Mama2c

Mama2c

niedziela, 5 stycznia 2014

Zazdrość między rodzeństwem.

I w zasadzie na tytule posta mogłabym poprzestać. Ciężkie chwile nastały w naszym domu...
To, co przez 14miesięcy kumulowało się i nawarstwiało w Elizie, w końcu wybuchło...
A zaczęło się tak pięknie i niewinnie...

Gdybyście spytały mnie jeszcze w ciąży z Lilą, czy możliwe jest wychowanie rodzeństwa bez uczucia zazdrości, usłyszałybyście ode mnie wywód godny niejednego profesora psychologii... z oczywistą odpowiedzią, że: "Jak się nie da, jak się da. Wszystko się da. Trzeba się tylko dobrze do tego przygotować."
Także, ja się przygotowałam.
Obłożona literaturą spędzałam długie wieczory zamęczając Marcina, co powinniśmy, a czego absolutnie nie możemy robić. Z każdego artykułu, felietonu, posta (tak, tak) wynosiłam coś nowego... Wiedziałam na przykład bardzo dokładnie jak czuje się takie starsze dziecko, kiedy pojawia się w domu brat/siostra. Spytacie jak to możliwe skoro mój brat jest ode mnie młodszy o niecały rok (Tak, tak-uczucie, które połączyło moich rodziców trwało krótko, ale było za to bardzo gorące jak widać), więc z autopsji siłą rzeczy wiedzieć tego nie mogę...
Nie raz, nie dwa, spotkałam się z porównaniem, że dla starszaka pojawienie się rodzeństwa, to identyczna sytuacja, kiedy mąż przyprowadza do domu kochankę, oznajmia nam, że od teraz będzie z nami mieszkać i każe się nią zachwycać, oddawać jej swoje ubrania/kosmetyki itd... Jako stosunkowo młoda stażem mężatka niemal zalewałam się łzami nad tymi wszystkimi biednymi dziećmi, którym rodzice sprawili rodzeństwo... A, że z Lilą moje hormony ciążowe szalały niczym tsunami, to możecie sobie wyobrazić... Bo o ile każda z Was zrozumie, że można szlochać na reklamie pampersów, czy nawet papieru toaletowego ze szczeniakiem, o tyle ryczeć na reklamie Corega Tabs... Sama się teraz dziwię...

W międzyczasie patrzałam z politowaniem na wszystkie dwu i więcej dzietne matki, których błędy wychowawcze była wstanie wychwycić po paru minutach przebywania w tym samym miejscu...
A już kiedy cały 9miesiąc Eliza spędziła na głaskaniu mojego brzucha i czułym przemawianiu do siostry, byłam gotowa zamówić bluzy, bodziaki, skarpetki z napisem: "Siostry wolne od zazdrości"...

Oczywiście, postanowiłam wyciągnąć z tego naukę dla siebie, także zamiast zaskoczyć Elizę noworodkiem, który z nami zamieszka (bo przecież nie zauważyłaby moich gabarytów przez te 9miesięcy...), powiedzieliśmy Jej o ciąży koło 17tygodnia.
Ucieszyła się.
Nawet bardzo.
Zapomniała też, że kiedy miała 3lata powiedziała, że jak urodzę syna, to wyrzuci Go na śmietnik...
Powiecie, że to takie czcze gadanie trzylatki... Ale ja się naprawdę przeraziłam... Boże, ile ja czasu straciłam, żeby w końcu znaleźć tą cholerną dietę na dziewczynkę i namówić Marcina do pozycji, z której podobno najczęściej "wychodzą" dziewczynki. A, no i jeszcze sam moment zapłodnienia... Bo na dziewczynkę, to trzeba chwilę przed owulacją podobno...Więc spóźniał się Chłop dla pewności trzy dni z rzędu do pracy, bo wieczorami to ja strasznie zmęczona byłam...
Na szczęście się udało...
Chociaż, kiedy słyszałam, jak Eliza ochoczo wybiera imię dla ewentualnego brata, aż mi się łezka w oku kręciła...
Niestety-zawiedliśmy rodzinę, pół osiedla, i Elizy nauczycieli. Przysięgam! Myślałam, że jak jeszcze raz usłyszę to znamienne: "Szkoda, że nie parka", to zabiję! Czy ludzie mają jakieś zboczenie na tle Arki Noego?! Czy wszyscy ludzie muszą chcieć mieć w domu "parkę"?!
No nieważne...

Także Eliza cieszyła się bardzo, ja natomiast jednak, wkrótce miałam pożałować, że stosunkowo szybko powiedzieliśmy Jej o ciąży... Tak się Dziewczyna przejęła, że we wszystkim chciała brać udział. I o ile zakup wyprawki, choć przekroczył zakładany budżet, był nawet wzruszający: "Mamo, mamo, jeszcze tą sukienkę"- oczywiście najbardziej kiczowata i najbardziej różowa w całym sklepie, w dodatku rozmiar 92..., albo "Mamo, nie uważasz, że szary to nie jest kolor dla noworodka"- powiedziane tonem, jakbym słyszała moją teściową, kiedy tydzień po ślubie spytała mnie, czy nie chowam masła do lodówki... Nie, nie chowam... Marzę o sraczce, bo co roku czyszczę w ten sposób jelito grube i Twój syn od teraz też zacznie... O tyle inne zdarzenia czasami wymykały się spod kontroli.

-Będę mogła wybrać wózek?
Tata tłumaczy, że tak, ale to my wybierzemy te spośród, których będzie mogła wybierać. Łaskawie się zgadza... Do dziś nie mogę patrzeć na ten kolor. Bordowy... A taki piękny odcień kawy z mlekiem był dostępny w tym modelu...

-Jak to nie mogę wejść z tobą do gabinetu?! Mamo, nie przesadzaj, przecież oglądałam z tobą Porodówkę, wiem co to "miękka szyjka" i rozwarcie na dwa palce.
No wiem, że nie powinna, ale kiedy chce Ci się rzygać przez całe pierwsze 4miesiące, to wiele rzeczy przestaje być tak oczywiste... Jak choćby zakaz oglądania "Porodówki" i "Ciąży z zaskoczenia".
"Nie czujesz ruchów?", tato biegnij po torbę, jedziemy do szpitala...

W końcu nadszedł ten wielki moment powrotu ze szpitala. Pomni, o wszystko co czytaliśmy, to znaczy, o to, co ja czytałam... Marcin twierdził, że przecież jakoś to będzie.
No właśnie- i od tej pory było-jakoś.

Bo jak to z teorią bywa, najczęściej można ją sobie w dupę wsadzić. I jak się ma dystans do siebie i poczucie humoru, to się jeszcze z tego śmiać. I ja powinnam to najlepiej wiedzieć... W ciąży z Elizą oprócz takich postanowień jak spanie bez dziecka i kategoryczny zakaz używania smoczka, zapoznałam się bardzo wnikliwie i dokładnie z żywieniem dzieci wieku 0-3. I to nic, że trafił mi się najbardziej skrajny niejadek, jakiego do tej pory świat nosił... Teorię nadal mam w małym paluszku- myślę, że przy wnukach się przyda, bo Lila to też różnie z tym jedzeniem...

Chociaż nie, jak się jest matką w takiej sytuacji, to śmiać się nie chce... Częściej już płakać. Bo przecież chciałoby się, żeby dobrze było... Żeby każdej po równo. Wróć! Nie, "po równo", to już podobno przeżytek. Teraz psycholodzy zalecają "każdemu (dziecku) według potrzeb". No mądre to i głębokie strasznie, tylko hmmm noworodek i 6latka jeszcze długo, długo będą mieć różne potrzeby. I chociaż te potrzeby są różne, to w ciągu dnia noworodek i 6latka często bywały potrzebujące w tym samym momencie...
Zresztą, filozofia "po równo" podobała mi się o wiele bardziej. Odfajkować po godzinie z każdą, a potem czas dla siebie... No to zdecydowanie bardziej do mnie przemawia...

W zasadzie już pierwszy domowy tydzień życia Lilki pokazał, że łatwo nie będzie... Mimo, że każda mama wie, że książkowe dzieci nie istnieją, to te, którym do nich blisko, mają w pierwszym okresie życia tylko jeść i spać... I o ile Lila na szczęście jadła, nawet chętnie i często, o tyle spanie, nigdy nie było Jej mocną stroną. Ciężko jest poświęcić czas TYLKO starszej córce, kiedy młodsza w zasadzie w dzień nie śpi... A jak nie śpi, to chce mieć mamę dla siebie... I nie da się oszukać tatą. Tym bardziej starsza, która też chciała mieć mamę tylko dla siebie. W tym wszystkim, moja mama również nie pomagała... Przy Elizie nadziwić się nie mogła, po co ja Ją tyle noszę, przyzwyczaję przecież, nie mam chwili, żeby usiąść, zjeść coś... Natomiast przy Lilce zadzwoniła kiedyś, radosna, jakby co najmniej eliksir młodości odkryła, że Ona właśnie wyczytała, że to jednak trzeba nosić...No i same przyznacie, że łatwiej popełniać błędy wychowawcze, kiedy nie ma się świadomości, że dane zachowanie jest błędem... Bo ja jakoś sumienia już potem nie miałam, żeby Lilkę samą zostawiać w tym łóżeczku.

I muszę to napisać- Eliza i tak była dzielna. Mimo, że słyszała to, czego miała nigdy nie usłyszeć: "poczekaj", "nie teraz", "za chwilę" i tak ze sto razy dziennie, to wydaje mi się, że nie wpłynęło to na Jej uczucia do Lilki. Bo mimo wszystko jestem pewna, że kocha Ją bardzo... A to, że mimo moich zakazów postanowiła któregoś dnia bliżej przyjrzeć się pracy ciemiączka... No cóż- zdarza się. Albo, mimo, że mówiłam jakie to niebezpieczne- nakryła Lilki główkę kocykiem, twierdząc, że małej się to podoba... Zapytałam, po czym wnosi, że Lilce podoba się ta zabawa. Powiedziała, że jak Ją po chwili odkrywa, to mała ma takie wielkie oczy i się śmieje... Też bym się uśmiechała, jakbym nie była świadoma, że kat i oprawca jest jednocześnie wybawicielem...
I wcale, naprawdę wcale się nie cofnęła w rozwoju przy Lilce... Co za głupoty w tych książkach momentami wypisują... A to, że Eliza kazała przez jakiś miesiąc oglądać swoje kupy, po tym jak zawołałam Marcina, żeby dokładnie obejrzał zawartość pieluszki Lilki..? Nie widzę związku... W końcu tyle się słyszy o owsikach, a tym bardziej jak ulubiony tekst taty brzmi "Robaki masz w tyłku?".

Raz tylko, pojawił się niepokojący symptom, kiedy Eliza powiedziała do babci, że Lila Jej "ugorszyła" życie... Nie muszę tłumaczyć Wam znaczenia słowa ugorszyła. Nie będę się też tłumaczyła z tego, jak się wtedy poczuliśmy. Mentalna kulka w łeb to za mało powiedziane...

Od tamtej pory powiedziałam sobie: "Dość! Żadnego chwalenia Lilki przy Elizie, zachwycania się itp. Koniec." Trudne to było strasznie, bo tak już mam, że te moje Dziewczyny, jak już przymknę oko, na Ich wszystkie wady, to mi się absolutnie doskonałe wydają... Ale mus to mus.

I tak mi się całkiem długo udało wytrwać w moim postanowieniu, bo do wczoraj...
Ale "wczoraj" to już na osobną wzmiankę zasługuję...
Bo już tak od jakiegoś czasu podejrzewaliśmy z Marcinem, że Eliza jednak mimo wszystko jest zazdrosna o Małą... A, że ten mój mąż to kocha te nasze dziewczyny nad życie, wymyślił, że jak Lila zaśnie to rozłożymy koc w jadalni i pogramy w nasze ulubione gry planszowe... Bo kiedy jeszcze Lilki nie było, całe długie godziny spędzaliśmy właśnie w ten sposób. No ale wcześniej, w ciągu dnia, wymsknęła mi się pochwała w kierunki Lilki, i to przy Elizie... Gorzej być nie mogło! No co ja poradzę że zrobiłam Lilce kitkę i naprawdę wyglądała tak słodko i nawet chciałam powiedzieć, że dokładnie tak samo, jak Eliza, kiedy była w Jej wieku, ale nie zdążyłam... Eliza zmierzyła mnie wzrokiem mówiącym wszystko ("Nie wybaczę ci tego"), odwróciła się na pięcie i poszła do siebie...

Mając na uwadze, że czeka nas taki miły wieczór we troje, starałam się, aż tak strasznie nie przejmować...
Lila zasnęła, łaskawie nawet wcześniej niż zawsze... Rozsiedliśmy się przy "Chińczyku" i było całkiem miło, niemal jak dawniej... dopóki nie wygrałam- no zdarza się, chociaż nie chciałam... Potem wszystko wskazywało na to, że Marcin też wygra i Eliza nie wytrzymała napięcia... Najpierw rzuciła Marcina kostką w głowę, a musicie wiedzieć, że nie gramy taką tradycyjną małą białą, tylko drewnianą, trzy razy większą... Potem zaczęła płakać, że tylko Lilę kochamy, tylko Lilę szanujemy (???), tylko Lilę chwalimy... I tak powtarzane na przemian przez jakieś pół godziny.

Najpierw miałam ochotę płakać razem z Nią, po 20minutach ciśnienie mi się lekko już podnosiło, bo w żaden sposób ani ja, ani Marcin nie mogliśmy się z Nią dogadać, potem znowu było mi Jej żal... W końcu Marcin, jak na faceta przystało, zapytał po męsku, wprost, bez zbędnych ceregieli i cackania się: "O co ci do cholery chodzi Ty mała rozwydrzona histeryczko?!" No przecież pisałam, że On Je naprawdę bardzo kocha...

-Kupicie mi tableta?







58 komentarzy:

  1. Eee to nie jest tak zle, teraz skoro juz wiesz w czym rzecz powinnas siasc i napisac madra ksiazke pod tytulem np. "Zbawienny wplyw tableta na prwidlowy rozwoj emocjonalny rodzenstwa", bo chyba o tablecie te wszystkie madre ksiazki co to je wczesniej czytalas nic nie wspominaly?
    Wyszlo mi jakies tasiemcowe zdanie, ale ja sie dopiero obudzilam wiec... wybacz;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybaczam :) No ta mądra książka będzie musiała poczekać, aż Eliza doczeka tego tableta. A to jeszcze na pewno trochę potrwa :)

      Usuń
  2. Nie moge sie wypowiedziec na temat zazdrosci jako matka ale juz nie raz zastanawialam sie jak to bedzie u nas kiedy zdecydujemy sie na drugie dziecko. Zazdrosc miedzy rodzenstwem chyba jest nie unikniona, ja rowniez bylam zazdrosna o osiem lat mlodsza siostre ale zadko zdarzalo sie to w stosunku do brata blizniaka czy drugiego o rok starszego brata. Do braci bylam przyzwyczajona, bylismy w tym samym wieku i zawsze mielismy wszystko po rowno, az tu nagle pojawila sie siostra ktorej nie raz trzeba bylo ustepowac, mimo iz rodzice starali sie nikogo nie faworyzowac:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest, bo ja podobno o mojego niecały rok młodszego brata w ogóle nie byłam zazdrosna. Mama mówiła, że przyszłam go zobaczyć a potem nie istniał :) Ale tata mówił, że On strasznie brzydki był, a ja od małego byłam bardzo wrażliwa na piękno...

      Usuń
  3. no widzisz a Ty matko myślisz że to zazdrość a to po prostu o tableta chodzi,,,,
    ciekawa jestem jak to jest między rodzeństwem sama jako jedynaczka tego nie doświadczyłam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bywa różnie. Przez pierwsze 20lat jest ciężko, a potem masz się z kim napić piwa :) I kogo wziąć na chrzestnego :)

      Usuń
    2. no tak nie ma to jak praktyczne zastosowanie rodzeńśtwa :D

      Usuń
  4. Jakie mądre Dziecko! Wie, że z dupowatej sytuacji może wyciągnąć korzyści dla siebie:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HEHE, spróbować nie zaszkodzi, aczkolwiek tablet to bliżej nieokreślona przyszłość :)

      Usuń
  5. No tak, moźe mozna coś przy okazji utargować :) ja walkę o zazdrość toczę codziennie, zaczyna się od przytulemnia, noszenia na rękach itp do tego dołącza jeszcze zaźdrosny pies który ładuje się na kolana a ja już gubię się, kto przytulany już był a kto dalje jest na liście oczekujących :)
    Do "udała nam się oarka" mam podobną aweresję. Ro pierwsze słowa jakie usłyszałam od sąsiadów jak po synku dorobili się córeczki. Śmiałam się potem z koleżankną, że to jak hodowla papużek nierozłączek. Trzeba mieć parkę i już, inaczej to fatum, czarna dziura i nieszczęście na całe życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie wręcz powiem krew zalewała (choć de facto w 20tygodniu ciąży już nie miała szans zalewać) jak słyszałam to sakramentalne "Druga córka? Jak szkoda!" Ludzie...
      Oj Mia, zapomniałaś jeszcze o mężu, bo mój pierwszy do przytulania :)

      Usuń
    2. No i wreszcie mam okazję wyrazić jak szczerze Wam współczuję . Dwie Córki - no naprawdę nic gorszego WAM SIĘ W ŻYCIU NIE MOGŁO TRAFIĆ . Bidulki ...
      No chyba ,że dwóch Synów to większa "kara" niż dwie córki .

      A przy okazji do tego na górze - mnie też możesz "ukarać" takim nieszczęściem . Przecież nie jestem lepsza od Was !

      Usuń
    3. Hm, nie wiem Aneta, na naszym osiedlu dzieci tej samej płci to ogólnie żaden powód do radości, bez względu na płeć. Więc jednak dla spokoju na spacerach życzę Ci parki.

      Usuń
    4. Od A do Z - tak jest niech i Ciebie tak los pokarze :) dla mnie dwie córki to spełnienie marzeń :)

      Usuń
  6. Większa różnica wieku to i rywalizacja większa, ale myślę że nie macie się czym martwić :)) i że Lilkę spokojnie można chwalić przy Elizie i na odwrót, niech się obie doceniane czują ;)
    A z tą dziewczynką drugą to trafiliście, bo właśnie się zaleca seks jak najdalej od owulacji :P i z tymi pozycjami to też jakaś lipa. Bliżej owulacji jest teoretycznie na chłopczyka heheh. Ale na szczęście życie to nie laboratorium, może wyjść inaczej...
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, rywalizacja to nam się pewnie dopiero zacznie-aż się boję! No widzisz, farta, okazuje się, mieliśmy! :)

      Usuń
  7. A ile ona musiała się napracowac na tego tableta?:P Mne sie wydaje,że to takie małe wykorzystanie, rekompensata...Nie bede juz sie foszyc ale kupcie mi tableta:) Sryciula:p Lubie takie dzieciaki, takie harde i charakterne, hehehe:)Moj chyba bedzie podobny do Elizy..:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak, ale nie ze mną te numery :) I niech się foszy ile chce :)

      Usuń
  8. A miałam już w głowie taki fajny komentarz, normalnie genialny... a tu mi go tablet zniszczył! xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam tablet zniszczył wieczór, a nawet noc!

      Usuń
  9. Niezły post. Moja różnica wieku z siostrą to 7 lat i też było cieżko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż się boję co będzie dalej.. bo mam wrażenie, że to dopiero początek!

      Usuń
  10. Ale ten tablet... się obśmiałam! :D
    Ja też kiedyś nie znosiłam Oli. Serio. Serio! Bo chociaż nigdy nie byłam spychana na dalszy plan, to cholernie ciężko mi było zaakceptować zmiany.
    Eliza miała po prostu zły dzień. Zdarza się? Zdarza!
    W końcu rodzeństwo które wyłącznie się wielbi występuje tylko w tv! :DD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w ogóle to dodam, że jak raz w piątej klasie stwierdziłam, żem jedyną w klasie bez komórki to nawet "M jak miłość" nie znosiłam xDD
      Ale się nie ugięli! Dostałam w gimnazjum!

      Usuń
    2. Nie znosiłaś Oli? Noel jak mogłaś, jak mogłaś?! Ty musisz być zdecydowanie bardziej otwarta na zmiany :)
      Ona tableta też jeszcze długo, długo nie dostanie! I niech rzuca kostką ile chce. Byle w tatę...

      Usuń
  11. :)spryciula...no i dobrze,da sobie w życiu radę.Różnica wiekowa między mną a moim(starszym) bratem wynosi 7 lat i jak sięgam pamięcią zawsze było darcie kotów.On był ten mądrzejszy i częściej odpuszczał na szczęście,ale i tak było czasem za ostro.Przeszło nam (a raczej mi)mniej więcej jak ukończyłam 20 lat...teraz jest całkiem fajnie...Trochę to u nas trwało,oby u Twoich dziewczynek było to przejściowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby tak, bo zwariuje. Eliza czasami zachowuje się jakby już miała PMS. Czasami dostaje takich faz bez powodu, że cycki opadają.

      Usuń
  12. Eliza jest boska ! Takiego finału się nie spodziewałam ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okazuje się, że jednak finał nie był finałem, bo problem zazdrości niestety jest :(

      Usuń
  13. Jestem jedynaczką, więc jako dziecko nie miałam takiego problemu.
    Ale moje kuzynostwo - na różnych etapach, różne konfiguracje zazdrości były: o tatusia, o mamusię, o siostrę, o brata, o siostry ;) o spanie u babci - że ten jechać może, a one zostają w domu. Albo o to, że jak już jedno było dorosłe (18) a reszta smarkata, to dlaczego mu wolno, a im nie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mia, nie strasz mnie-czyli może być jeszcze gorzej?! Jeszcze dziś zamawiam tableta :)

      Usuń
  14. Az musialam przemyslec i zasiegnac jezyka u moich klientek. Wyglada na to, ze zazdrosc jest wieksza miedzy rodzenstwem tej samej plci, bo to jednak troche rywalizacja. Ja widze jak nasza Aviva zupelnie olewa, ze ma mlodszego brata, kiedy ma ochote to sie z nim bawi, najczesciej go ustawia do pionu, ale generalnie to ma w odwloku:))) Ja mam dwoch braci i tez nie pamietam uczucia zazdrosci, ale mam kuzynki dwie siostry z roczna roznica i to byla konkurencja przez cale dziecinstwo dopiero jako nastolatki byly naprawde serdecznymi siostrami i pewnie sa do tej pory. A ja moich braci jak olewalam wczesniej tak niewiele sie zmienilo:)))
    Moze cos w tym jest, znaczy w tej jednej plci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może faktycznie tu jest pies pogrzebany... Pewnie jakiś psycholog by nam to wytłumaczył :) Tak jak fakt, że każdy chłopiec chce ożenić się z mamą...
      Ja nigdy nie byłam o brata zazdrosna- zawsze był brzydszy i się gorzej uczył :) A tak serio, nie ma między nami roku różnicy-nigdy nie miałam poczucia, że coś mi zabrał swoim pojawieniem się. Nie pamiętam czasu, kiedy byłam jedynaczką, bo nie mam prawa go pamiętać.
      No ale widzisz, piszesz o dziewczynkach, które też dzielił tylko rok różnicy, a zazdrość jednak była. Wychodzi więc na to, że to faktycznie płeć determinuje rywalizację. Oby Im przeszło...

      Usuń
  15. I nie mogła tak od razu powiedzieć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, to nie w Jej stylu :) Musi być trochę dramaturgii :)

      Usuń
  16. Hahahahaa. Ja wiem, że to w sumie nie miało być śmieszne, ale ja znowu padłam ze śmiechu. Ten post, z tak zaskakująca puentą, chyba już wygrał konkurs na wpis roku :P Mam nadzieję, że się zbytnio nie przejęłaś, bo to dziecięca standardowa zagrywka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, do wczoraj też tak myślałam... Ale kiedy ze sto razy usłyszałam, że Jej nie kochamy, to jednak zwątpiłam.
      Wpis roku? To już teraz mogę spocząć na laurach :)
      Dzięki Martuś!

      Usuń
  17. I trzeba było tyle zachodu zamiast po prostu zapytać?:) prawdziwa kobieta:))
    Swoją drogą Eliza to Twoja kopia:) jak dwie krople wody...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eliza lubi budować napięcie. Jakby zapytała wprost nie byłoby tego efektu :)
      Im się zmienia, kiedy są małe to kopie Marcina, potem na szczęście pięknieją :)

      Usuń
    2. Eliza jak Hitchcock, napięcie musi sięgnąć zenitu :)

      Usuń
  18. Tymon ma swoje etapy. Wczoraj znowu próbował tłuc Agnieszkę (a były już dwa miesiące spokoju). Myślę, że to nawet nie jest kwestia bycia rodzeństwem, tylko bycia ludźmi. Ja byłam zazdrosna nie tylko o rodzeństwo ale też o kuzynostwo, które mama chwaliła ;)

    A puenta genialna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, jako człowiek, który nie bywa w ogóle zazdrosny jakoś ciężko mi to wszystko pokumać, ale wiem, że tak to właśnie w życiu bywa. No u nas było 14miesięcy względnego spokoju, a teraz to chyba z nawiązką będzie...

      Usuń
    2. Marta jak ty to robisz,ze nie bywasz wogóle zazdrosna? Jest to wykonalne???

      Usuń
    3. Myślę, że jest :) Moja mama też nigdy nie była zazdrosna, może się tego nie nauczyłam? Z kolei ojciec zazdrosny był o wszystko i wszystkich- widziałam ile złego z tego wynika. Ciężko ten brak zazdrości wytłumaczyć w jednym zdaniu, ale weźmy chociaż kwestię pieniędzy-pewnie, że mogłabym być zazdrosna, że ktoś ma ich więcej. Ale raczej jestem z tym osób, że zastanawiam się, co ja zrobiłam źle, że na przykład ich nie mam :)
      Nie jestem zazdrosna o męża, bo mamy te same wartości, oboje nie wyobrażamy sobie zdrady.
      Teraz tak się nad tym zastanawiam, i myślę, że mój brat też zazdrosny nie jest, może faktycznie ma na to wpływ wychowanie? Sama nie wiem...

      Usuń
    4. Zazdroszczę Ci tego kochana bardzo... -pozdrawiam Marta z łodzi

      Usuń
    5. A wiesz, że ja nawet na to nie zwracam uwagi? Ale fakt, żyje mi się na pewno łatwiej niż mojemu ojcu... Ale przypomniałam sobie, że mając 20lat byłam bardzo zazdrosna o chłopaka z którym wtedy byłam, więc jednak :)
      Marta, a Ty masz bloga?
      Pozdrawiam Kochana! I głowa do góry :)

      Usuń
  19. Od chińczyka do..tableta? hehe..dobra jest...
    a zazdrośc jest uważam normalna...
    My próbowaliśmy tłumaczyć Synowi, że kochamy ich po równo, ale inaczej ..okazujemy ta miłość...Zaproponowaliśmy mu nawet, że będziemy też do niego "gugać", ale po 5 minutach odpuścił...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma to po rodzicach, my ostatnio od cebuli do rozwodu na przykład... Więc chińczyk i tablet to już mniej nierealne powiązanie :)
      Marcin ostatnio się wkurwił, i chwalił Ją, że potrafi oddychać-oczywiście wściekła się jeszcze bardziej... Na szczęście laptopa nie zażądała.

      Usuń
  20. Moja mama opowiedziała mi kiedyś historię mojej zazdrości o siostrę (siostra jest młodsza o 2 lata). Mama ją karmiła, a ja siedząc obok, walnęłam moją siostrę ręką w głowę. Mojej siostrze nic się nie stało, rozpłakała się tylko, ale ja chyba wywaliłam całą złość wtedy, najlepiej jak potrafiłam na 2,5 roczne dziecko i był to ponoć najjaskrawszy przejaw mojej zazdrości. Moja siostra przez długi czas mi to wypominała, będąc nastolatką, że to przez to się źle uczy. Znalazła sobie wytłumaczenie.

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie wiem co napisać na temat posta, więc napiszę tylko, że nie zazdroszczę. U nas na szczęście ok w tym temacie - pewnie wiele zależy od wrażliwości dzieci i wbrew założeniom dżender ja jednak uważam, że zupełnie inaczej sprawa wygląda u dziewczynek, a inaczej u chłopców. Może wszystko po prostu dopiero przede mną :)

    P.S. Jak tam Lilcia, już lepiej?

    OdpowiedzUsuń
  22. nie no, ja też masła o lodówki nie chowam :P ciężko się smaruje....

    OdpowiedzUsuń
  23. Hmm... znów się uśmiałam czytając, choć sprawa jest w sumie poważna. Ja z moją o 3 lata siostrą nie miałam nigdy dobrych relacji, może też chciała mnie wyrzucić do śmietnika ;) w sumie to raz się podobno zamachnęła na moje życie idąc ze mną sama na spacer (???) gdzieś u babci na wsi i wywalając mnie z wózka ;/ ale dla równowagi to ją pogryzła suka, którą próbowałyśmy wydoić (taka zabawa, że niby to krowa była), bo ja tylko miskę na mleko trzymałam a ona doiła ;)
    Myślę, że u Was wszystko się dobrze ułoży :)

    Ps. i co, kupicie jej tableta? :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Teraz powiem Ci Kochana, czemu najlepiej jest mieć parkę ;p

    "No coś Ty Zosiu! Mamusia kocha najbardziej na świecie swoją córeczkę jedyną i najbardziej na świecie swojego syneczka jedynego. Ty jesteś córeczką wyjątkową, a Miłek syneczkiem wyjątkowym."-To tak pół żartem i pół serio.
    U nas dotychczas jakoś dawałam sobie radę z zazdrością Zońki, a teraz w tej Norwegii szarej doszła zazdrość Miłka. Czasami Miłek dostaje od Zoni w czachę kiedy niby ja miałam nie widzieć tego, w zamian za to, że nie wpuścił Zoni na moje kolana :( Ciężko wytłumaczyć, że kocha się szalenie do krwi kiedy patrzą tymi oczyskami smutnymi. Bałam się zazdrości i weszli mi na głowę. Nie zawsze można po równo.

    Tablet mnie rozwalił :?*

    OdpowiedzUsuń
  25. nie da się jej uninkąć...można zminimalizować ale całkiem uniknąć się nie da....

    u mnie chyba dużo dała mała różnica wieku ( 2 lata). kiedy byłam jeszcze w ciąży starszak niewiele rozumiał kiedy szłam rodzić starszak rozumiał niewiele więcej. i z niektórymi rzeczami byłó mi łatwiej. łatwiej mi coś wytłumaczyć....łatwiej przy rzeczach typu kąpiel, kibelek.....trudniej przy ubieraniu i karmieniu. ale dużo tak naprawdę zależy od nas......i w tym czy sprawiym by starsze niepoczuło się odrzucone.....

    ze wszystkich przykładów jakie znam ( kooeżanki znajome, swó przykład) im mniejsza róz\nica wieku tym mniejszy problem z zazdrością....ale życia nie da się zaplanować czasem jest tak że różnica wieky jest większa.

    nie wiem jak bym dała radę przy 6, 7 letniej różnicy wieku. mam praktycznie jedno za drugim...i to mi mega ułatwia sprawę.

    poza tym każde dziecko i każde rodzeństwo jest inne i nie ma jednakowej recepty na tę zazdrość.....czasem właśnie jednaokowo nie znaczy sprawiedliwie

    OdpowiedzUsuń
  26. Ehhhh. Czasem serce mi sie kraje gdy widze zazdrosc Piotra o brata, z drugiej strony wcale mu sie nie dziwie. Tomek jeszcze malutki, nie moze sie z nim bawic tak jak chcialby, irytuje go jego placz. Po pierwszej fascynacji i dumie przyszlo znuzenie i rozczarowanie. Piotrek teraz rzadko sam z siebie podchodzi do brata, toleruje go po prostu. Kiedy musze przerwac zabawe z nim bo Tomek wzywa lub karmie i musi poczekac na kanapke widze zal w jego oczach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam przekonana, że 6latkę można przygotować na to, z czym wiążę się małe dziecko, i nigdy nie kryłam przed Elizą, że będzie ciężko i w ogóle różnie. Ale co innego mówić, opowiadać, a co innego kiedy to się dzieje w praktyce. U nas Lila jako noworodek i niemowlę była naprawdę absorbująca. Teraz niby jest lepiej, ale znowu to taki żywioł, że na chwilę z oka Jej spuścić nie mogę, więc jak robię coś z Elizą to odrywam się co chwilę, Ona już zaczyna na to obojętnieć, a to chyba jeszcze gorzej... Ciężko jest czasami, bo i jedno ma swoje potrzeby i drugie. I czasem trzeba po prostu wybierać :(

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!