Mama2c

Mama2c

środa, 5 marca 2014

Gwarancja kompromitacji

Chcesz się skompromitować? Poproś dziecko, żeby "się zachowywało". U nas zawsze działa. I może dzisiaj, do jasnej cholery, nie powinnam być wściekła na Elizę, tylko na siebie?! Bo gdybym Jej nie truła od przyjścia ze szkoły, żeby się nie popisywała, gdyby Marcin na chwilę przed przyjazdem Gości, nie przypomniał Jej jak ma się zachowywać, wreszcie- gdyby Babcia przez telefon nie poprosiła Jej, żeby nie odstawiła żadnego numeru- może byłoby tak, jak powinno być...
Swoją drogą, o tym, że Babcia prosiła Elizę o przyzwoite zachowanie, dowiedziałam się dopiero wtedy, kiedy napisałam pełnego żalu, frustracji i wątpliwości wychowawczych smsa... I dało mi to do myślenia, bo skoro nawet Babcia musi interweniować, kiedy ktoś ma nas odwiedzić, to chyba nie jest dobrze.

Umówiliśmy się na wczoraj z moją kuzynką, Jej mężem i synkiem. To znaczy, umówieni byliśmy na poprzedni wtorek, kiedy Eliza była nad morzem (Nie- to naprawdę nie było celowo :)), ale Wojtuś się rozchorował i wizytę musieliśmy przełożyć. Wybór wczorajszego dnia, nie miał związku ze "śledzikiem", ale Panowie, nie omieszkali skorzystać, skoro już wizyta zbiegła się z taką tradycją :) My z Anią nie zaszalałyśmy- Ona w ciąży, a ja mama karmiąca.

Zabawne, ale to już druga ciąża Ani, o której dowiadujemy się nie od Nich, ale od Jej Taty, a mojego wujka. Bardzo sympatyczny człowiek, no i doskonale źródło informacji i przekazu- jak widać :) W każdym razie, już w lipcu, powitamy na świecie małą Basię.
Ania, urodziła Wojtka, dokładnie w moje 30-te urodziny, w związku z czym, śmieliśmy się, że jeśli uda Jej się przenosić drugą ciążę o tydzień, to Basia urodzi się w moje imieniny :)

Wizyta, poza wybrykami Elizy, bardzo udana. Rzadko się widujemy, ale kiedy już się spotkamy- nie możemy się nagadać. I zawsze obiecujemy sobie, że musimy się częściej widywać :) Naprawdę, bardzo Ich lubimy. Są jedną z takich par, przy których człowiek się odpręża, i kiedy przychodzi się żegnać, nagle uświadamiamy sobie, że nie wiadomo kiedy zleciało dobrych parę godzin.

A sama Elizka? No cóż- jak zwykle posypała tekstami, którymi nie powinna, udawała, że nie słyszy, kiedy Ją upominaliśmy, no i klasyka- Im bardziej byliśmy poirytowani, tym Ona bardziej się nakręcała... A, że Elizy możliwości są naprawdę nieograniczone, no to tylko sobie wyobraźcie...

Chociaż nie- nie mogę powiedzieć, że to był Jej najgorszy popis. Najbardziej skompromitowała nas wtedy, kiedy poszliśmy z wizytą do nowych sąsiadów. Nie mamy tego w zwyczaju, ale naszą sąsiadką została dziewczyna, która pracowała z moją Mamą- bardzo się lubiły, no a że miałyśmy teraz mieszkać w jednej klatce- no to wypadało pójść. Nadmienię może tylko, że Eliza jest oczkiem w w głowie mojej Mamy i wszyscy nasi znajomi śmieją się, że Babcia mogłaby o Elizie opowiadać godzinami... Oczywiście w samych superlatywach, więc nie trudno zgadnąć, jakie wyobrażenie o mojej Córce miała, pracująca z Mamą, Wioletta. Wystarczyła jedna kolacja (Przepyszna- w życiu nie jadłam tak rewelacyjnego cannelloni.), żeby Ona i Jej mąż, poznali Elizę z innej- bardziej potworkowatej, strony. I może wtedy też nie powiedziała, ani nie zrobiła czegoś nie wiadomo jak strasznego, ale po prostu pieprzyła (No inaczej nazwać się tego nie da!) same głupoty. Zważywszy na fakt, że nasi nowi sąsiedzi mieli wtedy 4letniego synka, to używanie przez Elizę słowa "dupa" z 5razy w ciągu minuty, było jakby nie na miejscu. Małemu oczywiście spodobało się bardzo (Tak- wiem, że pewnie słowo "dupa" znał już wcześniej, no ale przy starszej koleżance, myślę, że nabrało ono zupełnie nowego znaczenia) i już po chwili mieliśmy dwoje dzieci trajkoczących jak najęte o dupie, w różnych znaczeniach, odmianach i formach... A że, na domiar złego- w tej konkretnej sytuacji- Eliza wzięła ze sobą lalkę Barbie, którą dzieciaki szybko rozebrały do rosołu, także szybko zaczęły się dialogi o dupie tejże lalki...

Swoją drogą- co za magia jest w tym słowie "dupa", że dzieciaki tak je uwielbiają?! Z kim bym nie rozmawiała- każdy kto miał dzieci, dupę przerobił- a jakże.
Podobno nawet ja, miłośniczką rozprawiania o dupie, byłam... Tyle, że przynajmniej jako dziecko, wykazywałam się większym sprytem i inteligencją, niż moja starsza Córka, bo słowa "dupa" używałam tak, że nikt nie mógł się przyczepić. Kiedy mama poinstruowała mnie, dlaczego nie powinnam używać słowa na "d", tak bardzo wzięłam sobie do serca to, co powiedziała, że postanowiłam iść z misją (Pamiętajcie, że miałam młodszego brata) i całemu domowi objaśniać dlaczego nie wolno tak mówić. I jeśli wierzyć mojej Mamie, to całe dnie chodziłam, od pokoju do pokoju, mówiąc w kółko "Dupa to bardzo brzydkie słowo.", "Grzeczne dzieci nie mówią dupa.", "To bardzo nieładnie mówić dupa." itd... A kiedy zaczynałam mieć wątpliwości, co do tego, czy Mama przypadkiem nie robi mnie w konia, upewniałam się u pozostałych członków rodziny: "Babciu, prawda, że dupa to brzydkie słowo? "Tata, nie wolno mówić dupa, prawda? Cwana byłam, co?

Dobrze, że chociaż Lila stanęła na wysokości zadania i gości podjęła jak należy. Poza histerią przy stole, że mam wywalić cyca i Jej dać, była boska. Za Wojtkiem (Ku Jego wątpliwemu zadowoleniu) chodziła krok w krok, próbowała namówić Go na tańce, kiedy tylko udało Jej się wykorzystać moment Jego nieuwagi, podchodziła i głaskała Go po głowie, albo się przytulała. Wojtek- jak każdy facet, pozostawał niewzruszony na Jej czułości, a zauważał Ją tylko wtedy, kiedy Ania kazała Mu podzielić się biszkoptami. Na szczęście- Lila wydawała się być nieświadoma tego, że Wojtek dużo, dużo bardziej zainteresowany był, sporo od siebie, starszą Elizą... Pozostaje mieć nadzieję, że kiedy urodzi się Basia, to Ona z czasem będzie wykazywała zainteresowania Lilą, tak, żeby każdy swojego adoratora miał :)


A poza tym, co u nas? Na wszystko brakuje mi czasu... Tak, jakby ktoś skrócił dobę. Staram się być u Was na bieżąco, i chyba mi się udaje... Chociaż- szkolenie u Strzygi, z organizacji czasu wolnego, chyba musiałabym przejść... Dacie wiarę, że Jej, przy dwójce małych dzieci, udaje się prowadzić dom, wychodzić na spacery, mieć świetną figurę i czytać regularnie 50blogów?!

Lilka ma moc!

Dwa rodzaje ciasta czekoladowego, zderzyły się z informacją o cukrzycy ciążowej Ani...

 

A tak, Lila szykowała się na przyjazd kuzyna :)



U Was też dziś tak ponuro? Mam wrażenie, że w weekend bliżej było nam do wiosny, niż teraz...




12 komentarzy:

  1. Nasz Junior jest zazwyczaj grzeczny jak mamy gości lub jak my jesteśmy u kogoś, ale on jeszcze mało mówi, więc "dupa" i inne cyrki jeszcze zapewne przed nami ;)

    U nas też szaro-buro :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie no... Eliza po prostu chciała pokazać, że ona też ma coś do powiedzenia, a że tym czymś była dupa (u sąsiadów) to co ona biedna ma począć?
    PS
    Czy tylko ja nie lubiłam słowa dupa jako dziecko? Może ja dziwna byłam/jestem czy coś?

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas obecnie na tapecie jest TYŁEK. Jak znam naszą najmłodszą to szybko tematu nie odpuści. Lilka z galotami na głowie boska :)

    OdpowiedzUsuń
  4. co jest magicznego w slowie dupa nie wiem bo raczej sie nie spotkalam wsrod rodziny by dzieciaki uzywaly tego slowa ale za to moj najmlodszy bratanek z zamilowaniem mowi "o holender" i "uwazaj bo ci gwizdne" :)

    OdpowiedzUsuń
  5. u nas też w tym tygodniu dalej do wiosny niż w poprzednim ;) Trzymaj się dzielnie i może rzeczywiście Elizie lepiej nie mówić, że ma być grzeczna? tylko spróbować olać sprawę - jaka będzie, taka będzie :) ale widać, że po Lilkowym zębowym tygodniu nie ma śladu. Jakie nowe ząbki?

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzieci lubią być w centrum zainteresowania. Też zawsze gonię żeby były grzeczne i się słuchały... tylko czasem mam wrażeni, że to im podcina skrzydła.

    Dupa mnie się podoba! Dupa, jak dupa ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj gdyby nie ta Eliza nie byłoby tak wesoło :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Dupa. Hmm tyle jeszcze przede mną :D Pewnie jak chłopaki wylądują w przedszkolu/szkole, to się zacznie. Póki co G używa za mną słów typu "zaiste", "ależ" itd :P
    Nie martw się Elizą, też pewnie miałabym ją ochotę obedrzeć ze skóry, no ale - kiedyś z tego wyrośnie. Tyle że my jako mamy jesteśmy na pozycji przegranej..

    OdpowiedzUsuń
  9. Przynajmniej będziecie mieli co wspominać ;-) Moja siostra dała kiedyś rodzicom tak do wiwatu, że ło ho ho - zademonstrowała gościom całusa po francusku i słowo honoru - nie wyniosła tego z domu! :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. no napisze tylko tyle, że nie zawsze jest tak jak byśmy chciały przynajmniej będziecie miały co wspominać na starość;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Z tą dupą to wypisz wymaluj moja Zośka, identyczna! I też im bardziej się ją mityguje, tym więcej fika...
    Także się łączę;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Może musicie sprecyzować stwierdzenie "zachowuj się"? Bo jak ja tak mówię do mojego męża (a trzeba mu o tym przypominać przed każdym wyjściem), to zawsze pyta: a jak? dobrze, czy źle? ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!