Mama2c

Mama2c

środa, 19 marca 2014

Zobowiązania finansowe, czyli- uważaj, od kogo pożyczasz pieniądze (z przymrużeniem oka :))

Ileś tam postów temu (pewnie sporo, bo rzecz miała miejsce w lutym), pisałam, o  przeziębieniu Lilki i wizycie naszego kochanego pana doktora. Wizyta była prywatna i zanim przejdę do sedna sprawy- najpierw trochę faktów z życia rodziny K.

Część z Was pewnie wie, że mieliśmy z Elizą dużo problemów zdrowotnych. Chciałabym to wszystko tutaj sensownie opisać, może nasza historia pomogłaby innej Mamie, ale...
Po pierwsze- żeby opisać to wszystko, co przeszliśmy, trzeba byłoby poświęcić na to co najmniej parę postów, a to z kolei oznacza poświęcenie sporej ilości mojego czasu. Jak wiadomo- żadna Mama na nadmiar wolnego czasu nie narzeka.
Po drugie- chociaż minęło 7lat, te wspomnienia nadal bolą prawie tak samo jak wtedy i jeśli nie muszę, to do nich nie wracam.

Z jednej strony- chcę pamiętać, bo to była dla nas lekcja życia na wielu płaszczyznach. Wiele dowiedziałam się o sobie, o mojej i Męża rodzinie, o znajomych, których wtedy jeszcze nazywałam przyjaciółmi. Służbę zdrowia- zarówna państwową i prywatną, poznaliśmy wtedy od podszewki... Chcę pamiętać, bo wtedy po raz pierwszy przekonałam się, że matczyna intuicja istnieje naprawdę, że to nie są tylko wymysły. Tyle, że te wspomnienia to czasami bardzo ciężki bagaż doświadczeń, którego nie chciałabym już dźwigać. I chociaż różnica wieku między naszymi dziećmi jest stosunkowo duża, to z perspektywy czasu stwierdzam, że niestety- nie zapomniałam, większość lęków i tzw. "schiz" z przeszłości, przeniosłam na Lilę, czego bardzo, bardzo nie chciałam.  I pewnie- jeśli w ogóle zdecydujemy się na kolejne dziecko- będzie tak samo. Będę miała "do tyłu" ciążę i pierwszy okres życia Maluszka... Może dziwnie to zabrzmi, ale czasami, jest mi siebie, tak po prostu, żal. Kiedy przypomnę sobie, jaka byłam przed zajściem w ciąże- beztroska, wesoła, pewna siebie, to dziś stwierdzam, że po tamtej mnie nie ma śladu, a co najgorsze- wiem, że tamta Marta już nigdy nie wróci. Przykre to i straszne, bo raz, że "tylko" 2lata może bezpowrotnie zmienić całe przyszłe życie, a dwa- przecież wszystko dobrze się skończyło- Eliza jest zdrowa, Lila nie powtórzyła Jej losu, a ja nie umiem odetchnąć pełną piersią, nie potrafię cieszyć się tak do końca, bo gdzieś z tyłu głowy, czai się strach, że moja radość może znowu komuś zawadzić, że może los znowu postanowi mi utrzeć nosa...
Tą część uzewnętrznień należy skwitować tekstem, że każdy psychiatryk stoi przede mną otworem, i przejść do dalszej części postu.

W każdym razie, to, co jest istotne w temacie postu, to fakt, że po tym, co przeszliśmy z Elizą, nie leczymy Jej państwowo. I chociaż pierwszej (i ostatniej) państwowej pediatrze Elizy zawdzięczamy bardzo dużo, bo przy całej masie błędów- wszelakiej maści, jakie później popełniła, to Ona pierwsza zauważyła, że nie wszystko jest z Elizą w porządku i "czepiła" się tego na tyle mocno, że i ja zwątpiłam, a z kolei dzięki temu- Eliza jest dzisiaj z nami i ma się bardzo dobrze. Niestety, to co przeszliśmy dzięki naszej pani doktor, skutecznie zniechęciło nas do państwowej służby zdrowia. Będąc w ciąży z Lilą, kiedy do głosu dochodziły wszystkie lęki z przeszłości, wiedziałam, że i Ją będziemy leczyć prywatnie. W przychodni pojawiamy się tylko na szczepienia a z czasem, będziemy tam robić każdy bilans.

I uwierzcie- to naprawdę nie jest przejaw snobizmu, bo dla nas, każde 100zł, czy tak jak przy Elizie- 130 (bo przyjeżdżał inny pan doktor), to nie jest po prostu kolejna stówka, którą bierzemy z "kupki" i nie odczuwamy jej braku. Czasami odczuwaliśmy nawet bardzo, jeśli tych wizyt w miesiącu było 2-3. I wiem, wiem- są też wspaniali lekarze pracujący państwowo. Są. Wiem to. Musiałabym tylko popytać, poszukać. Tyle, że dopóki jakoś dajemy radę, nie chcę szukać. Dla mnie każda wizyta w przychodni to nawrót traumy sprzed 7lat. Jestem chora na długo przed i jeszcze parę dni po.

Lila, odpukać, nie choruje tyle co Eliza. Jednak ze względu na to, że jest jeszcze bardzo mała, każdy katar i kaszel wolę skonsultować. Tak też było w lutym. Katarek wydawał się zupełnie niegroźny i walczyliśmy z nim domowymi sposobami. Kiedy jednak Lila na wieczór zaczęła kaszleć, i to dosyć mocno, stwierdziłam, że rano trzeba wezwać lekarza. Tyle, że pojawił się problem- w domowym sejfie zabrakło stówek :) A tak serio- czasami po prostu nie mamy gotówki, a w domu jest tyle pieniędzy, co na poranne zakupy. I nie byłoby żadnego problemu, gdybyśmy na osiedlu mieli bankomat. Ale nie mamy :) Na szczęście, Marcin wpadł na genialny pomysł, żeby pieniądze pożyczyć od Elizy (tak, tak- dzieci czasami lepiej "stoją" finansowo niż dorośli), a On popołudni wypłaci i Jej odda. No i pomysł byłby cudowny w swojej prostocie, gdyby nie fakt, że wyszło na jaw, że Starsze Dziecię nie ma do nas zaufania. Zanim zgodziła się pożyczyć nam w bólach uzbierane sto złotych (z myślą o wakacjach), najpierw z pięć razy zapytała, czy na pewno Jej oddamy. Potem- z dziesięć razy- kiedy i czy to na pewno będzie tego samego dnia. No mówię Wam- czułam się zażenowana tymi pytaniami :) Jednak najlepsze- miało dopiero nadejść :)

Pan doktor przyjechał, Lila zdrowa jak ryba. Ufff. Eliza wróciła ze szkoły, zapytała o wizytę, ucieszyła się, że Małej nic nie jest. Wszystko wróciło na właściwe tory. I najważniejsze- pieniądze Dziecku oddaliśmy zgodnie z umową- tego samego dnia. Jednak to, czego byłam świadkiem za parę dni, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
Robiłam coś w kuchni, a dziewczyny były razem w jadalni. Nagle słyszę, jak Eliza mówi do Lilki:
- Ty mała, pożyczyłam ci stówę na lekarza, przytul się do mnie.
No myślałam, że padnę. Biedna Lilka, która, jak musicie wiedzieć- średnio lubi się do Elizy przytulać, teraz nie miała po prostu wyboru. W końcu pożyczone pieniądze zobowiązują. Także, trzeba będzie przy następnej wypłacie odłożyć gdzieś te 100zł na wszelki wypadek, i nie zadłużać się więcej :)






Od minionej soboty, to moje ulubione zdjęcie :) Jeden z nielicznych razów, kiedy Lilka sama z siebie, przytula Elizkę. Miód na moje matczyne serce!



40 komentarzy:

  1. Dobrze, że macie od kogo pożyczać ;) To co przeszliście z małą Elizą mogę sobie tylko wyobrazić, strasznie ci współczuję i nie dziwię się, że masz traumę i wciąż o tym pamiętasz. Takich wydarzeń, choroby dziecka nie da się zapomnieć i zbagatelizować. Ale ciesz się, że masz dwie zdrowe i piękne córki i to jest najważniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj dobrze, dobrze- czasami trzeba z tej opcji skorzystać :)
      Cieszę się, naprawdę!

      Usuń
  2. Nie wiem, co przeszłaś ze starszą córcią, ale już potrafię sobie wyobrazić. Mam takie samo zdanie, co ty, że czasami lepiej pójść prywatnie, pomimo wielu oszczędności niż męczyć się państwowo. Nie wiem, co mi jeszcze przyszłość przyniesie, ale w razie czego odkładamy z mężem na "czarną godzinę". A Eliza to sobie w życiu na pewno poradzi, więc się nie martw przesadnie. Najważniejsze, że dziecko już w tym wieku pojmuje różne niuanse i nie ekonomiczne - oby się tylko nauczyła, by nie zarabiać na najbliższych:)))))) Ubawiłam się tym jej podsumowaniem pożyczki:))))) Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eliza ma niedosyt przytulania z Lilą, także korzysta z każdej okazji, żeby zmusić siostrę :)
      To prawda, tyle, że prywatnie też trzeba mieć szczęście do lekarzy, bo nie każdy jest wart swojej ceny.

      Usuń
  3. A już myślałam, że Wam Eliza odsetki policzyła... A tu takie rozczulające sceny.
    Popieram Cię, czasami lepiej iść prywatnie i nie martwić się o nic. Bo niby płacimy na publiczną służbę zdrowia, niby ciągną od nas kasę, ale w razie czego nie możemy liczyć na nic, czasami nawet na dobre słowo :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe ja to samo pomyślałam ;)

      Przeżyć współczuję, choć ciężko mi to sobie wyobrazić. Ale najważniejsze to co tu i teraz... Masz dwie cudowne córeczki, śliczne, mądre i zdrowe - to skarb :)

      Trafiłam tu jakiś czas temu przez przypadek (z innego bloga), ale uwielbiam czytać co tam u Was i patrzeć na te śliczne buzie :)

      Pozdrawiam ciepło, Kasia M. :)

      Usuń
    2. A to bardzo miłe słowa- dziękujemy! A sama też piszesz bloga? Jeśli tak- poproszę link.
      Odsetki już nalicza- wycwaniła się :)

      Usuń
    3. A to obrotna dziewczyna, nie zginie w tym świecie :)

      Niestety nie prowadzę, ale bardzo żałuję :) Teraz byłoby mi ciężko nadrobić 20 m-cy życia mojego synka :) Ale może przy drugim (o ile będzie, czego bardzo bym chciała) się zbiorę i wtedy nadrobię ;)

      Pozdrawiam serdecznie,
      Kasia M. :)

      Usuń
  4. No tak, pożyczki zobowiązują do dozgonnego długu wdzięcznośći. Biedna Lila jeszcze pewnie nie raz usłyszy co ma zrobić za uratowanie jej życia :)
    My też nororycznie od dzieci pożyczamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ufff, nie tylko my :) Lila tam ma w nosie wdzięczność :)

      Usuń
  5. Ja latał po lekarzach i też cudowałam, żeby było dobrze. Na szczęście znalazłam idealnego lekarza do dzieci chociaż nie raz tez mi ciśnienie podnosi. Gdy chłopcy chorowali 500-600 było nie moje i tez pozyczalismy z ich skarbonek ale odsetki naliczali w postaci słodyczy...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja myślałam, że coś palnęła przy lekarzu. Niech się tulą dziewczyny... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Palnęła przy lekarzu? A to nie raz już była taka akcja :)

      Usuń
  7. hahaha, nie no, przesłodkie są:D
    puenta była cudna!

    a strasznie mnie jakoś tknęło to, co pisałaś o Elizie... nie dlatego, że miałam przeboje z Zosią, bo, odpukać, te dotąd niewielkie (choć już i tak utwierdziłam się, że nie wolno zaufać, no nie wolno! - laryngolog dała memu 3 miesięcznemu dziecku gentamycynę do uszu. 2 tygodnie dostawała. a my potem odchodziliśmy od zmysłów, kiedy nie chciała ruszyć z gaworzeniem i ignorowała nasze wołanie....). Ale sama jako dziecko strasznie chorowałam i byłam utrapieniem rodziców i lekarzy, a oni moim :/ noszę skutki zaniedbań szpitalnych już na stałe i uraz został ogromny... I teraz, choć się u nas nie przelewa, na leczenie kasa awaryjna jest zawsze odłożona.
    Całe szczęście, że z Elizą jest wszystko dobrze i przebrnęliście przez to... a na pewno bardzo doceniłabym (i wiele innych matek pewnie również), gdybyś kiedyś jednak podzieliła się doświadczeniami...

    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, trauma zostaje. Ja, przez to co przeszliśmy z Elizą, nie potrafię zaufać żadnemu lekarzowi tak na 100procent, a to też nie dobrze. Domyślam się tylko, co przeżyliście czekając aż Mała "udowodni", że słyszy...
      Doświadczeniami się podzielę, na pewno.

      Usuń
  8. Ja też myślałam, ze Elizka policzyła Wam odsetki! :) Według mnie to dobrze, że się zastanowi dwa (lub więcej) razy zanim komuś coś pożyczy przynajmniej nie musisz się obawiać, że będzie rozdawała kasę na prawo i lewo :P Lilka pewnie nieświadoma jaki ma teraz dług wdzięczności wobec siostry :D też jestem ciekawa Waszych przeżyć z Elizką, może kiedyś nam je opiszesz "ku przestrodze". Jakie by one nie były, odnieśliście ogromny sukces - Elizka jest śliczną, mądrą i zdrową dziewczynką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lilka ma w nosie dług wdzięczności wobec Elizy :) Przytula się jak chce, a jak nie chce- to nie ma na Nią mocnych i żadne prośby nie pomogą :)
      Najważniejsze, że jest zdrowa!
      A wspomnienia kiedyś opiszę, tylko ten brak czasu...

      Usuń
  9. Super :D Nie wiem, co przeszłaś z Elizą, ale grunt że dziewczynka zdrowa i macie to za sobą... A z lękami da się żyć, wiem niestety z doświadczenia... Eliza cwaniara mała, a Lilka może jeszcze będzie mieć fazę na przytulanie, kto wie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Da się, bo nie mamy wyjścia. Tyle, że trudniejsze trochę to życie jest. Lila ogólnie "tulaśna" jest strasznie, ale jakoś średnio lubi z Elizą się przytulać :(

      Usuń
  10. Wiesz taki strach to chyba każda mama,Ty masz zwielokrotniony przez to, co przeżyłaś. I rzeczywiście, jeśli każde badanie ma się dla Ciebie kończyć wielkim stresem to lepiej chodzić prywatnie.
    Dobrze, że miałaś od kogo pożyczyć :) I, że córka nie wie o odsetkach od pożyczki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wie, wie- przy następnej pożyczce już sobie zażyczyła odpowiedni procent :) To prawda- każda mama się boi, taki już nasz los.

      Usuń
  11. ja też myślałam że wam odsetki podliczyła:) zdjęcia urocze aż chce się takie dzieciaczki produkować;)
    a co do początku postu to też z chęcią poczytała bym co się działo Elizie dokładnie, może kiedyś znajdziesz czas i wenę żeby przebrnąć przez ten temat. Ważne że teraz jest dobrze u Was i wiesz co ja myślę Marta?? wszystko co nas spotyka w życiu jest po coś..... dzięki każdemu doświadczeniu jesteśmy silniejsi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, to do roboty :)
      To fakt, co nas nie zabije... Tyle, że czasami jednak wolałabym nie doświadczyć tego na własnej skórze.
      Buziaki

      Usuń
  12. Ja pożyczałam od młodszego brata;) A Eliza jest śliczna i mądra dziewczynka, kto by powiedział, że mieliscie z nią problemy zdrowotne... ale co musieliscie przejść, bardzo współczuje... najgorsza jest choroba dziecka... jesteś bardzo silną kobietą i rozumiem Cię-obawy o przyszłosc, schizy i wszystko. Ja mam podobnie, nadmierna odpowiedzialnosc, cos co powinno byc zaletą jednak czasami zycie utrudnia..
    a foty córeczek- boskie dizewczyny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mojego Brata nie trzymały się ani pieniądze ani słodycze i zawsze mi podbierał :)
      Utrudnia życie, to fakt, bo czasami chciałoby się jednak podejść do tematu z większym luzem, nie spinać się aż tak...

      Usuń
  13. No proszę..stówa działa cuda...hehe
    a tak w kwestii pożyczania, myślałam, że tylko my tak mamy, że czasem Syn bogatszy od Rodziców...ostatnio nawet sam zaproponował piątaka, bo zaczęłam rano stękać, że nie mam kasy ( w sensie gotówki, bo w piekarni kartą nie można).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w dzieciństwie też regularnie bywałam bogatsza do rodziców, niestety te czasy minęły i role się odwróciły :)

      Usuń
  14. Ja dziękuję Bogu za naszą panią doktor. Nie wiem co bym zrobiła, gdyby jej nie było, bo na leczenie prywatne po prostu nie byłoby nas stać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, macie szczęście z tą panią doktor, czytałam u Ciebie, że to dobro narodowe :) Gdyby tak można byłoby Ją sklonować :)

      Usuń
  15. To, że nie chcesz wracać do wspomnień bardzo rozumiem. Miałam sobie w styczniu przczytać co pisałam, gdy Miłuś nam umierał... ale nie byłam w stanie tego zrobić.
    Przytulam mocno, a co do pieniążków to mała maklerka Wam rośnie :* Dużo takich miodów na serce Ci życzę :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Ulcia, Wy to dopiero przeszliście. Nie wiem, jakby się podniosła po czymś takim. Nasze wspomnienia choć ciężkie, to pewnie jednak lżejsze niż Wasze. Buziaki Kochana!

      Usuń
  16. Niech Lila uwaza, bo Eliza moze za kilka lat niespodziewanie wyskoczyc z odsetkami! ;)
    U nas jest odwrotnie - to Nik chce dawac Bi calusy, a ona odwraca sie albo ucieka, mala cholera!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że u nas Lila do mnie i Marcina to jest bardzo wylewna? Tyle, że do Elizy to jak ma ochotę, a ochotę miewa b. rzadko :)

      Usuń
  17. Ja się cieszę, że mieszkam w kraju, gdzie służba zdrowia jest 103339039393232 razy lepsza niż w Polsce, bo gdyby Cali urodziła się w Polsce... To aż boję się myśleć jakby się wszystko skończyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie myśl Kochana, nie myśl- nie warto się denerwować.

      Usuń
  18. Te dzieci od najmłodszych lat takie przedsiębiorcze:) Ja pamiętam jak siostra pożyczała ode mnie złotówkę i mówiła, że codziennie będzie mi oddawać po 1gr i ja jej wierzyłam kurna:) A co do służby zdrowia sama miaął przejścia z publiczną pomocą, a jeszcze po traumatycznym porodzie prowadzam synka tylko prywatnie i pal licho ten sejf ze stówkami jakoś będziemy ciułać ale zdrowie najważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, cwaniara- nie odczuła długu w ten sposób :)
      To, co mnie szczęśliwie ominęło- to traumatyczny poród. Ale już pobyt w szpitalu po porodzie- dłuższy z powodu żółtaczki Elizy, do wesołych i szczęśliwych też nie należał.
      Zdrowie najważniejsze! :)

      Usuń
  19. dzieciaki są absolutnie fantastyczne w swoim rozumowaniu :D
    PS> tez korzystam z prywatnej służby zdrowia :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie- potrafią "rozwalić" na łopatki :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!