Mama2c

Mama2c

wtorek, 14 stycznia 2014

Najskuteczniejsza dieta na której byłam, to...

Wszelkie absurdalne i nieludzkie komentarze w stylu: "MNIEJ ŻREĆ" będą automatycznie usuwane :)

Tytułem wstępu, może parę słów o tym, jak anorektyczne dziecko, stało się kobietą o (prawie) rubensowskich kształtach...

Bo tego pewnie jeszcze o mnie nie wiecie, ale jako dziecko byłam przeraźliwie chuda. Urodziłam się już bardzo mała (2400gram, 48cm) i wbrew zwyczajowej tendencji, nie stałam się szybko pulchnym niemowlakiem. A skoro nie byłam pulchnym niemowlakiem, to stając się mobilnym, ruchliwym dzieckiem, nie miałam już szans przytyć, nawet gdybym chciała. To znaczy nie pamiętam, czy ja akurat chciałam. Chciała oczywiście moja babcia i mama, ubolewając regularnie nad tym: "Jaka ta Martusia jest chuda." To były te wspaniałe czasy, kiedy tylko dziecko grube, było zdrowe :)

Kiedy poszłam do szkoły, do ubolewających dołączyły panie pielęgniarki. Bo może część z Was nie pamięta, ale były takie czasy, kiedy oczywistą oczywistością, był fakt, że w każdej szkole pielęgniarka była CODZIENNIE. Za to teraz, u Elizy w szkole, pani pielęgniarka jest w wybrane dni- poniedziałek, środa, piątek. Kiedy zostaliśmy o tym poinformowani, od razu pouczyłam Elizę, że jeśli przyjdzie Jej do głowy złamać sobie rękę, skręcić kostkę, czy cokolwiek innego, to właśnie tylko w TE dni. W pozostałe nie puszczamy Jej do szkoły :)

Wracając do czasów mojej edukacji... Co roku, jak wiecie, odbywało się w szkołach obowiązkowe ważenie i mierzenie. I uwierzcie mi, że to właśnie ja, z moją wagą i wzrostem, byłam inspiracją dla takich szczytnych akcji, jak "Pajacyk" i "Podziel się posiłkiem".
I musicie uwierzyć mi na słowo, że mój wygląd budził przerażenie, bo za każdym razem pielęgniarki przeprowadzały mini-wywiad środowiskowy na temat tego:
1) czy jem śniadanie w domu
No jak nie, jak tak. Umarłabym, nie jedząc rano śniadania.
2) czy mama robi mi śniadanie do szkoły
 Tak, oczywiście, minimum 4kromki.
3) czy ja to śniadanie zjadam
Pewnie, a do domu wracam głodna jak wilk.
4) czy mamusia też jest taka szczupła
Tak, jest.

Wyraźnej patologii nie odnotowano, ale co roku powtarzał się ten sam zestaw pytań...

Bo to właśnie tak było, że owszem- byłam strasznie chuda, ale jadłam zadziwiająco, a w zasadzie- zatrważająco, dużo. W naszej rodzinie krążyły nawet anegdotki, na temat tego, ile jest w stanie zjeść Marta... Z perspektywy czasu, zastanawiam się, dlaczego nikt nie wpadł na to, że mogę mieć tasiemca. To znaczy nie, przepraszam, ojciec coś wspominał, ale On zawsze był wobec mnie złośliwy...
W każdym razie, może moje obecne problemy z wagą, to skutek obżerania się w dzieciństwie?! Może moje ciało działa z opóźnionym zapłonem? Jeszcze dziś napiszę zgłoszenie do TLC, do "Medycznych zagadek" czy jakoś tak...

W okresie dojrzewania było już klasycznie, jak u większości dziewczyn- zaokrągliłam się w końcu, to tu, to tam... To znaczy bardziej na dole niż na górze, bo długo, długo, nosiłam stanik na wyimaginowanych piersiach, tak jak teraz Eliza- w końcu po kimś to ma :) A te rzeczywiste, które w końcu się pojawiły, po osiągnięciu rozmiaru  cytryny, przestały rosnąć... Chyba, podobnie jak cytrynom, klimat im nie służył...

Głęboko przekonana, że zaokrąglone biodra i coraz większy tyłek, to tylko efekty dojrzewania, nadal wciągałam wszystko, jak mały odkurzacz... Na rezultaty nie trzeba było długo czekać. Jako 19latka pierwszy raz postanowiłam się odchudzać... Moja wiedza na temat odchudzania była wtedy zerowa i właśnie z taką, przystąpiłam do walki z pierwszymi w moim życiu, nadprogramowymi kilogramami.
Ok, napiszę Wam jaką "dietę" wybrałam, ale proszę się nie śmiać i nie szydzić-mimo wszystko, bo efekty były naprawdę zdumiewające :)
Postanowiłam jeść tylko i wyłącznie jogurty Jogobella light-2szt na 1posiłek, i tak 4razy dziennie. Wypijałam też 4litry niegazowanej wody mineralnej i tak przez ileś tam miesięcy- dokładnie 4 albo 5. Tak, wiem- idiotyczny pomysł na dietę odchudzającą, ale myślę, że nie ja jedna miałam w swoim życiu takie odchyły... Jeden przykład znam osobiście- koleżanka z klasy, jedząca tylko jabłka i popijająca je wodą :) Jak się ma naście lat... hmm, różnie bywa. Ja przynajmniej częściej się mijałam z rozumiem, niż spotykałam...

Wtedy przekonałam się o dwóch rzeczach na swój temat:
1) mam naprawdę silną wolę- jeśli oczywiście chcę :)
2) bez dobrego jedzenia jestem tak zajebiście nieszczęśliwa, jakbym była w jakiejś gigantycznej żałobie

Schudłam bardzo. Kiedy zaczęłam z powrotem jeść normalnie ważyłam 44kg... No fakt- trochę mało, nawet jak się ma tylko 158centymetrów wzrostu :)
Co ciekawe nie było piorunującego efektu jo-jo. Owszem ważyłam w okolicach 50-52kg, ale do 62, z którymi startowałam, to jednak daleko.

Niedługo potem poznałam mojego męża i zaczął się chyba jeden z najbardziej intensywnych okresów żywieniowo- alkoholowych w moim życiu :) Nigdy przedtem nie zjadłam tylu pizz w nocy, ani nie wypiłam tylu piw, podczas tych samych nocy... I jeśli myślicie, że wszystkie kalorie spalaliśmy wtedy w łóżku, to jesteście w błędzie, bo żadne z nas nie miało wtedy własnego mieszkania, a jakoś fantazji na seks w aucie, lesie, toalecie, przebieralni, nam zabrakło :)

Także mimo bardzo bogatego w kaloryczne jedzenie i alkohol okresu narzeczeństwa, jako panna młoda znowu ważyłam 44kg i było mi z tym zajebiście :) Pewnie dlatego, że wreszcie, bez żadnych ograniczeń, bez żadnych ćwiczeń byłam naprawdę bardzo szczupła. Cóż, wtedy nie wpadłam na to, że końcówka studiów, plus obrona pracy magisterskiej, do tego przygotowania do ślubu i rozpoczęcie pierwszej pracy, swoje zrobiły. 8lat mi zajęło dojście do tych oczywiście konkluzji, więc mówię w związku z tym do Marcina, że po pierwsze- musimy się rozwieźć. Mniemam, że latanie od adwokata do sądu, działa podobnie jak przygotowania do ślubu. Po drugie- idę na studia i do pracy. Trzeba przecież podjąć jakieś kroki. Marcin, jak to Marcin- spojrzał na mnie z politowanie. Widać woli zostać wdowcem, jak już się zagłodzę, niż rozwodnikiem...

Ciąża z Elizą- 12/13kg na plusie, 6tygodni po porodzie rozmiar 36/38, jedząc na okrągło babkę piaskową i popijając ją tłustym rosołem. Kto powiedział, że matki karmiące nie mają zachcianek? A może moje ciało naprawdę reaguje z opóźnieniem i po porodzie nie wysłało do mózgu sygnału, że dziecko jest już na zewnątrz i z zachciankami koniec?!

Potem nastał czas problemów zdrowotnych Elizy, także wśród moich wszystkich zmartwień z tamtego okresu, o wagę musiałam martwić się najmniej, bo mimo jedzenia wszystkiego, chudłam, chudłam i jeszcze raz chudłam... Bo tak już niestety mam, że nie należę do tych szczęśliwców, którzy stresu nie zajadają... Ja jem i kocham jeść bez względu na stan ducha ;)

Szczęśliwie, Eliza wyzdrowiała, trwało to prawie 2lata, ale w końcu byliśmy na prostej... Tyle, że dla mnie ta prosta, okazała się równią pochyłą. Skończył się stres, skończyła się niepewność i... zaczęło się tycie. Ekspresowe. Mniej więcej rok zajęło mi wskoczenia z rozmiaru XS/S w rozmiar L... I przestało być fajnie, choć rok zajęło mi  dojście do tego, że pora coś zmienić :)

I wtedy mając męża, ukochaną, w końcu zdrową córeczkę, zakochałam się... W mężczyźnie dużo starszym ode mnie. W sumie chyba nawet nie był w moim typie, ale jaki On potrafił być przekonywujący...
Mówił, a w zasadzie pisał, że schudnę, jedząc tyle, ile chcę...
Nazywał się Dukan...

Co to dużo pisać. Musiałam schudnąć. Chciałam to zrobić szybko i skutecznie. A, że nie do końca zdrowo? Czy ja kiedyś deklarowałam, ze jestem normalna? Wariatom takie rzeczy się wybacza. Także, pewnie wszystkie wiecie, o co chodziło z tymi fazami na Dukanie. Ja pierwszą fazę, czyli białko, białko i tylko białko, ciągnęłam długo, długo, długo...
Pokochałam tą dietę właśnie, za to, że nie musiałam ważyć każdego kawałka mięsa, każdego plasterka wędliny, jajka dzielić na pół itd. Im więcej jadłam (białka), tym więcej chudłam.
Efekt był piorunujący-w bardzo szybkim czasie schudłam do 46kg (zajęło mi to 4miesiące) i jak każdy głupi miałam więcej szczęścia niż rozumu, bo nie odbiło się to na moim zdrowiu. No może poza problemami z cerą, ale kto powiedział, że to od Dukana :)
Dziewczyny! Byłam w siódmym niebie. Tyle ubrań, ile wtedy kupiłam, to chyba przez całe swoje życie nie miałam. Anna Mucha powiedziała, że sukces jest w w rozmiarze S. Ja nie wiem, jak to jest z tym sukcesem. Wiem natomiast, że moje szczęście też było w rozmiarze S. I tak- puste to i w ogóle, ale naprawdę strasznie fajnie się wtedy czułam. Lubiłam siebie z taką wagą, w takim rozmiarze. Patrząc w lustro, byłam z siebie zadowolona- a to się u mnie naprawdę rzadko zdarza...




I znowu zaskoczenie, bo odchodząc powoli od Dukana, wcale bardzo nie przytyłam. Znowu zatrzymałam się na 52kg i tak było przez długi, długi czas...

Ciąża z Lilą to 14kg na plusie, czyli miałam doskonałe podstawy do tego, żeby karmiąc piersią, być po pary tygodniach sexy mamą... Ale, że mój mąż nie znosi Kasi Cichopek, to nie mogłam mu tego zrobić i spasłam się jak prosiak :) Jadłam, bo przecież musiałam mieć mleko :) Tak sobie powtarzałam sięgając po 5kromkę chleba i po drugą dokładkę obiadu.

Skoro ostatnio tak często decyduję się na szczerość wobec Was, to i tym razem zabłysnę :) Byłam przekonana, że karmiąc cycem, będę chuda jak szkapa, jedząc co chcę i ile chcę... No i co? No i dupa. U mnie się nie sprawdziło. A całe14miesięcy czekałam na efekty...

Także Dziewczyny, teraz czekam na Wasze historie- macie jakieś sprawdzone sposoby, skuteczne diety, jakieś śmieszne/straszne wspomnienia z ochudzaniem- piszcie w komentarzach. Na razie postanowiłam nie podjadać i się nie obżerać- jedno i drugie cholernie trudne. Dzisiaj mam wszystkie możliwe objawy przejścia na dietę- moje myśli krążą tylko i wyłącznie wokół jedzenia, chociaż właśnie coś zjadłam, jestem przeraźliwie głodna, wszędzie widzę i czuję jedzenie :)

A dokładnie 7lat temu ochrzciliśmy naszą Elizę Lilianę :)


Tydzień późnej Jej stan pogorszył się na tyle, że nie czekając na wyniki badań, pojechaliśmy do szpitala i już w nim zostaliśmy...




29 komentarzy:

  1. osz kurcze! Ja do szczuplaków nigdy nie należałam, i chyba mi z tym dobrze... restrykcyjnych diet nie było. najlepiej wyglądałam w ciąży i zaraz po :) ale jestem pełna podziwu dla samozaparcia... ja i jedzenie lubimy się bardzo i mam w nosie, że tak wyglądam. Zresztą moje piersi to bliżej maja do arbuzów niż do cytryn i chudsza wyglądałam mega śmiesznie :P ale... cały czas podziwiam, że Twój organizm te wszystkie wahania wytrzymał. Życzę najlepszego, i jeśli to poprawi Ci humor kolejnego rozmiaru M i żeby się utrzymał :) (chyba, że wolisz S)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że nawet rozstępów nie mam?! Szok, co? :)
      I to jest właśnie to- żeby się ze sobą dobrze czuć. Tylko to się tak naprawdę liczy. U mnie jeszcze 4-5kg temu było spoko, w końcu nie każdy musi być chudy. No ale przez okres Świąt i Sylwestra to już jednak mocno przegięłam, czego się zresztą spodziewałam, bo ja i jedzonko, to się nawet kochamy :)

      Usuń
  2. Ja też nigdy nie należałam do szczupłych.
    Będąc z Calineczką rok w szpitalu z nerwów i stresu schudłam dużo. Wtedy nie byłam szczupła, byłam przeraźliwie chuda. Wszyscy mi wtedy mówili, że aż brzydko wyglądam. :) Teraz wracam powoli do wagi sprzed choroby i nie czuję się z tym źle. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wracaj, wracaj- żebyś się właśnie czuła dobrze!
      Mi z kolei na Dukanie mówili wszyscy, że wyglądam jakbym była chora. Ja oczywiście tego nie widziałam- myślę, że byli zazdrośni :)

      Usuń
  3. Przynajmniej cycki masz, moje są w zaniku. Sama się dziwię mojemu mężowi, że jeszcze je zauważa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mia, na razie mam bo karmię. A wiesz co by było później?! Wielka opona a u góry nic, to znaczy groszki :)

      Usuń
  4. U mnie oprócz piersi są jeszcze :
    - drudzy
    -trzeci

    To te zwałeczki pod piersiami .
    No ale ja z tych z tak zwanej "grubej kości".

    Moją najmądrzejszą dietą cud było jedzenie tylko jabłek i kisieli. Wiesz, że kisiel ma zaledwie 50 kcal ? Tak mniej więcej. A że jadłam go na gorąco to zaraz zapchał żołądek . I po problemie . Waga leciała na łeb na szyję .

    U mnie natomiast jest problem z nieregularnym jedzeniem. Jem jak sobie przypomnę . No to sobie organizm odkłada to tu to tam . No i po stymulacji hormonalnej przybyło mi trochę . Chyba , że ja ciuchy w zbyt wysokiej temperaturze wyprałam ? Tak, tak - skurczyły się .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko 50kalorii?! Przekonałaś mnie Aneta :)
      Kochana, wiesz co?! Nie chcę Cię martwić, ale przy Kropku będziesz jadła bardzo regularnie-zapewniam :)
      Wiesz, te ubrania są teraz naprawdę chujowej jakości :)

      Usuń
  5. Ja nie wiem jak to jest, ale ja ważąc tyle co ty uważałabym siebie za anorektyczkę. Mam 160 cm i marzę o 55 kg bo wtedy byłoby akurat, ale 48 kg o boziu toć to szaleństwo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, ja mając 158cm i ważąc te 50-52 czułam się chyba najlepiej. Wiadomo, że 44-46kg, to była przesada.

      Usuń
  6. Oj ty wariatko :** Ja Cipowiem,że nigdy nie byłam szczupła. Kiey poznałamswojego męza ważyłam 72 kg przy wzroscie 170..;) Ale podobałam sie sama sobie. Miałam i tyłek i cycki (to mam do tej pory D-DD).Fajnie przestało byc kiedy zaszlam w ciąże. Tzn, było fajnie ale żarłam jak świnia. Praktycznie przykłuta do szpitalnych łóżek z zagrożoną ciąża umilałam sobie zycie zarciem..I tego żałuje. Az mi niebrze jak sobie pomysle o tych 10 pączkach w tłusty czwartek:/ Koniec konców w dniu porodu wazyłam 120 kg. Czesc z tego to była woda- zpuchłam jak balon..i tak 2, 5 roku po porodzie waże 86 kg:/ Czyli dyche musze zrzucić jeszze ale nie wiem jak to zrobic:/ Nawet jelsi to ciało juz jest tak roziągniete ze nie bedzie akie jak przed porodem:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama ze mną w ciąży tak zatrzymywała wodę, że przytyła 30kg :) To fakt, też widzę, i po ciele i po skórze, że się zmienia. Ale spróbować warto. Tym bardziej, że Ty chyba młodsza ode mnie jesteś- więc dasz radę!

      Usuń
  7. Nie udzielę się w temacie... na historię mojego odchudzania i tycia, na wyliczenie wszystkich zastosowanych diet oraz rodzajów fitnessu, potrzebowałabym założyć osobnego bloga. I nie zrobię tego, bo stałby się z pewnością przyczyną mojej depresji oraz dowodem słabości. Zresztą po co komu przydługawa historia bez happy endu? Twoja historia za to, jak zwykle błyskotliwie sarkastyczna :) Uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martuś Kochana! Gdybym miała wybierać błyskotliwość albo płaski tyłek. No cóż, świat kocha mało błyskotliwe kobietki :)

      Usuń
  8. Kobieto... ze mną to samo było. Chuda, tylko do tego wysoka... Dziewczyny w klasie mnie od patyczaków przezywały. A potem jak mi moje szalone biodra ruszyły, no szaleństwo. I teraz mam wielkiego pupaka, wybujałe biodra i cycki, które są opóźnione w rozwoju i nie pasują do bioder - no gruszka ze mnie.
    Diet w życiu nie stosowałam, ale chyba pora zacząć bo mnie to moje 72kg przeraża...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh Aguś, no pisałam- takie to życie niesprawiedliwe :( Bierzemy się do roboty- w kupie siła :)

      Usuń
  9. Kochana Moja! Ja miałam to samo co Ty, tylko wcześniej z chudzielca zamieniłam się w krągłą kobietkę. Miałam wtedy 14 lat. Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Nie było wtedy internetu tak jak dziś, ba! komputerów także (o zgrozo!), więc wymyśliłam, że (proszę się nie śmiać) będę biegać na dwóch wolnych metrach kwadratowych w moim małym pokoiczku po 4 godzinny dziennie i jeść dwie grahamki oraz kilka kromek pieczywka Wasa, żadnego obiadu, żadnych słodyczy. Schudłam jeszcze szybciej niż Ty, bo chyba w 2 miesiące do 46 kg przy wzroście 160 cm, ale tak jak Ty byłam naprawdę nieszczęśliwa. Później przytyłam, ale nie dużo, może dlatego że bardzo przeżyłam zmianę szkoły z gimnazjum na liceum,a w tym drugim żyłam w ciągłym stresie, więc też bardzo już nie przytyłam. Dopiero po liceum, kiedy poznałam mojego przyszłego męża - prawdziwą miłość to szczęście tak mnie dotknęło mocno, że aż w dupę poszło i oczywiście brzuch ;/
    Później poszłam do pracy, więc troszkę schudłam, a jeszcze później znów zastosowałam swoją przemądrą dietę, tylko zmodyfikowaną. Bieganie zamieniłam na 4 godz. chodzenia na stepperze i jadłam więcej... tyle, że warzyw na patelnię. Matko jak trudno było mi gotować schaboszczaka dla utrudzonego męża, a dla siebie warzywka...
    Potem se popracowałam w urzędzie. Ze stołkiem wrosły się znowu w dupsko dodatkowe kilogramy. Jak je zrzucić? Nic prostszego - tabletki. Ale nie takie ziołowe, tylko na bazie metaamfetaminy czy coś takiego dokładnie nie pamiętam, wiem tylko, że od 2010 wycofano ze sprzedaży te magiczne tabletki, bo chyba powodowały zawały serca. Faktem jest, że kiedy brałam te tabletki (przepisane przez lekarza rodzinnego, wmówiłam babie, że ich potrzebuję, choć nie miałam otyłości a lekką nadwagę) to było mi non stop gorąco, bardzo się pociłam, miałam w sobie taki niepokój i nie mogłam usiedzieć w miejscu. Ale wiesz jakie efekty??? W ogóle zapomniałam o czymś takim jak JEDZENIE! W ogóle żarcie mogło przestać istnieć! Po raz pierwszy w życiu robiłam wszystkie te rzeczy, na które nie miałam nigdy sił i energii (gra na gitarze, spacery, taniec w domu jak opętana). Brałam je w 2009 roku i bardzo schudłam, nie wiem ile bo się nie ważyłam, ale wszystkie moje ubrania zaczęły zwisać :D Potem skończyła się meridia, a praca siedząca dalej była, więc znów mi się przytyło. No i ostatnia moja dieta - Dukan! :) 10 kg mniej. Tyle, że jak już doszłam do drugiej fazy tak z niej nie wyszłam już nigdy. Tzn. wyszłam zaczynając jeść normalnie i to nie tak jak każe dr w trzeciej fazie. No. Olałam Dukana i zaczęłam normalnie jeść. U mnie jest tak: zima = dodatkowe kg, lato = zrzucanie tych kg.
    A teraz po ciąży przytyłam jakieś 10 kg. Nie mogę ich zrzucić, bo po miesiącu niejedzenia słodyczy (ponieważ karmię piersią, a podobno słodyczy nie wolno było) to jak zaczęłam je jeść jak Marysia skończyła miesiąc to nie mogę przestać. Tzn. już muszę, bo w końcu chcę schudnąć wreszcie. Byłam w sklepie parę dni temu kupić sobie coś, jakąś bluzkę, dla poprawy humoru i dla poczucia się atrakcyjniejszą. I co? We wszystkich wyglądam jakbym dalej była w ciąży! A poza tym jeszcze tyłek i grube nogi, że o twarzy już nie wspomnę...
    Kupiłam na allegro gorset wyszczuplający, aby pomóc mojemu brzucholowi się wchłonąć. A od przedwczoraj nie jem słodyczy. Tzn. teoretycznie, bo praktycznie mój mąż zapomniał o moim postanowieniu i kupił mi wczoraj moją ulubioną czekoladkę, której nie mogłam odmówić... No to od dziś zaczynam znów - nie jem słodyczy. A przynajmniej nie w takich ilościach jak dotąd. Zobaczymy co z tego będzie...

    Pozdrawiam Cię moja droga blogowa koleżanko i życzę tak silnej woli jaką miałaś mając 19 lat :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówiłam, że my jesteśmy podobne :) Pamiętam jaki szok przeżyłam na Wielkanoc, jak Lila miała już prawie 5miesięcy... A ja nie weszłam w spodnie mała L, a tunika, zamiast maskować brzuch, sprawiła, że nasz kolega zapytał się czy znowu jestem w ciąży... Że też wtedy się nie opamiętałam... teraz już by pewnie było po odchudzaniu :)
      Ja tym razem nie zamierzam się katować, tak jak Ty- nie jem słodyczy i nie podjadam. Bo to był mój taki nawyk, prawie cały czas coś jadłam...
      Powodzenia zatem nam życzę :)

      Usuń
  10. W cztery miechy? Jestem w szoku ja też tak chcę!
    Ja ćwiczyłam do niedawna, ale nie mam silnej woli :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może z kimś? Zawsze raźniej i można się motywować :)

      Usuń
  11. O Boooosz... Jakie diety, toz to byly glodowki, nie mniej i nie wiecej! Dobrze, ze w szpitalu nie wyladowalas! :)
    W sprawie diet mam niestety niewiele do powiedzenia, bo zwyczajnie zadnej nigdy nie stosowalam. Przed ciazami, przy wzroscie 168 wazylam 48-50 kg. Teraz waze okolo 56-58, wiec nie byloby tragicznie, gdyby te dodatkowe kilogramy nie usadowily sie centralnie w formie faldy na brzuchu oraz w tylku i udach...
    A wiesz, ze wczesniej tego nie zauwazylam, ale teraz patrzac na niemowlece zdjecia Elizy, stwierdzam, ze one z Lila sa bardzo do siebie podobne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wylądowałam, ale jedząc te jogurty czułam się fatalnie. Młoda i baaaardzo głupia byłam. Na Dukanie, mimo wszystko, było ok. Agatka, to Ty chudzinka byłaś :) To znaczy szczuplutka. Niestety po porodach ciało się zmienia. Po Elizie tak tego nie widziałam, ale teraz po Lilce to bardzo... Mam nadzieję, że choć trochę uda mi się zrzucić teraz :)
      No zabij mnie, ale ja tam podobieństwa nie widzę. Marcin też mówi, że są podobne, a ja się pytam- gdzie??? :)

      Usuń
  12. Oj ja chyba nie powinnam się odzywać, bo nigdy na żadnej diecie nie byłam i nie znam się na temacie ;) Ale za Ciebie trzymam kciuku i życzę powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymaj Kochana! Domyślam się, że nie musiałaś się tak katować :) Więc zazdroszczę- fajnie masz :)

      Usuń
  13. Ja dwa razy w życiu byłam na diecie. Pierwszy, kiedy cztery miesiące po urodzeniu Tymona moja mama powiedziała, ze jestem grubsza niż dwa tygodnie po porodzie. Dieta polegała na trzech dniach rozpaczy i zajadania czekoladą, a następnie na całkowitym odstawieniu słodyczy i chipsów. Druga faza trwała również trzy dni, bo dłużej nie wytrzymałam. Za to zaczęłam kręcić trochę hulahopem i doszłam do stanu w miarę dobrego.

    Druga dieta była dwa miesiące temu, z podobnych, co za pierwszym razem pobudek. Polegała na zamienieniu słodyczy na owoce i ziarenka (słonecznik, dynia) lub orzechy/migdały. Wytrzymałam tydzień, po czym poszłam do biedronki i kupiłam sobie wielką bombonierkę i paczkę żelek. Kwaśnych.

    Miesiąc później Tymon wylądował w szpitalu i w tydzień zgubiłam brzuch pociążowy. A w sumie to nawet ten z liceum. Na wadzę stało jak byk 57 kilo, gdzie od 3 klasy gimnazjum nie ważyłam mniej niż 58.

    Jak wrócił ze szczęścia pożarłam połowę dostawy słodyczy z biedronki.

    Teraz staram się jeść racjonalnie. W sensie jak jestem głodna, a nie jak mijam lodówkę. I nawet nie przytyłam jakoś specjalnie.

    OdpowiedzUsuń
  14. dobrze, że Dukan nie zaszkodził... moja matula pięknie na tej diecie wyszczuplała, ale odbiło się to na wątrobie, trzustce i tym, że wszyscy pytali czy to jakaś poważna choroba ją gryzie... :/ generalnie matuli ciągle zimno było, i blada strasznie chodziła, taki cień.

    A teraz dziką furrorę w otoczeniu robi dieta owocowo-warzywna, ciotka cyklicznie na warzywka wraca, mama też była (ale ona nie da rady tak, odpadła), masa znajomych też... Działa fajnie, ale... ale to dieta nooo...

    Ja niestety jestem z tych wyrodnych: mąż obecnie dietuje, a ja chodzę i cały dzień go proszę o popcorn wieczorem, albo ciasto piekę, albo cała szczęśliwa witam go w progu muffinkami... no zło wcielone, nie wiem czemu tak mam, bo naprawdę nie chcę źle... po prostu załączają mi się zachciewajki i wilczy głód gdy mąż na diecie, jakbym musiała domową równowagę wagową zachować. Finał jest taki, że mąż się w zasadzie stale odchudza "od jutra". No bo znajomi przyszli i chipsy przynieśli, bo warzywa z kaszą były tak zaskakująco dobre, że 4 dokładki zjadł, albo akurat koło Lidla przejeżdżał, a wołanie pasztecików działa przecież jak śpiew syren...
    Ale wczoraj oglądaliśmy zdjęcia poporodowe, z pierwszych dni z Zochą, i mąż rozeźlony stwierdził, że był wtedy tak szczupły i umięśniony, że nie ma opcji, bierze się na serio za siebie.
    I chyba faktycznie wziął, bo ja już 3 śniadanie jem...

    OdpowiedzUsuń
  15. Kurcze a ja to już w ogóle ewenement jestem! Musiałabym być chyba ciągle w ciąży. Wtedy to jadłam zdrowo, dużo owoców i warzyw, soczki, woda. No i regularnie przede wszystkim. Bo mały domagał i po prostu nie mogłam przechodzić cały dzień nic nie jedząc. A po porodzie. To prawie wcale nie jadłam. Tylko gdy musiałam, bo już mnie mdliło z głodu. I powiem Ci w ciąży przybyło mi 14 kg. A po porodzie odeszło 10. Jednak szybko wróciłam do starych nawyków, czyli uwielbiam słodycze, ciasteczka, cukiereczki, ostatnio wino w dużych ilościach wieczorkami.A czasami jak nie mam czasu to potrafię cały dzień tylko na śniadaniu jechać i kawie. Potem jak wracam wieczorem to zjadam późno obiad. No i znów mi przybyło kilogramów. Chyba więcej jak w ciąży. Także też chętnie bym jakąś dietę chciała. Ale jakąś sensowną. I tak po namyśle że takiej nie ma pozostaje i dieta MŻ. A z tą ciężko będzie coś osiągnąć.
    Zawsze byłam przy kości i nie czuję się źle ze sobą. Jednak chciałabym wejść w rozmiar inny niż XXL. Biust mam mały a tyłek wielki. I co Ty byś zrobiła w takim momencie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie podobnie-piersi małe, a tyłek zawsze wielki. Hm, czytałam dziś u Ciebie o drugim dzidziusiu i może z myślą o ciąży warto byłoby już teraz coś zmienić w diecie? A w ciąży jadłaś zdrowo i Ci to smakowało, czy dlatego, że czułaś, że tak musisz?
      Wiesz czasami wystarczy tak naprawdę przemęczyć się parę dni i przyzwyczaić do stałych pór posiłków i do tego co jemy. Dla mnie na każdej diecie najgorsze są pierwsze dni- świadomość, że czegoś nie mogę, albo coś muszę... A jak człowiek załapie rytm, to jakoś potem leci :)
      Jeśli lubisz produkty pełnoziarniste to zastąp nimi białe pieczywo, jasne makarony, biały ryż... Mięso zamiast smażyć w panierce, piecz w folii. Czasami takie zmiany naprawdę dużo dają, tylko trzeba czasu. A jak masz trochę kasy to fajnie pójść do dietetyka, ale niestety wiem jak to jest u nas, że można trafić na fachowca a można trafić na partacza- wtedy kasa w błoto.
      U mnie na pewno odpadają słodycze, bo ostatnio jadłam je codziennie, teraz nie jem w ogóle, ale myślę, że można sobie ustalić jakiś limit-kawałek ciasta w niedzielę, albo deser w kawiarni raz w tygodniu. Ja potrafiłam piec ciasta co drugi dzień, żeby zawsze coś słodkiego było :)
      Tutaj trochę teorii Ci zasunę, ale jak jesz nieregularnie, to organizm wariuje. Gromadzi więcej tłuszczu, bo nigdy nie wie, kiedy dostarczysz mu znowu jedzenie, więc magazynuje na zapas. Najrozsądniej byłoby jeść co 3-4godziny, ale wiem, że w pracy różnie bywa.

      Usuń
  16. Witaj....ja miałam troszkę inaczej jak Ty. Od dziecka byłam bardzo " zdrowym" przykładem dziecka...nie za grona , ani za chuda. Moje problemy zaczęły się jak miałam ok. 17 lat - strasznie chudlam nie stosując żadnej diety. W tym wieku przy wzroście 162 wazylam ok. 42 kilo...Ta waga utrzymywała mi się przez długie lata. Wychodząc za mąż ważyłam 46 kilo...po 2 latach ciąża i o zgrozo przytylam prawie 30 kilogramów. Schudlam do poprzedniej wagi w ok. 4-5 miesięcy....i tak czas leciał. W wieku ok 30 lat zaczęła tyc , nie jedząc niczego innego niż zwykle... i w parę miesięcy ok. roku przytylam prawie 25 kilo...to było porażką gdyż nawet znajomi przestali mnie rozpoznawać. Pewnego dnia (było to tuz po Wielkanocy) postanowiła , ze koniec z tym zaczelam dieta , która sama wymyśliła; owoce ,warzywa, mięso dotowane, jogurt naturalny i skakalam jak oszalała na skakance... efekt był rewelacyjny- do lata zrzuciłam naprawde wszystko bardzo dbalam o siebie i ciężko pracowałam. Waga utrzymywała mi się przez parę lat, aż do dnia kiedy złamała nogę.....rok rehabilitacji... plus 16 kilo....od paru dni stosuje ta sama dietę i juz czuje się lepiej...( oczywiście nie mogę jeszcze skakać) :) ale mam nadzieje że wszystko pójdzie ok. Życzę tego wszystkim odchudzajacym....pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!