Mama2c

Mama2c

środa, 12 marca 2014

Nasze spacery

Czy u Was też tak pięknie?
Mam wrażenie, że wiosna nie nadchodzi, a nadbiega :)
Tyle, że mój hiper optymizm, został wczoraj trochę ostudzony- chyba wszyscy zmówili się, żeby poinformować mnie o niekorzystnej prognozie pogody na najbliższy weekend.
Co poniektórzy, to nawet śniegiem straszyli, ale takich herezji, to ja w ogóle nie chcę słyszeć :)

Rytm dnia wyznaczają nam spacery i pory posiłków. W zasadzie, to spacery uzależnione są od pór posiłków. I pomyśleć, że rok temu do wiosny było jeszcze ohoho, a Lila była wyłącznie cycożercą, który lada moment miał dostąpić zaszczytu oswajania się z glutenem :)
O, właśnie taka była wtedy nasza Lila:



Pomyśleć, że schodząc wtedy moje osiedle wzdłuż i wszerz, zerkałam nieśmiało na plac zabaw, wzdychałam, a po głowie chodziła jedna myśl: "W przyszłym roku, już mnie nie ominie. Jak nic, trzeba będzie tu przychodzić z Lilą." Bo wiecie- ja taka anty-placowa jestem :) Strasznie mnie zawsze nudziło chodzenie z Elizką na plac zabaw. Od "babo babo udaj się" po setnym razie plątał mi się język, a od słuchania innych mam więdły uszy- wiedziałam, że mam w domu geniusza, a na tle Ich dzieci, to moja Eliza była mocno opóźniona w rozwoju :) Co prawda, mając 11miesięcy chodziła, a nawet biegała, ale jak to się ma do mówienia pełnymi zdaniami (Tylko nie wiem dlaczego, ale zazwyczaj te pięknie mówiące dzieci, na placu zabaw automatycznie milkną...), pobierania lekcji angielskiego i samodzielnego sprzątania pokoju... No i na litość boską- ile można siedzieć na krawędzi piaskownicy i piać z zachwytu nad kolejną zrobioną babką. Może po mojej wadze tego nie widać, ale zdecydowanie bardziej wolę aktywne spacery :) A potrzeba aktywności- jakiejkolwiek, wzrasta u mnie, z każdą godziną, spędzoną na wspomnianym placu zabaw.

Pomyśleć, że nasz czas na placu zabaw właśnie nadszedł, a ja... A ja zwyczajnie lubię tam z Lilą chodzić! Przynajmniej na razie :) Z dumą patrzę na mojego małego odkrywcę, podziwiam Jej ciekawość świata i... fantazję, bo dzień w dzień wydaje Jej się, że w niczym nie odstaje od szkolniaków i z uporem maniaka próbuje pchać się tam, gdzie Oni. Na razie bez problemu udaje mi się odwrócić Jej uwagę i zainteresować czymś innym, choćby szukaniem piesków, przez dziury w płocie :)

Na razie, pomna mojej wcześniejszej awersji do placu zabaw, idę z Lilką na kompromis- dosłownie. Bo część spaceru odbywamy w wózku, a część (hm, zazwyczaj tą krótszą :)) spędzamy na placu zabaw, albo chodząc za rękę przy bloku. Póki co- ten system sprawdza nam się najlepiej. Ja, mam około godzinki na to, żeby pochodzić tempem, które to mnie odpowiada. Mogę wtedy myśleć, kontemplować, układać w głowie jadłospis na kolejny tydzień... Tyle, że cokolwiek bym nie robiła, to odbywa się to, przy akompaniamencie Lilkowych ochów i achów nad żywą i martwą naturą. Przezabawna jest z tymi wyrazami swojego zachwytu. Jeśli coś jest fajne, ale bez szału, to zazwyczaj jest przez Lilkę odnotowywane jednym, krótkim: "O!", ale, kiedy coś zrobi na Niej piorunujące wrażenie, wtedy jest długie, przepełnione emocjami, wyrażonymi w barwie głosu: "Ooooooooooooo". I to "Oooooooooo" bywa czasami tak długie, jak długo widzimy obiekt zachwytu.

Kiedy widzę, że Lilę ewidentnie nudzi już jazda wózkiem, wtedy nadchodzi Jej czas :) Co to dla mnie oznacza? Albo nieustanne asekurowanie Jej na placu zabaw, albo pogoń za Nią przed naszym blokiem, ewentualnie na naszej działce, bo i tam zaczynamy powoli chodzić. Nie, nie- absolutnie się nie łudzę, że to bieganie, i cały pozostały wysiłek fizyczny, wpłynie korzystnie na moją wagę, bo wracam do domu tak głodna, że dzień w dzień robię po spacerze czystki w lodówce. Chyba zacznę trzymać tam tylko sałatę i marchewkę, wtedy jest nadzieja, że przynajmniej nie utyję :)

Cieszmy się zatem spacerami i wiosną. Ona naprawdę wisi w powietrzu. A prognozy? Po tym jak mi pogodynka wróżyła dwa tygodnia słońca w Zakopanym, z których zrobiło się cztery dni- nie wierzę w żadne prognozy :)

 



Pierwsze działkowe krokusiki!
 



A tutaj, moje Drogie, Lila robi eliksir młodości :) Czego Ona tam nie wrzuciła...
Chętne do testowania- zostawcie maila w komentarzach :)



Chwila maminej nieuwagi skończyła się dla paru krokusów tragicznie... Za to precyzja w wyrywaniu poszczególnych płatków... godna podziwu :)

15 komentarzy:

  1. Pierwsza! ;)

    Lo matko, jaki z Lilusi byl slodki, maly bobasek! Taki do schrupania!!! :) Teraz to juz panna, nic dziwnego, ze w wozku nie usiedzi!
    My z racji planu dnia, na place zabaw w zeszlym roku jezdzilismy tylko w weekendy, ale za to razem. Jedno ganialo za Bi, a drugie dotrzymywalo tempa z Nikowym wozkiem. Ale przynajmniej dalo sie przy okazji pogadac. W tym roku juz nie bedzie nam tak dobrze, bo jak znam moje dzieci to kazde poleci w inna strone! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomnialam - nominowalam Cie do zabawy! :)

      Usuń
  2. Nie wiem, czy ja może jestem jakaś nienormalna, czy co, ale uwielbiam chodzić na place zabaw! Znam wszystkie w okolicy i zawsze ciągnę Tomka na któryś wcześniej zaplanowany. Niestety Tomek już nie chce siedzieć w wózku, więc muszę z nim spacerować za rączkę. Tymczasem na placach zabaw jakoś nie udało mi się jeszcze zawrzeć jakiś znajomości i nie słyszałam rozmów pokroju tego, co piszesz... Hmmm nie wiem, może mieszkam w jakiejś dziwnej dzielnicy:))) Jedno jest pewne - na placu zabaw bawię się z Tomkiem i wchodzę wszędzie z nim. Jest śmiesznie, ciekawie i bardzo szybko mija czas:) Może jednak polubisz place zabaw:)Ja na pewno chodziłabym do Waszego Parku Kasprowicza!:) Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ja też jestem nienormalna, bo też to uwielbiam ;) Mój mąż niestety mniej, woli wsadzić młodego w wózek i iść na długi spacer a na plac zabaw ewentualnie z obstawą, żeby ganiać za młodym nie musiał ;) A ja wolę z nim iść na plac, gdzie jest więcej atrakcji i tam się wyszaleć - na szczęście mamy blisko plac, więc z mamą ma to zapewnione :) Zawsze mu w tych zabawach towarzyszę oczywiście, choć syn coraz bardziej samodzielny się robi i zjeżdżać sam potrafi, już się mama gramolić na zjeżdżalnię nie musi ;)

      Pozdrawiam,
      Kasia M. :)

      Usuń
  3. Ooo, bobaskowa Lilka była przeurocza :-) też nie lubię placów zabaw, wcześniej w Stambule chodziłam na nie z koleżanką i jej dzieckiem. Tureckie mamy prześcigają się w okrzykach "Stój!", "Nie dotykaj!", "I znowu się pobrudziłeś!" i z trwogą w oczach patrzyły na naszego podopiecznego buszującego samotnie w piaskownicy - reszta dzieci była od niej trzymana z daleka, więc raczej nie będę miała z nimi wspólnych tematów :)

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas też wiosna w pełni i spacery, spacery, spacery ;) Trzeba korzystać, bo cały następny tydz. ma padać i być chłodno :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Ło mamo... plac zabaw. Też mnie to nie ominie, a już się tego obawiam... Nie znosiłam chodzić na plac jak byłam dzieckiem, to pewnie i teraz będę umierała - szczególnie, że mamy go prawie pod oknem salonowym -.-
    A eliksir na pewno da radę, nie mniej podziękuję - mnie z moją starością do twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  6. ja tez o sniegu slyszalam
    ponoc 15 ma sie pojawic ale wogole nie biore takiej opcji pod uwage

    hehe "babo babo udaj sie bo jak nie to cie zjem" znam to :) chrzesniak mnie nauczyl :)
    ja place zabaw lubie jesli nie ma niczego lepszego w okolicy
    pamietam jak zabralam chrzesniaka nad rzeke bo byly pokazy jakis jachtow, skuterow wodnych i byl tez jakis tam mistrz flyboardzista
    mnie to bardzo interesowalo bo wygladalo to niesamowicie ale po 3 minutach uslyszalam czy juz idziemy bo w okolicy byl plac zabaw
    tlumaczenia ze plac zabaw jest na co dzień a tego juz pewnie nigdy wiecej nie zobaczy nic nie daly
    plac zabaw zwyciezyl

    OdpowiedzUsuń
  7. U nas też pięknie...Ja też nie przepadam za siedzeniem na tyłku i może dlatego moi chłopcy sa tacy ruchliwi, bo ja nie umiem usiąśc i się pobawić tylko bym wszedzie pędziła ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. a u nas plac zabaw ciekawy i na pewno będziemy się tam wybierać :) no i dobrze czasem z babeczkami pogadać, bo moje sąsiadki to równe babki!

    OdpowiedzUsuń
  9. hi hi jaki słodki bobasek był z lili :D a jaka u Was wiosna jest wow ja od niedzieli nie byłam na podwórku więc w czarnej d....pie jestem z wiosną że tak się wyraże:/

    OdpowiedzUsuń
  10. ciekawe, że miałaś takie odczucia po Elizie :) ja póki co wypatruję tego z niecierpliwością, mam wrażenie że to taka przepustka do robienia tego, czego już od dawna nie wypada... ;))
    a Lila rozbraja! chcę spróbować eliksiru, mogę? :D

    my też cieszymy się wiosną i szalejemy po lesie i po okolicznych łąkach :) i nawet z wózkiem, dla odmiany - bo spacerówka już poszła w ruch! całkiem to fajne, choć chusta nadal rządzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bobas cudny był,ale...znikł ;) Za szybko te dzieci rosną..
    Ja całe lata wysiedziałam na placu zabaw,ale trafiłam na cudną,przyjacielską ekipę mam Zimą natomiast spotykałyśmy się po domach, na zmianę ;) Cudne czasy.. - pozdrawiam Marta

    OdpowiedzUsuń
  12. Na Mazowszu też wiosna pełną gębą. Szkoda, ze my nie możemy z niej korzystać...

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziś po raz pierwszy od tygodnia wyszliśmy z domu. Na plac zabaw właśnie. Cudnie było!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!