Mama2c

Mama2c

czwartek, 23 stycznia 2014

Dlaczego (małe) Kobiety (też) wolą drani?

Jakiś czas temu, kiedy byłam jeszcze początkującą blogerką, pisałam Wam o pierwszej klasowej miłości mojej Córki, do niejakiego Tymona O. Nie, przepraszam! Tymon O. "niejaki" był tylko przez chwilę, bo po tym jak Eliza wspomniała o Nim, w ten charakterystyczny, jedyny w swoim rodzaju sposób, po którym każda mama już wie, że coś jest na rzeczy. Teraz, to śmiem twierdzić, że ja o koledze Tymku, wiem więcej niż Jego własna mama.

I gdyby nie to, że jak to określiła Ania, jestem bardzo płodną blogerką, to pewnie bym ten wpis odnalazła, a tak?! Ni chuchu, nie mogę go znaleźć.

W każdym razie dziecko moje zakochało się na zabój, uczucie było bardzo gorące i intensywne- na tyle, na ile to możliwe w zerówce , ale moje refleksje o wcześniejszym dojrzewaniu współczesnych dzieci nieco później... I jak to zazwyczaj bywa z takimi płomiennymi związkami, równie szybko jak się zaczął, tak samo szybko się skończył, bo... Bo Tymon O. to facet bardzo niestały w uczuciach. I pewnie, gdyby nie chodziło o moją Córkę, to byłabym w stanie nawet zrozumieć, że On jest po prostu wrażliwy na piękno, a że ładnych dziewczynek u Elizy w klasie nie brakuje, tym bardziej w całej szkole, no to co tu Chłopaka winić i szkalować?!

Jednak chodzi o moją Córką, a to zmienia postać rzeczy o jakieś 180stopni. Także najpierw, rok temu, dałam się Elizie wypłakać, dojść do siebie, poskładać do kupy, a potem- jak każda szanująca się matrona, powiedziałam co o Tymonie O. myślę. Oczywiście w sposób adekwatny do wieku Elizy, bo już do Jej taty, powiedziałam to i owo zupełnie inaczej. A dokładniej- w innym języku. Bo czasami bez łaciny się nie da. I to była właśnie taka sytuacja.

W każdym razie, można powiedzieć, że odbyłyśmy wtedy z Elizą pierwszą poważną rozmowę na tematy damsko-męskie. I jeśli myślicie, że jesteście trendy, bo teraz mówicie o gender, to wiedzcie, że ja Elizie teorię gender wyłożyłam pierwsza- właśnie wtedy! To znaczy- między innymi. Bo najpierw opisałam Jej najczęściej spotykane typy mężczyzn, klasyfikując Tymona O., do tej grupy, którą należy omijać baaaaaardzo szerokim łukiem. Ewentualnie- samej się Nim zabawić, a potem rzucić. No nic nie poradzę, że chęć zemsty za krzywdę mojej Córki, była silniejsza od racjonalnego rozumowania.

Jakoś dziwnie spokojna poczułam się po tej naszej rozmowie. Dziecię uświadomione, Tymon O. już na innym kwiatku, a w naszym domu znowu zapanował spokój i harmonia. Trochę mi co prawda mina zrzedła po jakichś 2tygodniach, kiedy Eliza opowiadając jakąś sytuację z udziałem Tymona O. wypowiedziała Jego imię w sposób, hmmm, no powiedzmy- niepokojąco słodki, bez cienia żalu, złości...
No cóż- młoda jest...
Nie to co mama- już jako mężatka (czyli dobrze 20+) z dziką satysfakcją odrzuciłam na naszej klasie zaproszenie chłopaka, który rzucił mnie z 15lat temu... A co Mu będę satysfakcję dawać? Zdjęcia by pooglądał i odetchnął z ulgą, że wtedy mnie puścił kantem...

Wracając do Elizy, to błogi spokój i harmonię mieliśmy dokładnie przez rok czasu... Do minionego poniedziałku.

W międzyczasie były jeszcze urodziny Elizy, na których oczywiście Tymon O. był. Z rodzicami i bratem bliźniakiem... I właśnie to spotkanie trochę zachwiało moim matczynym spokojem, bo mogę Wam tu zupełnie szczerze napisać, że oblałam się potem na samą myśl, jaka przyszłość czekałaby Elizę u boku Tymona.
Mama Tymona okazała się bardzo otwarta i bardzo rozmowna... Może aż za bardzo, bo po raz kolejny sprawdza się tu powiedzenie: "Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz."
W każdym razie, po rozmowie z rodzicami Tymona definitywnie stwierdziłam, że Eliza od Tymona powinna trzymać się jak najdalej. No same powiedzcie, jeśli mama mówi o swoich synach (bo okazuje się, że Orfeusz, brat Tymona, ma taką samą słabość do kobiet, jak Jego brat) mówi, że to są przyszli alimenciarze- to która mama córki, byłaby spokojna?!?!
Co prawda mamę bliźniaków to wszystko strasznie bawiło, kiedy opowiadała, że Oni już od przedszkola, tak skaczą z kwiatka na kwiatek, mnie trochę mniej, no ale to kwestia podejścia...
Zresztą, może tamtej pani, przestanie być do śmiechu, kiedy te alimenty trzeba będzie rzeczywiście zacząć płacić... :)

Tak jak pisałam, szczęśliwie, na linii Eliza-Tymon, nic się jednak nie działo. Do początku tego tygodnia, kiedy Córka wróciła ze szkoły, krzycząc od progu (to nic, że Lila śpi i Ona o tym wie...): "Mamo, jaki miałam dziś cudowny dzień!!!". No to czy to dziwne, że spodziewałam się paru szóstek i ewentualnie wygranej w konkursie?! No chyba nie?! Każda matka z przerostem własnych niespełnionych ambicji i oczekiwań wobec dziecka chyba by się tego spodziewała! 
Cierpliwie jednak zachęcam, żeby opowiedziała... Na co słyszę: "Aleksa nie było dziś w szkole!"
Koleżeńskie to moje dziecko, nie ma co! Bo Aleks, to kolega, z którym siedzi w ławce i niestety średnio się lubią.

Prawdziwe załamanie nastąpiło dopiero za chwilę, kiedy okazało się, że mój niedoszły zięciunio, czyli Tymon O., wykorzystał nieobecność Aleksa, i usiadł z Elizą w ławce. No to po takim hicie, już wiedziałam, że o szóstki nawet nie mam co pytać, prędzej o uwagę z zachowania w zeszycie do korespondencji... Temat Tymona nie zszedł z tapety do wieczora, i były oczywiście same ochy i achy, bo Tymon O.- jak każdy drań, wie jak podejść Kobietę. A to plecak zaniósł do świetlicy, a to powiedział, że bluzka pasuje do koloru oczu (WTF??? Ten Mały, ma lepszą gadkę niż mój mąż!), a to zapytał czy Eliza ma drugie śniadanie...
Uwierzcie mi! Ostatkiem sił powstrzymywałam się od stosownych komentarzy... Przewracałam tylko wymownie oczami do Marcina, który wzruszał ramionami, jakby chciał powiedzieć: "No i co panikujesz, co panikujesz?!"

Okazuje się, że matka swoją intuicję ma, bo nie trzeba było długo czekać, żeby Eliza po kolejnym powrocie ze szkoły oznajmiła, że Tymon znowu Ją kocha. I to nie są Jej domysły, tylko Jego- Tymona O. słowa... A mówiła to w taki sposób i takim tonem, jakby to Ona właśnie trafiła główną wygraną w totka, która padła kilka dni temu w Szczecinie... I już wtedy wiedziałam, że powinnam zacząć się znowu martwić.


Na moją delikatną próbę przypomnienia Jej, jak się ostatnio skończyła historia z Tymonem, spojrzała na mnie w taki sposób, jakbym Jej wykładała fizykę kwantową po chińsku...

Nie no, litości?! Co każdy drań w sobie ma, że tak wiele Im uchodzi? Czy my kobiety naprawdę mamy do Nich słabość? A jeśli tak, to dlaczego? Czy w konfrontacji z takim draniem, zdrowy rozsądek zawsze idzie na długi spacer?
I ja nawet jestem w stanie zrozumieć, że ta nutka niepewności, emocje, adrenalina... Ta satysfakcja, jak pójdzie w cholerę, a potem wróci... Ale powiedzcie mi, że to mija? Że z wiekiem się wyrasta i rozum wraca na swoje miejsce i podejmuje powierzone mu funkcje, które przekładają się na rozsądne decyzje?
Bo jeśli nie, to w wakacje rozejrzę się chyba za inną szkołą dla Elizy...

Ja tam osobiście z draniami doświadczeń nie mam żadnych, chociaż mieć powinnam. Według psychologów, choćby. Bo skoro mój ojciec był draniem, to powinnam szukać męża w tej grupie facetów. Chociaż małe sprostowanie- tatuś był draniem, ale nie kurwiarzem. Trochę za późno zorientował się, że kryzys wieku średniego już minął, i w zasadzie to ma na swoim kącie jeden, mało udany podbój... Za to o moim mężu można naprawdę wiele powiedzieć, ale draniem nie jest. Prędzej daltonistą, bo jakoś przez 10lat nie zauważył, że w szarościach moje oczy wydają się jeszcze bardziej zielone...

Rodzice czasami zastanawiają się, po kim Ich dzieci mają taką wybujałą wyobraźnię. Ja tam nie mam takich problemów. Od poniedziałku moja wyobraźnia pracuje na takich obrotach, że spędzająca rodzicom sen z powiek modna zabawa wśród młodzieży, o wdzięcznej nazwie "słoneczko", to przy moich wyobrażeniach, jest naprawdę niewinną zabawą...
Równie twórcze i kreatywne wizje mam co do tego, co Tymonowi O. zrobię, jeśli jeszcze raz wystawi Elizę do wiatru :)

Aha, no i koniecznie powiedzcie mi, czy tylko ja jestem taka stara, że szokuje mnie, że w pierwszej klasie dziewczynki i chłopcy się lubią?! Powieje teraz daleką przeszłością, ale za moich czasów, to chyba do czwartej klasy, chłopcy byli, hmm, niewidoczni? I całkowicie zbędni :)

A poniżej moja rozmarzona, rozanielona, emocjonalnie lewitująca jakiś metr nad ziemią, Córcia






36 komentarzy:

  1. :) a ja mam swojego Nie-Drania i dobrze mi z tym :D oby zawsze tak córy opowiadały o swoich miłościach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nic po drodze nie schrzanię i właśnie tak będzie. Nie-dranie są najlepsi, mam w domu taki egzemplarz- sprawdza się idealnie :)

      Usuń
  2. po zdjęciach widać ten rozmarzony wzrok ;) no cóż, uczy się życia Twoja córka i tyle. może lepiej, że już teraz, choć chciałoby się uchronić dzieci od rozczarowań jak najdłużej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczył weekend, żeby o Tymonie zapomniała zupełnie, pewnie jutro powróci na tapetę :)
      Uchronić zupełnie się nie da, i w sumie to może i dobrze, bo co by nas kształtowało jako ludzi, jak nie każde doświadczenie? Tyle, że 1klasa to zdecydowanie za wcześnie :)

      Usuń
  3. Hihi ja w pierwszej klasie podstawówki się kochałam na zabój w takim właśnie draniu. Oczywiście puścił mnie kantem i zaczął chodzić z moją przyjaciółką, a ja to przeżywałam jak mrówka okres. Do dziś mam ochotę mu dać w pysk :)
    Spoko, zakochanie to u dziewczynek normalka, w końcu przejdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, nic straconego- może nadarzy się jeszcze okazja do prawego sierpowego :)

      Usuń
  4. I dlatego właśnie przy pierwszej ciąży modliłam się o syna. Przy drugiej coś mi na łeb padło i zapomniałam o tych rozterkach odnośnie córy. A teraz już się martwie o przedszkolnych drani...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz co, mnie się zawsze wydawało, że łatwiej mieć syna, to znaczy-że niby mniej zmartwień itd... Ale to chyba nie do końca tak jest. Córka, syn- lęki i obawy są, tyle, że o co innego.

      Usuń
  5. "jeszcze go nie znam, już gnoja nie lubie" ;-)

    ja nie oddam Olki żadnemu draniowi a swoją drogą czemu tak szybko dzieci rosną? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poza tymi dniami, kiedy chciałabym, żeby te dwie pijawki już się wyprowadziły, też zadaję sobie to pytanie :)
      Ja tych dwóch drani też już nie lubię :) A potem mam nadzieję, że pokocham Ich jak synów :)

      Usuń
  6. Skojarzyło mi się z kabaretem Cezarego Pazury "kiedyś przyjdzie taki cymbał w swetrze.." ;) Ja się śmieje z męża, bo już kombinuje. Wiatrówka, płot pod napięciem i te sprawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas to ja już kombinuje :) Tata myśli, że jest jeszcze czas :)

      Usuń
  7. Nowy adres http://shelby-graphics.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj tak takie "zimne dranie" najpierw skaczą z kwiatka na kwiatek, a potem kończą z brzuchatą panną młodą, która to posiada bogatego i wpływowego tatusia (miałam takiego w podstawówce... wszystko oprócz ciąży mu się sprawdziło).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda mi tych kobiet, które zakochają się w takim artyście... Tylko współczuć.

      Usuń
  9. jak ja sobie przypomnę moją szkolną miłość to też mam takie oczy jak Eliza:)
    A tekst o byłym koledze i jego nie przyjęcia zaproszenie boski Kochana jak nic powinnaś napisać poradnik :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj zdecydowanie to nie jest dobry pomysł, bo ja mam szczególne poglądy :) Tam gdzie nie trzeba- bardzo konserwatywne, a tam gdzie powinnam się spiąć- bardzo liberalne :)
      No coś Ty, takie fajny był ten pierwszy chłopak?
      Nie no mój też był boski, tyle, że to była miłość platoniczna :)

      Usuń
  10. Nie jestes sama, ja tez poczulam sie staro... Z tego co ja pamietam, to u mnie w klasie chlopcy byli "be" gdzies do 7 klasy... A jesli juz zdarzaly sie przyjaznie miedzy chlopcami i dziewczynkami, to bylo to czyste kolezenstwo, bez podtekstow! :)
    Narazie jeszcze jestem w stanie odsunac od siebie takie zmartwienia, ale jak sobie czasem wyobraze moje dzieci w wieku szkolnym i pomysle o papierosach, narkotykach oraz inicjacji seksualnej w wieku 12 lat, to wlos mi sie na glowie jezy i mam ochote zafundowac im domowa edukacje. Gdyby M. kurcze, zarabial na tyle, zeby nas wszystkich utrzymac, to nie wiem czy bym sie nie poswiecila i nie zostala z nimi w domu. Byle opoznic troche wyslanie ich w ten popieprzony swiat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Ja naprawdę jestem w głębokim szoku, kiedy słucham mojej Córki i Ona już teraz wie, co to jest chodzenie itd... Zwłaszcza, że ja Jej tego nie uczę, bo tak jak pisała, okazuje się, że byłam wychowywana chyba sto lat temu :) Z jednej strony to jest śmieszne, a z drugiej zatrważające... Bo od tego chłopaka, do niechcianej ciąży w wieku lat 13, to już krótka droga... Czasami naprawdę mam wrażenie, że świat zwariował. Martwię się tym, na ile teraz wychowanie ma w ogóle rację bytu, kiedy te dzieciaki teraz żyją w jakimś własnym świecie...

      Usuń
  11. To się dziewczyna zakochała nic nie poradzisz ;) Nie da rady przetłumaczyć, musi się uczyć na własnych błędach..

    Masz rację za "naszych czasów" nie działy się takie rzeczy- randki w 1-2 kl. podstawowej.. Jak słyszę opowieści męża chrzesniaczki 8-latki,\ o tym co się w szkole dzieje to jestem w szoku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie to samo, czasami mam wrażenie, że słucham jakiejś powieści science fiction, a nie 7latki... Popieprzone czasy.

      Usuń
  12. Bad boys,bad boys :)Zawsze takich wybierałam,nie wiedzieć:whyyy?Na szczęście z tego wyrosłam-,za dużo chaosu;)Ale trzeba przyznać ,że mają to "coś".Więc jest szansa,że Eliza może też z tego wyrośnie,kiedyś tam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, no właśnie, to "coś" zawsze przyciąga kobiety ;) Bo w sumie to Oni nie są źli chłopcy :)

      Usuń
  13. Życie Kochana, życie! Podziwiam Twój kontakt z córą, oby tak dalej! Oby zawsze Ci o wszystkim mówiła! Moim zdaniem to jest klucz do dobrego macierzyństwa i przekazania dzieciom wszelkich mądrości.
    Dzieciaki dorastają i to szybciej niż nam się wydaje...niestety... ;-( Pozostaje nam cieszyć się każdą chwilą :-))))
    Pozdrawiam :-)

    http://mamablogujepl.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że dziewczynki zawsze będą chciały do mnie przyjść pogadać, ale kot to wie, co nam przyniesie życie. Boję się czasami tego głupiego wieku, który teraz chyba zaczyna się już od lat 12-tu...

      Usuń
  14. W wolnej chwili (są takie wogóle?hehe)zapraszam po odbiór nominacji.:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Oczy i bez zakochania Eliza ma jak "zakochany spaniel" I na pewno niejeden drań jeszcze w nich utonie... Ja mam odwrotną sytuację -syna,który jest skryty i co najwyżej mówi,że nigdy nie będzie miał dziewczyny ani żony bo by musiał jej dużo ubrań kupować..;) -Pozdrawiam Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dranie niech się jednak lepiej trzymają z daleka :)
      Haha, a ile Twój Synek ma lat? Bo muszę Ci powiedzieć, że bardzo dojrzale podchodzi do tematu :)

      Usuń
  16. No ja Ci powiem, że pierwsze zakochanie miałam właśnie w zerówce... Długo mnie trzymało, bo chyba do 3 klasy podstawówki, ale była to całkowicie platoniczna miłość. Jednak kiedy siostra wypytała "moją sympatię" o mnie i okazało się, że w sumie jemu też się podobam to czar prysł ;P Myślę, że Elizka z tego wyrośnie. Mądra jest (po mamusi), więc prędzej czy później pozna się na gagatku :) pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, no na razie jak grochem o ścianę do Elizy, ale weekend mija a Ona o Tymonie nie wspomniała ani razu :)
      Ja to chyba w 4klasie odkryłam, że chłopak może się dziewczynie podobać :)

      Usuń
  17. kurczę;) świat się zmiena i wszystko przyspiesza;) u mnie jeszcze do 18 roku życia chłopcy byli zbędni;))))))

    to jeszcze przede mną te pierwsze miłości. ledwie od ziemi odrośli gdzie im tam jeszcze do kobiet;)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, przyspiesza, ale czy to dobrze, to już zupełnie inna sprawa :)
      Jeśli Twoi chłopcy nie będą tacy jak Tymon i Orfeusz, to myślę, że możesz na razie spać spokojnie, bo jak porównuje innych chłopców w wieku Elizy, to Im nadal daleko do pierwszych miłości :) I oby jeszcze długo!

      Usuń
  18. A to nie przesada? Przecież w tym wieku to normalne, że jednego dnia kocha (dziewczynka też), a drugiego nie. Nie wychodzi za niego przecież jeszcze. Ja w pierwszej klasie też miałam chłopaka (był już trzecim w mojej karierze), za którym sikały wszystkie laski z klasy, a on chodził z każdą po kolei i za rękę trzymał, do domu odprowadzał, tornister niósł... Eliza naprawdę aż tak to przeżywa? Jeśli tak, to zaczynam się bać o swoją córę. Czyżbym miała tak wcześnie uczyć ją cynizmu, żeby nie dała się zranić?
    Polecam "Piosenkę o córce" Tomka Jachimka - powinno Ci ulżyć ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, wtedy przeżyła to dość mocno. Oczywiście wszyscy Jej tłumaczyliśmy, że to tylko dobry kolega, nawet jeśli mówi, że Ją kocha. Że przecież Oni są jeszcze tacy mali- no tak jak się tłumaczy dzieciom, bo mimo tego zawrotnego tempa, my nadal Elizę traktujemy jak dziecko i jeszcze długo będziemy tak traktowali :) Może dotknęło Ją to, że On naprawdę co tydzień zmieniał dziewczynkę do adorowania?! Nie wiem. Eliza ogólnie jest wrażliwa.

      Usuń
  19. No cóż powiedzieć, Mamo... niestety życia za dzieci nie przeżyjemy. Jestem przekonana, że moja mama tez usiłowała w jakichś sposób odciągnąć mnie od wszelkich drani. Nieskutecznie niestety. Ale dzisiaj i tak uważam, że to wszystko, to są moje bezcenne doświadczenia, dzięki którym poznałam lepiej sama siebie i odkryłam swoje priorytety.
    Taka kolej losu... :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!