Mama2c

Mama2c

wtorek, 18 lutego 2014

Ferie, dzień 2

Myśl na dziś: "Co ze mnie za matka?!".
Ja tu wczoraj całą tyradę uskuteczniłam, że Dziewczyny niby fajne i kochane, ale ciężko, nie do ogarnięcia i takie tam... A One dzisiaj co? No dwa aniołki po prostu. Więc tak chodziłam, przyglądałam się, sprawdzałam, czy to na pewno moje dzieci i myślałam- no co ze mnie za matka, co ja się tak czepiam. Potem naszła mnie trochę inna myśl- że to może teraz tak już będzie- dzień na dzień- od diabłów wcielonych, po słodziaki kochane. Że niby tak dla równowagi...
Zobaczymy.
Jutro mamy gości, także lepiej, niech nie dają popisu swoich możliwości.

Anielice...



Lila dzisiaj zabłysnęła!
Pisałam kiedyś, że naprzeciwko nas, sąsiedzi mają dwie suczki. To takie malutkie kundelki. Zupełnie niegroźne (Tak, wiem- do zwierząt mamy zawsze ograniczone zaufanie :)), robiące sporo jazgotu, co mnie czasami baaaaardzo irytuje, ale cały czas żyję wizją odwetu, jak już kupimy sobie owczarka niemieckiego :)

Jakiś czas temu wracałyśmy z Lilą ze spaceru i już w klatce wyjęłam Ją z wózka i coś tam poprawiałam z pokrowcem, bo się zsuwał. Wtedy drzwi otworzył sąsiad i wybiegły z nich psy. Lila stała przy drzwiach wejściowych- prawie się o nie opierając. No i młodsza z suczek, tak się ucieszyła na widok Lilki, że skoczyła na Nią. Lila zaskoczona osunęła się na te drzwi i zjechała na tyłek. Nic Jej się oczywiście nie stało, sunia Ją powąchała i pobiegła na dwór. Lila, która psy uwielbia, była w ciężkim szoku, i wtedy właśnie, dokładnie miałam okazję zrozumieć sens powiedzenia: "mieć oczy jak 5zł"... Mała dopiero w domu przemówiła ludzkim głosem i brzmiało to mniej więcej tak "haha bam, ha tata, ha baba". No to Wam teraz przetłumaczę: Piesek mnie przewrócił, zadzwoń do taty i babci". No.
Oczywiście zadzwoniłam do taty, Lila "opowiedziała" Mu swoją wersję zdarzeń, bo fantastka Jedna, już dodała, że płakała! Opowiadając babci całe zdarzenie, była już tak przekonywująca z tym płaczem, że i we mnie wzbudziły się wątpliwości- kurczę? Może faktycznie zapłakała? Nie no, byłam tuż obok, cały czas na Nią patrzałam... No ale co wymuszone współczucie wzbudziła, to wzbudziła.

Całe zajście miało miejsce jakieś 2-3tygodnie temu, ale co rusz, jest przez Lilę odgrzewane i rozpamiętywane do znudzenia wręcz... Dziś za to, przeszła samą siebie.

Poszłam Ją położyć na drzemkę, także nasz rytuał- łóżko, cyc i jedziemy :) Nawet sąsiad z góry, który codziennie czuje się królem wiertary, zazwyczaj Jej nie przeszkadza i mniej więcej po 10minutach, dziecko ma odlot totalny. Leżymy więc dzisiaj, mała skupiona na cycu, a nagle słychać płacz dziecka w wieku około Lilkowym... I tak jak wiertarka Jej w ogóle nie przeszkadza, tak obok płaczu rówieśnika, Lila nie mogła przejść obojętnie- puściła cyca i nasłuchiwała. Dziecię jakieś mocno rozpłakane musiało być, bo darło się i darło, co oczywiście Lilę już skutecznie zdążyło mi rozbudzić. I nagle moje Dziecko, po dłuższej chwili zastanowienia (myślę, że analizowała rodzaj płaczu), przemówiło: "dzidzia (to moje słowo, bo Ona wypowiada je w takim sposób, że ja napisać tego nie potrafię) bam haha, dam am". Pora przetłumaczyć- dzidzię przewrócił piesek, dam jej smoczka.

Co tu dużo pisać- usiadłam z wrażenia! Oczywiście- ja wiedziałam, że mam w domu dziecko co najmniej wyjątkowe, ale teraz?! Teraz to namacalny dowód dla świata i wszystkich ewentualnych niedowiarków :) Zaraz potem był rozkaz: "ha baba, ha tata", bo przecież jak coś się dzieje, to babcia i tata wiedzieć muszą, ale niewykonany, bo przecież chciałam Ją w końcu położyć.

Najciekawsze jest jednak to, że kiedy po wstaniu zapytałam Ją o dzidzię, dlaczego płakała, Lila patrzyła na mnie takim wzrokiem, jakby chciała powiedzieć: "Dzidzia? Dzidzia... Jak dzidzia?". A jak spytałam, czy da smoczka dzidzi, to złapała go mocno i powiedziała: "Nie, nie, nie".
Także teraz się zastanawiam- której z nas to wszystko się przyśniło :)

Z mężem też się dzisiaj dogadałam "po chińsku". Pyta się mnie konspiracyjnym tonem czy coś jemy dzisiaj wieczorem. Bo czasami, jak Dziewczynki zasną, to sobie coś tam zamawiamy. Trochę się zdziwiłam, że tak we wtorek? No ale jak mam w perspektywie robić kolację tylko dla Elizy, to czy mnie interesuje, czy jest wtorek czy piątek? No pewnie, że nie, więc odpowiedziałam, że jasne. Za dłuższą chwilę Marcin pyta: "To co?", no to ja Mu na to, zgodnie z tym, na co miałam ochotę, że risotto. I patrzy tak na mnie dziwnie ten mój mąż, jakbym właśnie po chińsku do Niego przemówiła... Co się okazało? On się podobno pytał, czy pijemy coś dzisiaj, a nie "jemy"... Ja tam usłyszałam, to co chciałam, bo o  ile do jedzenia jestem zawsze chętna, a tyle do picia już rzadziej.
Dla zgorszonych i zastanawiających się, czy dla nas "picie" w środku tygodnia jest chlebem powszednim, spieszę donieść, że mąż miał na myśli tylko wino, albo małe piwo... A i tak skończyło się na jedzeniu :)


Ferie- aktywnie, czy leniwie?
 


25 komentarzy:

  1. Zycze kolejnych dni ferii tak samo udanych jak dzisiejszy:) U nas smoczek to tez am, ale to jest rowniez jedzenie i picie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! U nas też am ma wiele znaczeń :)

      Usuń
  2. W kicuszku wygląda jak duża dziewczynka juz;) i sporo mówi, mój niestety nie mówi wiele, wszystko rozumie, ale odezwać się ksiażę nie raczy zbyt często;p podobno chłopcy tak mają, ze małomówni w tym wieku. U nas piwko też czasami w tygodniu, mężowe. i ja sobie łyczka wezmę jak młody śpi;)

    Megi W

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, też słyszałam, że chłopcy się nie kwapią z mową. Ma jeszcze czas, a potem jak się już rozgada... :)

      Usuń
  3. Jak ja lubię te opowiastki :) Trzymaj się ze swymi dzieciolami zdolnymi :) Może Lilii się przypomni za dwa dni :P też mamy rytułał łóżko - cyc - 10minut i spanie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Lila będzie pisarką - fantastką. Na pewno zakupię jej książkę :) No i ten... manipulować facetami będzie.

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas to samo- jeden dzień super, następny masakra, nie wiadomo o co chodzi i na co się nastawić co rano..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się zawsze nastawiam na najgorsze. Ewentualnie będę mile zaskoczona :)

      Usuń
  6. Kurcze z Lili to juz prawdziwa gadula! Zazdroszcze, bo u mnie wyglada, ze Nik bedzie zaczynal mowic rownie pozno co Bi, jesli nie pozniej...
    No i widzisz mama, znow wyszlas na klamczuche. ;) Ja zawsze sie tak czuje, kiedy naopowiadam jakie te moje Potwory niedobre, a one potem usmiechaja sie do baby i dziadzi przez skypa, grzecznie pomachaja, a Bi czasem i jakis wierszyk wyrecytuje... I gdzie te moje male Monstra? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To u nas była tradycja z Elizą. Mówiłam, że się nie słucha itd a u dziadków? No nie to samo dziecko :)

      Usuń
  7. haha
    mala artystka
    grunt to miec fantazje i gadanego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, oj tak. Tylko, że to niebezpieczne połączenie :)

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. To my się uśmiechamy teraz do Was :)

      Usuń
  9. dawno mnie tu Ciebie nie było, a tu jak zawsze wesoło :) super się Ciebie czyta :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Aniu, uwielbiam takie komentarze :)

      Usuń
  10. Bez Twoich tłumaczeń ,co autor Lila miała na myśli-miałabym ciężko z rozszyfrowaniem;) Rozbawił mnie król wiertary ;);)Też mamy takiego króla na czwartym piętrze;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przejmuj się Ania, nie Ty jedna :)

      Usuń
  11. U nas też jest tak, że jeden dzień Calineczka potrafi wariować tak, że wytrzymać się z nią nie da i matka ostatkiem sił próbuje być cierpliwa, a czasem przez cały dzień grzeczna jak aniołek. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli moja teoria z równowagą ma chyba jednak sens :)

      Usuń
  12. Do męża trzeba było powiedzieć"Ha knajpa!" to może by skapował :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!