Mama2c

Mama2c

czwartek, 30 stycznia 2014

Noce i dnie (panny Lili)

Zacznę może od odkrywczego wniosku, do jakiego, ostatnimi czasy, doszłam...
We własnym domu, pod postacią własnej (młodszej) Córki, mam dowód na to, że Bóg nie mógł być kobietą. Kobieta- Bóg nie wymyśliłaby ząbkowania. A już na pewno, nie pozwoliłaby na to, żeby na raz wyżynały się dwie czwórki i wszystkie trójki!
Nigdy!



W związku z tym, nasze noce bywają różne- albo najzwyczajniej w świecie spokojnie przespane (plus tradycyjne pobudki na pierś), albo... Albo ubogie w sen, a bogate w głaskanie, przytulanie i uspokajanie... Czasami trafia się cała noc, kiedy snu jest jak na lekarstwo i wtedy żal mi taty, bo my z Lilą, po takiej ciężkiej nocy, zawsze mamy ten komfort, że dogorywamy sobie w domku... Tata musi stawiać czoła rzeczywistości, biorąc na klatę zawodową codzienność.

Pobudki na pierś- zazwyczaj nadal dwie, ale... Coraz częściej zdarza się tylko jedna, w okolicach 4-tej. Dorasta nam Dziecko, jak nic!

Mimo, że kładziemy Lilę o tej samej porze, ranne pobudki, to już jedna wielka niewiadoma. Są i te zaraz po 7-mej, albo tak jak dziś- chwilę przed 9-tą.

Skoro jesteśmy już w temacie snu, to drzemka tradycyjnie jedna, w zależności od tego, o której Lila rano wstanie. A czas drzemki... No tu podobnie jak z rannym wstawaniem- tego ile pośpi Lila, nikt nie wie. Czasem tylko pół godziny, czasem prawie dwie... Lila to Lila- ciężko za Nią trafić :)

Muszę stwierdzić, że w ciągu dnia, ząbkowanie nie daje nam się w ogóle we znaki. I całe szczęście- zarwane noce w zupełności wystarczą :) Oczywiście Lila ślini się bardziej, i pcha wszystko do buzi (ostatnio za gryzak służyła silikonowa forma na muffinki), ale poza tym- humor i apetyt Jej dopisują, także nie jest źle! Ba! Jest dobrze!

No właśnie- a jak mijają nam wspólne dni? W dużym skrócie i maksymalnym uproszczeniu, mogłabym napisać, że na jedzeniu i nauce przez zabawę :)

 Makaronożerca



Styczeń, to zdecydowanie miesiąc rewolucji w diecie Lilki. Wspominałam już o tym, że po przebytym zapaleniu płuc, Lila dostała wilczego apetytu. Taki jedzeniowy szał trwał blisko tydzień, i naprawdę pierwszy raz (poza okresem noworodkowym) widziałam moją Lilę cały czas głodną. A, że niezły z Niej obserwator, także całe dnie spędzała w kuchni, wskazując albo na lodówkę, albo na chlebak, albo na szafki, gdzie trzymam Jej desery i mini sucharki.

Z tymi sucharkami, to jest w ogóle cała historia. W grudniu mieliśmy kolejną wizytę u ortodonty. Także- cud się nie zdarzył, aparat nadal jest potrzebny, pani doktor tradycyjnie pouczyła Elizkę, że warto byłoby jeść twarde owoce i warzywa (no niestety Córcia-ani banany ani mandarynki twarde nie są :)) i zapisała nas na kolejny termin. Swoją drogą, jak ten czas naprawdę szybko mija- jeszcze dwie wizyty i będziemy mieć ten aparat. Czas oczekiwania został skrócony z 1,5roku do roku, także cierpliwie czekamy.
W związku z tym, że Elizie z surową marchewką, twardymi jabłkami, a nawet skórką od chleba, nie po drodze, tatuś kupił dla Niej mini-sucharki. Oczywiście całkiem przypadkiem, sięgnął po te pełnoziarniste- więc tym bardziej super. Bo pisałam Wam, że mój mąż, ma głęboki uraz do otrębów, i nie wiedzieć czemu, wszystko co pełnoziarniste- kojarzy mu się właśnie z otrębami :)
No cóż, Eliza spróbowała, ale zachwycić się nie zachwyciła... I po kolejnego sucharka już nie sięgnęła. Za to Lilka, która sucharka wyprosiła, a raczej wymusiła wrzaskami, uznała go, za coś w rodzaju delicji, bo za jednym posiedzeniem zjadła ich chyba z siedem. Zapamiętała oczywiście gdzie je odkładam, i kiedy tylko miała ochotę coś przekąsić, szła do szafki i pokazywała paluszkiem. I w ten oto sposób opakowanie 60mini- sucharków rozeszło się bardzo szybko...

 Pierniczkożerca


Krążąc wokół jedzenia, to dużo u nas nowych smaków. Począwszy od kaszki na mleku modyfikowanym, których Lila zupełnie nie akceptowała, po... suszoną żurawinę. Tak, tak- rośnie nam mały smakosz. W dodatku Lila tak pięknie potrafi się delektować jedzeniem. Czekając, aż wyciągnę z szuflady żurawinę potrafi stać przy mnie, głaskać się po brzuszku i mówić: "mniam, mniam". Niezmiennie mnie to rozczula i wzrusza, bo Eliza będąc w Jej wieku, częściej jedzenie zwracała niż się czymś zachwycała.
Kaszki jemy tylko zbożowe, mam wrażenie, że nie są takie słodkie- może dlatego Lila się do nich przekonała. Chociaż niewątpliwie Lila uwielbia słodycze. Nie popuści żadnemu mojemu ciastu. Intuicyjnie wie, że szeleszczenie musi oznaczać coś słodkiego i kiedy np. Eliza otwiera rogalika, albo wafelka, czy lizaka- zaraz jest przy Niej i żebra- dosłownie. Takich rarytasków Jej nie dajemy, więc po serii zawodów i gorzkich żali ze strony Lili, proszę Elizę aby jadła takie rzeczy, kiedy Lila śpi, albo żeby otwierała je u siebie w pokoju i tam też dokonywała konsumpcji :) Ciasta też oczywiście w granicach rozsądku, ale nie mam tutaj jakiejś schizy i nie umieram mentalnie, bo moje Dziecko zjadło coś, co zawiera cukier :)

Plackożerca





Mleko krowie mamy już zupełnie oswojone. Tak jak pisałam jakiś czas temu- Lila najpierw zajadała się jogurtami naturalnymi i serkami grani. Od jakiegoś czasu je budynie na mleku krowim i bardzo Jej smakują. Właśnie po takiej solidnej porcji budyniu przespała nam pierwszy raz karmienie o 1-szej i obudziła się na cyca dopiero po 4-tej.

Ostatnimi czasy absolutnym hitem są banany. Lila chętnie o nie prosi- no dobra- przesadziłam. Lila staje przy koszyku z owocami i krzyczy, że mam dać :) Jabłka też nie są złe, ale zazwyczaj po 5-6gryzach kończy się jedzenie.

No i na deser- słów parę o naszym karmieniu piersią :)
W zasadzie do to śmiechu mi nie jest, bo cieszy mnie każdy kolejny dzień, kiedy się karmimy. Widzę po Lilce i jakoś tak chyba intuicyjnie czuję, że koniec może być znacznie szybciej, niż bym chciała. No cóż- pisałam to wielokrotnie nie tylko tu, ale i u Innych w komentarzach również- nie jestem fanatyczką, nie mam obsesji, nie interesuje mnie jak karmią inne mamy, nie uważam, żeby sposób karmienia był wyznacznikiem tego, jaką jesteś mamą, nie lubię bloga Hafiji, ale... Ale moje karmienie piersią uwielbiam i jest to jedno z najpiękniejszych przeżyć jakie mi się przytrafiło. I paradoksalnie, a trochę też na przekór, napiszę, że znacznie częściej myślę o naszym karmieniu tak, że to nie ja dałam Lilce coś najcenniejszego, ale Ona- mnie :)
Wracając do faktów- Lila zawsze w mniejszym lub większym stopniu traktowała ssanie instrumentalnie- tyle, żeby się najeść i koniec :) Teraz kiedy zna już inne smaki, a właśnie od stycznia, kiedy tych smaków jest coraz więcej, ranne karmienie czasami przeradza się w jakąś farsę. Lila, kiedy tylko kończy ssanie, idzie do kuchni i mówi "am, am". Co by znaczyło mniej więcej tyle: "No dobra mama, napiłam się, a teraz zrób mi coś do jedzenia." Cyc jest za to niezbędny przy usypianiu i w nocy, kiedy dopada Ją mały głód. Nie pozostaje mi nic innego, jak wyjść na przeciw oczekiwaniom Lilki, w końcu- w kwestii cyca, to Ona  rządzi i będzie tak jak Ona chce.

Do picia w ciągu dnia Lila dostaje tylko wodę. I tu jestem już mamą skiksowaną, bo nie uznaję, żadnych soczków, żadnego rozcieńczania wodą itd. I nie ze względu na zawarty w sokach/napojach cukier. Sama sięgam tylko po wodę, więc chyba z przyzwyczajenia :) Poza tym, przy Elizie to się sprawdzało, bo z Jej słabym apetytem, nie potrzebowała dodatkowego "zamulania" żołądka.
Eliza była tak nauczona od małego, podobnie postąpiliśmy z Lilą. I nie powiem, Eliza, kiedy dotknie Ją palec Boży i wybłaga łyka coli, jest co najmniej w siódmym Niebie. Jednak, kiedy na zakupach, prosimy, żeby wybrała sobie picie do szkoły/kina/na wycieczkę- zawsze wybiera wodę mineralną. Może to mój pierwszy i jedyny sukces wychowawczy :)

Nauka przez zabawę... Jak to opisać w dużym skrócie, żeby Was nie zanudzić :) Przede wszystkim dużo mówimy do Lilki, w zasadzie non stop. Dzięki temu, kiedy Eliza dziś zakładała w drzwiach buty, a ja przypomniałam Jej o rękawiczkach, Lila pobiegła do szafy, wyciągnęła Elizy rękawiczkę i Jej przyniosła. Kiedy zwróciłam Jej uwagę, że dała tylko jedną, od razu wróciła się po drugą :) Takich sytuacji jest mnóstwo, a ja pękam z dumy każdego dnia.

Nadal dla Lilki, najfajniejszym miejscem do zabawy, jest pokój siostry. Ciągnie Ją tam jak magnez. Myślę, że dla Lili, Elizy pokój, jest tym samym, czym dla hazardzistów kasyno... Trochę zabawy, trochę ryzyka... Zabawy jest mnóstwo, bo Lila dorasta do wielu zabawek Elizy, a ryzyko- no cóż, czasami Lila nadaje nowe przeznaczenie tymże zabawkom. Tak było choćby z zabawkową kuchnią. Początki były cudne, bo Dziewczynki razem gotowały, Eliza pokazywała Małej gdzie, co włączyć itd... I kiedy Lila upiekła swojego smoczka i butelkę, a potem pluszowego pieska, to było jeszcze nawet śmieszne. Kiedy jednak odkryła, że mieści się na kuchence, zaczęła na nią regularnie wchodzić i siadać sobie na niej. No i jedno takie posiedzenie skończyło się upadkiem. Na szczęście był to upadek kontrolowany, bo spadającą Lilkę zdążyłam złapać za kaptur, więc dosłownie dotknęła tylko o panele. I stała się rzecz śmieszna, bo sama z siebie, powiedziała bardzo wyraźnie "BAM". Mało tego, sam incydent wywarł chyba na Niej ogromne wrażenie, mimo, że nie płakała, bo każdemu kto teraz do nas przyjeżdża pokazuje gdzie zrobiła "bam" i jest to stały element każdy odwiedzin, a babci-dodatkowo- przypomina o swoim "bam" podczas każdej telefonicznej rozmowy.

Nieodłącznym elementem wizyt u Elizy w pokoju, jest szperanie w szafie siostry... Czułam, że tak będzie, ale w najśmielszych snach nie sądziłam, że Lila już w wieku 15miesięcy będzie wykazywała takie zainteresowanie ubraniami Elizy... Rośnie nam więc mała szafiarka, w dodatku zmarźluszek po mamie, bo najchętniej wybiera ciepłe kamizelki.








Ostatni miesiąc to była totalna rewolucja w kwestii słuchanej przez Lilę muzyki. Bo to, że Lila muzykę kocha, to już pisałam. I naprawdę długo, znacznie dłużej niż w radiowych stacjach, była u nas na topie Bałcanica... Potem totalny zachwyt nieszczęsnym Mateuszem Mijałem. I kolejno, już z grubej rury, bo "My Słowianie". No Kochane Ciotki- uwierzcie- Cleo, przy naszej Lilce, odpada w przedbiegach, jeśli chodzi o taniec... Nie wiem, co Jej się tak podobało w tej piosence, ale takiego wczucia w każdy ruch, jeszcze u Lilki nie widzieliśmy... To było coś fenomenalnego.
Taniec tańcem, ale lekko podłamani gustem muzycznym naszego młodszego dziecka, postanowiliśmy spróbować raz jeszcze z repertuarem trochę bardziej dziecięcym. No i to był strzał w dziesiątkę- Lila dojrzała do Bebe Lili i teraz jest u nas naprawdę wesoło :) I jakby tak, trochę normalniej...

Czasami sama też coś zagram




Niestety, jeśli mam być szczera, muszę wspomnieć także, że Lila- oprócz całej swojej świetności, wspaniałości i po prostu mega zajebistości, ma też swoje drugie, mroczne oblicze. O ile pocieszam się faktem, że cierpliwość, to nie jest mocna strona większości dzieci w wieku około Lilkowym, o tyle inne cechy, trochę zaczynają mnie jednak martwić. Lila bywa bardzo wybuchowa, szybko się złości, wobec mojej mamy i Elizy często ma jakieś dziwne humory... Co do babci, to wytłumaczenie jest bardzo proste- to moja mama z Nią zostaje, kiedy muszę gdzieś pojechać. Zdarza się to naprawdę rzadko, ale wystarczyło, żeby Lila zapamiętała. Teraz każdy przyjazd babci, kończy się tym, że Lila od momentu, kiedy zobaczy babcię w drzwiach, wisi na mojej nodze i nie spuszcza mnie z oczu, a babci nie daje się nawet dotknąć... Za to przez telefon- kocha babcię na całego, całuje ekran ze zdjęciem babci, chce cały czas do Niej dzwonić... Taka z Niej spryciula :) Eliza natomiast często zaczepia Małą, trochę Jej dokucza, a Lila jak widać, nie da sobie w kaszę dmuchać, i wstyd się przyznać, ale kilka razy przyłożyła Elizie, tak hmm, no mocno dość...

Ostatnio Lila jest na etapie prób samodzielnego ubierania, to znaczy wyżej wspominane kamizelki, próbowała już dawno sama ubierać. Teraz z kolei przyszła pora na dolne partie garderoby- rajstopy i skarpetki... No i tutaj to mamy prawie Cierpienia młodego Wertera, tak mi się skojarzyło, z Lili frustracjami, kiedy coś Jej się z tym ubieraniem nie udaje... Wczoraj na przykład tak się zdenerwowała, że nie wystarczyło raz rzucić rajstopami, musiała pójść po nie jeszcze raz i rzucić po raz drugi. Wtedy dopiero Jej ulżyło... Moja mam kwituje to oczywiście budującymi komentarzami w stylu: "No, z nią to dopiero będzie.", albo "Oj Lila, ty to nam wszystkim tutaj pokażesz." Tylko nie wiem co, Lila miałaby nam pokazać... Może jestem odrobinę zaślepiona, ale póki co nie widzę jakiś anomalii, zobaczymy, co będzie dalej. Na razie- według mnie, Lila po prostu kształtuje swój charakter i tyle :) Ma o tyle pod górkę, że Jej siostra, będąc w Jej wieku, była uosobieniem spokoju... Do czasu, bo teraz odbija to sobie z nawiązką. Także, z dwojga złego, to chyba jednak wolę, żeby Lila teraz "nam pokazała", a potem odpuściła... Bo uwierzcie, niektóre dyskusje z 7latką, są czasami ponad moje siły i rezerwy cierpliwości :)

Ps. Dziękuję za Wasze komentarze pod poprzednim postem. Przepisy podam Wam wieczorem. No i najważniejsze- Dziewczyny! Nie prowokujcie mnie :) Post o miesiączce?! Z ubraniem tego w słowa problemu chyba bym nie miała, ale zdjęcia? No jak miałabym to oddać na zdjęciach?! :)
No i wedle życzenia- tym, którzy kochają zimę- śniegu po kolana, tym którzy marzą o nartach bez dzieci- wspaniałomyślnych dziadków, tym, którzy tęsknią za wiosną/latem- błyskawicznej odwilży :)
A nam wszystkim- solidnej porcji grzanego wina :)

27 komentarzy:

  1. Kochana to Ty nie widziałaś jakie są zdjęcia w necie, dzięki temu wiedziałam jak wygląda czop śluzowy ;/ Więc i z Twoją miesiączką by się udało, ale wiesz co? nie rób tego ;P
    Półtoraroczna córeczka szwagierki także pokazuje na co ją stać, ale mnie się wydaje, że im będzie starsza tym będzie bardziej rozumna i łatwiej ją będzie czegoś nauczyć i oduczyć, także myślę, że nie masz powodów do obaw :) Tak czy siak Lilcia jest słodka i przeurocza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coś Ty? Serio? OMG, aż chyba poszukam tych fotek :) Chociaż nie- przecież widziałam swój czop śluzowy- wiem jak wyglądał :)
      Wiesz, Lila jest bardzo pojętna, wszystko łapie dosyć szybko, tyle, że Ona ma po prostu charakter :) Także- zobaczymy jak to dalej będzie :)

      Usuń
  2. O matko to z tymi zebami los Was nie rozpieszcza, pocieszaj sie matka, ze juz niedlugo twe dziecie z tego wyrosnie i chwile tych zlych nieprzespanych nocy odejda w niepamiec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, potem zostaną jeszcze piątki, ale to mam nadzieję, że za jakiś czas...

      Usuń
  3. O grzańca to bym się z chęcią napiła- ale mi "smaka" zrobiłaś! ;)

    Mój Synio oprócz tego, ze jest słodki i kochany to też charakterny- od początku jest uparciuchem i złośnikiem i nadal mu nie przeszło ;) Masz rację trzeba mieć nadzieję, że jak nam teraz dają popalić to w przyszłości będą grzeczni jak aniołki ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja grzańca mogłabym pić jak kawę, ale wtedy to już by było uzależnieniem :)

      No zobaczymy jak to będzie z tymi naszymi ancymonkami :) Jakieś mam takie dziwne przeczucie, że Lila aż tak bardzo się nie uspokoi :)

      Usuń
  4. Aleś się rozpisała!
    Z zębami mamy to samo jak widzę, dlatego mój mózg nie działa i o tej miesiączce tak walnęłam.
    Alek też charakterek potrafi pokazać, a i "Cierpienia młodego Wertera" obce mu nie są - widać takie mamy charakterne dzieciątka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja codziennie mam przynajmniej kilka dowodów na to, że mój mózg lata świetności ma już dawno za sobą ;D

      Wiesz, czasami myślę, że lepsze takie z charakterem, niż takie nijakie, ale... Tylko czasami tak myślę :) Zazwyczaj jak Lila śpi :)

      Usuń
  5. Tak sobie myślę czy Ty na żywo to też taka gaduła jestes?:-)
    Ale fajna z was ekipa naprawdę :-)
    moja Ola ma takia apetyt na życie, że ostatnio cały czas woła jeść :p
    masakra jakaś! jak tu dziecku odmówić przecież nie może cały czas jeść.
    Chciałabym napisać kiedyś post o moim NIEkarmieniu piersią ale boje się linczu !
    buzka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! A to widzisz jest dobre pytanie, bo właśnie nie :) To znaczy, zdarza mi się, ale częściej jestem raczej milczkiem :) Tu się wyżywam :)
      Uwierz mi, że to naprawdę o wiele lepszy wariant dziecka, niż niejadek :) Chociaż ja, w przebłyskach rozsądku, staram się odwracać uwagę Lilki, tak żeby jadła co 3godziny, ale rzadko nam się to udaje :) Tyle, że Jej porcje nie są jakieś gigantyczne :)

      Co do posta- to śmiało, gorąco Cię zachęcam. Pamiętaj, że to Twój blog. A osobiście uważam, że warto przedstawiać swoje historie, powody dla których się nie karmi- myślę, że nie jednej mamie może to bardzo pomóc. Ja takiego wsparcia 7lat temu nie dostałam przy Elizie i długo nie mogłam się z tym uporać. Wtedy wydawało mi się, że ja jedna nie mogę karmić...
      Zresztą, ja jestem w tym temacie bardzo liberalna. Mam dwie dobre koleżanki, które nie karmiły w ogóle, bo twierdziły, że źle się czuły psychicznie, kiedy karmiły piersią. I ja to rozumiem, mimo, że sama nie doświadczyłam tego. Każda z nas jest inna, i nie każda z nas musi karmić piersią.

      Usuń
    2. Napiszę tylko muszę to przegryźć :_)

      Usuń
  6. Ja tam marzę, żeby Agnieszka podrosła w końcu na tyle, zeby Tymonowi oddać jak jej będzie dokuczał. Bo póki co to tylko siedzę i pochlipuje, ze on ją biedną męczy ;)

    A co do ubierania. Tymon miał taki etap, że namiętnie zakładał na głowę... slipki. Czasem sześć-siedem par. Do tego moje spódnice jako bluzki i moje szpilki. Taki Jacyków :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja się cieszę, że Eliza jest na tyle ogarnięta, że nawet mocno uderzona przez Lilę, nie oddaje Jej, z siłą na miarę swoich ponad 7letnich możliwości, bo wtedy to by mi już chyba dwoje dzieci odebrano :)

      Slipki i wszelkie gacie powinny wejść do kanonu mody wczesno dziecięcej... Niech się te wszystkie blogi modowe schowają przy takich gaciach na głowie, w ilości sztuk 7 :)
      U nas ubogo, bo zazwyczaj tylko jedne, ale zawsze mnie to rozbawia do łez :)

      Syn mojego brata też miał takie zapędy- rajstopy mojej mamy i moje buty na obcasie... Babcia była zaniepokojona, ale przeszło :)

      Usuń
  7. Ale się u Was dzieje! Lubię Cię czytać, faktycznie słowotok masz i też miałam zapytać, czy zawsze jesteś taka wygadana;) No a mój synek jest nieco starszy od Lilki, ale werbalnie mniej rozwinięty. On tylko mama dada tata brum brum, wszelkie am i mniam nie istnieją;) A Lilka ma proste włoski? Eliza chyba falowane, prawda? Udane i ładne masz córki, ile kawalerów będzie przychodzić do Was, hoho;)

    Pięknie piszesz o karmieniu piersią i Waszej bliskości. Bardzo się cieszę, ze się udało z młodszą córeczką tak długo karmić. I masz rację- to taki prezent od dziecka dla mamy, ta możliwość karmienia. Ale to czego chce mama też się liczy, bo postarać się trzeba. Pisałaś u mnie na blogu, że nie udało Ci się długo karmić starszej córeczki i czy przez to jesteś złą mamą. Nie wiem czy udało Ci się przeczytac moją odpowiedź- jesteś cudowną mamą dla swoich córek! Nie uważam, ze mamy karmiące sztucznie są gorsze,uważam jedynie, że mleko sztuczne jest gorsze od mleka matki. A to często jest mylone i źle odbierane. A blog Hafiji bardzo lubię:) sama mam nieco hyzia na temat karmienia piersią, możliwe, że dlatego, że bardzo o tym marzyłam i udało się mimo trudnosci,-teraz też prawy cyc sprawia mi nieco kłopotu...
    pozdrawiam ciepło:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygadana bywam, ale rzadko :) Tu mam swoje miejsce do wygadania się :)
      Lila ma włosy po mnie- przód prosty, z tyłu się podkręcają, także jeśli się nic nie zmieni, będzie z włosów tak samo niezadowolona jak ja :) Eliza w wieku 2,5roku miała prawie całą głową w lokach.

      Co do Hafiji, to na pewno cenię Ją za merytoryczną robotę, jaką "odwala" w temacie kp. I zawsze jak ktoś z blogowego światka ma problem z karmieniem, odsyłam do Niej. Jednak jako osoba, przynajmniej ta na blogu, bo w realu może być zupełnie inna, zupełnie mi nie leży. Czasami po prostu brakuje chemii między blogerkami i chyba tutaj tak właśnie jest :)
      Pisałam już chyba tutaj kiedyś, że przeraża mnie fanatyzm w karmieniu piersią, a tam odnoszę wrażenie, że tak właśnie jest :)
      Ja po tym co przeszłam z Elizą też miałam hyzia, i nie ukrywam, że szalenie zależało mi na tym, żeby karmić Lilę i nie da się opisać tego, co czuję, wiedząc, że się udało. Bo nawet jeśli niedługo skończymy się karmić, to mam poczucie, że nam się udało. Wiem jednak, że będę za tym bardzo tęsknić :) Zresztą, już teraz na samą myśl, robi mi się i smutno i tęskno :)
      Ściskam i kłopoty z prawym cycem precz, asio!

      Usuń
  8. Ale stylizacje,no no.Jacyków niech się chowa;)

    OdpowiedzUsuń
  9. no toś się rozpisała Marta nie ma co;)
    Fajnie macie w tym Waszym domku zawsze coś się dzieje ciekawego!
    Ja ciekawa jestem jak to jest karmić piersią tak na poważnie. Ja się poddałam Przemek nie umiał się zassać a potem już tylko butla go satysfakcjonowała. Cieka jestem jak by to było przy drugim dziecku. Ale mnie samą karmienie bolało i nie mam z tym jakiś mega fajnych wspomnień. Ciekawa jestem od czego to zależy??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, bo wbrew temu co czytałaś albo słyszałaś karmienie piersią wcale nie jest takie proste. To znaczy jest- kiedy oboje się tego nauczycie. Są dzieci, które podobno chwilę po porodzie pięknie ssą, a są takie, które trzeba tego nauczyć... Ból zazwyczaj jest efektem tego, że dziecko źle łapie pierś, ale nie tylko... Lila na przykład ładnie łapała, a mnie przez pierwszy tydzień bardzo bolało przy karmieniu- brodawka i sutek musiały się przyzwyczaić, zwłaszcza, że Lila miała dużą siłę ssania.
      Przy drugim dziecku może być zupełnie inaczej. Chociaż wiem, że takie złe doświadczenia z pierwszym dzieckiem podkopują wiarę w to, że z drugim może się udać.

      Usuń
    2. w razie czego będziesz moim guru w tej sprawie:)

      Usuń
  10. Matko jedyna, Marta... toś się rozpisała:) bardzo przypadł mi do gustu Twój dowód na to, że Bóg nie był kobietą... ale chcę go obalić... kto wie, czy Bogiem, rzecz jasna kobietą nie kierowała zwyczajna złośliwość;) choć... złośliwość jest cechą ludzką-prawda?:) pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest :) Zwłaszcza, że nikt tak nie dowali drugiej kobiecie, jak inna kobieta :) Więc- kto wie, kto wie :)

      Usuń
  11. ja miałam dziś tragiczny dzień :( albo ząbkowanie albo zaczyna nam sie bunt dwulatka....boże miej mnie w swojej opiece.....nic tylko się schlać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas na koniec dnia też była apokalipsa, ale na 99%obstawiam zęby :(
      A Ty się trzymaj. I niech mąż zrobi dobrego drinka, alb

      Usuń
  12. Uff dobrnęłam...ale dobrze się czytało, bo poniekąd jakbym czytała o swojej... Nasza ząbkuje od 4 mca, więc idealnie się wkomponowała po "kolkach" na kolejne nieprzespane noce (choć ostatni post temu przeczy, hehe).
    Fajnie się rozwija przy braciszku, choć czasem Młody daje jej popalić, złosliwa bestia, ale myślę że ją to tylko..zahartuje .
    Niestety szafiarka z niej ..żadna...przecież gacie taty się nie liczą :-PPP
    pzdr Gosia

    OdpowiedzUsuń
  13. U nas banany królują odkąd tylko Mi zaczęła jeść coś poza cycem. Ja wsuwałam mnóstwo bananów w ciąży, może to dlatego. U nas z cycusiem było podobnie pod koniec. Też mi smutno było.
    Szczerze mówiąc ja bebe lili nie znoszę i cierpiałabym dużo bardziej niż przy Słowianach czy bałkanicy. U nas z dziecięcych piosenek są fasolki, dyskoteka pana Jacka, tęczowy music box i tym podobne przedszkolne hity :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!