Mama2c

Mama2c

niedziela, 23 lutego 2014

8/52

Już?!
Już 8?
Ale jak?
Kiedy?
A czuję przez skórę, że wraz z faktycznym (bo u nas w zasadzie już jakby wiosennie) nadejściem wiosny, czas jeszcze bardziej przyspieszy...
Oto my w ósmej odsłonie naszej zabawy:

Nie mogłam się dziś zdecydować na jedno, konkretne zdjęcie Lilki, także jest i coś w bonusie :)



W takim razie- Elizka też podwójnie :)



No i mama- nie, dziś nie napiszę, że katar, że zmęczona, że niewyspana... 
Dziewczyny! Co tydzień leczycie mnie z kompleksów- to działa skuteczniej, niż metamorfoza w "Łabędziem być" :) Ktoś pamięta? Ktoś oglądał?


Od dziś, konkretnie- od godziny 10-tej, mam do obrobienia tylko jedno dziecko :) Elizka wyjechała na ferie. Zamierzam tęskniąc odpoczywać :) W końcu to niecałe 4dni i to nie Jej pierwszy wyjazd bez nas. Jestem spokojna. I szczęśliwa- bo widziałam Jej wczorajszą ekscytację przy pakowaniu, i poranną radość, kiedy w końcu doczekała dnia wyjazdu- znacie to: "Mamo, a kiedy będzie sobota?", "Mamo, ile jeszcze do soboty?".
Tak, mamy już naprawdę duże i samodzielne dziecko :) Teraz tylko doczekać takiego stanu rzeczy z Lilą i... można myśleć o trzeciej córce :)

29 komentarzy:

  1. Hehe trzecia musi być, bo wiele mam mówi, że po dwójce każde kolejne to bułka z masłem :)
    Ale jesteś szczęściara, że na cztery dni zafundowałaś sobie mniejszą wydajność. Moj starszak po tygodniu w domu jutro idzie do przedszkola a ja już zacieram ręce z radości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każde kolejne? Hm, no to jest argument, żeby mieć Ich czworo :)
      Oj tak- nie ukrywam, że cieszy mnie ta mniejsza wydajność, a radość z pójścia dziecka do przedszkola po chorobie-znam aż za dobrze :)

      Usuń
  2. :) a jak. Pamiętasz wpis jakchcemy? 3 jest lepsze niż 2 :P

    Jeśli chodzi o fotki - to śliczne jak zwykle :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki!
      Oj ja się boję, że u mnie to potem 4 jest lepsze niż 3 :)

      Usuń
  3. Och zazdroszczę po cichu takiej "samotności" hihi

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi się marzy wysłać Tymona deo dziadków chociaż na dwa dni, ale nie da się jeszcze. Za daleko. 450 kilometrów dla dwulatka to cały świat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla Elizy jeszcze niecałe 3lata temu 25km to było baaaaaaaardzo daleko, także- chyba jeszcze trochę poczekasz.

      Usuń
  5. Albo o Syneczku :-D Świetna pamiątka te zdjęcia dla Córek, zazdroszczę systematyczności, bo u mnie z nią krucho.
    PS. Tak nie złośliwie kompletnie pytam, ale z czystej ciekawości - nie tęskno ci do pracy na etacie? Wiesz takie oderwanie od domowej harówki?
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety nawaliłam ze zdjęciami Lilki w pierwszym roku, bo przy Elizie robiłam ich tysiące, a przy Lilce... No dużo, dużo mniej :) Dorotka, odpowiem Ci na pytanie jutro, bo to w jednym zdaniu się nie da :) A czy mi tęskno- pewnie- czasami pięć razy dziennie, miałabym ochotę pójść do pracy :)

      Usuń
    2. Ok Dorotka-gotowa jesteś na moje wyznania? :)
      Pewnie, że czasami mi tęskno. Jeszcze częściej przeraża mnie myśl, że nie mam gdzie wracać.

      Kiedy byłam w ciąży z Elizą, wiedziałam tylko tyle, że nie będę wracała do pracy zaraz po macierzyńskim. Nie zakładaliśmy z Marcinem ile konkretnie będę w domu, ale że żadna z babć Elizy nie mogła się Nią zajmować, gdzieś tam braliśmy pod uwagę, że mogę być w domu z Nią te pierwsze 3lata. Moja aktualna wtedy pensja, nie wystarczyłaby na nianię, a jakoś żłobka nie braliśmy w ogóle pod uwagę.
      Potem urodziła się Eliza, zaczęły się poważne problemy z Jej zdrowiem, poza tymi poważnymi rzeczami dochodziły infekcje- przynajmniej raz w miesiącu albo zapalenie oskrzeli, albo angina, albo szkarlatyna... Temat pracy w ogóle przestał istnieć, bo chodzić na zwolnienia non stop? Kto chciałby mieć takiego pracownika. W międzyczasie totalnie już ześwirowałam na punkcie zdrowia Elizy, był czas, że byle katar powodował u mnie depresje jakby mi ktoś umarł. Ciężki to był czas dla nas wszystkich. Eliza w końcu nie poszła do przedszkola publicznego, bo na samą myśl o tych wszystkich dzieciach, które będą na Nią kaszleć/smarkać, od razu byłam chora. A to przedszkole do którego Ją zapisaliśmy było tylko 5godzin dziennie... Znowu temat pracy odpadał. Dzięki Marcinowi mogliśmy sobie na to pozwolić, żebym była w domu. No a potem Eliza jakoś wyszła na prostą ze zdrowiem, nam się zamarzyło drugie dziecko... Pracowałam parę miesięcy, ale tamta praca okropnie mnie stresowała (Kancelaria Komornicza), zwolniłam się i za jakiś czas byłam w ciąży z Lilą.
      Czasami myślę, że tak miało być, ale nie raz żałuję, że nie udało mi się połączyć bycia mamą z pracą zawodową. Zwłaszcza, że jeszcze w liceum miałam naprawdę dużo fajnych zainteresowań i myślę, że mogłabym mieć ciekawą, fajną pracę...
      Jak Lila skończy 3latka oczywiście wybieram się do pracy, bo raz, że jest nam już ciężko finansowo, a dwa- no ile można?! Dzieci rosną, za chwilę przestanę Im być potrzebna, trzeba mieć też kawałek swojego świata :)
      No, to by było na tyle. A jakie u Was plany? Ile zamierzasz być z Doriankiem w domu?

      Usuń
    3. Wiesz jeszcze do niedawna nie wyobrażałam sobie życia bez pracy zawodowej, tzn. bez rozwoju zawodowego, awansu czy nowych wyzwań, ale teraz żałuję, że nasza sytuacja finansowa nie pozwoli mi zostać z Synkiem dłużej niż rok :-/
      Na domiar złego rozglądałam się już za żłobkiem, i na miejsce w miejskim raczej szanse zerowe, a tylko tam są warunki dla mnie akceptowalne: tzn przystępna cena(300-400 złotych) i godziny otwarcia 5.30-17.30, w prywatnych ceny kosmiczne, brak personelu medycznego w placówce, a godziny nie do przyjęcia dla pracujących na zmiany. Tak więc stanie zapewne na ułożeniu zmian, by opiekować się Synem na zmiany plus pomoc teściowej, która niestety będzie potrzebna, a której bardzo chciałam uniknąć :-/ Będę się martwiła tym za rok, teraz staram się wyczyścić umysł i spokornieć, co by przygotować się na wizję teściowej - pomocnicy...Może joga?

      Usuń
  6. Z trzech promiennych uśmiechów wnioskuję, że humory dopisują wszystkim kobitkom i bardzo dobrze - tak powinno być :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, generalnie z humorami to było różnie, przynajmniej w sobotę, no ale uśmiech dla fotografa- musi być :)

      Usuń
  7. Odpoczywaj :)) Jak zawsze ślicznie się prezentujecie ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. No jasne, że 3 jest lepsze od 2 ;)
    Nie ma na co czekać, trzeba działać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przekażę mężowi, na razie jest na etapie: "Muszę się najpierw wyspać" :)
      Boję się tylko, że po trzeciej, będzie ochota na więcej- dzieci uzależniają :)

      Usuń
  9. ja ogladalam labedziem byc i zawsze dochodzilam do wniosku ze te babki robili takie sztuczne i plastikowe niczym lalki barbie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A być może, nie pamiętam za bardzo końcowych efektów, tyle, że były to gruntowne metamorfozy.

      Usuń
  10. Albo synek. oj łabędziem być lubiłam bardzo, tez chcuałabym przejsc taką metamorfozę! Lileczka urocza <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja widziałam zaledwie parę odcinków, ale też miałam etap, że chętnie zmieniłabym to i owo, tylko niekoniecznie przy asyście kamer i na oczach milionów :)

      Usuń
  11. Pierwsze zdjęcie Lilki po prostu czaruje! A Eliza jak zawsze śliczna, zupełnie jak mama :))
    takie bycie przez chwilę z jednym tylko dziecięciem to zdrowa sprawa, chyba dla wszystkich :) Lilce na pewno się spodoba... ;) oby Wam miło mijało!

    OdpowiedzUsuń
  12. Lila na drugim zdjęciu wymiata. Sorry, ale bije Was na łopatki ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Lila z tym spojrzeniem... to chyba spojrzenie mamusi? Co nie?
    Śliczne jesteście.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!