Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Mój Mąż nie ubiera się u Prady.

Ja też się tam nie ubieram (nie moja półka), dlatego nie wiem, czy jest tam w ogóle linia męska, no ale nie w tym rzecz...

Może właśnie dziś, tym postem, strzelam sobie w kolano i niedługo będzie rozwód, a może Mąż mój pójdzie w końcu po rozum do głowy (albo lepiej prosto do sklepu) i w końcu się ogarnie! Także, na dwoje babka wróżyła...
Gotowe?
To zaczynam...

Dawno, dawno temu kiedy na świecie żyli jeszcze neandertalczycy i Ich ładniejsze połówki...
Tak, to było naprawdę dawno temu, bo lada dzień stuknie nam 10-ta rocznica bycia razem. W każdym razie, kiedy poznałam mojego Męża, wiedziałam od razu, że drugim Krzyśkiem Ibiszem albo Tomaszem Kammelem to On nie będzie. Ale, że nie szata zdobi człowieka, oraz z racji tego, że mi do Kasi Tusk i Joanny Horodyńskiej też baaaaardzo daleko, wcale mi to (wtedy) nie przeszkadzało. Bo może mój Mąż i był modowym ignorantem, ale był czystym, schludnie ubranym Facetem z bogatym wnętrzem i jakże ciekawą osobowością :) No i z takim samym specyficznym poczuciem humoru jak moje- no po prostu ideał, mój Książę :)

To były czasy przed dziećmi, więc zdarzało nam się, w sumie nawet nie tak rzadko, wyskakiwać na wspólny shopping. Kupowałam głównie ja, no ale to akurat nic dziwnego. Mój przyszły, wtedy, mąż nie oponował kiedy znalazłam dla Niego coś fajnego i przystawał na kupno tejże bluzy/swetra/koszuli itp. Najczęściej jednak sam z siebie twierdził, że On wszystko ma i niczego nie potrzebuje... Wtedy mnie to absolutnie nie zaniepokoiło, no bo i co w tym dziwnego? To, że kupowałam szóstą sukienkę, wcale nie oznaczało przecież, że nie mam w czym chodzić i że absolutnie muszę ją kupić, prawda? Tylko która kobieta zdobędzie się na wyznanie, że wszystko ma i niczego nie potrzebuje?

 Jedne z naszych przedślubnych łowów... I niewykluczone, że do dziś wiszą w szafie mojego Męża

Nie zaniepokoiłam się nawet przy kupnie ślubnego garnituru, chociaż może właściwie powinnam.
A z garniturem to było tak...
Pojechaliśmy w trójkę z moją Mamą na zakupy, bo chciała rozejrzeć się za czymś na nasze wesele. Księciunio w ogóle nie miał tego dnia w planach kupna garnituru, planował jedynie się rozejrzeć... Nawet chyba wcześniej nie rozmawialiśmy, w jakim powinien być kolorze, bo tutaj sprawa wcale nie była taka oczywista- moja suknia ślubna to było połączenie złota i kawy z mlekiem, więc niech teraz Facet dobierze do niej sam garnitur :)
Mój przyszły Małżonek średnio był zainteresowany tym, co tam teściowa ogląda, stwierdził więc, że idzie się przejść. Ja zostałam z Mamą, no bo wiadomo-Jej mogłam być potrzebna, bo rzeczywiście chciała coś kupić, a Księciunio poszedł przecież tylko na zwiady... i wrócił po 5minutach z garniturem!!! I uwierzcie mi- to naprawdę było 5minut. Nie muszę pisać, że my z mamą z szoku nie wyszłyśmy znacznie dłużej niż 5minut. Do dzisiaj jak to wspominamy, nie mogę uwierzyć, że po pierwsze On to zrobił, a po drugie-jak On to zrobił... Aha, no i z kolorem nawet trafił :)

Kolorystycznie dopasowani? Chyba tak... :)


Wracając do tematu...
Nawet kiedy urodziła się Eliza i mijały kolejne miesiące a mój mąż nadal niczego nie potrzebował, nie zapalała mi się czerwona lampka. Zresztą, to jak wiecie był czas, kiedy głowę miałam zaprzątniętą chorobą Elizy, więc i ja wtedy nie myślałam o zakupach i o tym, czy nie pora na wymianę garderoby...



Mijały kolejne miesiące i mimo, że kupione przed ślubem swetry/koszule/bluzy lata swojej świetności dawno miały za sobą, a spodnie przy nogawkach były po prostu poobrywane (tak , wiem, wiem-ja też w to czasami nie wierzę, że On tak może) mój Mąż nadal nie widział powodu (?!?!?!), żeby pojechać na zakupy. On dalej, jakby się nic w Jego garderobie nie zmieniło, powtarzał: "Po co?"
No to ja mu słownie (tłustym i wielkimi literami) oraz ręcznie (machając tymi Jego znoszonymi szmatami przed nosem), tłumaczyłam dlaczego i po co- jak dziecku! Bo On w tej materii okazał się być dzieckiem, więc mam Ich teraz łącznie troje...
A co usłyszałam od Niego? "No coś Ty Kotek, nie przesadzaj." Bo to jest właśnie ten luz mojego Męża. Nie wiem, czy to były te portki, którymi machałam mu wtedy przed nosem, czy inne (bo On każde jedne do takiego stanu doprowadzał!!!) ale jak mu się w końcu porwały w pracy na dupie (!!!), to Jego to jeszcze rozbawiło. Tak-serio! Mnie trochę jakby mniej...
Dlaczego?

Może dlatego, że mój Mąż ma taką pracę, że codziennie styka się z wieloma kobietami. Z niektórymi z Nich wchodzi w całkiem bliskie interakcje-wchodząc na przykład pod Ich biurko. To po pierwsze. Po drugie- mój Mąż pełni w firmie, w której pracuje, funkcję kierownika, co jak czytałyście przed chwilą, nie zwalnia Go z pracy, jaką wykonują u Nich też inni zatrudnieni Chłopacy. I dla mojego Męża takie argumenty, że będąc kierownikiem i chodząc w porwanych spodniach i zmechaconych do bólu swetrach, to tak jednak trochę słabo i, że te wszystkie babki, które Go widzą ubranego jak łajzę (no nazwijmy rzeczy w końcu po imieniu) wyrabiają sobie zdanie nie tylko o Nim, ale też o mnie, są po prostu mało przekonywujące! Dla Niego ważniejsze jest, że:
-On nie lubi jeździć na zakupy
-On nie ma czasu jechać na zakupy
-On tak lubi te spodnie/sweter itp.
-On uważa, że nie jest jeszcze tak źle i mam nie przesadzać!!!

Kiedyś miałam Mu ochotę powiedzieć, żeby sobie przykleił kartkę na plecach, z napisem: "Tak, ten sweter ma 15lat, ale TAK BARDZO go lubię"-wtedy może wszystko byłoby jasne :) bo póki co, mam takie dziwne wrażenie, że mało ludzi zadaje sobie ten trud, żeby dociec dlaczego tak naprawdę mojemu Mężowi drą się spodnie w pracy :)

A w ogóle to mój Mąż powinien chyba hasać jak Go Pan Bóg stworzył, wtedy byłoby po problemie...

W każdym razie temat i śmieszny i straszny jednocześnie, bo wyobraźcie sobie życie z kimś takim. Jeśli wyobrazić sobie nie możecie, to może unaocznię Wam sytuację jeszcze bardziej, kiedy napiszę, że moja mama dała mojemu Mężowi na imieniny kopertę z kasą, żeby kupił sobie spodnie... Jako żona powinnam to chyba odebrać jako policzek... Na szczęście moja mama, zna mojego Męża i wie jaki to typ :)

I tutaj dochodzę do momentu, kiedy zastanawiam się, czy nie wolałabym jednak, żeby On był wymuskany i tak ładnie ubrany jak Krzysiu Ibisz, albo Tomek Kammel i cała rzesza innych, dbających o siebie Facetów, którzy nie boją się szalika fantazyjnie obwiązanego wokół szyi. Bo mój mąż takie nonszalanckie przewiązanie szalika uważa za "pedalskie" i żeby nikt, Go za geja nie wziął, szalika nie nosi wcale! O! Bo przecież On z tych, co to by nie przeżył, gdyby ktoś pomyślał o Nim "ciepły"...

Jednak, żeby zakończyć choć minimalnym happy endem, napiszę, że gdzie diabeł nie może, tam babę poślę i może akurat nie do Prady, ale...  Wzięłam się na sposób i większość garderoby sama teraz Mężowi kupuję. Co było począć... Także na każde imieniny/urodziny a w razie potrzeby i bez okazji mój mąż zawsze dostaje coś nowego, coś ładnego :)... No poza spodniami, bo jak dwa razy kupiłam za małe, to dałam sobie spokój... Tak Dziewczyny, ja też wolałabym Mu kupić nowe wydanie Kamasutry, no ale...

Aaaaa, byłabym zapomniała! Skoro jesteśmy przy temacie "Jak ubierają się współcześni Faceci", to jeszcze coś mi się przypomniało. Nie wiem jak Wasi Panowie, ale mój Mąż ma jeszcze jedną bardzo ciekawą naleciałość... Jemu mianowicie jest cały czas ciepło. I o ile wiosną, latem, a nawet wczesną jesienią, nie mam z tym żadnego problemu, o tyle kiedy wychodzimy gdzieś razem późną jesienią, albo cetralnie zimą, to wtedy bywa różnie... Jakiś czas temu chcieliśmy skorzystać z okazji i wyskoczyć do miasta na kawę. To na pewno było po 1listopada. Jakoś tak się wtedy u nas zimno zrobiło, że wszyscy (NORMALNI) ludzie powyciągali już zimowe okrycia wierzchnie, że tak to ujmę...
Przyjechała Babcia, my szykujemy się do wyjścia. Ubrałam zimowi płaszcz, do tego szalik. Mąż stoi w... bluzie i TAK, TAK- On jest gotowy do wyjścia!

-Ubierz kurtkę.
-Nie ubiorę.
-Ubierz kurtkę mówię.
-Nie.
-Ubierz!!!
-Po co, przecież tylko do auta muszę przejść.
-Ubieraj tą cholerną kurtkę albo nigdzie nie jedziemy.
-Mam zepsuty zamek.
-Ja pier... skoro chciałeś przed chwilą jechać w samej bluzie, to przeszkadza Ci, że masz zepsuty zamek w kurtce?! Przecież nie musisz jej zapinać.

Jak z dzieckiem.

Ubrał.
Pojechaliśmy.

Co ja się z Nim mam... :)

Słabo nas widać, ale osobiście poświadczam, że zdjęcie zostało zrobione w Bornym Sulimowie, w połowie października-ja w jesiennym płaczu, mój mąż w swetrze-a jakże!









42 komentarze:

  1. Mój egzemplarz męża ma wbudowaną funkcje" potrzebuję nowych spodni". Włącza się średnio co 3-6 miesięcy, bo tyle zajmuje mu przetarcie ich tak, żeby mu na tyłku pękły. No ale on ma bardzo umięśnione uda i stąd ten problem ;) Za to sweter, choćby nie wiem jak zmechacony, musi być. To samo koszulki. Trzy lata z nim walczyłam, żeby pozwolił mi wyrzucić taką białą, oblana keczupem i z jakimiś żółtymi plamkami. A i tak po niej jęczał,,,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jezusie... Czyli, że co? Że to normalne? Wiesz co, mój nie jęczy po, On po prostu jest w stanie wiecznej niedojrzałości do decyzji, że to już pora:
      a)wyrzucić stary lump
      b)kupić coś nowego

      Potem tylko wspomina, że tamten sweter to był fajny, z taką wiesz-nutką nostalgii mówiącą samą przez się, że TAKIEGO swetra, to On już na pewno nigdy nie kupi...

      Usuń
    2. Dobra, jak już jesteśmy przy egzemplarzach... Mój spodnie zmieni. T-shirtów oddać nie chce, bo on je nosi (stosik białych nieużywanych leży w szafie, bo on ich do pracy nie założy bo pobrudzi), jak już mu się robią za małe to ja je w spadku dostaję. Swetry... wojna o to była nieziemska, bo "on jak pedał ubierał się nie będzie", a kurna w usyfionej smarem bluzie ze mną do sklepu to mógł pojechać i to mu nie przeszkadzało wcale. Zrobiłam mu taki Sajgon, że na drugi dzień wyszperał w necie sweter idealny... to było z 3 lata temu (sweter nadal egzystuje). Koszule zaczął nosić dopiero jak mu się głupio zrobiło, że w pracy jako jedyny w t-shirtach zaiwania... MASAKRA!

      Usuń
    3. PS
      On całą podstawówkę i połowę gimnazjum w jednych dresach przechodził!

      Usuń
    4. powiem wam ze moj ma to samo, swetr najlepiej jak ma 5 lat, im starszy tym lepszy jak wino!! jedyny problem polega na tym ze jak juz cos sobie kupi raz na 5 lat, to nadrabia te wszytskie lata bo kupuje wlasnie swetr z ceny jak od prady!!!!! Masakra jakas!!

      Usuń
    5. u nas to samo..... ostatnio wpadłam na patent że wychowam podkoszulki bo co chwilkę po praniu ubierał te same:/ i co ja schowałam a on i tak znalazł to tak jak ze słodyczami u nas ja chowam a moje chłopaki i tak znajdą.......
      Spodnie u nas są noszone do ostatniego tchu nawet jak zamek odmawia posłuszeństwa:D nie jesteś sama......
      A zdjęcie ze ślubu śliczne laseczka:*

      Usuń
    6. Ja pierniczę, co Oni mają z tymi pedałami, co?! Mnie to czasem bawi, a czasem po prostu zatrważa... Jak kiedyś pokazałam Mężowi fioletowy sweter w sklepie to spojrzał na mnie tak, jakbym Mu dała wejściówkę do klubu gejowskiego...
      Kochana zdjęcia ślubne to było 8lat i 15kg temu :) Więc wiesz :)
      P.- no widzisz On po prostu zaszaleje raz a dobrze i taki sweter za taką cenę to może 5lat służyć, bo mój chce kupić za 50zł i latać w nim 10lat :)

      Usuń
  2. Wyobraź sobie, że ja przed każdym wyjściem ubieram się średnio 3-4 minuty (często robię zakupy;) a mój Mąż staje przed szafą i kolejny raz mówi "nie mam się w co ubrać!" albo "te buty nie pasują do reszty !" :) jak jadę na zakupy sama to muszę wszystkim chłopakom w domu przywieść jakieś ciuchy. Dla Antka, Julka i Męża, bo ten ostatni zawsze pyta "co mi kupiłaś?". Ale zawsze jest zadowolony i chętnie ubiera.
    Tylko nie wyobrażaj sobie, że mój Mąż jest jak Krzysiek Ibisz, nie lubi za to kremu do twarzy, do rąk bo to dopiero jest gejowskie! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój mąż wiedząc, że od czasu do czasu coś mu kupię nowego, za każdym razem udaje albo i nie udaje zdziwienie :)
      Wiesz, ja myślę, że mimo wszystko mało jest takich talentów jak Krzysiek Ibisz :)
      A krem do rąk-OMG :) Mój mąż gdyby się posmarował, to by z domu nie wyszedł :)

      Usuń
  3. Hmmm,u nas nieco inaczej.Mój Żyłek UWIELBIA łazić po sklepach z ciuchami.I chętnie sobie coś kupuje.I może tak łazić długo i namiętnie.To już ja raczej częściej nie mam cierpliwości,jak nie mogę nic dla siebie znależć.Ale co do szalu-:)dla niego też jest on pedalski:)Tak samo jak czerwone skarpetki:)Podobnie ma też sentyment do starych ubrań.Twierdzi,że jego potargane we wszystkie strony dżiny,posłużą mu jeszcze np na wypad na ryby.Nic nie wolno wyrzucać!więc robię to po tajniacku,z przyczajką:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też podarte spodnie zostają na przykład na czas remontu, którego nie planujemy, ale pretekst żeby zostawić je w domu, jest :)

      Usuń
  4. Jak my wiele ze sobą mamy wspólnego:) zmusić mojego męża do kupna czegoś nowego, to cud. Zawsze tłumaczy się tym, że wszystko ma, że szkoda kasy, bo przecież musimy oszczędzać na dom....nieważne, że sweter jest stary, zmechacony i naprawdę przydałby się nowy. Albo spodnie fajne, ale nie przymierzy bo mu się akurat nie chce, albo są o 10 zł za drogie, bo jakby kosztowały 119 zł, to bym kupił, a że kosztują 129 zł to za drogo...Na szczęście jak już naprawdę nie ma się w co ubrać, to wtedy musi pojechać i w końcu coś kupi.
    szkoda tylko, że tak rzadko to się zdarza...żadne tłumaczenia nie pomagają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też-szkoda kasy, za drogie... Mój mąż nie miałby chyba nic przeciwko, żeby w sklepach za darmo ubrania rozdawali :) To znaczy, ja też bym nie miała :) U nas takie chwile, kiedy On pojedzie kupić te cholerne spodnie, to po prostu święto.

      Usuń
  5. Pewnie każda skrajność nie jest zbyt pożądana. Krzysia Ibisza, to ja bym nie chciała mieć :P Jak tak czytałam ten post, to już myślałam, że w komentarzu zapytam, czemu sama mu nie kupujesz :P Ale potem doszłam do momentu, że jednak kupujesz :)
    Z tymi ciuchami u facetów to wiecznie jakiś problem. Moja przyjaciółka, jako żona publicznej i rozpoznawalnej w naszym mieście osobistości, wiecznie przeżywa outfity swojego małżonka. Tak się boi, że jego niechlujny strój (w który sam by się chętnie co rano odziewał), będzie tak fatalną wizytówką właśnie jej, jako żony, że aż się poświęca, wstając o jakichś nieludzkich porach, specjalnie aby uprasować mu koszulę. Także chyba w całej masie ról, z których musimy się wywiązywać w domu , stylistka plasuje się niewiele niżej niż kucharka, sprzątaczka, niańka itd :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się zatem, że mój mąż aż na takim świeczniku nie jest :) Bo to byłaby katastrofa. Bo owszem, ja mogę Mu kupić bluzę koszulę czy sweter, ale odpicować Go tak, żeby wstydu nie było przed całym miastem? No nie wiem czy bym podołała. A kumpelka może niech prasuje wieczorami? Przynajmniej stres odeśpi trochę :)

      Usuń
  6. Aha i jeszcze dodać chciałam, że ślicznie Ci w kręconych włosach i super ta fotka w okularach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dzięki, też ją bardzo lubię. No kiedyś takie włosy miałam-naturalnie kręcone, ale skutecznie je zniszczyłam-niestety, ale u mnie też hormony bardzo na nie wpływają i tak czasem się kręcą, czasem nie... jakby żyły własnym życiem.

      Usuń
  7. Przystojniacha ten Twój mąż, taki w typie Salety. Powiem tak, ja nie kupiłam sobie nowego ciucha od dobrych kilku lat, bo kasy notorycznie brak. Też jestem z tych, co jak naprawdę nie trzeba to nie wydają. Jednak moja garderoba nieustannie się zmienia, bo wory łachów dostaje po mamie, jak coś jej się znudzi (ma niezły gust, po części podobny do mnie), wymieniam się ciuchami na swapach i przez Tablicę. Mam jednak w szafie również ciuszki, które są ze mną od gimnazjum ;P Wstyd się przyznać, ale tak, ja również mam sentyment do przedmiotów. I tak, moją szafę zapełniają również rzeczy sprane, zmechacone, poplamione, czy nawet z dziurkami. Nie wychodzę w nich co prawda z domu, ale też nie wyrzucam. Co do ostatniej kwestii też się utożsamiam z Panem mężem, bo ja dopiero w grudniu kurtkę ewentualnie. A płaszcz, to jak śniegiem zasypie, mróz zetnie itp., czapki nie noszę, szalika też nie, zdarzało mi się całą zimę w adidasach przechodzić, co więcej nie noszę nigdy (nawet nie posiadam) rajstop pod spódnicę. Niektórzy tak po prostu mają, nam naprawdę jest ciepło. W jednym się różnimy. Ja uwielbiam zakupy! Nie chodzę na nie tylko dlatego, że każdą złotówkę wolę wydać na coś, co ucieszy Mi, a nie na siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś byłyśmy na spacerze i szła dziewczyna w samej cienkiej koszulce z długim rękawem. Tak, mamy 17. grudnia.
      Zapomniałam napisać, że podoba mi się stylizacja ślubna Waszej pary. Co prawda jakoś bardziej pasują mi do Ciebie ciemne włosy, ale fotka super :)

      Usuń
    2. Ja siebie też zdecydowanie wolę w ciemnych włosach, nawet bardzo ciemnych. Niestety jestem cała siwa i pomieszanie różnych blondów maskuje to czasami i na długie 2miesiące. W ciemnych już po 3tygodniach widać odrost, a szkoda mi włosów, żeby je tak farbować, zwłaszcza, że ja mam się na czubku głowy, które od razu rzucają się w oczy.
      A wiesz, że u nas też ten grudzień jakiś ciepły. Były może ze 3-4dni bardzo zimne, a teraz całkiem przyjemnie jest.

      Usuń
    3. Ja akurat do sentymentu nic nie mam, bo mam sporo rzeczy z którymi ciężko mi się rozstać, tylko, że mój Mąż nie ma problemu żeby założyć je na spotkanie, czy do pracy... I tylko to mnie irytuje :) Bo gdyby nawet chciał w nich rano pobiegać, to nie miałabym z tym problemu. A co do kupowania dzieciom nie sobie, to po każdej ciąży tak właśnie mam :) Nie mam tyle kasy, żeby szaleć i dla siebie, a o więcej przyjemności sprawia mi ubieranie Ich dwóch.
      Dopiero jak to napisałam, przypomniałam sobie o koleżance, która nawet zimą chodzi bez rajstop, a często nosi spódnice :) Nie wierzyła, dopóki nie przyszła do nas w styczniu-zdjęła buty, a tam gołe nogi :) Chyba tak jak piszesz, niektórzy po prostu inaczej odczuwają zimno :)

      Usuń
  8. Moj ża to ma taki gust, że jak sibie desenie dobierze to jedyne co mam ochotę zrobić to doszyć mu na plecach karteczkę: Moja żona nie jest moją stylistką.
    U nas walka o ciuchy trwa nieprzerwanie od 10 lat i zawsze tęsknym okiem spoglądam na gustownie ubranych mężczyzn, że albo sami to robią albo zwyczane słuchają porad swoich żon. Mój na to w nosie, albo jeszcze głębiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, mój ubiera się raczej zachowawczo-ciemne spodnie i góra też ciemna, więc małe są szanse, żeby się odpicował jak stróż w Boże Ciało :) Fakt, miło zawiesić oko na fajnie ubranym Facecie... :)

      Usuń
  9. Ja od dawna sama kompletuje garderobe mojego faceta, bo on tez nigdy nie ma czasu wybrac sie do sklepu albo niczego nie potrzebuje:). Na szczescie jak juz dostanie cos nowego to bardzo sie cieszy i od razu przymierza, po latach praktyki zazwyczaj trafiam z wyborem:) Ze spodniami to faktycznie jest ciezko, ale jak juz kupie i sa za male to maz jest zmuszony wrocic ze mna do sklepu i je wymienic:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mój też musiał jeździć wymieniać, ale zadowolony z tego faktu już nie był :) Faktycznie, ja też po latach już wiem co Mu kupić i rzadko nie trafiam :)

      Usuń
  10. Mój mąż też nie lubi zakupów i też często kupuję mu ciuchy sama, ale ze spodniami faktycznie jest problem.. Ale kurtke na przykład ostatnio też kupiłam mu sama, bo on nie ma czasu na zakupy.. Pomierzyłam tą starą i zamówiłam taką jak mi się podobała. I trafiłam w jego gust- jest zadowolony i nosi chętnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój generalnie też jest zadowolony jak coś kupię, tylko zawsze ten sam tekst: "No ale po co, ja wszystko mam"

      Usuń
  11. Wiesz, znam sytuację z dwóch skrajnych stron, i z żadnej nie jest lepiej ;)) Mój tata to typ w kategorii Twego męża, takie ogólne "ja nic nie chcę, nie potrzebuję, mam jeszcze ten 20letni garnitur i całkiem pasuje, te jeansy są dobre bo mają duże kieszenie (bojówki), a uszy są od marznięcia"...
    Z kolej Luby mój trafił się z krańcowo odmiennej parafii - trudno go oderwać od witryn sklepów z butami i zegarkami, sam mnie przeważnie wysyła na zakupy, albo prosi byśmy weszli "obejrzeć tylko tę nową kolekcję"... Moje potrzeby ubraniowe przy nim to pikuś ;) I nie, zupełnie nie jest lalusiowaty, ale cóż, tak już ma, lubi ubrania, buty, zegarki, paski... Czasem mnie coś strzela, jak pół godziny pieści swoje buty po przyjściu z pracy, albo pokazuje mi w necie zegarki, które mu się podobają (w cenach generalnie całkiem fajnych wakacji... w ogóle po co komu więcej niż 2 zegarki?)
    To straszną presję wywiera na kobiecie, zwłaszcza gdy gdzieś wychodzimy.
    Też nie jest łatwo...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to na pewno, przy takim Mężczyźnie to masz wysoko postawioną poprzeczkę. Z jednej strony to na pewno motywujące, a z drugiej-bardzo stresujące. Jakby mój Mąż zaproponował obejrzenie nowej kolacji, to bym pomyślała, że umarłam i jestem w Niebie :)

      Usuń
  12. Jak poznałam mojego do ubierał się jak moi rówieśnicy (jest ode mnie 9lat starszy) ale mnie to nie przeszkadzało. Po jakimś czasie to ja decydowałam co ma kupić. No nie powiem, wyglądał coraz przystojniej aż się śmiałam że stworzyłam potwora (nagle miał spore zainteresowanie płci przeciwnej). Od jakiegoś czasu zaczął powracać do dawnego wyglądu...tylko mu jeszcze glanów brakuje :/ Naznosił koszulek z pracy, czasem zamawia jakąś na allegro. Koszule coraz rzadziej zakłada...Ale tak czy siak to on akurat lubi łazić po sklepach za swoimi ciuchami :) ot taka strojnisia - nie wiem co gorsze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uwielbiam Facetów w koszulach, to jeden z tych elementów garderoby, który kupuję dość często Mężowi :) Co nie zmienia faktu, że On i tak najchętniej biegałby cały czas w bluzach :)
      Mój sklepy omija baaaaaaardzo szerokim łukiem.

      Usuń
  13. Przepiękne zdjęcie ślubne...
    No mój mąż też u Prady się nie ubiera. To typ (ubioru, nie charakteru) studencko-beztroski, sztruksy, koszulka i sweterek, bez szału i elegancji. Trochę to deprymujące, bo przyjaciółka ma chłopa Sycylijczyka, więc wiadomo - elegancik, kancik i ciasteczko. Mój w zimie łazi w rozpiętej kurtce, czapkę i szalik zakłada jak jest chory albo jak się już wkurzę... Nie kupuje sobie sam nowych rzeczy, ale na szczęście ma jeszcze całą szafę ciuszków. które kupowała mu mamusia, gdy jeszcze u nich mieszkał (czyli lata temu, a ciuchy nie używane...). Dla mnie to kosmos, ale postanowiłam nie ingerować i nie kupować, ewentualnie na zakupy idziemy razem (np. butów). Nie chcę mu matkować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, ja już bym nawet przeżyła, gdyby mój mąż miał swój jakiś styl i regularnie pod ten styl coś tam sobie kupił :) Choćby nawet do teraz ubierał się jak student :) A Włosi-no cóż, przy takim Sycylijczyku to i ja bym miała kompleksy :)

      Usuń
  14. hehe, Twój mąż rządzi! prawdziwy facet, co się bedzie stroił! ja już wolę taki typ, niż wymuskanego gogusia, który miałby wiecej ciuchów niż ja! facet ma być męski, nie stroniący od prysznica i szczoteczki do zębów;) a sweter wiekopomny... mój też takie ma i lubi... nie da wyrzucić;) mamy coś wspólnego;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, no ja też :) Wymuskany goguś z mega garderobą to też nie mój ideał :) O tak, prysznic i szczoteczka to coś z czym część Panów też ma problem... Niestety.
      Mój się tak bronił z długim płaszczem... Ile On powodów wynajdował, żeby go nie wyrzucić...

      Usuń
  15. Mój za to to takie przeciwieństwo-podobieństwo. On zawsze potrzebuje nowych ciuchów . I kupuje ich dużo i często . Ale , ale muszą być tanie . Jakość się nie liczy . Na dodatek jest z Niego potworne bezguście . I kupuje wszystko szybko i bez mierzenia . Czasem jak coś założy to wygląda dosłownie jak " pół dupy zza krzoka " I musze Go pilnować jak Dziecka . Dlatego też często w prezencie wręczam koszule, spodnie tudzież inne swetry . Za to mój Brat ma jako takie pojęcie o modzie i jakości , więc to On czasem jeździ ze Sławkiem na zakupy i nie pozwala mu kupować wszystkiego co tanie . Do Jego zamiłowania do kupowania dochodzi jeszcze zamiłowanie do prania . A pierze często . Tyle, że wszystko na raz - białe z czarnym , czerwonym ... Proszku też nie rozróżnia . Do białego ? Do koloru ? Wsio radno ... Temperatura prania - o to już wyższa szkoła jazdy . Ile ja już Jego ubrań musiałam wyrzucić ...

    Ehhh te Chłopy . Duże Dzieci .

    A zdjęcie ślubne - piękne . Wyglądaliście zjawiskowo !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, no widzisz-mój za to nie potrzebuje, ale jak chcę Mu coś kupić bez okazji, to też byleby by było tanie... To już chyba jakieś zboczenie u Nich. Ja absolutnie nie jestem za wydawaniem dużej kasy na ubrania. Myślę, że można się fajnie ubrać nie wydając majątku, ale mój mąż mając na myśli tanio, uważa, że wszystko jest i tak za drogie :)
      Mój pranie wstawi jak Mu powiem co i jak, albo jeszcze lepiej naszykuje, ale gdyby miał sam kolory segregować.... Ostatnio pomylił fioletowy z różowym a chodziło o prezent gwiazdkowy dla Elizy, więc sobie wyobraź :)

      Usuń
  16. Moj ma jeden ulubiony sklep. Na szczescie markowy, wiec i jakosc ciuchow jest bardzo dobra (dlatego te nieszczesne koszulki sluza mu latami). Niestety, styl tych ciuchow jest bardziej dla mlodziezy, tak gora 25-letniej. Spodnie poszarpane, koszulki z dziurkami albo jakby zachlapane farba, itd. Nieraz staczam z mezem batalie, bo wychodzimy gdzies razem, a on wyglada jakby wlasnie wrocil z roboty na budowie. I nie dociera do niego, ze taki styl nie pasuje w ogole do niemal 40-letniego ojca rodziny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko potwierdza moje teorie, że Oni chyba w ogóle żyją w innym świecie...

      Usuń
  17. Ależ się uśmiałam czytając :D
    Faktycznie ciężki egzemplarz Ci się trafił. Mój Mąż z tych co nie mają się w co ubrać. Tak więc co jakiś czas rzuca hasło "jedziemy po jakieś ciuchy" i tak też robimy. Na szczęście wszystko wybiera sobie sam, czasem tylko zapyta czy dobrze wygląda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypuszczam, że my się prędzej rozwiedziemy, niż usłyszę z Jego ust: "jedziemy po jakieś ciuchy" :) Także zazdroszczę!
      Mój przed każdym ważniejszym wyjściem z domu pyta zbolałym głosem czy tak może być... Straszna kara ubrać się w coś normalnego... Eh :(

      Usuń
  18. Ja tam Pana Męża Twojego rozumiem! Sama wolę chodzić w swetrze Zimą. nienawidzę kurtek, bo pogrubiają, w płaszczach mam bary jak hokeista, czopki robią z mojego łba zapałkę, szalik - raczej chustę noszę ostatni i to zdziwko, bo do tej pory na wielkim biuście leżało i mnie wkurzało pod samą brodą! rękawiczki zawsze zgubię. ;p

    Mysiulka.! Nie wstydź się za męża. Kochaj go takim jakim jest! Grunt żeby miał zawsze całe skarpetki i czyste paznokcie...

    Przedmioty, ubrania to marność bez znaczenia. Głupi nie zauważy, a mądry powie, że tak ma być. Na zdjęciu tylko z komentarza się dowiedziałam, że źle ubrany, a garnitur? Szacun dla męża. Twój Ci on jedyny. Wszystko umie i może Ci we wszystkim pomóc. Po co ma się innym babom podobać? A tak, zawsze Twój i oddany. Ty znasz jego wartość i on ją zna. Wystarczy. :*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!