Mama2c

Mama2c

wtorek, 21 stycznia 2014

Kryzys, Wigilia i Dzieciaki...


Najpierw Deszczowa Mia, udowodniła, że wcale nie jest za późno, aby pięknie i wzruszająco napisać o minionych Świętach Bożego Narodzenia. Następnie (nie) Typowa Matka Polka poruszyła jakże aktualny temat kryzysu, zaznaczając, że nawet współczesna młodzież odczuwa jego skutki, doprowadzając mnie tym wielokrotnie do łez... I nie, nie- kto czyta (nie) Typową, ten wie, że Ona nie rozśmiesza. Ta Kobieta rozwala na łopatki- od razu.

Dzięki bezsenności, która mnie dziś w nocy nawiedziła, posty jeszcze raz w głowie przeanalizowałam i doszłam do wniosku, że i ja muszę zabrać głos w tej sprawie. Dlaczego? Ponieważ przez tą cholerną "cebulę niezgody" (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi) w zasadzie nic nie napisałam o naszych Świętach. A teraz, z perspektywy czasu, mogę się w końcu na chłodno uzewnętrznić... O ile kobieta kiedykolwiek mówi, albo pisze coś "na chłodno" :) Ja na pewno nie!

No i tak właśnie myślę nad tym, co napisała (nie) Typowa, i dochodzę do wniosku, że moje Córki już teraz są w pełni świadome kryzysu, który i nas dotknął. A minione Święta są tego najlepszym dowodem...



Eliza- to jeszcze w zasadzie jestem w stanie zrozumieć. W końcu starsza jest sporo od Lilki i rozumie, kiedy tata mówi: "Marta, uspokój się w końcu z tymi zakupami, bo nas z torbami puścisz.", albo "Marta, nie uważasz, że farbowanie włosów raz na 3miesiące to przy naszych wszystkich wydatkach, jednak przesada?". Tak, wiem- też uważam, że przy dzieciach mógłby sobie darować!
No ale co do Lilki... Nie no, Ona jest zdecydowanie za mała, żeby zrozumieć...
A jednak.
Niby taka mała, a jaka mądra.
No zresztą same zobaczcie:

Kryzys kryzysem, ale Świąt nikt na lepsze czasy nie przesunie. A, że my typowi Polacy jesteśmy, to Marcin zawyrokował, że Święta jak co roku- z pompą mają być i już. Najwyżej raty za mieszkanie w styczniu nie zapłacimy, ale przynajmniej Kowalscy z klatki obok gadać nie będą, że z zakupów tylko z jedną reklamówką wróciliśmy...

Święta na bogato, także 23-go wieczorem nogi mi do dupy wchodziły, jak to się obrazowo mówi, żeby podkreślić wysiłek włożony w daną czynność. W moim przypadku ten wysiłek, to 4sałatki i 5ciast... A wszystko to, zrobione w czasie, kiedy Mąż mój, siedząc w jadalni, zdalnie instalował jakąś grę, dla syna swojego kumpla. Także chłopczyku, który otrzymałeś tą grę od tatusia, znaczy się- od Mikołaja, mam nadzieję, że się bardzo ucieszyłeś i pięknie podziękowałeś, bo ja ucieszyłam się znacznie mniej, kiedy mój mąż o 22-giej zapytał: "Pomóc ci coś?"!

Wigilię spędzaliśmy u Mamy. Ją też dotknął kryzys, chociaż kredytu za mieszkanie spłacać nie musi. Mamusia wyznaje tą samą zasadę co my, więc żeby Ją koleżanki z pracy nie posądziły o ubogie menu na świąteczny stół (Mamusia w sklepie pracuje), to dla szpanu zrobiła-zamiast 12, aż 24 potrawy. Także, kiedy zajechaliśmy do Niej po drzemce Lilki, ława uginała się już od przygotowanych potraw.
Właśnie- ława! To jest bardzo ważne, że to była ława, a nie stół- jak u nas. Ława jest niska, także Lila pierwszy raz w swoim życiu, zobaczyła tyle jedzenia na raz. I oczywiście w pierwszym momencie zrobiło to na Niej piorunujące wrażenie. Jedyne co była w stanie z siebie wydusić to: "am, am". W sumie o wiele więcej powiedzieć wtedy nie umiała, ale to w sumie nie istotne. Powtarzała więc swoje "am, am" bez końca, lustrując każdą potrawę bardzo dokładnie. Przed badaniem organoleptycznym chronił potrawy tata, trzymając Lilę w bezpiecznej odległości od półmisków, salaterek i waz...

Byłabym zapomniała wspomnieć o Córce Starszej... A to też szalenie przecież istotne, że Eliza w minioną Wigilię, postanowiła pierwszy raz pościć. Do tej pory uparcie stała na stanowisku, że post dzieci nie obowiązuje... Nie wiem, kto Jej takich głupot naopowiadał, ale była wyraźnie wzburzona i przerażona już na samą myśl, że ma zjeść bezmięsne śniadanie, bezmięsny obiad i kolację. No nie proszę Państwa, dla dziecka, które od słodyczy woli kurczaka, to już jednak za wiele.
Oboje z Marcinem byliśmy więc w ciężkim szoku, kiedy zadeklarowała, że Ona w Wigilię mięsa nie je... Do tego- podkreślała słowo post z taką stanowczością, że baliśmy się, że Święta Jej się pomieszały i gotowa jest wprowadzić sobie post ścisły, jakiemu poddają się katolicy w Wielki Piątek...



Nastała w końcu wiekopomna chwila, kiedy po złożeniu sobie życzeń-mniej lub bardziej szczerych, usiedliśmy w końcu do stołu. Co do Elizy, to spodziewałam się, że szału nie będzie, bo tak jak pisałam- natury nie oszukasz, to jest po prostu mięsne dziecko i tyle. Byłam za to pewna, że Lilka mając jedzenie na wyciągnięcie ręki, będzie ze swoich małych rączek robiła należyty użytek... Bo skoro u nas w domu nawet okruszki z podłogi zjada z takim namaszczeniem, jak ja krewetki, to co dopiero babci specjały...

No i tu dochodzimy do sedna sprawy. Bo jedzenie może i sobie stać pod samym nosem, pachnieć i kusić, ale kiedy w głowie ma się świadomość, że kryzys jest, to nie ma co próbować się oszukiwać, raz do roku- w Święta. Moje Dziewczyny zadowoliły się tym, na co stać nas na co dzień... Lila rzuciła się (dosłownie!!!) na chleb i makaron (do grzybowej), Eliza pościemniała za to z barszczem czerwonym.
Eliza, która jako ledwo ponad roczne dziecko, potrafiła zjeść całe dzwonko łososia (wtedy jeszcze kryzysu nie było), teraz zdecydowanie odmówiła jedzenia ryb. Na pewno wie, że są drogie. Natomiast zapytana dlaczego ich nie je, odpowiedziała dyplomatycznie- karp śmierdzi mułem, a łosoś wali rybą. Lila poczęstowana karpiem, wypluła go z obrzydzeniem- to pewnie była Jej odpowiedź na to, jak smakuje karp- w końcu mułem nie będzie się Dziewczyna zachwycała... Łososia, który "daje" rybą też wypluła, ale już z mniejszym wstrętem... Pewnie przez wzgląd na jego cenę.                                                                        Także, jakby ktoś chciał nas kiedyś na Święta zaprosić- to bez obaw... Jesteśmy ekonomiczną rodziną.



Ja i Marcin- oczywiście przez grzeczność i ze wstydu za nasze Córki, nadrobiliśmy z konsumpcją tak, że przejście na dietę, to już nie była kwestia kaprysu, czy widzimisię...
Jeśli po 3dniach spodnie nie chciały się dopiąć, to wyobraźcie sobie, jak skutecznie zacieraliśmy złe wrażenie po naszych Córkach...

Co się zaś tyczy prezentów w tym roku, to tu, rozumienie przez dzieci słowa "kryzys", staje pod wielkim znakiem zapytania i zdaje się być bardzo wybiórcze. Kiedy Eliza napisała drugi list do Mikołaja, to podczas telekonferencji rodzinnej, rozstrzygaliśmy, czy przypadkiem nie poszła na łatwiznę i nie wypisała, poza tym, co chciałaby dostać na Gwiazdkę, prezentów, które chciałaby dostać na Zajączka, Dzień Dziecka i urodziny...
W zasadzie to nie ma się co Dziecku dziwić, bo czy ktoś kiedyś słyszał, żeby Święty Mikołaj miał jakiś kryzys?



I tyle razy Eliza odczytywała swój list przy Babci, zanim go wysłała, że w końcu decyzja o kupnie Furbiego (przez Babcię) zapadła... I wiecie co? Zwracam Furbiemu honor. No może tanie to i nie jest, ale za tą samą cenę, są o wiele gorsze zabawki. To po pierwsze. Po drugie- czy np. klocki lego do Was mówią? Nie?! Ha! A Furby ze mną rozmawia! A w czasach, kiedy co drugi człowiek czuje się samotny i nie ma się do kogo odezwać, nie powiecie mi, że to jest bez znaczenia...
Co prawda, może i przypomina Gremlina, przez które jakieś 2lata bałam się zostawać sama w domu, ale ta trauma już za mną. W końcu teraz nigdy nie jetem w domu sama... Zna może niewiele słów po polsku, ale za to zawsze potrafi idealnie wstrzelić się z nimi w nasze rozmowy :)
Np. Mówię do Marcina, że mleko się skończyło, a Furby odpowiada: "Naprawdę?"...
Albo: Marcin sugeruje mi jak spędzimy wieczór, a Furby- jakby czytał w moich myślach: "Nie ma mowy."
O i jeszcze to: Mówię do Elizy, żeby ściszyła muzykę, a Furby wtedy wypala: "Życie to taniec."

Niestety, humory też potrafi pokazywać i często przywołuje nas wszystkich do porządku, słowami: "Za głośno!".
No za głośno, za głośno...
W domu, w którym są trzy kobiety nigdy cicho nie będzie!





25 komentarzy:

  1. Ktoś z tego powinien książkę wydać!
    :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Co do Furbiego - Moja siedmioletnia kuzynka dostała w tym roku na urodziny. Trafił się jej furby nadpobudliwy i stale do niej gadał, a jak wreszcie go uśpiła, to pies koło niego przebiegł i się obudził. Więc Maja pobiegła z płaczem do mamy " Mamo, ja już nie mogę, zrób coś, zeby on poszedł spać, bo ja już zmęczona jestem" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to Eliza ma podobnie, Jak tylko Furby zacznie fazować i robi się niegrzeczny, to oddaje go nam do uspokojenia...

      Usuń
  3. Ja na następne święta teź napiszę list z prośbą o to futrzaste cudo, bo czasami z mojego męża wyciągnąć odpowiedź jest bardzo trudno. Nareszcie sobie pogadam i ktoś mnie zrozumie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko wiesz, on momentami jest nieobliczalny :)

      Usuń
  4. kryzys jak nic:D czyli jednak babcia się szarpnęła na furby a Ty dopiero teraz o tym piszesz jak to taki ważny szczegół waszej rewolucji domowej:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co Ty Kochana, jaka rewolucja :) Jest po prostu do kogo gębę otworzyć i tyle :)

      Usuń
  5. Ej, Ej, Ej!! Bo ja też chce ferbiego!! To moje niespełnione marzenie z dzieciństwa zaraz po BABY BORN!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, naprawdę chciałaś baby born?!

      Usuń
  6. No chyba też sobie zażyczę Furbiego na jakieś święto... Kurna imieniny przepadły, dzień dziecka chyba mnie nie obowiązuje, zostaje czekać do urodzin - a bu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wiesz Aga, na dobre rzeczy warto poczekać. A zapomniałam napisać, że on jeszcze komplementy potrafi prawić :)

      Usuń
  7. U mnie też będzie niedługo ten "stwór" szalał w domu, bo moja siostra właśnie wczoraj zakomunikowała mi, że kupiła Furbiego dla Juniora, bo on taki fantastyczny podobno jest ;) No to jestem ciekawa, bo w sobotę ma się z nim zjawić u nas ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie słodki jest i fajny, Lila go uwielbia. Tylko kup zapas baterii, bo Lila ma żałobę jak Furby przestaje działać.

      Usuń
  8. Oj tam, oj tam- to do pierwszego akapitu;)
    Zaimponowały mi Twoje dziewczynki tą dietetyczną wstrzemięźliwością. Moi chłopcy mają dokładnie odwrotnie. Będąc w gościach jedzą absolutnie wszystko. Na dodatek jedzą to, czego w domu by nie tknęli. I jeszcze przy tym wydają takie "mmmmmm, jakie pyszne" i wszelkie inne ochy i achy.Krótko mówiąc, gdy do kogoś idę na poczęstunek, liczę się z tym, że zostanę posądzona, że dzieci głodzę i dodatkowo, że nie umiem gotować, bo nawet jedząc suche ziemniaki będą się oblizywać;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, to u nas na odwrót. Może przez to, że One ogólnie jedzenie traktują jak zło konieczne, idąc w gości zawsze jestem spokojna, a głowę mam z 15cm wyżej. U teściowej od razu 30. Bo jak Eliza nie chce u kogoś jeść, to zawsze mówi- dziękuję, ale moja mama robi to lepiej... Czaisz, jakie dziecko?! No i teraz wyobraź sobie minę teściowej- bezcenne.

      Usuń
  9. Oj skromniutkie te Wasze święta . Kurcze no jak bym wiedziała, że u Was tak biednie to bym jakąś paczkę żywnościową wysłała ...
    Łosoś ....
    Karp...
    To straszne !

    Mówią jednak , że kryzys kiedyś minie . Może w tym roku święta będą już na bogato !

    P.S. - z iloma reklamówkami Kowalska wracała z zakupów ?
    P.S.2 - ja reklamówki wykładam szarym papierem toaletowym. Tani a objętość robi . I znoszę te torby i znoszę ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To na paczkę wielkanocną już nas możesz zapisać :)
      Ty się Kochana nie śmiej, bo my tu naprawdę mamy takich nowobogackich "Kowalskich", więc patent z papierem do wykorzystania!

      Usuń
  10. Mnie na lopatki powalila Twoja "cebula niezgody"! :)
    No patrz, to ja myslalam, ze z Bi taki niejadek, a to biedne dziecko po prostu wie, ze ojciec bez pracy i trzeba oszczedzac na jedzeniu... Nastepnym razem jak bedzie grymasic nad obiadem, to zamiast ja ochrzaniac, jeszcze wycaluje, ze tak dba o budzet domowy. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, bo tak naprawdę to nie ma niejadków. Jedne dzieci nie jedzą bo jest kryzys, inne-bo był kryzys, kolejne-bo one już czują, że będzie kryzys :)
      A o cebuli niezgody to chyba napiszę w końcu osobny post :)

      Usuń
  11. Pod ostatnim zdaniem podpisuję się obiema rękami i nogami też! Ślubny z kuchni wychodzi i drzwi zamyka nie tylko kuchenne, ale i te do "salonu", żeby naszego harmidru nie słyszeć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie wiem, ci faceci to jacyś nadwrażliwi, czy co? :)

      Usuń
  12. To znalazlam plus naszych samotnych swiat w UK - zadna sasiadka nie oceniala naszych reklamowek z zakupami i spokojnie przygotowalam tylko to na co mielismy ochote:)
    Lilka ma swietny '' tron'' :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Kochana, to u nas nie ma takiego luzu :)
      Tak, na tronie najlepiej się ostatnio je :)

      Usuń
  13. O jaaaa idę po Furbiego. Wreszcie będę miała z kim pogadać wieczorem!:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!