłonności :)) Mój też umiera jak tylko ma katar. Jak dostał nerwobóli w łokciu, to siedział i analizował, czy to czasem nie zawał - "bo ból się rozchodzi od tej strony..."
    A co do nieufania sobie, to mi nie chodziło o innych facetów, Boże broń :) Tylko ogólnie, ja zwykle robię głupie rzeczy (najpierw działam, potem myślę i gdyby to tylko o czekoladę i zakupy chodziło...), a nie mąż biedaczek. On po mnie naprawia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, Ty masz pewnie zespół cieśni nadgarstka-miałam to w ciąży z Lilą.
      No widzisz, to Twój mąż się nie nudzi i ma co robić przynajmniej :)))

      Usuń
  5. Oj tam oj tam - no pomyliło się chłopu z ganglionem nadgarstka ot co ;)
    Ale cuuudni jesteście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, nie Kochana-nic Im się nie pomyliło :) To była taka nietypowa gangrena i tyle :) Skoro u Nich nawet katar przebiega nietypowo i jest największa "prawie umieralność" na niego :)

      Usuń
  6. ach mezczyzni....moj jak przeziebiony to koniec. zawsze powtarrzam,ze natura madra,ze to kobiety rodzą. mezczyzni by tego nie przezyli:-))) zdrowka dla coreczek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co racja, to racja :) Mój może by nie przeżył, ale w ciąży mógłby chodzić jak najbardziej :)
      Dzięki Kochana!

      Usuń
  7. Popłakalam się, oczywiście nie ze śmiechu tylko ze współczucia dla chorego :) mój przy katarze opowiada, że chyba umiera więc ostatnio mówię mu w końcu, że umiera i kurka siwa i umrzeć nie może. Noestety pomogło to tylko na kilka godzin.
    No a co Lilci jest? Zmowu na jednym rzyganku skończyła? To wirus czy coś innego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że jak padło z ust mojego męża to słowo na g, to zamarłam z niedowierzania i miałam chyba najgłupszą minę w swoim 32letnim życiu. Nie wierzyłam, że Oni wraz z mym mężem oczywiście mogli naprawdę coś takiego wymyślić... No ale zaraz potem też mi się już chciało płakać.
      Oj wiesz co Mia, więcej empatii dla męża. Może my tak naprawdę nie wiemy jak Oni przechodzą katar/przeziębienie? Może to nie jest tak jak u nas, że mając 38,5, zatkany nos, kaszel, bolące gardło i tak robimy wszystko w domu i przy dzieciach? Może On NAPRAWDĘ wtedy umierają? Wiesz te różnice płci itp :)

      Usuń
  8. Jak faceta cos boli albo nie daj boze jest przeziebiony to jest gorszy niz dziecko i ledwo zipie:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to sobie wyobraź jak się czuł mój mając gangrenę! :)

      Usuń
  9. Mhmmmm,przeziębienie u faceta to tak,jakby był jedną nogą w trumnie...
    Mega lubię Cię czytać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana-mój przy gangrenie był dwiema nogami i jednym kołem od auta. Ty sobie nie wyobrażasz jaki On przejęty z tej pracy wrócił wtedy...
      Dzięki-bardzo miło!

      Usuń
  10. Uwielbiam Was ;) A facet to tylko facet... Pozdrawiam -Marta z łodzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięęęęęęki-bardzo miło czytać takie komentarze :) No a facet-no cóż, czego od Nich wymagać :)

      Usuń
  11. hahah:) kurcze. czemu faceci nawet przy katarze zachowują się jakby świat się kończył i jakby naprawdę umierali???? Ja przez dwa dni w weekend byłam okupowana przez moje dziecko....zakatarzone i kaszlące. W sobotę miałam farta, że udało mi się zrobić kanapki na śniadanie, do tego Kuba ciągle chciał na rączki, a w międzyczasie jakoś musiałam tez ogarnąć gotowanie, pranie, prasowanie, sprzątanie...Akurat zostałam sama w domu, teściowa pojechała na zakupy. Oczywiście jak mogłabym być zmęczona....W sobotę przyjechał nam tynk na budowę. Trzeba było przenieść 15 ton z palet do garażu. Czterech silnych facetów, w tym mąż, zrobili to w niecałe 3 godziny. No i to oczywiście już jest powód do zmęczenia...Ja rano jeszcze mężowi śniadanie musiałam zrobić, naszykować coś do jedzenia na ten ogrom pracy i znieśc fakt, że po powrocie tak po prostu poszedł spać....wczoraj to samo...on przed kompem (przecież szuka inspiracji do wykończenia wnętrz naszego domu), a ja z Małym cały dzień na rękach...Dobrze, że chociaż teściowa pomagała jak robiłam obiad...
    Generalnie padam dziś na twarz, bo mały o 11 w nocy miał atak kaszlu. Uspokoił się dopiero jak daliśmy mu syrop i jak się napił.
    Mąż zapytany, dlaczego nie wstaje do Kuby skoro słyszy jak ten w nocy płacze odpowiedział- bo ty się zawsze pierwsza wyrywasz....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Kochana-jeśli Ci się uda ie wstać do płaczącego Synka, to daj szansę mężowi :) A co do zmęczenia... No wiesz, Oni, to Oni, my to my... Widać są grupy uprzywilejowane do zmęczenia i te, których zmęczenie nie dotyczy. Mój mąż na przykład, jak robię obiad, mała plącze mi się pod nogami przy gorących garach, sam z siebie się nie domyśli, że mógłby Ją wziąć :)

      Usuń
  12. Hehehe Wy jesteście idealnie dopasowani. Panikara z "Mody na Sukces" i oaza spokoju na miarę Misia Koali :P Razem z dziewczynkami, jesteście idealnym materiałem na konkurencję dla "Rodzinki.pl" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? Ja tam od 8lat twierdzę przy każdej awanturze, że w ogóle do siebie nie pasujemy :) O tak, trafnie podsumowałaś mojego męża, On ma właśnie w sobie taki spokój. Chyba przejął się, że faceci umierają szybciej bo mają żony i postanowił, że On tych statystyk nie potwierdzi, więc się Facet nie stresuje...
      A rodzinka.pl? Nie no coś Ty, nie będziemy Im konkurencji robić :)

      Usuń
  13. uśmiałam się ;D a wszystko takie znajome...
    Mąż wraca z pracy, witamy się, ja mu mówię z przerażeniem, że jest gorzej i Zośka cały dzień wymiotuje, w odpowiedzi na co słyszę "a prezes dziś mnie wkurwił". ;) logiczna wymiana zdań ;)
    a z cyklu autodiagnozy mężczyzny cierpiącego, mój ostatnio obwieścił, że boli go palec u nogi, trzy dni jęczał i analizował prawidłowość budowy palucha, po czym uznał, że będzie mieć haluksy. Jak to dobrze, że nie gangrenę! ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mojego na początku też "tylko" bolało, a skończyło się gangreną, także uważaj i nie haluksy Was nie zwiodą :)
      Oj Herbaciana, ja już sobie wszystko przemyślałam i po prostu wiem, że Facetom się głowy pierdołami nie zawraca. No wymiotowała jedna z drugą i co? No a taki prąd, wkurwiający prezes-no to już nie są przelewki. To są te wyższe sprawy do których mężczyźni zostali stworzeni.

      Usuń
    2. otóż to! Ostatnio właśnie usłyszałam (dwukrotnie!), cytuję, "ja do większych rzeczy jestem stworzony". Tak. Także idę sobie cichutko zająć się Zośką, i nie przeszkadzam mężczyźnie już w obmyślaniu planu zawładnięcia światem... ;))

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!