Mama2c

Mama2c

środa, 1 stycznia 2014

Martwię się!

Martwię się już od kilku dni...
W zasadzie od kiedy (nie)typowa Matka Polka opublikowała u siebie ten oto post:
http://nietypowamatkapolka.blogspot.com/2013/12/dietacudjak-zadziaa.html

Sorry, teraz z innej beczki-udało mi się chyba właśnie zrobić ten aktywny link... Ja pierdziu, ale to proste było... A za mną 8miesięcy gnębiącej myśli: "Nie umiem tego zrobić."

No dobra, odkąd przeczytałam ten post, martwię się już chyba bez przerwy.
Nie, nie tym, że ludzie nie mają poczucia humoru i dystansu do siebie.
Takie rzeczy to ja wiedziałam już dawno...
O, choćby od dnia, kiedy moja teściowa mało nie zeszła na chrzcinach swojej ukochanej wnusi (żeby nie było wątpliwości-nie chodzi o żadną z moich Dziewczynek) bo ktoś przy stole, ośmielił się Jej donieść, że z kolei ktoś drugi poddał w wątpliwość, że nasze (teraz już wspólne) nazwisko jest ładne... Ja tam uważam, że nie tylko nie jest ładne, ale jest wręcz śmieszne...
Nazwiska, tak jak teściowej, się nie wyrabia... No ale ja Jej tego tłumaczyć przecież nie będę.

Nie martwię się już nawet tym, że teraz- w równo 14miesięcy po porodzie, mam ileś tam kilo na plusie. Nie martwię się, że właśnie teraz nie jestem w stanie zrobić nawet kilkunastu brzuszków, kiedy inne mamy, niedługo po porodzie robiły ich tysiąc... I niech się żadna z Was nie waży poddać w wątpliwość, że to w ogóle możliwe aby świeżo po porodzie zrobić tyle brzuszków. Podobno można.

Wreszcie, przestałam się martwić i wyrzucać sobie, że nie wybrałam męża z aparycją Greckiego Boga, a całkiem przeciętnego Faceta... Jeśli nie rozumiecie, a macie prawo nie rozumieć, to już Wam wyjaśniam- taki współczesny Grecki Bóg, to chodząca motywacja, żeby po porodzie olać wszystko i robić te zasrane brzuszki. Jeśli nadal nie rozumiecie, to odsyłam Was do komentarzy pod podlinkowanym przeze mnie postem (nie)Typowej...

Czym zatem tak się martwię- spytacie. No nami się martwię. Nami- matkami, nami- Polkami, nami- kobietami... Ba! Ja jestem załamana.

Ale po kolei.

Z racji tego, że jakoś tak w grudniu było nam z moim mężem nie po drodze, miałam sporo czasu na wsłuchiwanie się w siebie. Tak, wiem  jak to idiotycznie brzmi :) No i wewnętrzna ja skoncentrowała się od jakiegoś czasu głównie na końcówce roku, na tym, że trzeba zrobić podsumowanie, a zaraz potem postanowienia... To nic, że jak dotąd żadnego chyba nie zrealizowałam do końca- w tym roku czułam przemożną potrzebę ich zrobienia. Dopóki Stardust nie sprowadziła mnie na ziemię. Ja tam zawsze lubiłam czerpać z wiedzy kobiet bardziej doświadczonych ode mnie. Zresztą, tak jak napisałam- dotrzymywanie noworocznych postanowień nie było nigdy moją mocną stroną... Także olałam w końcu temat, jedno rozczarowanie mniej-pomyślałam.

No ale wczoraj mnie jednak przycisnęło z powrotem... No jak to tak- nic zupełnie nie postanowić?! No i coś tam sobie obiecałam na ten rok. A, że wczorajszy Sylwester przeszedł chyba wszystkie możliwe normy pod względem nudy i nic nie robienia, miałam sporo czasu na siedzenie "w sieci". Z każdego bloga biło po oczach albo "podsumowanie", albo "postanowienia"... Myślę sobie- a poczytam, co tam inne babki postanawiają na ten Nowy Rok.

Dziewczyny! To co ja odkryłam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania... Pisałam chyba już tutaj, że z zawodu jestem (tylko się nie śmiejcie) socjologiem... Także napiszę krótko, bo to zbyt bolesna prawda o nas jest... Jesteśmy mega totalnie, prze okrutnie zaniedbane... W zasadzie nie wiem, naprawdę nie wiem, jakim cudem przemysł kosmetyczny i branża fryzjerska jeszcze w tym kraju nie upadły. Na większości blogów, które odwiedziłam postanowienia są w jeden deseń- zacząć wreszcie o siebie dbać. I tutaj już  wachlarz możliwości jest szeroki- Jedne chcą regularnie farbować włosy i odwiedzać kosmetyczkę, inne codziennie się malować, jeszcze inne mieć zawsze staranny maniciure...

O nie, nie- jeśli pomyślałyście, że ja to wyśmiewam, to zdradzę Wam, że poza tym, że jednym z moich postanowień było- mieć więcej cierpliwości, to pozostałe, dotyczyły tylko i wyłącznie mojego wyglądu... Mało tego, żeby sobie ułatwić życie, rozpisałam sobie, co będę robić w każdy dzień tygodnia:

poniedziałek-malowanie paznokci
wtorek-fryzjer
środa-kosmetyczka
czwartek-golenie nóg i pach
piątek (przed weekendem :))- golenie okolic intymnych
sobota-opalanie natryskowe
niedziela- joga, zumba, basen

Poinformowałam już męża, że teraz to On będzie musiał dopasować się do mojego grafiku, więc żeby się nie dziwił, jeśli od przyszłego poniedziałku zaczniemy się mijać...

Pewnie jesteście zdziwione, że nie ma tu pozycji "schudnąć". Nie ma, bo to już nie jest postanowienie- to jest obowiązek. Co prawda nie upadłam ani na głowę, ani na rękę, ani na brzuch, żeby robić te brzuszki, ale coś robić muszę. Na początek pomyślałam, że może w końcu przestanę zachowywać się tak, jakbym przeżyła klęskę głodową- także koniec z rzucaniem się na żarcie i pochłanianie go w ilości "na zapas"... Od dziś staję także przed lustrem i powtarzam sobie, że poza blaszką ciasta, może mnie równie skutecznie pocieszyć butelka wina. Aha, karmię. No i wino to też kalorie... Podobno "puste" w dodatku... No i znowu zostają zakupy na pocieszenie- mąż będzie niezadowolony... I kiedy, do cholery, ja na nie znajdę czas?!

Trochę mnie przeraża tak napięty grafik i ta wymuszona systematyczność... Może dlatego, że odkąd usłyszałam gdzieś, że najseksowniejszą częścią ciała jest mózg, odpuściłam sobie totalnie jakieś ćwiczenia, diety, dodatkowe pielęgnacje... O mózg dba się za to bardzo przyjemnie- służą mu na przykład orzechy włoskie, które ja bardzo lubię i rozwiązywanie krzyżówek, które z kolei uwielbia mój mąż...
Nasze mózgi razem wzięte są więc tak seksowne, że wcale się nie dziwię, że dochodzi do wyładowań kiedy się mijamy... A już jak na przykład zaczynamy dyskusję na temat cebuli przed Świętami, to potem przez pół dnia nie ma prądu na osiedlu.

Także Dziewczyny! Życzę Wam, żebyście przede wszystkim miały piękne i seksowne umysły, a reszta? Reszta jest tylko dodatkiem  :)


42 komentarze:

  1. Ojej, ojej, nie załamuj się i może rzeczywiście lepiej nie robić tak wielu postanowień, bo ciężko będzie je zreazlizować?? Ja muszę przyznać, że lubię postanowienia i zawsze udawało mi się je konsekwentnie realizować. Lubie także wyznaczanie jakiegoś celu/kierunku. Jeżeli chciałam schudnąć to zaczynałam biegać, a motywacją był start w maratonie lub jakimś krótszym biegu. To zawsze działało. Nie wiem, jak bedzie teraz po porodzie. Mam tylko nadzieję, że moja silna wola nie odleci gdzieś daleko, choć porody i przyjście na świat dzieci zmienia bardzo dużo, o czym się przekonuję z mężem niemalże każdego dnia. Proponuję Ci na poczętek jeden konkretny cel, a po nim drugi. Tak jest chyba prościej... Gorąco pozdrawiam wraz z małą, która właśnie uprawia jakieś niezidentyfikowane sporty w moim brzuszku, a ja mogę się temu tylko biernie przyglądać:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, to prawda. Im więcej sobie narzucimy, tym trudniej wytrwać! A mała Akrobatka to już lada dzień będzie pewnie z Wami :)

      Usuń
  2. Mój maż dziś fajnie to ujął: wymienił 9 postanowień a te 10 to, aby wszystkie poprzednie były ważne tylko dziś bo ten kto takie cuda ustala to jest kobietą i połowy nie zrealizuje :-) chyba coś w tym jest :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie zrobiłam na ten rok żadnego postanowienia. Jakoś tak nastroju brakło. Ale właśnie mnie zainspirowałaś . Będę pielęgnować mózg ! Orzeszkami . Zwłaszcza, że w kupie raźniej . Widziałam w jakiejś reklamie , że w biedronie są na promocji - wyzwanie czas zacząć ! Pędzikiem na zakupy !
    Wczoraj też nałożyłam hybrydę na paznokcie - no to chyba całkiem nieźle zaczynam nowy rok ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieźle?! Kochana! Pobiłaś mnie na głowę!

      Usuń
  4. :D uśmiałam się straszliwie ten tekst o mózgach obłędny:D
    mi się wydaję że we wszystkim musi być umiar.... włączając wszystkie aspekty życia...
    aaaa a czemu te okolice intymne tylko na weekend??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No z moim stażem małżeńskim to seks już tylko w weekend :)

      Usuń
  5. Powodzenia! Ja też zaczynam opcję- jeść żeby żyć, a nie żyć, żeby jeść. Wydaje mi się, że już przez 30 lat zdążyłam się opchać w swoim życiu wszystkim, czym powinnam :P Teraz może czas, na jakąś bardziej lajtową część żywota :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, myśl bardzo dobra... Tylko, że stracę wtedy główny sens życia :)

      Usuń
    2. Hahahaha mi się też tak wydawało...póki co, od 6 dni udaje mi się samą siebie oszukać, że tak nie jest :D

      Usuń
  6. Cebula i prąd... teraz już zawsze te dwie rzeczy będą mnie powalały na glebę :)
    Codo postanowień... Nie mam. Nie będę tworzyć. No bo po co, jak za tydzień i tak ch...j bombki strzeli (od męża się nauczyłam tak brzydko wyrażać)?
    A co do ćwiczeń... Polecam słynną Chodakowską - muszę do niej wrócić bo znowu mam ciążę spożywczą po świętach ^^"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Codo... kurna no! Co do XD

      Usuń
    2. Z bombkami to ulubione powiedzenie mojego męża :)
      Kurczę, Ewa... No chyba pora się z tą panią zapoznać :)

      Usuń
  7. O rety...
    orzechów Luby nie lubi, ja uwielbiam migdały - ale nie mogę ich jeść karmiąc - a krzyżówek nie lubimy oboje... chyba dla naszych mózgów nie ma już ratunku!

    W te pędy nadrabiam zaległe postanowienia - postanawiam zadbać o swój nieseksowny mózg, coby mi już więcej wstyd nie było, o! ;)

    Także oby życzenia Twoje spełniły się jak najszybciej! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochana, w kwestii postanowień życzę wytrwałości:) natomiast czytając cały tekst zastanawiałam się, czemu Ty jeszcze nie piszesz felietonów do gazet? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, nie mam czasu, ot tyle :)
      A co postanowień to wielkie dzięki!

      Usuń
  9. Masz rację reszta powinna być tylko dodatkiem, więc po co się wysilać ? ;)

    Wnioskując z twoich noworocznych postanowień będziesz od teraz piękna, zgrabna, modna i zadbana ;) No i oczywiście baaaaardzo mądra :) Brawo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aż sama się boję siebie w nowej odsłonie :)

      Usuń
  10. No to trzymam kciuki za grafik bez przesunięć:
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Juz bardzo dawno temu postanowilam, ze nic nie postanawiam, a juz na pewno nie w zwiazku z Nowym Rokiem, miesiacem, tygodniem itp. Jesli mam cos postanowic to rownie dobry jest czwartek 16 kwietnia, bo postanowienie to powinna byc osobista potrzeba ciala lub ducha, a te wystepuja w roznych okresach, niezaleznie od kalendarza.
    Jeszcze wazniejszym powodem na moje niepostanawianie (naprawde nie wiem czy napisalam prawidlowo, prosze nie czepiajcie sie) jest fakt, ze jestem zadowolona z siebie, swojego zycia, nawet wtedy kiedy mam nie zrobione paznokcie, co sie rzadko zdarza, bo na punkcie paznokci jestem zboczona:))) Postanowienia tylko wtedy maja sens, kiedy czlowiek robi je dla SIEBIE i wie, ze ich spelnianie bedzie mu sprawiac przyjemnosc i satysfakcje. Postanowienia podjete pod wplywem strachu mozna sobie od razu w zad wsadzic, bo i tak z nich nic nie bedzie.
    Milosc jest niczym wiecej tylko akceptacja, im wieksza akceptacja tym glebsza i trwalsza milosc, czyli na pewno nie zalezy ona od przebiegnietych kilometrow na biezni. Jesli zalezy, no coz... moze jednak cos nie tak z ta miloscia....
    Wartosc czlowieka to on sam, jego dusza i to jest niewidoczne golym okiem, cialo to tylko ziemska powloka dla tej duszy i nic wiecej. Oczywiscie mamy nawet obowiazek dbac o te powloke, ale czy to znaczy, ze ma ona byc wazniejsza od tego co kryje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedne z najsensowniejszych a zarazem najoczywistszych slow jakie w życiu slyszalam...

      Usuń
    2. Oczywiście. To przede wszystkim my musimy się dobrze ze sobą czuć. A zmiany? Każdy jeden dzień jest dobry, żeby coś zmienić w swoim życiu.

      Usuń
  12. dlaczego tak wyglądamy? bo to my w większości wstajemy po nocach do dzieci...pierzemy prasujemy gotujemy....te które mają etat jeszcze to wszystko razem ogarniąja....i choć część z nas ma pomocnych mężów to ini i tak nie są tacy wielozadaniowi jak my.;;;;to my się martwimy....myślimy co jutro kupić zrobić na obiad...... większość obowiązków spada właśnie na nas.

    a poza tym.....bym..przyciągła uwag greckiego Boga......sama musiałabym wyglądać co najmniej jak Miss Świata..a nawet prze pierwszą ciąża tak nie wyglądałam. więc greccy Bogowie i Miss Świata oglądam jedynie w tv...

    może zdołam zatwierdzić nim wyłączą prąd;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co racja, to racja, w samym domu już jest kila etatów, a jeszcze ten zawodowy...

      Usuń
  13. żadnych postanowień - zdecydowanie mówie im NIE! P.S. wczoraj na FB widzialam taki Demotywato: zdjęcie tłumu przed drzwiami do budynku, a pod spodem podpi: 2 stycznia pod siłownią ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja wczoraj zdałam sobie sprawę, że pierwszy raz mam jakieś postanowienia noworoczne - jedno wiodące i kilka malutkich. Nigdy wcześniej niczego sobie nie postanawiałam, nie wiem właściwie dlaczego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze musi być ten pierwszy raz, a ja trzymam kciuki, żeby udało się dotrzymać postanowień!

      Usuń
  15. A ja dziś zrobiłam dokładnie to, czego nie postanawiałam - makijaż. I było mi z tym dobrze i miło.

    Co do zaniedbania kobiet. Czas to nie problem, kopiesz męża w tyłek, on zostaje z dziećmi a Ty siedzisz i pachniesz u kosmetyczki. U mnie problemem jest perfekcjonizm i kasa. Dla przykładu zafarbowałabym włosy, bo marzą mi się jasne. Ale wiem, ze nie będę miała kasy, żeby co dwa tygodnie biegać do fryzjera i poprawiać odrosty. A odrostów nie zdzierżę ;)

    Także kiedyś, jak będzie mniej osuszony portfel ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, u mnie poza oczywistym brakiem kasy na takie przyjemności, pozostaje jeszcze problem, że Lila nie da się tak po prostu zostawić z tatą :) Także problem dbania o siebie w tym roku mam już chyba z głowy :)

      Usuń
  16. ciesze sie ze u was w miare ok :) z tymi postanonowieniami.... niby chce sie nie robic zeby sie nie zawiesc a potem sie robi i sie jest zawidzionym...ja znow mialam nie robic. zrobila. znow bede zawiedziona D:

    OdpowiedzUsuń
  17. Hehe :) Jak zwykle trafiłaś w to co mnie boli ;) Ostatnio zauważyłam, że nie mając kontaktu większego ze światem i spędzając czas przy włączonym telewizorze, w którym pełno durnowatych programów uświadomiłam sobie, że "się cofam". Dlatego jedyne postanowienie na ten rok to wysilić troszkę umysł i uczynić go właśnie bardziej seksownym. Muszę poczytać "coś mądrego" albo obejrzeć, podyskutować na inne tematy niż te poruszane w "rozmowach w toku" ;)
    W końcu muszę wychować swoją córeczkę, a zależy mi na tym, żeby głowa mojego dziecka służyła do czegoś więcej niż tylko do noszenia włosów ;)

    Pozdrawiam i życzę Tobie i sobie tego co i Ty życzysz w ostatnim zdaniu swojego wpisu. Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  18. Martuś... Ja od kiedy byłam w ciąży i urodziłam Kubusia, maluję się.. na okazje (czyli święta różnorakie haha) i jak mam chwilę czasu przed wyjściem, albo jak do urzędu jadę.. itd...
    Pomyśleć, ze pracując w hotelowej recepcji zawsze byłam umalowana i opalona... ehh.... Faktycznie kobiety mało o siebie dbają.. a jak widać jakaś zadbaną to myślenie innych jest takie, ze mama wypacykowana, a dziecko to co?? mimo, że czysto i schludnie ubrane.
    Moje niemalowanie jakoś za bardzo mi nie przeszkadza.. choc ostatnio zaczynam robić to częściej...
    Co do paznokci.. no cóż.. nie pamiętam kiedy malowałam, bo po ciąży ciągle się łamały więc co tu podkreślać? Od tygodnia biorę witaminy na wzmocnienie i już jest lepiej... z resztą przez moja drastyczna dietę gospodarka witaminowa u mnie mocno zachwiana ;/
    Fryzjer? Hmm.. zawsze kiedy chodziłam na obcinanie z konkretną fryzurą.. wychodziłam niezadowolona, dlatego zaczęłam zapuszczać włosy i chodzę teraz raz na 2 mc na odrosty :D i czasem na podcięcie końcówek.
    Co do słodyczy... no cóż uwielbiam. i zaczęłam jeść wiec już tyję.. a ćwiczyć nie ma kiedy ;/ Bo jak Kubuś śpi to i ja się kładę.

    Natomiast co jest najlepsze?? Robienie samych brzuszków nic Ci nie da. Trzeba ćwiczyć na całe ciało - już się o tym naczytałam więc mogę się pomądrować :P Do tego żeby schudnąć.. trzeba jeść!!!! 5-6 posiłków, które są zbilansowane. Zawierają wszystko: białko, tłuszcze i węglowodany.
    Jak dla mnie ćwiczenia to tylko z Ewą Chodakowska. Polecam Skalpel. To jest 40 min ćwiczeń. Zanim zaczniesz, zmierz się dokładnie albo zrób zdjęcie w bieliźnie. Ćwicz kilka razy w tyg.. na początek np. 5. Nie ćwicz codziennie, bo mięśnie muszą mieć czas na regenerację. Po miesiącu zmierz się znowu albo zrób zdjęcia porównawcze i zobaczysz efekty. Ręczę, ze są, a Ty czujesz się lepiej każdego dnia :)

    Lubisz piec...? A zastanawiałaś się nad zmianą niektórych składników?? Np. mąkę pszenną na ryżową czy kukurydzianą (albo inną o jakich nie mam pojęcia :)) albo cukier na miód? itd? jest duuuużo przepisów w necie z różnymi zamiennikami. Zjesz, ale mniej kaloryczne.

    Chyba tyle z mądrości jakie wyczytałam w sieci :)

    A swoja droga zainteresowałaś mnie tym opalaniem natryskowym :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie dziś, pierwszy raz chyba od świąt wrzuciłam coś na twarz :) I od razu człowiek lepiej się czuje- choć może zbyt ambitnie to nie zabrzmiało :)
      Martuś ja już się doprowadziłam do takiego stanu, że MUSZĘ coś z sobą zrobić i to w miarę szybko. Tylko, że ta Chodakowska mnie przeraża, że nie dam rady... Eh...

      Usuń
    2. Martuś, a próbowałaś, czy z góry zakładasz, ze będzie klapa?? Powiem Ci tylko tyle, ze nie masz się czym zrażać... a to dlaczego?? Bo nikt od razu wszystkiego nie zrobi. Ja ćwiczyłam po raz pierwszy Skalpel w maju i powiem Ci, ze może dopiero po 2 tygodniach zrobiłam całość. Jest jedno ćwiczenie ciężkie dla mnie i nawet jak teraz do tego wracałam to przebrnąć przez to nie mogłam ;/
      Za to na zachęte mogę Ci napisać, że jej ćwiczenia (mam tu na myśli Skalpel - bo tylko to ćwiczyłam :P) nie męczą. czujesz się super, ale nie jesteś spocona jak (za przeproszeniem) świnia :P

      Usuń
  19. Hm, może dobry sposób z tym grafikiem? ;-)

    poniedziałki i piątki - córka ma angielski w domu, ja w tym czasie w drugim pokoju maluję paznokcie :-)
    wtorki i piątki - zawożę córkę na judo, ja w tym czasie idę do Rossmanna kupić nowy lakier/odżywkę/zmywacz do paznokci ;-)
    środa - córka nie ma żadnych zajęć, możemy wspólnie... hm .. nie, ona z tatusiem na rower, ja sama kąpiel z pianką ;-)
    sobota - dam się zaprosić na obiad i do kina/teatru, córka.. hm .. sprzedam ją koleżance (jej koleżance, nie mojej ;-)
    niedziela - pośpię sobie, bo to lubię robić najbardziej, a córka.. hm .. niech sobie poczyta książeczki ;-)
    I co? już koniec tygodnia? Dziwne.. hm ...

    ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!