Mama2c

Mama2c

czwartek, 20 lutego 2014

Ferie, dzień 4

Jak ja nie lubię takich dni!
Nie lubię kończyć dnia, w poczuciu mojej matczynej beznadziejności :(
Fajnie dziś było, do czasu...
Pojechaliśmy spotkać się z naszą znajomą.
Bo mamy to szczęście, że mamy naprawdę fajnych znajomych, tyle, że nam uciekli. Do Norwegii.
Lila- miłe zaskoczenie- bawiła się i chodziła po całym domu beze mnie!
Eliza- jak ja lubię obserwować Ją i "Elenkę", jak Obie się zmieniają, rosną, jak inne stają się Ich spotkania i zabawy- widać, to przy każdym Ich przylocie do Polski.
Fakt, trochę się zasiedzieliśmy. Ale znowu, nie aż tak.
Tyle, że to było o te pół godziny za długo.
Dla Lilki- a jakże!
W domu dała taki popis, że do teraz mną telepie.
Głodna, zmęczona i wszystko na NIE!
"NIE" wyrażane płaczem, krzykiem, pokładaniem się i absolutnym brakiem współpracy.
Wiem- jest za mała, że zrozumieć stan w jakim jest. On sam, był pewnie dla Niej zaskoczeniem. Niestety siła jego oddziaływania była tak wielka, że poróżnił nas wszystkich. A najbardziej dostało się niewinnej Elizie.
I jeszcze się nie położyłam, a już mam kaca.
Moralnego.
Okropne uczucie.
33lata na karku, a daję się wyprowadzić z równowagi niespełna półtorarocznemu dziecku.
Wstyd.
I nie pomaga, że już dziś przeprosiłam.
Bo to nie pierwszy raz.
A przecież sama tłumaczę Elizie, że z czasem i "przepraszam" traci swą moc, jeśli jest wypowiadane za często.
Jeszcze bardziej mi wstyd.
Dobrze, że ten dzień już się kończy.

Tutaj była akurat kulminacyjny moment dobrego humoru i taniec dla Alexa, z ciasteczkami maślanymi w obu rączkach- nie dziwię się, że tak Jej się spodobało w Gościach...


Generalnie, żeby zrobić fajne zdjęcie moim dwóm córkom, już mam duży problem, po dziesiątej próbie zrobienia takowego zdjęcia czwórce dzieci, straciłam nadzieję i wrzucam pierwsze lepsze z tych moich podejść...


Tak randkują Roczniaki- Alex i Lila, pierwsze spotkanie


Jest i ciocia Aga, sporo wypitego razem piwa, jeszcze więcej zjedzonej razem pizzy, jakieś hektolitry wypitej kawy, jeden wspólny wyjazd, kilka spontanicznych wypadów w miasto, i na pewno raz kino. Ciekawe, o czym zapomniałam :)


13 komentarzy:

  1. Trzymaj się :) Na pewno Zrobiłaś wszystko co było można najlepiej. Pamiętaj - kochasz swoje dzieci :) a jakbyś zapomniała, to sobie przypomnij jeszcze raz :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Matka super babką jest tylko za dużo sobie dopowiada :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze nie miałam dużej sposobności, by mnie dzieci wyprowadziły z równowagi, aczkolwiek zdaję sobie z tego sprawę, że to kiedyś nadejdzie. To chyba nieuniknione. Mam tylko nadzieję, że będę na to gotowa i odpowiednio zareaguję. Podziwiam Ciebie, że tak sobie dajesz radę, bo nie każdy umie przepraszać, a zwłaszcza dzieci. Śliczne masz córeczki:) Gorąco pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana, ale ty tylko człowiekiem jesteś... matką - fakt, ale też masz nerwy i one też czasami puszczają. Jest dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Potwierdzam słowa Poprzedniczki - jesteś tylko człowiekiem, czasem człowiek nawet jak bardzo nie chce to się wku... na całego i nic na to nie można poradzić. Elizka z pewnością wie, że ją kochasz nad życie i ogólnie jesteś super mamą - to już ode mnie :-D

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiesz, mi się zdarz ryczeć po tym, jak nawrzeszczę na Tymona, bo kiedy on jest w fazie histerii mi puszczają nerwy. A potem widzę strach w jego oczach i czuję się jak potwór. I żadne przepraszam nie jest w stanie ukoić wyrzutów sumienia. :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Każda mama ma zły dzień! Każda! Matki Polki zawsze mądre i cierpliwe to mit!
    Jesteś dobrą mamą, pamiętaj o tym :***
    Dobrze zrozumiałam? Koleżanka Elizki ma na imię Elena?
    Jeśli tak to... ślicznie *.*

    OdpowiedzUsuń
  8. każda z nas tak ma Matra ale jesteśmy tylko'' człowiekami'' i po prostu puszczają nam nerwy:) takie spotkania są naprawdę fajne szkoda ze nie macie do siebie bliżej:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Imprezowo u Was ostatnio ;)

    A ataki histerii znam aż za dobrze. U nas "armagedon" ostatnimi czasy, brak mi już cierpliwości..

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie moja prawie-trzylatka i roczniak wytracaja z rownowagi przynajmniej raz dziennie. Przyzwyczailam sie. :)
    A serio to raz po raz odbywamy z M. rozmowy wzajemnie umoralniajace, bo oboje widzimy, ze przez cyrki Nika, jego wymuszanie i zanoszenie, nieraz obrywa sie Bi. Oboje to widzimy, staramy sie z tym walczyc, ale pod koniec dnia, kiedy cala nasza czworka jest juz padnieta, a dzieciaki histeryzuja na potege, czlowiek zapomina po prostu o czym rozmawial jeszcze 2 godziny wczesniej i co sobie obiecywal... I znow skupia sie na naszej corce, ktora sama jest przeciez jeszcze malym dzieckiem. Czasem czuje sie tak strasznie winna, ze wygarniam sobie i M., ze Bi mialaby jako jedynaczka takie cudowne zycie. A my, skonczone durnie, sprawilismy jej prezent w postaci brata zanim jeszcze skonczyla 2 latka. I teraz najbardziej ona na tym cierpi... Mam tylko nadzieje, ze zycie to wyrowna i kiedys bedzie miala w bracie najlepszego kumpla i powiernika...

    OdpowiedzUsuń
  11. czasami tak sie zdarza ze dajemy sie wyprowadzic z rownowagi
    niestety nikt z nas nie jest idealem

    OdpowiedzUsuń
  12. Codziennie nowe atrakcje...no no To ciekawe co u Was się będzie działo czternastego dnia ferii? Może okaże się,że wylądujecie w Norwegii..;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Kochana moralniak jest u mnie stanem niemalze permamentnym ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!