Mama2c

Mama2c

sobota, 1 marca 2014

16 miesięcy Lili

Nie wierzę!
No po prostu nie wierzę, że za dwa miesiące, moja mała Dziewczynka będzie półtorarocznym dzieckiem!
Duma rozpiera mnie każdego dnia.
Nie sądziłam, że można mieć takiego świra na punkcie dzieci.
Łapię się na tym, że co chwilę wołam do Marcina, albo do mamy (jeśli u nas jest): "Widziałeś/widziałaś?!" O tym jaka Lila jest, co zrobiła, czego nie zrobiła- mogłabym opowiadać godzinami i tylko resztki zdrowego rozsądku hamują mnie przed takimi rozmowami z innymi mamami na placach zabaw/ w lesie/ na ulicy. 
Bo Lila jest absolutnie niesamowita- poza wszystkimi sytuacjami, kiedy mam ochotę spakować laptopa, zejść do piwnicy i rozsyłać cv, gdzie tylko się da.

No chociażby ostatnio- Lilcia biegnie do łazienki po misia- zostawiła go tam, kiedy czekał, aż Mała się wykąpie. Oczywiście najpierw był pomysł, żeby miś kąpał się razem z Nią, ale Tatuś (nie wiedzieć czemu :)) uznał to za kiepski pomysł. Wracając jednak do sytuacji- Mała biegnąc strąciła swojego bucika z półki na przedpokoju i... cofnęła się- sama z siebie, żeby go podnieść i ustawić na swoim miejscu! Szok! Myślę, że Eliza do tej pory by na to nie wpadła :)

Zresztą Lila ma naprawdę zadatki na drugą Perfekcyjną Panią Domu... Zabrania nam wyrzucać Jej zużyte pieluszki, bo sama osobiście musi to zrobić! Każdy paproszek, który znajdzie się w zasięgu Jej wzroku, jest zaraz przechwytywany przez malutkie paluszki i wynoszony do śmieci. No a już kompletny szał-pał jest wtedy, kiedy zamiatam. Lila leci po szufelkę i za każdym razem mi ją podaje. Rośnie mi pomocnica, oj rośnie!

Tematem, który niezmiennie spędza mi sen z powiek, jest oczywiście jedzenie...
Nie, Lila nie jest niejadkiem.
Lila ma po prostu swoje dziwactwa :)
I chociaż za każdym razem, obiecuję sobie, że już wyluzuję, że odpuszczę, to każdy Jej niezjedzony posiłek= mój mega stres.
Chociaż, chyba jednak minimalne postępy jednak robię, bo kiedy ostatnio przed ponad 2tygodnie Mała odmawiała jedzenia mięsa, ani razu nie wykręciłam numeru do psychiatry :) Co prawda, codziennie musiałam sobie powtarzać słowa naszej pani doktor, że ząbkujące dzieci lubią odmawiać jedzenia wybranych przez siebie grup produktów/ dań... No i jakoś szczęśliwa udało mi się dojechać na tej mantrze, że to normalne, do dnia, kiedy Lila na raz zjadła całą pojedynczą pierś kurczaka...
Ogólnie "jedzeniowo" nic się u nas nie zmieniło- mamy dni, kiedy sama jestem zaskoczona "gdzie Ona to mieści", albo takie, kiedy Lila funduje sobie niemal oczyszczające głodówki...
Szczerze?
Wolałabym chyba, zupełnie inny system- każdego dnia mniej więcej tyle samo :)
Od blisko dwóch miesięcy nie jemy słoiczków. Mała sama dorosła do tego, że im podziękowała :)
Tyle, że z domowymi zupami też różnie bywa- uwielbia pomidorową, krupnik też jest ok. Ogórkowa? Czasami może być, innym razem pluje nią na odległość. Rosół? Nie, tego się nie da jeść. Kapuśniak- kwaśny, ale zjadliwy. Kalafiorowa? Ode mnie nie chciała nawet spróbować, natomiast ze swojej miseczki, najpierw nakarmiła misia (koniecznie do wyprania!), a potem maczała sobie łyżeczkę i nieśmiało oblizywała. Dziś przetestujemy domową jarzynową. I teraz pytanie do Was- jakie jeszcze zupki gotujecie/ gotowałyście Waszym Dzieciom?

Drugie dania? "Mamo! Naprawdę wystarczy mi tylko makaron."- tak odpowiadałaby Lila, gdyby była już na bardziej zaawansowanym poziomie komunikacji. Mięsko wróciło do łask zaledwie parę dni temu. W ogóle z tymi drugimi daniami, to Lila ma swój, dziwny (wg mnie) system. Nie je na raz- mięsa, makaronu i jarzynki. Ona je po kolei. I jeśli zależy mi na tym, żeby zjadła coś konkretnego (ostatnio właśnie mięso), to muszę je podać jako pierwsze, bo inaczej- jak zobaczy makaron, to już nie ma zmiłuj... Ziemniaki na drugie danie są niejadalne, w zupie natomiast przechodzą bez problemu. Już mnie to nie dziwi, zwłaszcza, że Eliza ostatnio nie je ziemniaków w ogóle. Muszę w najbliższym czasie poeksperymentować z kaszami.

Słodycze...
Przy Elizie, która od noworodka wiedziała, że cukier to biała śmierć, nie było z nimi żadnego problemu- mogły leżeć wszędzie... Odkąd Lila "szpera" tu i tam- najlepiej, żeby ich w domu nie było. A ta Mała cwaniara, wie gdzie je trzymamy i potrafi stanąć przy szafce, drąc się na całe osiedle: "am, am". O tak- Lila zdecydowanie lubi słodycze, nie pogardzi żadnym moim wypiekiem, i choć nie mam na tym punkcie obsesji, to odkąd złapałam Ją na tym, że zjadła w ukryciu pół kinderka, jakoś zwracam szczególną uwagę na to, żeby nie jeść przy Niej nic słodkiego. Jeśli jesteście ciekawe, jak to się stało, że Lila znalazła czekoladkę, to kluczem do rozwiązania zagadki jest fakt posiadania starszej Siostry- nie tylko takie (słodkie) cuda można znaleźć w siostrzanym plecaku...

Mleko- czyli niech żyje cycuś!
Tak, za nami 16miesięcy karmienia piersią. Gdybym napisała, że marzę o kolejnych 16, to byłaby już perwersja?  Ok, może o 16-tu już nie, ale mam nadzieję, że Lila na razie z moim mlekiem rozstawać się nie zamierza.
Mleko krowie i produkty na jego bazie jak najbardziej tak, ale kakao jest według Lilki ble! I pomyśleć, że w ciąży wypijałam je litrami na trapiącą mnie zgagę- samego mleka bym nie przełknęła.

Z zabaw Lila uwielbia układanie klocków- zazwyczaj ma swoje różne, bardzo futurystyczne wizje. Co ciekawe- nie wykazuje specjalnego zainteresowania tym, żeby niszczyć to, co zbuduje Eliza, czy Tatuś. I co jeszcze ciekawsze, a co z kolei tylko potwierdza mają teorię o wrodzonym umiłowaniu do czystości- Lila po zabawie sama bierze reklamówkę i zaczyna zbierać klocki. No same powiedzcie, czy to nie jest geniusz :) I pod tym względem szalenie podoba mi się fakt, że moje Córki tak się różnią :)
Poza klockami, najfajniej bawić się rzeczami, które teoretycznie do zabawy służyć nie powinny. Ba! Które w ogóle nie powinny znaleźć się w rękach dziecka... Szczegóły sobie darujemy- obawiam się, że jestem już tak popularna, że Rzecznik Praw Dziecka, albo przynajmniej Jego sekretarka mogą mnie już podczytywać...
Napiszę tylko, że Lila jak każda kobieta, uwielbia kosmetyki, w zasadzie muszę się malować wtedy, kiedy Mała śpi, ponieważ dochodziło już między nami do przepychanek- nie tylko słownych! A odkąd Lila zaczęła wyraźnie polować na mój (otwarty) tusz do rzęs- powiedziałam: basta!

Lila a uczucia...
Lilcia to generalnie wylewne dziecko. Sama z siebie często się przytula, domaga się brania na ręce, na kolana, nadstawia się do całowania. Bywa jednak i tak, że uczucia innych ma w nosie, i ni z tego, ni z owego, potrafi na przykład uderzyć Elizę w twarz, albo Tatusia po głowie... Panie Rzeczniku- Ona naprawdę nie obserwuje takich zachowań w domu na co dzień.
Pamiętam doskonale, że Eliza też miała taki etap, kiedy biła moją Mamę, ale trwał on u Niej zdecydowanie krócej niż u Lilki. No a na razie końca nie widać... Bo właśnie dziś- i Tatuś i Elizka zostali przez Lilę znokautowani.

"Pani Histerioza"- tak zdarza mówić mi się na Córcię Młodszą, i chyba wszyscy bez trudu odgadną dlaczego. Tak- Lila i Jej histerie, to temat rzeka. Im Lilcia starsza, tym rosną one w siłę- nie tylko Jej głosu. Choćby właśnie dzisiaj. Tatuś myślał, że Lila już skończyła bawić się w łazience i wyniósł Ją pod pachą... Ta tatusiowa pomyłka kosztowała nas chwilową utratę słuchu i morze szczerych łez ze strony Lili. I tak jest prawie codziennie. A, że komunikacja między nami, mimo wszystko, czasem jeszcze zawodzi i źle odczytujemy na przykład to, na co w danym momencie ma ochotę Lila, bywa wesoło... A przede wszystkim głośno i nerwowo.

Jednak, mimo tych wszystkich histerii, mimo, że jarzynowa (tak, tak-pisałam na raty) średnio smakowała, czasami zalewa mnie taka fala szczęścia i wdzięczności, że mam te moje dwie wymarzone Córeczki, Męża, który- jak dzieci- jest absolutnie wspaniały, poza momentami, kiedy wykańcza mnie nerwowo i tak naprawdę bardzo, bardzo niewiele potrzeba mi poza Nimi do szczęścia.

Czasami, to nawet w ciągu dnia, poproszę o chwilę dla siebie w łóżeczku...


Co ja miałam jeszcze zrobić, jak już poprasuję?


A swoją drogą- minę ma identyczną jak ja, kiedy muszę coś uprasować...



Spacery- w końcu! Do bólu i do "nie znudzenia" :) Bo na dworze zawsze dużo się dzieje!






10 komentarzy:

  1. Piękne podsumowanie! Duuużo się u Was działo :)

    Jeśli chodzi o nasze dania - to wszystko wiesz (dzieko-przepisy), jeśli chciałabyś Lilii dać pieczarkową, to specjalnie dla niej będzie przepis w poniedziałek (pani domu - przepisy) ;) ale wersja dla dorosłych, czyli z solą. Wiem, że dają pieczarkową w przedszkolu, więc powinna być ok :)

    Z tym jedzeniem, to dobrze, że luzujesz, bo ja widziałam już mamy gadające tylko o jedzeniu i dzieci płaczące, że nie chcą jeść :P

    Spacery też uwielbiamy i kochamy miłością szczerą i bezgraniczną :)

    Pozdrawiamy i Słodkiej Szesnastce życzymy ZDROWIA, NIEBOLĄCYCH ZĘBOLI i spokojnej Mamuni :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam ten post i śmiać mi się chciało. Pamiętam jak w ciąży z Agnieszką twierdziłam, ze nie będę w stanie jej kochać tak jak Tymona i inne blablabla. A teraz jestem w niej zakochana tak, jak Ty w Lilci i też muszę się powstrzymywać żeby ludzi nie zasypywać historiami o tym, czego się mała łobuza nauczyła (wiesz, że już stoi bez trzymanki?)

    Ja prawie w ogóle nie gotuję zup. Samo drugie daję ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lilka moja bratnia duszo! Też rosołu nie lubuję :) Tylko ze sprzątaniem byśmy się chyba raczej nie dogadały, bo ja lubię mieć czasami artystyczny nieład - inaczej czuję się jak w sterylnym pomieszczeniu (ot takie zboczenie).

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajne masz te córy, co prawda do prawda :-) Lilcia wygląda niesamowicie pociesznie z tym żelazkiem i już sobie wyobraziłam Ciebie z taką samą miną :-) Co do zup to nie pomogę, bo te akurat w większości gotuję na tureckich przepisach, chyba że chcecie poeksperymentować ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajne te zdjęcia z żelazkiem - faktycznie mała pani domu ;)
    Syn rosół uwielbia i ogólnie różne domowe zupy, także i szpinakową. Natomiast ja jako dziecko rosołu bardzo nie lubiłam. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ślicznie wyglądacie :D Mała pedantka i w dodatku to prasowanie :D Widać, że ktoś w domu to robi i zwraca na to uwagę.
    Spacery, spacery, spacery - niech żyją nam :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurcze nie tak dawno moja Mania miała 16 miesięcy i właśnie wtedy zaczęła swoją żłobkową przygodę:) A teraz za niecałe 3 miesiące 2 latka, czas leci jak szalony!

    OdpowiedzUsuń
  8. wypozycz mi na kilka dni ta mala perfekcyjna pania domu :)

    co do slodyczy to moi bratankowie je uwielbiaja i nic nie daje chowanie ich w gornej szafce w kuchni
    sama bylam swiadkiem jak podsuneli sobie krzeslo, jeden na nie wlazl, po krzesle na blat i tak dostali sie do slodyczy
    normalnie byla w ich wykonaniu praca zespolowa a mieli wtedy dwa i trzy latka

    OdpowiedzUsuń
  9. u nas na odwrót zupy wchodzą owszem w każdej ilości ale drugie już gorzej:/ ale nie naciskam strasznie jak ma ochotę to zje:)
    Córa rośnie i dobrze starzeje się a Ty młodniejesz co zdjęcie to ładniejsze z Wami:*

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeśli chodzi o jedzenie mięsa, chociaż zaraz nie wiem czy można nazwać to w naszym przypadku "jedzeniem"?! Chyba jednak nie. Bo czasem się zdarzy, że na drugie danie spróbuje kawałek mięska i na tym degustacja się kończy. W ogóle dla mojego Syna mogłyby istnieć tylko ziemniaki, makaron i bułki. Chociaż wczoraj po wielkim płaczu i kategorycznym odmówieniu jedzenia przekonał się i zjadł 2 porcje makaronu ze szpinakiem. Zupki na szczęście je, w zasadzie bezproblemowo, są oczywiście takie, które Mu nie podchodzą, ale większość zajada chętnie. Tylko to mnie pociesza, bo ładuje do nich sporo mięsa ;)
    Ja oprócz tych, które wymieniłaś gotuję jeszcze barszczyk ukraiński (bez fasolki), zacierkową, brokułową i przymierzam się do gulaszowej.
    Słodycze mój Szymek też uwielbia, zresztą nie dziwię się, pewnie ma to po mnie w genach ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!