Mama2c

Mama2c

piątek, 27 grudnia 2013

Święty Mikołaj nie istnieje. Czy Dzieci na pewno chcą znać prawdę?

Ten post miał powstać przed Świętami, żebyście mogły zdecydować na którą opcję się decydujecie, no ale wyszło jak zawsze... No nic, może nasza historia pomoże Komuś za rok :) Także czytajcie i zapamiętujcie- ku przestrodze!

Jako dziecko urodzone w latach 80-tych oczywistą oczywistością jest, że wierzyłam w Świętego Mikołaja. Tak jak mój Brat, Kuzynki, dzieci sąsiadów i wszystkie koleżanki z klasy. Takie to właśnie były czasy, że rodzice nasi, głupotami sobie głowy nie zawracali. Nikomu więc snu z powiek nie spędzała myśl, że takie oto niewinne kłamstewko, może mieć jakiekolwiek konsekwencje dla dopiero co kształtującej się psychiki Ich Dzieci.

Widać, nie mogłam mieć do Rodziców żalu, że mnie przez lata w kwestii Mikołaja okłamywali, bo odkąd tylko zostałam mamą, wiedziałam, że i ja będę kultywować tę tradycję w moim domu. Także, Drogie Mamy, jeśli naprawdę macie dylemat "co z tym Mikołajem zrobić" może spróbujcie sobie przypomnieć, czy to przypadkiem nie właśnie wiara w Niego, dodawała Świętom magii i czy naprawdę do dziś nie możecie wybaczyć rodzicom tego kłamstwa. Ja tam osobiście uważam, że to nie wiara w Mikołaja, stoi za moimi wszystkimi życiowymi niepowodzeniami...
No ale ja nie o tym chciałam...

Jak to mówią: "Kłamstwo ma krótkie nogi" więc i ja wiedziałam, że przez całe życie kłamać się przecież nie da... Chociaż osobiście nie miałabym chyba nic przeciwko temu, żeby Eliza, a teraz i Lila, wierzyły w Mikołaja do 18-tki... Co prawda mój portfel chyba by tego nie przeżył, ale... w życiu liczy się coś więcej niż kasa :)
I przyznam się Wam, że odkąd Eliza skończyła 5lat (w zasadzie nie wiem dlaczego założyłam, że do lat 5-ciu nie ma szans, żeby Jej wiara w Mikołaja została zachwiana) coraz częściej zastanawiałam się: kiedy, jak, gdzie i od kogo, dowie się, że Mikołaj to bajka, fikcja, wymysł...
I były to naprawdę dwa długie lata życia w niepewności.

Obstawiałam, że przyniesie tą "radosną" nowinę ze szkoły i nie pomyliłam się. Nawet na parę dni przed tym sądnym dniem, sama zastanawiałam się, czy to przypadkiem nie pora, żeby wyłożyć Jej kawę na ławę. I nie w trosce o nasze finanse, ale o godność i honor naszego Dziecka na szkolnym forum. W końcu, gdyby okazało się, że tylko Ona jedna nadal wierzy, że Mikołaj istnieje, byłoby trochę wstyd :)
Zostałam jednak uprzedzona, i może dobrze, że tak się stało...

Środek listopada, Eliza szykuje się do szkoły. Pisałam Wam już, że nasza łazienka to raczej doskonałe miejsce, żeby nabawić się klaustrofobii, więc i wzrokiem uciec gdzie za bardzo nie ma... I właśnie tam zostałam zaskoczona i przyparta do muru przez moje Dziecko.

-Mamo, a Agatka mówi, że wróżka zębuszka nie istnieje i że to rodzice podrzucają pieniądze pod puszkę.

No nie- czyżby kolejny ząb Jej się ruszał? Przecież niedawno robiłam za wróżkę zębuszkę- myślę. Mówię natomiast...

-Tak?

...dając sobie tym samym jeszcze chwilę do namysłu, czy potwierdzić rewelacje Agatki, czy podtrzymywać wersję, którą ciągnę od pierwszego zęba po drugiej stronie dziecięcej paszczy.

-No tak, i jeszcze mówi, że Mikołaja nie ma!

No ja pitole, właśnie dzisiaj? Dzisiaj mam wywrócić całe życie mojego Dziecka do góry nogami, tylko dlatego, że Agatka ma sporo starszego brata i za długi jęzor? Chryste, nie jestem gotowa. Nie dzisiaj... Stoję więc jak wryta, bo mimo, że się człowiek spodziewa, to jednak zaskoczenie było mimo wszystko spore. Wzroku nie mam gdzie podziać, bo latam nim od zlewu, po pralce i brudnej (jak zwykle!) podłodze, aż w końcu myślę sobie: Nie no, teraz albo nigdy. Agatka odwaliła za ciebie brudną robotę, ty musisz tylko postawić kropkę. A, że ta kropka jest jak gwóźdź do trumny, to jakoś ciężko mi to przychodzi, ale w końcu mówię:

-No tak Elizko, bo to prawda.

Uwierzcie mi- nie sądziłam, że to będzie takie trudne. Dlaczego? Może dlatego, że sama, nadal  z rozrzewnieniem, wspominam właśnie to czekania na Mikołaj, tą niepewność, czy na pewno przyjdzie, co nam przyniesie... Nie oszukujmy się-kiedy jest się Dzieckiem, to ten Mikołaj, to jest właśnie prawie cała magia dziecięcych Świąt. I ja, jednym zdaniem, miałam pozbawić moje Dziecko tej magii raz na zawsze.

Eliza chwilę milczała, po czym spojrzała na mnie...
Prawie słyszę jak wtedy przełknęłam ślinę, w oczekiwaniu na to co powie... Ten wzrok...
Nie, nie- to nie był wzrok pełen wyrzutów, żalu, złości, zawodu.
To był wzrok pełen... niedowierzania.
I nagle Eliza ze stoickim spokojem przemawia tonem, jakby role się odwróciły, i to Ona była moją matką:

-Mamo, no coś tyyyy, przecież Mikołaj istnieje. Ja to wiem.

I wtedy to ja spojrzałam na Nią z niedowierzaniem. Kurczę, koleżanka z klasy oznajmia, że Mikołaja nie ma, matka potwierdza, a Ona nadal wierzy... Niesamowite :)

Za nami Święta. Babcia z Dziadkiem spisali się na medal- nie pojawił się nawet cień wątpliwości co do tego, kto naprawdę przynosi prezenty... Eliza nadal wierzy... Co więcej- nawet słowem nie wspomniała o rewelacjach, jakie przekazała Jej Agatka...

Ja natomiast, pomyślałam, że sprawdzę w takim razie reakcję Lilki, co Ona na to, że Mikołaja nie ma:

W pierwszej chwili przyjęła to ze spokojem...




...żeby za chwilę totalnie się rozkleić

 



Nie mówcie Dzieciom prawdy, One wcale nie chcą Jej znać :)
Przynajmniej nie w kwestii Mikołaja, bo w każdej innej, hołduję zasadzie, że dzieci się nie okłamuje i sama tego nie robię.

26 komentarzy:

  1. O kurczę, nieźle się rozkleiła, ja wiem, że to ciężki temat, ale na koniec wybuchłam śmiechem ;)
    Masz rację magię dziecięcych świat przede wszystkim buduje Mikołaj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pewnym wieku tak właśnie jest. Owszem dzieci chłoną z wypiekami na twarzy opowieść o narodzinach Jezusa, ale równie mocno czekają na Mikołaja :)

      Usuń
  2. Ja z wiary w Mikołaja wyrosłam sama, nikt mi wprost nie powiedział, po postu zaczęłam zauważać. Ale to była piękna wiara i piękne było to, ze rodzice się starali, byśmy jej nie stracili. Że tata wymykał się po cichu, podłożyć prezenty, że dzwonił do drzwi, gy się kąpaliśmy i zmieniał głos niby rozmawiając z Mikołajem. Nie wyobrażam sobie zabrać tego moim dzieciom...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie też niemalże z łezką w oku wspominam, że nawet ojciec wczuwał się w to udawanie i że zależało mu, żebyśmy wierzyli... To są naprawdę piękne wzruszające wspomnienia. Żal mi trochę dzieci, które są przez rodziców tego pozbawiane.

      Usuń
  3. Ja najpierw byłam za tym, żeby mówić synowi, że Mikołaj to taka tradycja, zwyczaj, a że prezenty dają rodzice. Jednak on sam jakby nie chciał w to wierzyć, gdzie rodzice, to przecież Mikołaj. Wydaje mi się, że dzieciom potrzebna jest ta wiara, magiczna otoczka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tak. Jest w tym właśnie coś magicznego, a to nadaje Świętom i oczekiwaniu inny wymiar w oczach dzieci.

      Usuń
  4. Ojej, trzeba było jej (Lilci) jeszcze nie mówić :DDD

    Moje jeszcze wierzą, i we wróżki, i w Mikołaja, i w sumie to dopiero teraz pomyślałam, że kiedyś im będzie trzeba powiedzieć... rzeczywiście niełatwa sprawa.
    Mówiąc do dzieci z założenia ich nie oszukuję, i myślę sobie że może sposobem na ocalenie magii byłoby pozostawienie w niepewności. Tzn. owszem, część prezentów jest od rodziców, ale część - kto wie? Czy taka koleżanka Agatka aby na 100% wie?
    Pozdrawiam serdecznie:) a Ty Marto wiedzę że nie tracisz pisarskiej formy, błyskotliwa jak zawsze:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam, nadzieję, że Lila mi wybaczy i zapomni do przyszłego roku :)
      Kochana, dziękuję Ci bardzo za tak miły komentarz-miód na moje serce i połechtanie mojego ego :)
      No jak widzisz po Elizie nie spiesz się z mówieniem, bo chyba dzieci po prostu chcą wierzyć i tyle :)

      Usuń
  5. Nawet nie pamiętam czy rodzice mi powiedzieli, czy wyrosłam sama... na pewno nie przytargałam tej straszliwej informacji ze szkoły /pewnie inne dzieci myślały, że wiem, bo jako jedyna w klasie wiedziałam skąd się dzieci biorą/. Ale fakt faktem, to wiara w tego Pana ubranego na czerwono sprawiała, że święta były magiczne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no nie mów :) I co oświeciłaś dzieci skąd się wzięły? To musiał być dla Nich szok :)

      Usuń
  6. Pierwsza reakcja Lili na wieść o tym,że Mikołaja nie ma-pierwsza klasa! Widać,że się bardzo nad tym zadumała:)Nasza Lenka jeszcze wierzy w Mikołaja i póki co nie mam zamiaru zdradzać jej tej strasznej prawdy:)
    PS.mam tak samo jak Ty,jeśli chodzi o łazienkę.Klaustrofobia jak nic!Dwie osoby w łazience ryzykują głębokimi otarciami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, zdecydowanie musiała chwilę nad tym podumać :)
      Ja tam zamierzam Lilę bezczelnie mikołajowo nadal okłamywać :) Małe łazienki to jest to :) gra wstępna z powodu małej powierzchni użytkowej :)

      Usuń
  7. ja o łazience ciesz się że masz mała moja mama ma wielką big łazienkę wiesz ile to jest sprzątania?? ile kafelków do mycia jak jeszcze mieszkałam w domu nigdy tego nie lubiła i pierwsze co zrobiłam w domu u nas to mała zgrabna łazienka z małą ilością płytek:D

    OdpowiedzUsuń
  8. trudny temat;) ja postaram się, by w Mikołaja wierzył jak najdłużej, może nie do 18tki, ale jednak, chociaż do pójścia do szkoły, kiedy dzieciaki pewnie szybko brutalnie powiedzą prawdę;) Jka na razie to mój jescze nie zdaje sobie sprawy z istnienia w/w pana, pewnie w przyszłym roku dopiero zorientuje się, ze to on pozostawia pod choinka prezenty;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lila też jeszcze zielona, te zdjęcia zostały zrobione kiedy zabrałam Jej szczotkę do zamiatania podłogi :) Ale sama wiara w Mikołaja myślę, że jest piękna!

      Usuń
  9. Na wszystko przyjdzie czas i chyba nie powinniśmy przyspieszać tego procesu. Ja nie pamiętam jak to u mnie było ale chyba traumy nie przeżyłam z tego powodu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na pewno nie, chociaż nie pamiętam kiedy zostałam wyprowadzona z błędu, ani przez kogo.

      Usuń
  10. Ja zaczęłam podejrzewać, że Mikołaja nie ma gdzieś po siódmym roku życia.
    Ale tak bardzo chciałam w niego wierzyć, że obsesyjnie sobie wmawiałam, że przecież MUSI być!
    No i wierzę do dziś. Tak jak i w aniołki, wróżkę zębuszkę, krasnoludki, kopciuszka i syrenki!
    Bo świat dziecka jest o wiele fajniejszy niż ten dorosly ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie. I po co jako dzieci tak się spieszyłyśmy do tej dorosłości... No po co?!

      Usuń
  11. Ja nadal chciałabym wierzyć w Mikołaja . I na pewno będę kultywować Jego istnienie . Tak - On dodaje magii świętom ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Ja myślę, że ta dziecięca wiara w Niego już jest magiczna!

      Usuń
  12. Wspolnie z rodzenstwem dosyc dlugo wierzylismy w Mikolaja, az ktoregos roku natknelismy sie na prezenty schowane w szafie i sie wydalo:) Jednak nadal udawalismy ze wierzymy xD. Na pewno postaram sie jak najdluzej nie wyprowadzac wWiki z bledu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ja nie pamiętam ani kiedy, ani jak przestałam wierzyć? I też mam zamiar zadbać o to, żeby Lila wierzyła długo, bo Elizka to już pewnie mimo wszystko niedługo przestanie... A szkoda.

      Usuń
  13. ha, piękne! :D
    też się podczas świąt zastanawiałam jak to będzie, czy będę trwać w tradycyjnej fikcji, czy też nie... Sama nie mam pojęcia jak ani kiedy przeszłam z wiary w Mikołaja do świadomości- chyba dlatego, że nikt się nigdy nie bawił w przebieranie, Mikołaj zawsze był "gdzieś hen",zaglądał gdy nikt nie widział i zostawiał worek w innym pokoju, w korytarzu lub przed domem :) I to właśnie rzeczywiście dodaje magii :)
    a fotki rozbrajające są! :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Biedne dziecko...ja moim powiedziałam,że Mikołaj będzie przychodził dopóki będą w niego wierzyć;) mają 14 i 16 lat i wierzą w Mikołaja;) ale ostatnio przynosi im tylko kaskę...nasza nowa córcia ma 2 miesiące i pewnie powiemy jej to samo;)jak zacznie pytać...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!