Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 31 marca 2014

Ale za to niedziela...

Tak- uwielbiam niedziele.
Nie piątki, i nie soboty.
Niedziele.
Bo niedziele są na pewno NASZE.
Czekam na nie, niczym dziecko na Gwiazdkę.
Ta niedziela, była dla nas szczególna.
Po pierwsze- zmiana czasu. Hm, byłam cała w skowronkach, że Lila dała nam dłużej pospać, dopóki mąż nie sprowadził mnie na ziemię- tak, zapomniałam, że takie inteligentne bestie, jak telefony komórkowe, przestawiają się same...
Nie, to co zegar na kuchence, który śmiejąc mi się prosto w twarz, pokazał 6.15... I to by było na tyle, w kwestii przyjaźni panny Lili z Morfeuszem.
Z soboty na niedzielę, spała u nas przyjaciółka Elizy- Julia. Dziewczynki nie widziały się trzy tygodnie i były bardzo, bardzo stęsknione.
Także, w niedzielę od rana, mój mąż, miał tu prawdziwy babiniec :)
A ja, z całą odpowiedzialnością i stanowczością stwierdzam, że mogłabym mieć trzecią córcię. Dziewczyny pomogły mi w szykowaniu śniadanka, ładnie dzieliły się obowiązkami, chociaż najpierw- musiały rozprawić się z bałaganem, który zrobiły u Elizy w pokoju :)

Śniadanko

 

A po śniadanku... 
Dla każdego, coś dobrego :)




Swoją drogą, chociaż staram się być mamą, która jednak nie zapomina jak ten wół, że cielęciem był, to za każdym razem nie mogę się jednak nadziwić, jak szybko, z pokoju w którym panował względny porządek, robi się- no nazwijmy to po imieniu- kosmiczny burdel. Na moje pytanie: "Co Wy tu zrobiłyście?", otrzymuję odpowiedź: "My? My tylko malowałyśmy."
No i ok- kartki i kredki na podłodze mnie nie dziwią, ale ciuchy wywalone z połowy szuflad, domki dla kucyków zdjęte z najwyższej półki, kwiatki na podłodze- już tak...
No nic, w każdym razie dziewczynki, chyba bardzo chciały uczestniczyć w przygotowywaniu śniadania, bo ze sprzątaniem uwinęły się raz dwa, a wiem, ile normalnie zajmuje to Elizie... W sumie na samym sprzątaniu, może nie schodzi Jej aż tyle czasu, ale dojrzewanie, do decyzji, że pora już zacząć... Oj, tutaj to i godziny czasami wchodzę w grę.
Później tata Julki zabrał dziewczyny do kościoła, my się w tym czasie wyszykowaliśmy, nakarmiłam Lilę, zapakowaliśmy cały majdan do auta, i... W drogę!

Najpierw, swoje kroki, a raczej- koła, skierowaliśmy w okolice Wałów Chrobrego. Lila zasnęła, więc ja i Eliza- zgodnie z naszą tradycją, czmychnęłyśmy na szybki spacer tylko we dwie :)
Tym razem postanowiłyśmy przemierzyć wzdłuż i wszerz Bulwar Piastowski, czyli nabrzeże nad Odrą. To nowa inicjatywa w Szczecinie, żeby przystosować tamte tereny do spacerów. I póki co- rzeczywiście można tam tylko spacerować, bądź usiąść, ponieważ jak na razie nie ma tam nic poza ładnie zrobionym chodnikiem i ścieżką rowerową. Moje dziecko było mocno niepocieszone, że nigdzie nie było lodów :) Nie powiem- sama napiłabym się kawy z widokiem na Odrę :) Miejmy nadzieję, że takie atrakcje dla ciała i duszy, jeszcze przed nami.





Kiedy dostałyśmy od taty "cynk", że Lila wstała (powitany przez Elizę mało entuzjastycznym: "Co?! Już?! Ta siostrzana miłość...), wróciłyśmy do auta i już wszyscy razem, pojechaliśmy tam, gdzie wybieraliśmy się od dłuższego czasu...
Ktoś zgadnie- gdzie?





 Nie mam obsesji... One mnie ostatnio prześladują :)





Po wizycie na... pojechaliśmy do moich rodziców na obiad. Lila już kojarzy fakty, bo w drodze do babci, powtarzała na okrągło: "Baba am, baba am", doprowadzając mój żołądek, do rozpaczy...
I tym razem ja "poszczuję" :) Babcia zrobiła takie gołąbki, że palce lizać :) To znaczy zajadali się wszyscy, poza Lilą, która jest w naszej rodzinie pierwszym dzieckiem od pokoleń, które nie lubi gołąbków... Zaczynam rozważać testy DNA...

Po obiedzie, a przed kawą, postanowiliśmy trochę się poruszać, spacerując po moim dawnym osiedlu. No ok- gdyby nie ojciec, to pewnie bym się zgubiła. Wierzyć się nie chce, że tam gdzie były kiedyś tylko pola, teraz wyrastają osiedla, markety, stacje benzynowe, myjnie... I tak na przykład, wczoraj łyknęliśmy trochę "wielkiego świata", bo spacerowaliśmy nowo powstałymi ulicami: Belgijską, Francuską i Hiszpańską...

Jak to na spacerze z dziećmi, nie da się przegapić, żadnego placu zabaw.
Oto nasze najnowsze odkrycie- w sumie malutki, łączący w sobie coś dla małych...

.

... i dużych


Miniaturowe narcyzy/żonkile? (czy to widać, że one są naprawdę w rozmiarze mini?)- moje cebulkowe must have do posadzenia na jesieni.


O tym, gdzie wczoraj spacerowaliśmy, już jutro :)
Dawkujemy emocje :)







32 komentarze:

  1. To udana niedziela, uwielbiam takie....a do bałaganu trzeba się przyzwyczaić sprząta się godzinami robi w sekundę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też lubię niedziele :)
    A co do bałaganu... no przecież on się sam robi Pani Mamo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak- zapomniałam :)
      To niech się też sam sprząta,bo ja już nie mam siły :)

      Usuń
  3. Tak... to prawda - niedziele są przede wszystkim bardzo RODZINNYM dniem. Warto o tym pamiętać i zachować to w tradycji ;) Oby więcej takich dni było z uśmiechem na ustach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do niedzieli, to prawda. U nas to właśnie taka tradycja. Tylko pogoda i choroba mogą nas zatrzymać.

      Usuń
  4. Piękne te Wasze spacerki... :) Zazdraszczam. My jeszcze walczymy z górą, ale niedziela też była nasza, i też w plenerze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to żyję od niedzieli do niedzieli :)

      Usuń
  5. Super dzień, ja też chcę taką niedzielę! :) dziewczyny jak zwykle wyglądają kwitnąco, dokładnie jak ten krokusik ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy bardzo :) A Ty Kochana też możesz mieć u Was taką niedzielę :)

      Usuń
  6. U mnie w tym roku też wyrosły miniaturowe, chociaź kilka lat temu sadziłam normalne i takowe rosły. Chyba regularne podlewanie przez psa sąsiadów rak na nie podziałała.
    Byłam w Szczecinie tylko raz w życiu i bardzo mi się tam podobało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To koniecznie musi być powtórka :)
      Kurczę, aż dziwne, że tak skarłowaciały. Chociaż, widziałam już i zupełnie uschnięte kwiaty/krzewy właśnie podlewane psim moczem :(

      Usuń
  7. Ooo cudowna niedziela za Wami! Faktycznie :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Takiej niedzieli to tylko pozazdrościć :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne tereny do spacerów, a dziewczyny są takie promienne. Kiedy człowiek zwalnia - przez macierzyństwo to zaczyna widzieć więcej, podniecać się przyrodą, obcowaniem z małym człekiem, szkoda, że chwile są wbrew pozorom ulotne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, jak dziewczyny podrosną, pewnie moje życie znowu przyspiesz i nie będzie na nic czasu. Dlatego muszę korzystać :) I nacieszyć się na zapas.

      Usuń
  10. My tez kochamy niedziele bo niedziele są takie rodzinne:) A zmiana czasu jedynie sprawiła, że miałam dziecko które zasypiało o 21 a teraz idzie spać o 22 :/ Ojjj uważaj z życzeniami o trzeciej córce bo moga się spełnić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też totalny rozstrój z tą zmianą czasu :(
      Ale ja liczę na to, że się spełnią :) Kiedyś- oczywiście :)

      Usuń
  11. Super dzień...wesołe dzieciaki A biorąc pod uwagę fakt,że będzie coraz cieplej takich weekendów będzie na pewno mnóstwo A potem...wakacje :)
    Macie naprawdę piękne tereny i fajnie,że nie siedzicie w niedziele przed tv tylko chodzicie,zwiedzacie,wdychacie ;) - pozdrawiam Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, czekam tylko aż mąż skończy sędziować, bo tak- soboty nam niestety odpadają. Tyle, że jak się skończy sędziowanie, to oznacza mniej kasy, a jak wiadomo- każdy wyjazd, wyjście niestety kosztuje.
      My na szczęście oboje nie lubimy siedzieć przed tv :) Zresztą wiesz- z Lilą by się nie dało :)
      Pozdrawiamy

      Usuń
  12. Nie moge sie doczekac relacji z tajemniczej wyprawy! :)
    Ja tez chce takich cieplych, slonecznych rodzinnych weekendow, ja tez, ja tez! A u nas tymczasem wczoraj padal SNIEG! :(
    Dziewczyny jak zwykle przepiekne! Lilunia w tym bialym sweterku i czapeczce, po prostu do zacalowania!
    A takie miniaturowe zonkile zasadzilam sobie w ogrodzie pare lat temu, ale wzeszly tylko raz nastepnego roku, po czym zdechly. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany Agata! Nie strasz! Śnieg?! Brrrr
      Kurczę, no ja spróbuje, może jednak się uda z tymi kwiatkami bo po prostu prześlicznie wyglądały takie maleńkie.

      Usuń
  13. Oj WY zawsze coś podziałacie. ja czasami jestem taka padnięta, że nic się nie chce, tylko skromny spacer półtora godzinny i do domu. Liczę, ze to przesilenie wiosenne i nabiorę werwy!
    trzecia córcia powiadasz?:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz prawo być zmęczona. Pewnie też bym była, gdybym do tego wszystkiego pracowała zawodowo. Ale wiosna rozkręci się na dobre i na pewno energia wróci :)
      A tak sobie myślę, że ta trzecia córcia byłaby super :)

      Usuń
  14. Wchodzenie do Ciebie przed moim śniadaniem stanowczo wzbronione :-)
    Mniam, mniam te jajeczka ze szczypiorkiem...
    Ale fajno, że wam się chciało. My ostatnio z małżem mamy takiego lenia, że mimo wolnego weekendu - szczytem naszych możliwości jest pójście z dziećmi na plac zabaw.. Chłopaki na boisko, a dziewczyny do piachu.. znaczy się piaskownicy, hehe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, no jajeczka to ja uwielbiam akurat- obowiązkowo w sobotę i niedzielę na śniadanie :)
      Plac zabaw- dobre i to. Przypuszczam, że gdybym pracowała, to też byłoby inaczej. A tak- po całym tygodniu na osiedlu, czekam na takie wyjazdy/wycieczki jak na szpilkach :) Byleby do ludzi, do miasta :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!