Mama2c

Mama2c

piątek, 3 stycznia 2014

Ile wynosi czas reakcji?

W tym poście wspominałam Wam, że taki szczęściarz z tego mojego męża, że w pracy ma do czynienia z wieloma kobietami. Nie, nie jest ginekologiem. Po tym jak na trzeźwo ból nadgarstka wziął za gangrenę, On już wie, że medycyna nie jest dla Niego...

Nie jest tajemnicą poliszynela, że Marcin jest informatykiem. Dla mnie na przykład, medycyna to bułka z masłem, przy informatyce...

Nie będzie też chyba przestępstwem jeśli napiszę, że pracuje On w firmie, która obsługuje Pocztę Polską. Teraz już wiecie, gdzie mój mąż ma kontakt z tymi wszystkimi Paniami, które swoim bystrym okiem, wychwycą każdy zmechacony sweter, czy wytarte na tyłku spodnie... A to, że tym samym okiem, nie wychwycą kolejki na pół holu, to już jest naprawdę zupełnie inna historia.

Nie będę Was zanudzać opisem na czym dokładnie polega praca mojego męża, zdradzę tylko pewne szczegóły. Otóż kiedy zaczęliśmy się spotykać i w zasadzie do niedawna jeszcze, obowiązywały u Nich w pracy tzw. dyżury telefoniczne. Taki dyżur to nic innego jak odbieranie telefonów po godzinie 16-tej i próba usunięcia awarii właśnie przez telefon. Jak to w życiu bywa- nie zawsze udawało się w ten sposób usunąć awarię, czasami zależało to od bystrości i ogarnięcia rozmówczyni, czasami od zdolności pokierowania rozmową pracownika-informatyka. Kiedy się nie udawało, trzeba było się przyjechać na dany urząd. I tutaj właśnie dochodzimy do sedna sprawy, bo do tak zwanego czasu reakcji. Czas reakcji, to moje Drogie, nic innego, jak czas, w którym pracownik, który odebrał zgłoszenie, musi pojawić się na urzędzie. I zabijcie mnie, ale przy wszystkich ważnych sprawach jakie mam teraz na głowie (którą piersią ostatni raz karmiłam Lilę, jakim kolorem mam pomalować paznokcie w poniedziałek, czy będzie kolejny sezon "Prawa Agaty") nie pamiętam, czy czas reakcji wynosił 2 czy 3 godziny... No w każdym razie, na pewno nie były to minuty, bo już pomijając takie oczywiste oczywistości jak ta, że niektóre urzędy były daleko od choćby naszego miejsca zamieszkania, to przecież taki informatyk ma po pracy też swoje życie prywatne i telefon mógł Go zastać na przykład podczas jedzenia obiadu, grzebania w aucie, wyjściu do kina (tak, zdarzyło się nam).

Co ciekawe, i to jest właśnie bardzo istotne dla tematu posta, mój mąż, nawet jeśli właśnie był w samym środku jedzenia obiadu, auto miał rozgrzebane tak, że właściwie to rozłożone na czynniki pierwsze, film w kinie dopiero co się zaczął, leciał do takiej awarii na złamanie karku. Kij tam, że ma całe 3godziny, żeby łaskawie pojawić się na urzędzie! On traktował swoją pracę jako misję. I pod tym względem, to myślę, że był bardziej "misyjny" niż niejeden lekarz...
A potem się dziwił, że wszystkie dzwoniące do firmy Panie, chciały rozmawiać tylko z panem Marcinem... No ja tam się nie dziwię, skoro gnał do Nich, jakby był z pogotowia seksualnego, a nie tylko zwykłym informatykiem...

Pewnie jesteście ciekawe, czy jestem zazdrosna? Nic podobnego! Bo przy hobby mojego męża, Jego praca to pikuś... Bo o ile na poczcie rozpiętość wiekowa zatrudnionych tam Pań jest naprawdę szeroka, o tyle już dziewczyn grających zawodowo w siatkówkę raczej nie... Nie, żebym Was nie doceniała, ale przypomnę tylko, że ich strój do grania, to raczej nie są kombinezony do spawania, ani worki na ziemniaki... Mój mąż jest sędzią siatkówki i w weekendy patrzy do woli na młode, jędrne, zgrabne ciałka nie tylko dziewczyn/kobiet ale i facetów...

I naprawdę nie jestem zazdrosna! Nie po tym, jak pół roku przed ślubem wylądowałam na stole operacyjnym z powodu kamicy żółciowej. Jak to w łzawych dramatach bywa, Marcin nie tylko zawiózł mnie do szpital, nie tylko czekał na bloku operacyjnym ale także dzielnie powitał mnie, kiedy wieźli mnie już na pooperacyjną... I tego co się właśnie wtedy stało, nie widziałam dotąd w żadnym filmie... Leżę na tym łóżko-wózku, czy jak to tam nazwać, Marcin idzie przy moim boku równo z pielęgniarkami, uważnie mi się przypatrując i za chwilę już Go nie widzę... Nie, nie-nie straciłam przytomności. To Marcin zemdlał! Kiedy już oboje doszliśmy do siebie- ja, bo były jakieś problemy z ciśnieniem, Marcin, po omdleniu, pytam Go, czy tak było Mu mnie żal, że aż zemdlał (naiwna romatyczka...). A On mi na to, że nie, tylko tak fatalnie wyglądałam...
No nic, ślubu jednak nie odwołał, sprzed ołtarza nie uciekł... I właśnie wtedy dotarło do mnie, że nas naprawdę łączy COŚ WIĘCEJ! I nie ma znaczenia ile telefonów z poczty od pań w potrzebie będzie odbierał, ile prawie gołych tyłków zobaczy podczas weekendów... liczę się tylko ja!

No dobrze, uchyliłam Wam już trochę rąbka tajemnicy dotyczącego naszego życia prywatnego, to odsłonię się teraz jeszcze bardziej.
Nie dlatego, że jestem mentalną ekshibicjonistką, nie dlatego, że strasznie mi zależy, żebyście nas lepiej poznały... Ja po prostu jestem ciekawa czy Wy też tak macie... Podobno w grupie raźniej, więc może jak mi, któraś z Was napisze, że Ona to dobrze zna, to zwyczajnie poczuję się lepiej. Bo ja po prostu jak typowa Polka lubię jak innym jest co najmniej tak samo źle jak mi, a najlepiej jakby Wam było jeszcze gorzej... Także, nie krępujcie się i komentujcie...

W czym problem?
Ano w tym, że o ile mój mąż w pracy, powiedziałabym, był nawet nadgorliwy, o tyle w domu sprawa wygląda już zupełnie inaczej... I nie, nie- nie chodzi o to, że jak zadzwoniłam do Niego do biura i powiedziałam Mu, że chcę mieć trzecie dziecko i właśnie mam dni płodne, to chwilę później dostałam telefon od Jego szefa, że Marcin pilnie musiał wyjechać na szkolenie i wróci za 5dni... Chodzi o takie zwykłe domowe czynności- cieknący kran, odpadający kaseton, nieszczelne okno w pokoju Elizy... Ja wiem, że w dobie wojujących feministek, to nie jest nic, z czym sama bym sobie nie poradziła... Ale Babcia zawsze mi mówiła, że facet powinien czuć się w domu potrzebny... No to zgłaszam Mu te wszystkie domowe, większe i mniejsze, awarie i... I czekam. Bo w domu już nie obowiązuje sztywny czas reakcji. O choćby jakiś czas temu- spieprzył nam się kran w łazience. Zameldowałam mężowi, na wypadek gdyby sam nie zauważył. Powiedział, że zobaczy... No to czekałam. Z tydzień chyba, po czym jak zapytałam co z tym kranem, padła lakoniczna odpowiedź, że takich już nie robią... Nie wiedząc, co kryje się pod pojęciem "takich już nie robią", pytam (jeszcze wtedy) spokojnie co to znaczy. Odpowiedź lekko mnie zbulwersowała, bo mam wybierać- albo nowy kran, albo fryzjer, kosmetyczka i karnet na solar w tym miesiącu... No to myślę sobie, a kij tam z kranem, przecież w kuchni jeszcze działa. No ale za dwa dni bodajże, widzę, że coś tam się jednak przy tym łazienkowym kranie dzieje... I tak się działo chyba z tydzień... Bo jednego dnia rozkręcił, drugiego wszystko dokładnie obejrzał, trzeciego, czwartek i piątego miał przerwę, bo się Liga Angielska zaczęła, szóstego wymienił co tam trzeba było (dziękujemy ci allegro, że takie unikatowe cuda, jak nasz stuletni kran, nadal jednak można gdzieś dostać) a siódmego sprawdził czy działa...

I teraz powiedzcie mi czy dobrze myślę... Bo kiedyś usłyszałam taką zależność, że kiedy na przykład dziecko jest grzeczne w szkole, to w domu sobie odbije i da się rodzicom we znaki i na odwrót.
Czy to działa u facetów tak samo? Jak w pracy pierwszy do roboty to w domu leń patentowany?! Czy gdzieś popełniłam błąd wychowując męża?

Pozdrawiam, 
Marta, lat (jeszcze) 32

47 komentarzy:

  1. Działa dokładnie tak samo! Przynajmniej u nas i u Was :) Mój w pracy do wszystkiego pierwszy, co chwilę wyskakuje z nowymi inicjatywami a w domu jak pojęczę pół roku to mi przysłowiową śrubkę przykręci.
    Też zawsze nie to nurtowało jak ten mechanizm działa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz już wszystko jasne :) Faceci są zdemaskowani!

      Usuń
  2. Bo faceci to tak mają, że ja się w pracy napracują i tyle z siebie dają to w domu chcą odpocząć, a nie naprawiać, pomagać, sprzątać itd. Tylko my kobiety takie okropne jesteśmy i tego nie rozumiemy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja rozumiem, tyle, że chciałabym, żeby Jemu się pozmieniało-w pracy poleżał a w domu wziął się czasem do roboty :)

      Usuń
  3. Tofana Marto, nie ma ludzi idealnych, my tez nie jestesmy idealne, chocby z powodu lenistwa do brzuszkow:)))
    Tak wiec nalezy sobie przestawic priorytety i juz pewnych rzeczy nie bedziesz widziala.
    Dziewiec i pol roku temu przeprowadzilismy sie do mieszkania, w ktorym obecnie mieszkamy, wszystko bylo luks, tylko nie podobal mi sie kran przy kuchennym zlewozmywaku. W sumie i tak rzadko mialam z tym kranem do czynienia, bo podzial obowiazkow jest ustalony na zasadzie "ja gotuje, on zmywa, a raczej splukuje i wrzuca do zmywarki" no ale ten kran mi dzialal na poczucie estetyki.
    Powiedzialam, ze poprosze gospodarzy zeby wymienili, ale Wspanialy stwierdzil, ze taki kran to bzdet i bedzie lepiej jak on zakupi taki jak ja chce i sam zamontuje.
    Zgdzilam sie, bo i czemu nie.
    No coz, kran owszem zakupil w ciagu nastepnych trzech miesiecy, ale przez kolejne siedem lat kran w oryginalnym opakowaniu spoczywal w garazu. Po siedmiu latach tak sie jakos zlozylo, ze gospodarz przyslal hydraulika do jakiejs zupelnie innej roboty i postanowilam wykorzystac moment. Hydraulik zamontowal kran i teraz jest cud mniud i malyna:))))
    Ten przyklad to jest wlasnie z tych co to mozna i nawet trzeba je odpuscic:))) Inny przyklad z serii natychmiastowa reakcja to jak mialam norovirusa i (sorry za jezyk) ale sralam i rzygalam dalej niz widzialam i z predkoscia swiatla. Nie dosc, ze zemdlalam przy rzyganiu, na szczescie osunelam sie zgrabnie po kabinie prysznica i dzieki temu nie utopilam sie w muszli klozetowej. Ale przy tym wszystkim po 8 godzinach kiedy juz nie bylam w stanie myslec a co dopiero poruszac sie nie wyrobilam na czas do przybytku. Nie bylo to juz nic wiecej jak woda, ale jednak woda nie z kranu tylko z... wiadomo skad.
    Siedze na sraczu i rycze z bezsilnosci, Wspanialy pod drzwiami domaga sie wejscia, lub przynajmniej wyjasnienia co sie stalo, ze ja rycze.
    Poddalam sie, powiedzialam... za chwile w drzwiach pojawila sie reka z czystymi szmatami, ktore mialam zalozyc i druga po odbior tych... nazwijmy je zuzytych:)))
    Podalam i mowie "wypizgnij to do smieci", bo jak pragne zdrowia ja bym tak zrobila, a moj Wspanialy na to "upiore, czy ty myslisz, ze za 20 lat bedzie nas stac na wyrzucanie kazdych obsranych gaci".
    Nie tylko mnie rozbawil tym do lez, ale tez wzruszyl, bo przekaz jest w tym jednak gleboki.
    I wiesz co? Jakos mi to nie przeszkadza, ze ten kran... tak czekal, w koncu to tylko... siedem lat;))
    A z reka na sercu, to w domu i tak Wspanialy robi wiecej niz ja, ale on juz taki pracoholik i nie tylko w domu, ale rowniez w pracy, ba to jest facet, ktory codziennie wozi swoj sluzbowy laptop do domu, bo moze dzieki temu popracowac w pociagu... ten typ tak ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co Star, no i mam problem. Bo z jednej strony chce mi się śmiać, a z drugiej, no kurczę- Wspaniały jest naprawdę wspaniały i uwielbiam Jego poczucie humoru. Jest takie moje. Chociaż ja też bym gacie wyrzuciła:)
      A wirus? Pierwszy raz o takim słyszę, co to za dziadostwo?! No i w porównaniu do tego jak się zachował, to masz rację- nie ma o co robić zadumy, to naprawdę tylko 7lat :)

      Usuń
    2. To byla jakas wsciekla odmiana wirusa zoladkowego, naprawde straszna, zreszta akurat jak ja wydobrzalam to Wspanialy przejal paleczke, ale na szczescie przechodzil troche lagodniej bez mdlenia i srania w gacie:)))
      Ale on naprawde sobie niezle zapracowal na te ksywke:))) Ja darmo i w ciemno takich tytulow nie rozdaje:P

      Usuń
    3. No ba! Takiego Wspaniałego to ze świeczką szukać!
      Te mutujące się wirusy przerażają mnie najbardziej. Zwykła sraczka już nie jest przyjemna, a taka z omdleniami i prędkością światła, toż po prostu przeraża...

      Usuń
  4. Kochana, jak facet mówi, że zaraz coś zrobi, to on to na pewno zrobi i naprawdę nie ma potrzeby mu o tym co pół roku przypominać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz co, chyba masz rację. Ja w sumie też nie lubię jak mnie ktoś popędza: "Za ile obiad" "Kiedy wstaniesz i zrobisz śniadanie"

      Usuń
  5. witaj. to co opisałaś to wypisz i wymaluj mój kochany mąż hehe.w pracy pierwszy , dla znajomych i rodziny pierwszy ale w domu ostatni.pozdrawiam Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to mój też. No On by nie przeżył chyba gdyby komuś nie pomógł. Ostatnio na przykład dzień przed Wigilią bardzo ochoczo pomagał koledze...
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. No cóż mój Mąż czas oczekiwania nazywa "nabieraniem mocy prawnej" On akurat ma ukryte ADHD. I ciągle musi coś robić , przy czymś grzebać . U niego jest problem z priorytetami . A także z kończeniem . No i z tym, że robi milion rzeczy na raz . On potrafi jednocześnie kosić trawę , składać motor, malować garaż i wyrabiać cement . I nie ważne , że np. za chwilę mamy mieć Gości i trzeba grilla rozpalić ...

    Ale znalazłam na Niego sposób . Sposób ten to :" nie wiem , nie potrafie , nie znam się " . Nie umiem i już . Jak chce żeby było zrobione - musi zrobić ( każdy głupi umie rozpalić grilla - a ja nie . I niech tak myśli ) Sposób sprawia, że czuje się do czegoś potrzebny . Bo ja kiedyś byłam taka " Pani Samowystarczalna"


    A najbardziej czego nie lubi - to mojego ironizowania . Przykład Twojego kranu . Zgłaszam, że zepsuty , a na drugi dzień z uśmiechem na twarzy mówię " fajny ten nowy kran, co Go wymieniłeś " . Jak On tego nie lubi ! I musi się wziąć za robotę , żebym następnego dnia znowu nie pochwaliła tego nowego kranu - widmo .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tekst o nabieraniu mocy znam i nie znoszę go! A jak zaczynam ironizować, to co mówi Księciunio? "Co, chcesz się pokłócić?"

      Usuń
  7. u mnie to samo,w robocie wzor,a w domu,wiele na pozniej czeka... i ja mialam podobnie jak Ty z operacja przed zareczynami bylismy jeszcze! paskudna sprawa,torbiel jajnika,a moja przyszla plodnosc pod znakiem zapytania.. odzial ginekologii onkologicznej,a ja po operacji,byl przy mnie,pomagal wstac do kibla,jak bylam po operacji, pielegnowal,siedzial przy moim lozku. mialam schizy,ze mnie rzuci,zostawi, bo po co mu byc moze nieplodna kobieta.. bo kto wiedzial jak to bedzie z.plodnoscia,zrosty itp. no ale 5 mcy pozniej poprosil mnie o reke... wiec kochal prawdziwie. wygladalam strasznie po operacji,mama mowila ze bylam biala jak trup:-P
    no a reszta wypisz wymaluj jak u Was:-) moj ma taka prace za to,ze tez.styka.sie. mlodymi kobietami. czasem xjestem.zazdrosna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja podobno też się strasznie reprezentowałam, i w to wierzę, bo mama mi mówiła, że kiepsko było...
      No to przeszliście już jeden sprawdzian Waszego związku. No i szczęśliwie, możesz mieć dzieci.

      Usuń
  8. Trudno mi stwierdzić... mieszkamy z rodzicami i dziadkiem, więc zawsze jakiś inny facet do roboty się znajdzie. Ale fakt faktem mój mąż z pracy jak wraca to pada na pychola i tyle go widzieli w sumie (no ok przesadzam, ale pewnie by tak było gdyby nie to, ze Alek mu spać nie pozwoli za szybko).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co trzech facetów, to nie jeden :) No i jeszcze Alek rośnie :) Także kran cieknący Ci nie grozi :)

      Usuń
  9. Moj szanowny to mówi: ''nie da się'', ''pożniej'', ''musze załatwić To bo do tego potrzebne TO''..itp:) w gruncie rzeczy nie robi w domu kompletnie nic. Nie to,że nie potrafi tylko mu sie zwyczajnie nie chce i brak motywu..standard. Pozatym raz tylko o zażenowała- zamówiłam włąsnie hydraulika:) Po kieszeni pan pojechał, mąż buraka spalił ale ''to i owo przepchane''- heheh. Ale spokój trwał może tydzien...do momentu zepsutego krzesła Młodego..i tak w kółko. Ja to juz nawet siły nie mam prosic tylko pisze smsy ,ewentualnie kartki na lodówce kleje:) Czasami warto wejsc a ambicje np. przy jakims koledze -bron boże przy mamusi (jego).:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to mój też tak mówi. A najbardziej lubię jak On mi zaczyna tłumaczyć co się stało, co trzeba wymienić/kupić itd... No czy ja mu dupę zawracam z czego zrobiłam dziś chińszczyznę?

      Usuń
  10. A odnośnie wyglądu w szpitalu itd..kiedyś zapytałąm czy bedzie w koncu ze mna rodził czy nie. On na to,że jak njabardziej (ja nie chciałam) wiec pytam, czy sie nie zniesmaczy, ze seks obrzydzi itd...bo tam moze siki, mmoze kupa, może krew...A on mi na to (masarz z zawodu): A BO JA TO JEDNĄ ŚWINIĘ W ŻYCIU ZABIŁEM??? szczena mi opadła. zyli bede wygladac jak swinia, pomyslałam:P Ty przynajmniej łądnie wygladałas- az zemdlał..:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko, posikałam się prawie :) Mężczyźni i Ich porównania, to takie subtelne i delikatne, niczym słoń w składzie porcelany :)

      Usuń
    2. Mama Synka, Twój mąż od dzisiaj dla mnie na pewno będzie na podium w rankingu mężczyzn, którzy potrafią prawić najlepsze komplementy. Choć mój też tam jest, od kiedy usłyszałam w ciąży od niego, przymilnym głosem powiedziane "z cyckami ci do twarzy". I jeszcze, kuźwa, później pół godziny się darł "ejjjj, ale to był komplement! co ja takiego powiedziałem?! przecież to był komplement!"

      Usuń
    3. Haha, no to nieźle musiały Ci te cycki urosnąć skoro, mój Marcin dopiero dzień po cc z Elizą stwierdził: "No teraz widzę że masz też cycki" To co miałam całą ciążę? Tylko brzuch i dwa groszki?!

      Usuń
  11. Czasami zdaje mi się, że wszyscy mężczyźni w pewnych sytuacjach są do siebie bardzo podobni. Mój mąż podobnie jak Twój. W pracy zawsze wszystko zrobi, jest dostępny pod telefonem, chętnie zostanie po godzinach, przyjdzie w dodatkowy dzień do pracy. A w domu bywa bardzo różnie. Niestety jest tak nauczony przez mamusię, że najchętniej nie robiłby nic, bo po co? Po co wmieniać kran i wydawać pieniądze na nowy? Po co coś naprawiać - i tak może się popsuć, albo zdjae mi się tylko, że to się popsuło, bo na pewno tak było cały czas itd, itd. Nauczyłam się teraz tego, że do wszystkiego wołam Pana Złotą Rączkę i zapłacę (potem informuję męża, ile musi mi oddać za naprawę, którą on powinien zrobić:))i jestem spokojniejsza, że coś jest naprawione, czy zrobione. Część rzeczy wymuszam na moim mężczyźnie kobiecym podstępem, albo piskiem. No cóż raz się udaje, innym razem nie. Jedno jest pewne, nie chcę się ostatnio denerwować i jakoś sobie to wszystko układamy. Też sobie myślę, że jednak nie każdy jest stworzony do wszystkiego, bo każdy ma inne predyspozycje, więc staram się z męża korzystać z tego, w czym jest dobry:) Gorąco pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz Kamila, ciekawy i na pewno skuteczny sposób znalazłaś na usterki. Mój mąż jakby tak zaczęła rachunki za usterki zbierać, to chyba by zawału dostał.

      Usuń
  12. Hm niestety nie wiem, jaki mechanizm tu działa. Mój wprawdzie w domu do wszystkiego pierwszy, naprawi od razu i przejmuje się bardziej niż ja... Aż go muszę stopować... A w pracy to chyba normalnie funkcjonuje, bez szału - ot, żeby na nas zarobić i iść do domu :) Więc może coś w tym jest, że albo tu się wykazuje, albo tu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ja bym właśnie wolała, żeby On się wolał w domu wykazywać. A On nie rzadko jeszcze robotę do domu przynosi :(

      Usuń
  13. :D ale śię uśmiałam Marta Ty to potrafisz człowieka w dobry humor wprawić:)
    ''zadzwoniłam do Niego do biura i powiedziałam Mu, że chcę mieć trzecie dziecko i właśnie mam dni płodne, to chwilę później dostałam telefon od Jego szefa, że Marcin pilnie musiał wyjechać na szkolenie'' - normalnie nie mogę przestać się śmiać
    a co do samego męża mego to chyba będę jedyna ale mój naprawdę robi to o co się go poprosi tylko że on uwielbia skręcać, rozkręcać i babrać się tymi wszystkim śrubkami, nakrętkami itd....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marcin jest na etapie, że wizja trzeciego dziecka przeraża Go bardziej niż ewentualny koniec świata :)
      Mój uwielbia po pracy odpoczywać :) No ale jak tam się narobi, to co się dziwić w zasadzie, przecież musi być równowaga-czas pracy i odpoczynku :)

      Usuń
  14. wydaje mi się że.....czego mąż z domu nie wyniesie czego go mamusia nie nauczy to nikt go tego nie nauczy...... oczywiście niektórych trochę da się wytresować ale nigdy w 100% facet to stworzenie niedoskonałe i zawsze taki zostanie. myślę że natura tak to poukładała że po to im zona bo mamusia wiecznie żyć nie będzie......ino tylko się modlić by trafił się egzemplarz który nie dość że dużo wyniósł z domu to jeszcze tresowalny jest.

    mój mąż nie jest zbyt nadgorliwy odwala swoje i idzie do domu, po godzinach czy w weekend zostanie....ale mu maja za do dodatkwo zapłacić.

    co do szpitalów porodów i tych innych rzeczy widział wszystko i nie zraził się... nawet po operacji...nawet pod aparaturą podtrzymująca życie ( kiedy nie wiadomo było czy coś ze mnie będzie) byłam dla niego...piękna i sexy....nawet w dresie...kiedy jęczę że jestem jak zombie to też jestem dla niego atrakcyjna


    ale ma jeden feler..... ( choć pomaga mi w domu i odciąża ile się da i ile może) to rozwala mnie jego podejście do porządków i czystości......jest totalnie skrajne niż moje. on jakby siedział w piwnicy...w garaży gdzie jest brud kurz pajęczyny i kpa gratów......to....dla niego to jest spoko czysto i do zniesienia......podczas kiedy ja nie cierpię syfu bałaganu i latam ze szmatką.....bo źle się czuję w miejscu gdzie jest bałagan......dla niego nawet jak odsyfiamy chaupe przy jakimś gruntownym sprzątaniu.....to dla niego to jest podejście " po co przecież i tak jest czysto.....jest ok.......w. brudnej zakurzonej piwnicy też jest ok......i wkurwia mnie że kiedy ja nie cierpię bałaganu zbędnych rzeczy, robię wszystko na bieżąco by nie zarosnąć totalnie.....jemu syf bajzel totalnie nie przeszkadza i mógłby w nim żyć. ma zupełnie inne podejście do prządków niż ja i oboje inaczej to rozumiemy.

    kran.....zdażę naprawić nim się zorientuje że coś się popsuło.

    kiedy odpieprzę kuchnię czy inne pomieszczenie na błysk....on tego nie zauważy. kiedy jest bałagan....on też tego nie zauważy;)

    ale jest zajebistym tatusiem uwielbia bąble jest zajebistym kochankiem nie jest typem który rozsiada się ćwiczy kciuka zaś w drugiej ręce browar i każe sobie wszystko podać. jest świetnym wsparciem.....a reszta...cóż...ideały są tylko w ksiazkach i na filmach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do poczucia czystości, to mój mąż niestety identyko... Jemu naprawdę nic nie przeszkadza, Mi też daleko do perfekcyjnej pani domu, ale jeszcze dalej do syfiary. A Marcin? Przyklei się do brudnych paneli, ale będzie twierdził, że jeszcze nie jest tak źle... Tyle, że On zauważy jak posprzątam, tylko mam wrażenie, że nie wie, po co to robię... O, choćby jak Lila zaczęła raczkować. Codziennie myłam podłogi, a On się nie mógł nadziwić po co...

      No widzisz, u Marcina w domu matka goniła ich tam wszystkich do roboty i ja głupia byłam pewna, że On to przeniesie na nasz domowy grunt, że sam będzie wiedział, że trzeba zrobić. No ale widać, trzeba Go gonić do tego jak dziecko.

      Usuń
  15. Nigdy nie komentuje, ale teraz po prostu MUSZĘ :) Uwielbiam Twój sposób pisania :) Żawsze się uśmieję :) Pozdrowienia, Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Życie samo w sobie bywa najbardziej zabawne :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  16. "Jak powiedziałem, ze zrobię, to zrobię. nie musisz mi co pół roku przypominać" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pierniczę-Oni są po prostu obłędni! Czyli mój z tym swoim tygodniowym czasem reakcji wcale źle nie wypadł :)

      Usuń
  17. Normalka. Ja zanim jeszcze skończę wypowiadać prośbę o zrobienie czegokolwiek wiem, że zaraz usłyszę nieśmiertelne: "Teraz???". Nie, kur...wa może być w przyszłym roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tekst mojego ojca. Bo przecież, że teraz to wcale nie jest takie oczywiste!

      Usuń
  18. Nie denerwujcie sie dziewczyny. Przypomnialam sobie tez historie jednej polki, ktora to Wspanialy niechcacy zlamal w pierwszym tygodniu po naszym tutaj zamieszkaniu. Polka nie byle co, marmurowa w lazience:))) Od razu zglosil, ze on to sam sklei, bo na jego szczescie polka pekla rowno po zyle kamienia. Zglosil, ze zrobi, wiec nie przypominalam, bo wierzylam, ze chlop wie co mowi:))) Po roku przy byle okazji wznioslam toast za zdrowie polki. Nawet mu sie to spodobalo i tak pilismy te toasty przez kilka lat, az sie wkurwilam i po bodajze 4 latach postanowilam uzyc odwiecznej broni kobiet;)) Nigdy wczesniej nie myslalam, ze sie do czegos takiego posune, ale tamtej nocy, na przymilne zaloty Wspanialego wycedzilam przez zeby "nic z tego dopoki polka nie zawisnie na swoim miejscu" "jutro bedzie wisiala" padlo w odpowiedzi i naprawde nastepnego dnia z rana polka wisiala.
    To dziala!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko Boska, Kobieto, po co żeś to pisała?! Teraz będziesz wrogiem #1 wszystkich mężczyzn, których kobiety do tej pory tego nie odkryły. Czy Ty zdajesz sobie sprawę, że dzisiejszej nocy gdzieś połowa męskiej populacji będzie miała embargo?!;)))))

      Usuń
    2. A mnie to wszystko zwisa:))) Bo wiesz takiej jak ja to i tak wszystko jedno:P

      Usuń
    3. Marmurowa półka?! Ja wprowadziłabym celibat pierwszej nocy :) Mój mąż podgadywań albo nie wychwytuje, albo robi to celowo, bo jak zaczynam ironizować, to śmieje się razem ze mną, tyle, że ja nie robię tego, żeby Go rozbawić!

      Usuń
  19. Mój zakłada barierkę na schody od miesiąca, czyści kran w łazience od pół roku i zakłada zamek do szafki od 2 lat. Też jest informatykiem i tez leci na złamanie karku gdy ktoś do niego zadzwoni. Łączę się w bólu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Informatycy tak mają! Tylko dlaczego nie jest mi lepiej mając tego świadomość...

      Usuń
  20. Hahaha! Niestety nie udzielę odpowiedzi na nurtujące Cię pytanie. W swoim życiu trafiłam i na lenia w każdej dziedzinie życia i na pracusia, również wszędzie. Żaden niestety ze mną nie pozostał :P Ale to nic, bo uśmiałam się właśnie z Tego Twojego sarkastycznego poczucia humoru, które wielbię ze wszystkich sił :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martuś, ja już Ci pisałam, że ludzie w trudnej sytuacji życiowej szukają jakiś mechanizmów obronnych-ja wybrałam sarkazm i ironię-inaczej już bym Ich tutaj wszystkich pozabijała :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!