Mama2c

Mama2c

wtorek, 28 stycznia 2014

Idź precz...

Nie kryję się z tym- mówię i piszę wprost- nie lubię jej.
Nie czekam na nią, nie wypatruję w oknie, nie zerkam w kalendarz...
Cieszę się, kiedy się spóźnia... Choć wiem, że nie powinnam, bo spóźniona trwa zazwyczaj dłużej.
A ja- chcę cieszyć się każdą chwilą bez niej, choć z tyłu głowy mam tę myśl, że może to ostatni taki weekend, ostatni taki tydzień, ostatni taki spacer...
Nie lubię takich kapryśnych panienek- przychodzi, odchodzi, za chwilę wraca... Mogłaby się zdecydować!
Jest chłodna i nieprzystępna.
Komplikuje mi życie- opóźnia każde wyjście z domu, ogranicza kontakty z ludźmi.
Jest jak ten wampir energetyczny, wysysa ze mnie wszystko co dobre, a wyzwala to co złe i niepożądane.
Leniąc się całe dnie, czekam aż sobie pójdzie.
I nigdy za nią nie tęsknię.
Nigdy!
Z niedowierzaniem słucham, kiedy Inni się nią zachwycają.
Zdumiona kręcę głową, a w duchu myślę, że to jednak dobrze, że możemy się różnić...
Wypominają, że kiedyś przecież też ją lubiłam.
Odpowiadam, że być może, ale ona się zmieniła.
Śmieją się.
Ona?! Chyba ty!- słyszę od Nich.
Ja?!
Tak.
Dorosłam.
I przestałam lubić zimę.

I lojalnie uprzedzam, że za nic w świecie, nie zamierzam szukać w sobie wewnętrznego dziecka, które ileś tam lat temu ją kochało, czekało na nią i było z nią za pan brat. Nie gniewało się, że jest zimna, denerwowało się, kiedy się spóźniała, a kiedy już przyszła- nigdy nie miało jej dość.

Czy jest coś, za co mogłabym ją znowu polubić?
Może za coroczny tekst mojego męża, kiedy narzekam, że mi zimno, a On proponuje, że mnie rozgrzeje... To by tłumaczyło, dlaczego w ciąże zachodzę zawsze o tej porze roku.


Może za grzane wino, które tylko zimą smakuje tak wyjątkowo, mimo, że za każdym razem robię je inaczej?



Może za wczorajszego spontanicznego murzynka z pomarańczową nutą- moją zimową alternatywę dla letnich ciast z owocami?



Może za to, że zamiast kilku kiełbasek na grilla, wymyślam rozgrzewające zapiekanki, którymi zachwyca się cała rodzina, a ja tylko tęsknie do nich wzdycham?
Może za lampion z Ikei, który Lila wskazuje paluszkiem, kiedy pali się w nim mała, zapachowa świeczka, dająca poza zniewalającym zapachem, przyjemne poczucie domowego ciepła?


Może za rozgrzewającą herbatę, której zimą wypijamy zdecydowanie więcej?


Wreszcie- może za niepozorny dzbanuszek, który regularnie uzupełniam na zmianę sokiem malinowym i świeżo wyciśniętym sokiem z cytryny? Dzbanuszek, który zimową porą przyjechał ze mną prosto z Zakopanego, gdzie widziałam najpiękniejszą w swoim życiu zimę. Dzbanuszek, o którym debatowaliśmy wczoraj z Bratem, czy jest hand made, czy made in China, dochodząc do kompromisu, że jest hand made z Chin...



Nie jesteś taka do końca zła, Pani Zimo... Ale... Idź już sobie- drugi raz się nie zaprzyjaźnimy.


24 komentarze:

  1. Ja jestem zmienna jak ona :)
    i raz lubię raz nie lubię.
    aktualnie bardzo nie lubię.
    :-)
    może jakiś przepis na zapiekankę żeby i inni się rozgrzali?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też pomyślałam o tym, że chętnie bym poznała ten przepis :)

      Usuń
    2. O kurcze, tez na poczatku pomyslalam o miesiaczce xD.
      Zimy nie lubie ale na szczescie w UK jest ona duzo lagodniejsza:)

      Usuń
  2. Ja lubiłam zimę do momentu urodzenia małej, teraz ubieranie jej w kombinezony, czapki itp. doprowadza mnie do szału, dlatego czekam z utęsknieniem na wiosnę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Takaś mądra? A właśnie, że nie pójde! Aż do maja, a co!" - odpowiedziała Pani Zima. ;P

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój mózg umarł dzisiaj i przez pół notki myślałam, że piszesz o miesięcznej przypadłości kobiecej... Tylko to lubienie mi coś nie pasowało.

    Aj mimo iż zimowe dziecię ze mnie (ok późno jesienne, ale kiedyś wtedy można było śnieg zobaczyć) to wolę lato. A może to właśnie tak jest, że zimowe ludzie lato wolą i letnie ludzie też wolą... lato. A bu popsuła mi się koncepcja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no nie mogę! o tym samym pomyślałam! Aga,z moim mózgiem też widocznie jest coś nie hallo :)
      A co do zimy,dla mnie wogóle mogłoby jej nie być.Jakby tak po jesieni była od razu wiosna...?

      Usuń
  5. Ja za zimą nie przepadam, ale czasami bywa znośna. W tym roku jednak szczególnie jej nie lubię, bo jestem już w samej końcówce ciąży i w sumie boję się iść po śniegu czy śliskich drogach. Teraz większość czasu siedzę w domu i czuję się tak trochę uziemiona. Także byle do wiosny (albo do porodu) ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwsza część notki-Z UST MI WYRWAŁAŚ!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też jako dziecko uwielbiałam zimę, bo wiadomo sanki, łyżwy, rzucanie się śnieżkami-radocha ;)) A teraz nie przepadam, jedynie plusem zimy są dla mnie długie wieczory i dzięki temu czas na czytanie książek, z braku \innego ważniejszego/ciekawszego zajęcia, bo wiadomo popołudniu, gdy już szaro na spacer nie pójdziemy, więc pozostaje tv lub książka i ciepła herbatka ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja poproszę o przepis na grzańca :D - zimy chyba nigdy bardzo nie lubiłam... No dobra, raz w roku na sanki i może być po niej... A jutro na sanki pójdziemy, bo już mamy sanie :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Zima ma swój urok :) Ale mogłaby trwać tak z miesiąc, nie więcej. Najbardziej denerwuje mnie zimno i brak światła. I to że na długie spacery trudno iść, bo się zamarza. A ja lubię się włóczyć...
    Grzaniec echhhh może kiedyś ;) Smaka mi narobiłaś!

    OdpowiedzUsuń
  10. a ja lubię i chyba za chwilę zostanę zlinczowana he he. Martuś nie jest źle jeszcze trochę lutego ( no dobra cały) i trochę marca i będzie po niej:D

    OdpowiedzUsuń
  11. najciekawszy wpis o zimie, jaki kiedykolwiek czytałam. Zapowiadało się na szorstki, bezuczuciowy kontakt, a tu proszę... i wino i herbata. Wypieki oraz zapiekanki ale najbardziej rozbawiło mnie wygrzewanie i pointa:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja też czekam z utęsknieniem na wiosnę a najlepiej od razu na lato :) Widok grzańca jednak mnie rozgrzewa :))

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja tam korzystam z "tasielku" i siedzę w domu ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Byle do wiosny! Już niedługo! Ja przez zaciśnięte zęby, staram się cieszyć radością dzieciaków bo jest ŚNIEG! Osobiście myślę brrrrrr już wystarczy! Idź sobie!
    Pozdrawiam :-)

    http://mamablogujepl.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja lubie jak przychodzi ;-) na krótko ale intensywnie :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja też lubię ją tylko na chwilę....chociaż, o dziwo, bardzo często własnie zimą się zakochuję :) W tym roku znowu mi się udało :P I wtedy te wszystkie drobiazgi, które tu opisałaś, wydają mi się jeszcze cudowniejsze, niż normalnie :)
    Zima musi być...tylko dobrze by było, aby nie trzeba było wtedy chodzić do pracy, zdążać gdzieś, wstawać po ciemku, odchudzać się itd.... najlepiej byłoby spędzać ją w drewnianym domku z widokiem na piękne góry, przed kominkiem na skórze z barana.... Ahhhhhhhhhhhhhhh Byłaby piękna!

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja kochalam zime jako dziecko, potem doroslam i milosc mi na jakis czas przeszla. Ale od tego roku odkrywam ja ponownie, razem z Bi. I dobrze sie bawie! Oczywiscie ubrana w narciarski stroj, lacznie z gruba czapa. :) Ale wtedy moge juz szalec godzinami i zaden snieg i mroz mi niestraszny. ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja bym mogła ją lubić - teraz jako dorosła - chyba jedynie na nartach:) o na nartach nigdy mi nie przeszkadzała, mimo że jakoś wspaniale jeździć nie umiem.
    Ale że od sześciu lat nie jeżdżę to już zupełnie nie lubię.
    Na szczęście wiosna już nie tak daleko, i na dodatek wciąż cała calusieńka przed nami!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się pod tym obiema rękami, napisałabym dokładnie to samo, że jeśli już ma być to na nartach i bez dzieci :)

      Usuń
  19. Starałam się polubić ale nie lubię, umilam sobie ją jak Ty ale to raczej patent na przetrwanie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!