Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Z Chodakowską jak z Kominkiem...

Jakiś czas temu prześladowało mnie to nazwisko. To był chyba właśnie jedyny uboczny skutek blogowania...
Gdzie bym nie weszła, gdzie bym nie zajrzała- tam o Niej... Kowalska, Malinowska i Nowak, aktualnie z Nią ćwiczą, Piotrowska, Nowicka i Wolska, są świeżo po, Wiśniewska, Ostrowska, Antkowiak, właśnie zamierzają z Nią ćwiczyć.
Chodakowska co prawda z lodówki mi nigdy nie wyskoczyła, ale z głównej strony Onetu, to i owszem. A ja nawet nie wiedziałam jak kobieta wygląda.
I o ile z Kominkiem sprawa była banalna, bo wystarczyło wejść na Jego bloga, przeczytać parę tekstów, żeby mieć wyrobione zdanie, o tyle z Chodakowską, to nie takie proste... Bo owszem, dzięki Pudelkowi, który szczegółowo zrelacjonował ślub tejże Pani, wiem już jak wygląda (OMG! Co za obłędna figura), ale żeby mieć zdanie na temat skuteczności i efektywności proponowanych przez Nią ćwiczeń, musiałabym zacząć je wykonywać...

Dlaczego dziś o tym piszę...
No cóż, wczoraj zderzyłam się z rzeczywistością. A raczej rzeczywistość zderzyła się ze mną, śmiejąc się do mnie ze zdjęć.
Zaczęło się jak zwykle banalnie...
Ubolewając cały czas nad faktem, że mój aktualny aparat już nie spełnia moich oczekiwań, postanowiłam popatrzeć, co on tam jeszcze potrafi... Kiedy go dostałam, Lila miała pół roku i tradycyjnie obiecałam sobie, że TYM RAZEM na pewno przejrzę dokładnie instrukcję, żeby poznać jego możliwości... No jakoś do wczoraj się nie złożyło.
A, że wczoraj byliśmy wyspani i wypoczęci, to dla jaj zrobiliśmy sobie małą rodzinną sesję. Dla kogo te jaja okazały się śmieszne, dla tego się okazały. Dla mnie w każdym razie nie. Może dlatego, że bardzo dobrze zobaczyłam te parę kilo, które coraz częściej zaczęło mi już przeszkadzać? Może dlatego, że tego samego dnia, wieczorem, oglądaliśmy w Elizy pokoju zdjęcia sprzed paru lat... Na których jeszcze nie było mnie więcej... I nie, nie ważę 80kg przy moich 158cm wzrostu... Jeszcze. Ale zwyczajnie przestałam się już dobrze czuć ze swoją wagą. I to jest właśnie ten moment, kiedy muszę zacząć coś robić. Bo kobieta jest szczęśliwa i piękna, jeśli sama siebie akceptuje- rozmiar nie jest tu wyznacznikiem. Znam naprawdę piękne, zmysłowe Dziewczyny w rozmiarze L. I szczerze mówiąc- nie wyobrażam Ich sobie w rozmiarze S. A ja powoli zaczynam nie akceptować tego, co widzę w lustrze. I na zdjęciach of kors!

Te parę kilo to niestety nie jedyny mój problem. Jak każdy astronomiczny byk kocham dobre jedzenie. Nie pomaga mi to, że sama potrafię to dobre jedzenie wyczarować w swojej kuchni. Owszem, dobre jedzenie może być zdrowe. Ale nawet zdrowe potrawy, jedzone w ilości kilkakrotnie przekraczającej porcję dla dorosłego człowieka, stają się w końcu zabójcą idealnej sylwetki. A ja tak już mam, że jak mi coś smakuje, to nie potrafię (kajam się straszliwie) poprzestać na jednej porcji :( Nawet jeśli jakimś cudem pohamuję się w porze, powiedzmy obiadu, to do wieczora jest bardziej niż pewne, że wyjem wszystko podjadając co chwilę...

Ostatnio w komentarzach ucięłam sobie miłą pogawędkę z Martą z Łodzi (Kochana, dalej mi nie napisałaś, czy sama też prowadzisz bloga) na temat zazdrości. Próbowałam Ją przekonać, że można nie być zazdrosnym i żyć :) Ale okazuje się, że skłamałam... Bo jednak jestem zazdrosna. I to strasznie. Okrutnie. Najgorzej. Zazdroszczę tak obrzydliwie moim dwóm koleżankom. Nie dość, że są wysokie, nie dość, że obydwie chude jak patyki (no dobra- zajebiście zgrabne), to jeszcze mogą jeść wszystko, w każdej ilości- i tego Im właśnie zazdroszczę. Kurwa, jakie to życie niesprawiedliwie. Przecież ja też kocham jeść!!! Czy do końca życia mam wpieprzać sałatę, żeby znów nosić rozmiar S, albo przynajmniej małe M?!

O tym, jak Faceci naszego życia potrafią wspierać w podjęciu decyzji o odchudzaniu, pisała już (nie) typowa Matka Polka. Mój Marcin oczywiście nie jest gorszy w tym temacie. Od 1stycznia wspominam mniej lub bardziej serio, dosłownie i między wierszami, wymownie i w niedomówieniach, że muszę schudnąć... Nie wiem, czy On to robi specjalnie, czy próbuje zmusić mnie do trenowania silnej woli, ale Jego wkład w moje (nie rozpoczęte) odchudzanie jest naprawdę znaczący... Był już chińszczyzną przywiezioną po 21-szej, pizzą z owocami morza zamiast obiadu, wczorajszą kostką malinową z Asprodu (uwielbiam!), wymuszonym tiramisu dyniowym... Uwierzcie mi- nie ma to jak liczyć na swojego Mężczyznę!
Chociaż, chociaż... Chyba mu się jednak nie dziwię... Jakieś 4lata temu, też miałam wagowo "lepszy" czas... No i jak chyba większość kobiet, zamiast podjąć męską decyzję, założyć niewidzialną kłódkę na lodówkę, kupić karnet na fitness, chodziłam i trułam Marcinowi, że jestem gruba, zajadając przy tym albo batonik, albo sugerując, że przydałaby się jakaś przekąska na wieczór do filmu... Aż do dnia, kiedy wracając z Elizą ze spaceru, mąż mój, rzucił mi na stół parę gazet. Wszystkich tytułów nie pamiętam (to efekt szoku, jaki przeżyłam, bo pamięć mam generalnie bardzo dobrą), ale ten, będący na wierzchu pamiętam do dziś- 5najskuteczniejszych diet... Wszystkie pozostałe były o tej samej tematyce. Nawet chyba mam je gdzieś do dzisiaj...
No cóż moje Panie, takiego focha, jakiego wtedy strzeliłam, historia naszych fochów małżeńskich wcześniej nie odnotowała. Myślę, że Marcin pamięta to do dzisiaj i woli nie ryzykować.

Także wiedząc już, że na pomoc Księciunia nie mam co liczyć, sama muszę się wziąć w garść... Stąd moje przypomnienie sobie o Pani Chodakowskiej, odświeżone przez Martę. I o ile figura tej Pani przemawia do mnie nawet bardziej niż bardzo, to już wysiłek,jaki musiała w nią włożyć ( i wkłada nadal)- już trochę mniej...
A co mi tam, skoro już zdradziłam Wam, że nie można zostawić przy mnie jedzenia na wierzchu, to niech tajemnicą nie będzie, że nienawidzę ćwiczyć. Bo nie lubię to jednak za mało powiedziane :) I podobnie jak (nie) typowa Matka Polka, też nie rozumiem, dlaczego nie mogłabym chudnąć z batonikiem w ręku, skoro w ten właśnie sposób przytyłam?! Gdzie tu sens?! Gdzie tu jest sprawiedliwość?!

Skalpel. Dobrze wiem, jak ma się kojarzyć to słowo. Zestaw ćwiczeń, które wyrzeźbią moje ciało... Jeśli tylko dam sobie szansę :) Nie powiem, wolałabym, żeby jakiś dobry chirurg plastyczny, za pomocą skalpela, podczas paru godzin w narkozie, wyrzeźbił mi takie apetyczne ciałko, o jakie tu muszę starać się kilka dobrych ( i jakże długich) tygodni... Zresztą nie. Ludzie- ja chcę tylko schudnąć! Swoje lata już mam, świat się nie zawali jak do końca życia, na plaży, będę paradować w krótkich spodenkach i bluzce z krótkim rękawem. Chcę tylko zgubić te parę kilo. Tylko tyle :)

Decyzji co do skalpela jeszcze nie podjęłam. Muszę dojrzeć :) Mam dziwne przeczucie, że umrę po zrobieniu pierwszej serii :) Na razie udało mi się przeżyć cały dzień bez podjadania. Mała rzecz a cieszy... Zaczynam reanimować moją silną wolę, umarła z 10kilo temu.
Jak nisko upadłam niech świadczy fakt, że mąż mój, na oczach którego, schudłam około 15kg, nie wierzy, że wytrzymam bez jedzenia słodyczy. W ogóle nie wierzy, że schudnę. No i co, że parę razy przyłapał mnie na podjadaniu?! Sam nie jest lepszy...
Mój Drogi Mężu, podejmuję to wyzwanie :)

Tak się bawiliśmy wczoraj...










No dobra, wiem co teraz powiecie- co ona chce, przesadza. Nie martwcie się- ja też tak zawsze przez grzeczność mówię :)

Dla porównania- lipiec 2010...





Jakieś wnioski? Skoro można znacząco przytyć przez kilka miesięcy, to co dopiero przez prawie 4lata :)

49 komentarzy:

  1. ja od zawsze mialam apetyt na bycie szczupla. zaznacze- jesc uwielbiam. tak,ze w ciazy przytylam 26 kg... cud,ze nie mam rozstepow... teraz nieco parametrow- mam 177 cm waga 69 kg. przed ciaza 64 kg... to jeszcze 5 kg. co do diet jestem weteranka. najnizsza waha 58 kg. teraz starczy mi 64. kochana trzeba sie za siebie wziac
    szkoda zycia na zbedne kilogramy! ja tez kocham jesc i podjadam ba,mam wytlumaczenie,bo ja karmie piersia i nie moge sie mocno odchudzac,chodzic glodna itp! tez chce schudnac,a idzie mi to jak krew z nosa... nie lubie cwiczyc,teraz dodatkowo nie mam czasu.wole ruch w terenie,biegi,marsze,moze nordic walking? ps.nie widac u Ciebie nadwagi,moze kwestia zdjec:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja od 14miesięcy zasłaniam się karmieniem :) Wiesz co, to ciekawe, bo ja właśnie na zdjęciach lepiej widzę, niż na przykład przed lustrem... Ja jestem niska, więc u mnie każdy kilogram więcej niestety widać. Też lubię taki ruch w terenie, ćwiczenia gdzieś na sali mnie dobijają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w lustrze też nie wyglądam źle, ale zdjęcia, a film ze ślubu siostry - to już porażka. Tam się mogłam zasłaniać, że to 2 miesiące po porodzie, ale teraz już minęło 8 i różnicy większej brak, no dobra, może 3-4 kg schudłam, ale to niewiele jednak

      Usuń
  3. zajebista czerwona kuchnia mam taką jazdę na ten temat(koloru czerwonego) że magia..... wiem że nie w temacie choć kuchnia w temacie diety jest jak najbardziej odpowiednia:) ja to bym chciała ważyć nawet te przysłowiowe 80 kg ..... no ale mam ''trochę ''ponad to tylko że ja też z tych co jeść uwielbiają a geny robią swoje dobrze że jest na co zwalić;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię ten kolor :) Chociaż teraz chodzi za mną taka jasna, biała kuchnia, ale to baaaaardzo odległe plany.
      Ja się niestety na genach przejechałam, bo moja Mama była bardzo szczupła do około 45 roku życia... Oczywiście jadła wszystko to co chciała i ile chciała. Nie wiedzieć czemu myślałam, że ze mną będzie tak samo :)

      Usuń
    2. moja mama jest szczupłą filigranową kobietą ja znów zresztą wiesz bo widzisz mnie na blogu (biust i gabaryty mam po tacie:D tzn po jego mamie) zawsze gdy jechałam do rodziny mamy czułam się jak mutant bo one wszystkie małe, drobne, bez biustu.... i co depresja murowana po takiej wizycie:/

      Usuń
    3. U mnie mama też drobna i z małym biustem, za to moja babcia i Jej siostry miały czym oddychać i zawsze cierpiałam, czemu nie ja, czemu nie ja :)

      Usuń
    4. a widzisz a o tym nie pomyślałam że one też mogły mieć takie myśli jak ja je odwiedzałam.....

      Usuń
  4. Weź... ćwiczyłam z Ewą... a teraz mi motywacji brak aby do niej powrócić - a powinnam. Tak jak napisałaś, problem zaczyna się wtedy, kiedy kobieta przestaje akceptować swoje ciało... w moim wypadku oponkę i te uda co to są jak filary.

    A tak będąc prawie w temacie : http://www.wykop.pl/ramka/1816412/ideal-wspolczesnej-kobiety-stworzyli-geje/ :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ja nic u siebie już nie akceptuję :) Ostatnio nawet na plechach wymacałam fałdki :) Osiągnęłam dno, dna :)

      Usuń
  5. Jestem pewna że znajdziesz sport, który pokochasz, który będzie dla Ciebie relaksem, odprężeniem, przyjemnością.Skoro nie lubisz ćwiczyć to może Joga? Poza tym o ile pamiętam to jesteś dietetykiem (lub miałaś być) więc cała wiedza i motywacja na pewno siedzi w Twojej głowie, musisz tylko powiedzieć DOŚĆ i zacząć od JUTRA! Z tego co piszesz to wyzwanie słodyczowe idzie Ci całkiem nieźle ( ja miałam kilka wpadek, ale z każdym dniem jest coraz lepiej :-)). Mąż...hm...ta sama sytuacja, nie ułatwia mi zadania, ale przyzwyczaiłam się...uodporniłam...!
    Pozdrawiam i trzymam kciuki!
    http://mamablogujepl.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam być, ale to długa historia. Podstawy teorii mam, i to myślę, że dobre. No ale z praktyką, hmmm Coś jednak w tym jest, że szewc bez butów chodzi :) Chociaż nasza wykładowczyni z podstaw żywienia była bardzo szczupła :)
      Czekam na wiosnę, wtedy wróci energia do długich i szybkich spacerów.
      Ja również trzymam kciuki!
      Buziaki

      Usuń
  6. Wpadłam tu przypadkiem i mam wrażenie, jakbym czytała własne myśli. Aż się boję, że się zdecydujesz, bo wtedy też już chyba będę musiała! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie Molka- spokojnie, odetchnij :) Na razie przez dwa miesiące będę się jeszcze zastanawiać, potem zrobię sondę czy warto, i pewnie stwierdzę, że nie :)

      Usuń
  7. Świetna sesja! Przesympatyczne takie fotki rodzinne... :)

    a z Chodakowską... ja dalej trwam w ignorancji :P Ale to chyba dlatego, że jakoś na bakier jestem z całymi systemami work-out'owymi. Za to postanowiłam wziąć się za siebie i wyszukałam na YouTube krótkie zestawy ćwiczeń ukierunkowanych na zamierzony efekt. Bo po porodzie zniknął mi tyłek, ale do tego stopnia, że mąż kwituje "o patrz, teraz możesz kupować te wszystkie ciuchy japan style, które nie uwzględniają możliwości posiadania tyłka w ogóle"... no super, kurde. azjatycki tyłek daleki jest od wymarzonego brazylijskiego... ech ech. no i brzuch, brzuch i boczki wymagają pracy. Wagowo jestem na minusie, ale ciało zmieniło się, co tu kryć.
    Tylko że ja też należę do fanek odchudzania z batonikiem w łapie (no, muffinką :P), i na samą myśl o porządnym treningu i wielkim zaangażowaniu w takowy, robi mi się słabo. To chyba z braku cukru... :P

    W każdym razie - trzymam kciuki! A najbardziej to za tych przyszłych noblistów, którzy w końcu wynajdą skuteczną dietę słodyczowo-odpoczywającą! ameeeen! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh... tyłek to mój słaby punk, bo ja mam go w sporym nadmiarze... Zresztą, to nie tyłek, to jest wielka dupa jak u Kardishanów, tyle, że moja pewnie mniej jędrna :)
      Ja tam jestem zdania, że mamy dwie ręce po to, żeby w jednej trzymać batona, w drugiej pizzę, ewentualnie jakąś kaloryczną latte :)

      Usuń
  8. Do diety podchodziłam nie raz, na różne sposoby, modyfikacje po swoim kątem i zawsze wytrzymywałam do godz 17 tego samego dnia. Ale liczę, że zakład z mężem mnie zmobilizuje i schudnę jednocześnie wygrywając nową garderobę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm... może mojego na taki zakład namówię ;) chociaż w sumie jakbym się sama zmobilizowała, to i mogłabym kupić, bo ta by ze mnie spadała ;)

      Usuń
    2. O kurczę, że też ja się z moim nie założyłam :) Chociaż nie, ja nie muszę wygrywać garderoby, moja z rozmiaru S, czeka na mnie w szafie w idealnym stanie :)

      Usuń
  9. To nie jest żadna niesprawiedliwość. To bycie szczupłym i jedzenie wszystkiego nie jest takie oczywiste. Niestety często za tym kryje się drugie dno. Ja tak miałam kiedyś i okazało się, że mam guzy na tarczycy, po operacji w ciągu pół roku przytyłam 10kg! Teraz kwestia hormonów jest u mnie w rozjazdach i muszę pilnować norm i diety. Co do diet to mam takie zdanie, że powinna być odpowiednio zbilansowana, konkretna gdzie obowiązują pewne zasady... Ale na pewno o tym wiesz ;)

    Ja też ćwiczeń nienawidziłam i znalazłam takie, które sprawiają mi frajdę. A tak to męczyłam się okrutnie tym bardziej, że ja najbardziej lubię jeździć na rowerze a teraz przez porę roku i ciemnicę za oknem nie wsiądę na rower. Moją motywacją do ruszania jest wygoda, lenistwo i fakt, że doskonale rozładowują napięcie nerwowe. Wygoda i lenistwo, bo ćwiczę w domu nie ruszając się z niego bez wydawania pieniędzy na grupowe aerobiki i inne pilatesy. Mam więcej energii i cierpliwości do wszystkiego a to, że sylwetka mi się poprawia... to efekt uboczny :)

    A chodakowskiej nie znoszę! I nie polecam jej ćwiczeń, bo przeciążają stawy i kolana o czym mówi się coraz głośniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W wielu przypadkach za wahaniami wagi rzeczywiście stoi tarczyca, ale znam osobiście zdrowe osoby, które są po prostu bardzo szczupłe bez wysiłku. Nie wiem? Geny? Przemiana materii? Tryb życia? No w każdym razie zazdroszczę :)

      Właśnie tego nie dopisałam w poście- że tak jak z Kominkiem, jedni Ją chwalą i uwielbiają, inni nie, i rzeczowo to uzasadniają. Ja lubię ruch tylko w terenie, no i pora roku mnie chwilowo udupia, ale już niedaleko :)

      Usuń
  10. Moj wniosek jest taki: zajeb.sta kuchnia!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co, jesteś śliczna, do tego masz fajną kuchnię. Padłam z zazdrości i zeżarła mnie zgryzota.

      Usuń
  11. Ja się tu podpisuję rękami i nogami! Mogłabym o sobie napisać dokładnie to samo, łącznie z tym, że wzrost mam ten sam....a waga niedaleko od 80. Skalpel robiłam ambitnie rok temu, przez jakieś 2 miesiące. Nawet trochę podziałał, ale co z tego, kiedy jego efekty dawno już przykryła nowa otulina?:p Aktualnie też się motywuję do przeprosin z Chodakowską. Jej książka, kupiona we wrześniu, nie kurzy się już na półce...udało mi się ją już raz otworzyć hahaha :] Dietę trzymam (z przerwą sobotnią) od 1.01. , to już sukces, aczkolwiek borykam się z tym problemem, co Ty.... gotuję zdrowo i nietłusto, z tym że tak smacznie, że zjadam za duże porcje.
    No i jak to skomentować? Sama nie wiem. Patrzę na koleżankę zza biurka - ciut wyższa ode mnie i pewnie z 25kg chudsza. Ja jem w pracy sałatkę z vinegretem, podzieloną na 2 razy ,a ona 4 kromki białego chleba....Oprócz tego, ma jeszcze fajnego męża, który nieźle zarabia i 2 pary fajnych dziadków na miejscu, którzy chętnie pomagają przy opiece nad Synem.... I co poradzisz? Nie dało się na świecie porozdzielać wszystkiego po równo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka? Poproszę tytuł :) Ostatnim razem jak kupiłam książkę Dukana to schudłam bardzo, może z Ewą też zadziała :) Tyle, że On kazał chodzić na szybkie marsze- to lubię :)
      Kurwa, właśnie- życie jest naprawdę niesprawiedliwe. Skoro w pracy je 4kromki białego pieczywa, to co je w domu?! Pewnie wszystko co chce :(((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((

      Usuń
  12. Najważniejsze, żebyś to TY się dobrze czuła w swoim ciele! A my Cię będziemy wspierać! :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Normalnie nie mogłam doczytac do końca, aby móc napisac...MAM TO SAMO!!!...Kocham jeść, i jak włoże trochę serca to nawet moje dania wychodza zajebiscie pyszne...Więc jakakolwiek dieta polegająca na ... redukcji jedzenia działa na mnie jak płachta na byka!
    No coz, przydałoby sie zachowac równowagę i skoro tyle wpierdalam, powinnam...ćwiczyć...sama nie wiem..albo mi się odmieniło po drugim porodzie, albo po prostu jestem tak zjebana po nieprzespanych nockach i mój organizm po prostu się buntuje przeciwko jakiemukolwiek ruchowi, woli pójść..na drzemkę...więc nie będę walczyć z naturą :).
    Fakt faktem, że nie mam pomysłu na schudnięcie..
    Mam 170cm i waże 75kg...mogłaby się np. dyszka...ulotnić, hehe
    Dobra, a teraz wracam do oglądania fotek :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, to ważenie każdej porcji... Jezu, jak widzę na talerzu mało jedzenia, to mam ochotę płakać :)
      Ja, żeby nie siedzieć z dupą na kanapie wczoraj i dzisiaj umyłam podłogi w całym domu, jeszcze trochę to będzie mi bliżej do Perfekcyjnej, niż do Chodakowskiej...

      Usuń
  14. Aha, żebym nie wyszła na hipokrytkę...Od 5 dni nie jem słodyczy..wroć, zjadłam szarlotke w niedziele w gościach, ale ..musiałam :-), no nie wypada w gościach, kiedy Pani domu tak się napracowała..prawda?!
    Aha..to jest wyzwanie 40dniowe, a jesli się złamie to dodaje sobie jeden dzień dodatkowy bez słodyczy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A już gdzieś to widziałam... Ok, wchodzę w to :) I nie jeżdżę w gości :)

      Usuń
  15. Fakt jest właśnie taki,że zodiakalne byczki mają największą spośród wszystkich znaków tendencję do tycia.. Ty mamuśka wyglądasz ładnie,jesteś "twarzowa" ;) ,więc te parę kg nie jest tak bardzo zauważalne Ja też nie ćwiczę,nienawidzę tego robić Choć za młodu namiętnie przerabiałam kasety z Cindy Crawford..
    Ps.Nie prowadzę bloga kochana,nie mam takich zdolności itd. Powiem Ci tylko,że mój mąż to też Marcin i też informatyk ;) -pozdrawiam Marta z łodzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martuś nie jest, bo nie widać całej sylwetki. Celowo nie wrzuciłam "dołu" bo ten załamuje :)
      No coś Ty- jakich zdolności! Życie pisze najlepsze scenariusze, potem trzeba je tu tyko przelać :)
      Bużka!

      Usuń
  16. Ha! a ja Ci nie powiem, że wyglądasz dobrze i nie jest źle, bo sama jak to słyszę, to przestaje mi się chcieć ćwiczyć, bo skoro nie jest źle, to... może ciasteczko ;) Za to te zdjęcia sprzed - wow! Wow! I tyle w temacie ;) a poważniej, ćwicz, Chodakowską próbowałam i nie jest straszna, a ja właśnie prawie te 80 na liczniku ostatnio zobaczyłam, fakt, że przy 170cm, ale i tak mnie to powaliło, bo jeszcze nie tak dawno 65 miałam i było mi z tym bdb. Ze swojej strony przy dzieciach polecam serię 8 minutówek - uwielbiam, są w miarę proste, a efekty są, no i nie zajmują dużo czasu, więc akurat w czasie drzemki. Sama poza tym staram się na spacerach chodzić szybciej i dalej, jakieś tam zabawy rozśmieszające małego w formie przysiadów np., bo on ma frajdę, a ja fitness ;) Pozdrawiam i powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, dopóki słyszałam, że nie jest źle to była pizza, ciasteczko itp :) Pora to przerwać! No właśnie przy dzieciach pozostaje jeszcze znalezienie czasu na ćwiczenia :)

      Usuń
  17. No to do roboty kochana :) jak Ci to przeszkadza to musisz to zmienić. Chodakowska mnie nie wzrusza. Mam inne wzory do naśladowania ale zaglądam na jej fb bo zobaczyć fotki tych lasek "przed i po" - mam nadzieję że i ja się takimi fotkami pochwalę za niedługo. Ja się zderzyłam z rzeczywistością jak siedzą u matki w kuchni na wysokim krześle zobaczyłam swoje odbicie w lustrze! O zgrozo! No i takim oto sposobem zebrałam się w sobie i cisnę ostro i nie mam zamiaru przestać póki nie ujrzę cyferek na wadze które mnie usatysfakcjonują :) Do zrzucenia mam ok 45kg - 20już za mną - nie, nie zniknę, naprawdę sporo ważę. Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już na początku grudnia, czułam że się trochę zapędziłam, no ale święta itp...
      20 kg na minusie, to pięknie. Czekam na jakiś wpis u Ciebie, jak walczysz z dodatkowymi kg i kto jest tym wzorem, Chyba, że u siebie nie chcesz, to może tu w komentarzach pokrótce napiszesz?
      No to ja też za Ciebie trzymam kciuki! Czuję moc i energię z Twojego komentarza, więc pewnie jesteś dobrze zmotywowana!

      Usuń
  18. Na moje szczescie nie wiem jak wyglada Pani Chodakowska. I jej cwiczenia tez mam w powazaniu. ;)
    Ja tez tak mam, ze najlepiej widze te zbedne faldki i kilogramy na zdjeciach. Lustro tylko odbija nieco sflaczenia tu i owdzie. Ale napisze Ci Martus (zupelnie szczerze, bez falszywej uprzejmosci), ze te dodatkowe kilogramy tak Ci sie ladnie, rowno rozlozyly, ze wcale nie rzucaja sie w oczy. :)
    Ja mam z cwiczeniami problem, ze lubie tylko ruch na swiezym powietrzu. Dlugi spacer z psem, narty, plywanie w jeziorze - to mi odpowiada. Moj malzonek - staly bywalec silowni, ciagle mnie namawia, zebym zaczela chodzic chocby na basen. Ale ja wiem, ze to bez sensu, wykupilam juz kilka razy w zyciu karnety, tylko po to zeby isc raz - dwa razy i zrezygnowac. Przed ciazami sporo sie ruszalam, jeszcze w 9 miesiacu z Bi lazilam za psem sapiac i dyszac. Po urodzeniu corci tez duzo spacerowalam z wozkiem i efekty byly szybko widoczne. No, ale potem przyszla zima, a z niemowleciem ciezko sie wybrac na narty czy nawet na spacer brnac w sniegu. A potem znow bylam w ciazy i braklo mi energii. Kolejne niemowle w domu i moj ruch zaczal sie ograniczac do gonitwy za dwulatkiem po placu zabaw. A nie oszukujmy sie, dwuletnie dziecko jeszcze az tak szybko nie biega. :) Pies chory i bez energii, Niko z awersja do wozka i Bi nie umiejaca dobrze jezdzic na rowerku, wiec nawet dluzsze spacery odpadly... No i tak sie doprowadzilam do obecnego stanu, a swiatelka w tunelu nie widac... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agatka, ratujesz mnie, myślałam, że tylko ja dowiaduję się na szarym końcu o jakiś ważnych osobistościach :) Ja uwielbiam chodzić. Z psami szczególnie, no ale nie mam co liczyć, że kupimy teraz psa. Szkoda. Bo miałabym motywację i powód, żeby choć jeden długi spacer w ciągu dnia odbyć...

      Usuń
  19. Daj spokój, schudniesz ;) chcieć to móc. Ja polecam zieloną kawę. Tylko nie kupuj przez internet, bo przeplacisz. Ja kupuje w sklepie z kawami i herbatami za 7,49 zł za 50 g, a w internecie krążą strony, gdzie za 100 g chcą miedzy 100 a 300 zł! W zależności od strony i promocji ;) efekty są i to duże, więc polecam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh dokładnie, chcieć to móc. Dam radę :)

      Usuń
  20. napisze glupi komentarz bo nie mam sily na wiecej :( fajowa z was para :) dostalas mojego maila??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, dzięki Pati, dostałam Kochana!

      Usuń
  21. Martuś.. ja do E.Chodakowskiej nie mogłam się przekonać.. dlaczego? Bo widziałam, ze idą za Nią tłumy, nie rozumiałam jej fenomenu... Póki sama nie zaczęłam ćwiczyć. Przekonywać Cię do Niej nie będę i uwierz mi, ze nie zmęczysz się po wszystkim - ale musisz dotrzeć do końca... nie mówię, żebyś robiła każdą serię. Jej ćwiczenia nie są wydolnościowe wiec spokojnie. do tego na FB jest pełno zdjęć dziewczyn przed i po ćwiczeniach. Różnica kolosalna...
    Nie lubisz ćwiczyć? a jak chcesz zrzucić to co podjadałaś bez wysiłku??
    Wczoraj weszłam na forum sportowe.. i co mi napisał jeden chłopak na moje zapytanie jaki spalacz tłuszczu sobie kupić, bo nie potrafię zrezygnować ze słodyczy?? Zapytał co jest dla mnie ważniejsze... wygląd czy podjadanie?? Długotrwała zmiana czy krótkotrwała radość??
    Ułożył mi dietę pod moje zapotrzebowanie i od dzisiaj ją stosuję.. ale ćwiczenia też są... Wiesz dobrze, że decyzja należy do Ciebie!!!!

    A co do zdjęć to ok.. nie będę Ci pisała, że i tak ładnie wyglądasz... (tak jest), ale skoro nie chcesz tego czytać i mąż nie potrafi motywować... to powiem Ci tyle, ze wiem, ze jak będziesz chciała to dasz radę....

    ALE MUSISZ CHCIEĆ :) TRZYMAM KCIUKI :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymaj, trzymaj- przydadzą się. Ja potrafię wytrzymać bez słodyczy i w sumie wbrew pozorom, mam bardzo silną wolę, tylko muszę chcieć. Do Chodakowskiej, albo do jakichkolwiek ćwiczeń dojrzewam :) Na razie znajduję wymówki na nie, ale nie o to chodzi, bo już pomijając chudnięcie, przydałoby się w ogóle trochę ruchu dla zdrowia :)

      Usuń
  22. Ja też muszę coś z sobą zrobić,podjęłam pierwsze kroki.Zainspirowałaś mnie,dzięki moja Muzo :):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A proszę bardzo! Nie tylko ja się będę męczyć :)

      Usuń
  23. zdecydowanie jesteś inspirująca i fajnie by było jakbyś się chwaliła efektami :D
    Kurde ja sama nie wierze, że można nie jeść słodyczy;p

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!