Mama2c

Mama2c

czwartek, 6 marca 2014

To, co najpiękniejsze, zdarza (mi) się zimą...

Parę miesięcy temu (Naprawdę?! Kiedy to zleciało...?) pisałam Wam, że nie znoszę zimy. Nie cierpię, wręcz! Za krótszy dzień, za mróz, za te wszystkie kurtki, czapki, szaliki, za czas, który muszę poświęcić na ubieranie Dziewczyn... Nie! Nie lubię zimy i już.

Napisać to jednak muszę- to właśnie zimą, zdarza mi się to, co najbardziej rozgrzewa moje serce- jedne z najpiękniejszych wspomnień...

Mojego Męża poznałam właśnie zimą- dokładnie 29grudnia, a już od Sylwestra byliśmy parą. Piękni, młodzi, zakochani :) O, właśnie tacy jak tu:


2lata po tamtym pamiętnym Sylwestrze, dokładnie 2stycznia 2006, dowiedzieliśmy się, że zostaniemy rodzicami. I to był mój osobisty cud, bo spodziewałam się (ze względów zdrowotnych) długich miesięcy starań, rozczarowań, wielu wylanych łez... Polecony nam pan doktor okazał się jednak cudotwórcą i były to jak na razie pierwsze i ostatnie dwie kreski, które było mi dane ujrzeć.

Z brzuszkiem nad morzem...



Dokładnie na dzień przed rozwiązaniem :)


6marca, dwa lata temu. Babcia została z Elizą, a my pojechaliśmy znaną już trasą, do małego kameralnego gabinetu, przesympatycznej pani doktor. Kiedy byłam u Niej ostatni raz, żegnała mnie słowami: "Pani Marto, następnym razem widzimy się już w ciąży." Tyle, że następny raz, przesuwał się co rusz o kolejny miesiąc. Początkowy optymizm i wiara w to, że uda się jak z Elizką, malały... Rozsądek i medyczne fakty mówiły, żeby jeszcze nie panikować, ale... Emocje i lęki z przeszłości robiły swoje. Do tego, w lutym, nie dostałam miesiączki, ale zrobiony po odpowiednio długim upływie czasu (Żeby nie robić sobie później nadziei, że może za wcześnie itd.) test, pokazał tylko jedną kreskę. Okres nie przychodził, a ja dzień w dzień, myślałam o tym, czego obawiałam się najbardziej- że wszystkie uśpione przy Elizie problemy z hormonami, teraz odbiją nam się czkawką. Do tego, oboje byliśmy już po 30-tce... Niby to jeszcze nie wiek, na to, żeby się martwić, ale zegara biologicznego oszukać się nie da- płodność spada z każdym rokiem... W końcu z bólem serca umówiłam się na wizytę do pani doktor "żeby zacząć działać". Ile można czekać na okres...
Co prawda, w oczekiwaniu na dzień wizyty, pojawiały się jakieś minimalne symptomy, dające cień nadziei, ale jako urodzona pesymistka, uważałam, że to byłoby zbyt piękne... Nawet, kiedy prawie zemdlałam w autobusie, potrafiłam wytłumaczyć to sobie na co najmniej trzy logiczne sposoby, oczywiście żaden z nich nie był ciążą...

I tak jechaliśmy, milcząc, bo każde z nas pogrążone było we własnych myślach: "A co, jeśli...", "A co jeśli nie..." Za pół godziny, miałam usłyszeć, najpiękniejsze słowa, jakie mogłam sobie na tamtą chwilę wymarzyć: "Pani Marto, ale ja tu widzę ciążę. 5tygodni, o tu jest, widzi pani?" Tak bardzo chciałam to usłyszeć i tak potwornie bałam się mieć nadzieję na te właśnie słowa... Jak się okazało, do zapłodnienia doszło pod sam koniec cyklu, stąd test nie mógł wyjść, a ja po raz kolejny przekonałam się, że mój niedoskonały organizm, jednak może zaskoczyć mnie również pozytywnie.

8tydzień ciąży z Lilą, jeszcze boję się cieszyć, nikt (poza mamą i Marcinem) jeszcze nie wie... Codziennie skreślam dni, żeby zaczął się, podobno bezpieczniejszy, drugi trymestr...


18tydzień... Drugi trymestr... Niby bezpieczniej, ale nie do końca. Co rusz jestem chora, strach o Maluszka jest ogromny.


Uwielbiam to zdjęcie , nie ma dnia, żebym nie marzyła o takim brzuszku...



I teraz, dokładnie 2lata, po tamtej wizycie, już nawet nie po cichu, nie nieśmiało, marzę o takim trzecim cudzie. I będę cierpliwie czekać, bo mimo wielu lęków i obaw, które towarzyszyły mi w każdej ciąży, mimo frustracji i wątpliwości, czy uda mi się Je dobrze wychować, mimo wracających jak bumerang pytań: Czy jestem dobrą mamą? Czy sprawdzamy się jako rodzice? wiem, że nic w moim życiu nie miało takiego sensu, jak to, że jestem mamą, że dałam życie i jestem za nie odpowiedzialna, już na zawsze, każdego dnia...


34 komentarze:

  1. Kochana, życzę Ci by Twoje marzenie jak najszybciej się spełniło. Mamą jesteś z pewnością cudowną, w ogóle jak możesz mieć takie wątpliwości?! Trzymam kciuki by system 2-letni i tym razem się sprawdził :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kasiu. Najszybciej, to za jakieś 3lata, także sama rozumiesz, że dla mnie to wieczność :) A co wątpliwości, to wiesz, one przychodzą z takimi tekstami jak "dupa", "kochasz nas tak samo?" itd :)

      Usuń
    2. Martuś, takie teksty świadczą tylko o tym, że dzieci masz normalne :D a 3 lata... toż faktycznie wieczność, bo wiesz, że ja z tych niecierpliwych ;)

      Usuń
  2. Czy to znaczy..,że może?.. już niedługo? Gęba mi się śmieje jak szalona :)
    Ja jedynaczka i mama jedynaka ( z powodów różnych,nie zawsze zależnych ode mnie) wiem a raczej czuję,że Wy jako rodzinka jesteście cudowni i kto,no kto jak nie Wy ! ;) - pozdrawiam Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Martuś, jaki pozytywny komentarz! Ale nie, na razie nie. Na wspomnienie tamtej wizyty tak mi się zebrało.
      A my jako rodzinka- jesteśmy jak najbardziej przeciętni i normalni- ze wszystkimi swoimi wadami, lepszymi i gorszymi dniami :)
      Oj znam ten ból niezależnych od nas powodów, i to jest chyba najgorsze, bo ma się to poczucie niemocy.
      My też serdecznie pozdrawiamy!
      Kochana- pisz tego bloga, pisz- ja wciąż czekam!

      Usuń
    2. U mnie powody są i zdrowotne i materialne, no i parę innych .. I wiek już..- niebawem 39.. Także u mnie to temat zamknięty Ale Wy - czy teraz czy za trzy lata na pewno spełnicie swoje marzenie :)
      A do wyzwania jakim jest blogosfera nie każdy się nadaje i nie każdy ma tak barwne,choć niby zwyczajne życie ;)

      Usuń
  3. Niech leci ten bocian i niech niesie do Ciebie syneczka :*
    Wzruszyłam się strasznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kochana- za jakiś czas, też zimą, może być i pierwszy Synuś!

      Usuń
  4. Matko, kochana co za news!! Ja dokładnie wczoraj zaczęłam opowiadać mojemu mężowi,że chciałabym żebyśmy mieli jeszcze jedno dziecko. Niestety nie podzielił mojego entuzjazmu, mam nadzieję, że Twój się lepiej zachował :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mia, to molestuj Go co jakiś czas. Oni do pewnych decyzji muszą dojrzeć :) Ja wierzę, że i Wam jeszcze raz zdarzy się CUD!

      Usuń
    2. A news? Oj, chyba się źle w tym poście wyraziłam, bo widzę, że nie Ty jedna zrozumiałaś, że jestem w ciąży. Niestety nie :(

      Usuń
    3. Nie, nie. Wiem, że nie pisałaś o ciąży, tylko o planach. To dla mnie super nowina i świetna wiadomość aż mi się micha z radości cieszy :)

      Usuń
    4. Mi też, ale wiesz, dopóki nie pójdę do pracy, nie osiągniemy jakiejś tam stabilizacji finansowej to wszystko jest jeszcze palcem po wodzie pisane. Chciałabym mieć tą odwagę i szczerze jej zazdroszczę innym, żeby się nie bać, jak to będzie z kolejnym dzieckiem...

      Usuń
    5. I ja. No, ale u Was już decyzja podjęta, pozostaje działać :)

      Usuń
  5. Powodzenia, może nowy rok przyniesie spełnienie marzeń. My chcemy postarać się o nastepne maleństwo, ale jak to mówią gdy się chce to się nie ma, a gdy sie nie chce to wyskakuje jak Filip z konopi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że my śmiejemy się z mężem, że z naszymi charakterami klasyczna wpadka nam nie grozi, bo to... nie w naszym stylu :) Chociaż, z jednej strony nie miałabym nic przeciwko gdyby los spłatałby nam takiego figla :) Ale wtedy pewnie, umierałabym całe 9miesięcy ze strachu, że się nie przygotowałam :)
      Powodzenia w staraniach, oby szybko były owocne!

      Usuń
  6. też miałam łezkę, coś dzisiaj łzawy dzień... Trzymam kciuki i mam nadzieję, że niedługo też będę mogła marzyć o tym brzuszku ;) oby było więcej takich zim i lat i wiosen i jesieni, wszystkie najlepsze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dziś Lilkę wycałowałam za całe minione 2lata :) Na szczęście Ona całuśna jest, więc nie miała mnie dosyć :)

      Usuń
  7. oj Martuś Ty to potrafisz trafić w czuły punkt ale tak pozytywnie:)
    ps; ja sobie uświadomiłam że nie mam prawie żadnych zdjęć z ciąży o zgrozo i jak tu w razie w... porównać .....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, ja też mam bardzo mało. Z Lilą już ciut więcej, ale to i tak w dalszym ciągu niewiele i bardzo, bardzo tego żałuję. Może za trzecim razem nadrobię :)

      Usuń
  8. Powodzenia w planach i spełnienia tego marzenia życzę!

    OdpowiedzUsuń
  9. Marzy mi się jeszcze jedno dzieciątko, choć jeszcze nie w najbliższym czasie :)
    Pamiętam mój strach w ciąży z Szymkiem, w tej ewentualnej następnej ciąży też będę w stresie ponieważ będąc w pierwszej ciąży poroniłam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poronienie to już trauma na każdą ciążę. Na szczęście w wielu przypadkach nie niesie za sobą komplikacji dla kolejnych i w kolejnych ciążach, ale strach pozostaje, taka nasza natura.

      Usuń
  10. Ale historia piękna... Życzę Ci tego Trzeciego szczęścia z całego serca :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja Tobie tej szósteczki! W końcu auto 8osobowe zobowiązuje! :)

      Usuń
  11. oj, aż sie wzruszyłam!!! Kochana, ściskam kciuki,by i trzeci cud się przydarzył;) ja rozmyślam o drugim, tak nieśmiało... jesteś wspaniałą mamą! A w ciążach wyglądałas kwitnąco. też lubię zimę....P) jestes 1981 rocznik?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to ten rocznik :)

      Oj powiem Ci, że byłam przekonana, że my na dwójce skończymy... A teraz żałuję, że mieliśmy tak dużą przerwę, że nie pracowałam, bo wtedy można byłoby myśleć i o jeszcze dwóch kolejnych brzdącach. U mnie z dziećmi apetyt rośnie w miarę jedzenia :)
      A tak naprawdę trauma po Elizie zrobiła swoje. Gdybym miała z Nią inny start, pewnie byłoby mi łatwiej.
      Pozdrawiam

      Usuń
  12. Piękny post:) Podziwiam za takie chęci i trzymam kciuki aby marzenie sie spełniło:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Synek byłby jak wisienka na torcie.Życzę Wam tego z całego serca;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kochana, to ja będę za te zimowe prezento trzymać kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zima jednak jest piękna!
    Mam nadzieję, że na trzeci cud też nie będziecie musieli długo czekać!
    Bardzo chętnie będę cię wspierała, bo bardzo mi w trudnych chwilach pomogłaś.
    Ściskam Cię mocno!
    PS. Uwielbiam czytać twojego bloga, serio :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Dalam sie nabrac! Myslalam, ze oglaszasz radosna nowine, dopiero po przeczytaniu komentarzy polapalam sie, ze (jeszcze) nie! ;)
    Ja to jestem nienormalna. Nie ma praktycznie dnia zebym nie narzekala jak mam dosc moich Potworkow, jak chce juz wyjsc z pieluch, cyca i zaczac normalnie zyc, a w ogole to najlepiej bym ich wyslala do Polski, do dziadkow! :) A jednak czesto karmiac Nika, patrze na niego, jak zmienia sie juz w chlopczyka, jak robi sie taki duzy, ze ciezko jest go wygodnie przystawic do piersi i w glowie pojawia sie mysl, ze milo byloby znow tulic malutkiego, pulchnego niemowlaczka.
    Ale mysle, ze swiadomie raczej na trzecie sie juz nie zdecydujemy, chociaz czasami mi szkoda. Dawno, dawno temu marzylam o piatce... ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. jak ciepło napisane!... trzymam mocno kciuki, by świat kolejny raz zaskoczył tak, jak powinien, i dał kolejnemu Szczęśliwemu Maluszkowi tak dobrą mamę :)

    a zima widać fajna jest mimo wszystko... :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!