Mama2c

Mama2c

środa, 16 kwietnia 2014

Bijemy rekordy...

Część z Was może pamięta jeszcze post, o mentalnym przywiązaniu mojego męża do swoich ubrań. A jeśli ktoś nie pamięta, albo nie czytał, to proszę bardzo- jest o tutaj.
 
Niestety, fakt, że mój mąż nie widzi potrzeby kupowania nowych ubrań, dopóki stare nie rozłożą się na czynniki pierwsze, to tylko jeden z moich problemów. Od jakiegoś czasu, mam kolejny. I może nawet powinnam, ubrać to jakoś ładnie w słowa, zawrzeć całą prawdę między wierszami, tak, żeby co bystrzejszy czytelnik sam doszedł do właściwych wniosków, ale wiecie co? Nie chce mi się. Nie chce mi się bawić w ceregiele, metafory, przenośnie... Zwyczajnie napiszę tak, jak jest. Na podstawie mojego ostatniego, domowego (niestety- w czasie jego trwania mąż z domu regularnie wychodził) eksperymentu stwierdzam, że mój mąż jest brudasem.

Zszokowane? Na pewno nie mniej niż ja...

Kiedy przyszli państwo K. się poznali, pan K. nie miał problemów ani z higieną osobistą, ani z regularną zmianą noszonej odzieży. Bielizny też :) Ma się rozumieć- to sprawdziłam dopiero po jakimś czasie... Gdyby Córki kiedyś przeczytały- of kors!
Sam pan K. pochodzi z bardzo porządnego domu, i choć ja- pani K. mogłabym dużo, a nawet bardzo dużo, powiedzieć o swoich "ukochanych" teściach, to trzeba Im przyznać, że są to ludzie czyści i schludni. Nigdy nie widziałam Ich w brudnych, przepoconych ubraniach, zawsze byli ubrani stosownie do okazji. Nawet pozwolę sobie na drobną złośliwość (a co mi tam, w końcu mój blog, moje prawo :)) i zdradzę Wam, że moja teściowa, na nasz ślub (z którego de facto wcale zadowolona nie była) miała przygotowane trzy kreacje (jedna do kościoła, druga do północy i trzecia po oczepinach) i wszystkie trzy zaprezentowała mnie i naszym gościom. Nie wiem- porąbało się Jej, że to Ona jest panną młodą, czy co? Może jakieś kompleksy z własnego ślubu, który przypadał chyba na czas szycia sukien ślubnych z firanek, zasłon i co tam jeszcze w ręce wpadło... No nieważne...

To, co się ostatnio dzieje w tym temacie z panem K. przechodzi moje najśmielsze wyobrażenia. A wyobraźnię mam całkiem, całkiem...

O to, żeby pan K. zmieniał regularnie ubranie, walczę już o dłuższego czasu. I o ile do niedawna miał On  problem "tylko" ze zmianą spodni (Jemu chyba się wydaje, że jedne i te same można nosić tygodniami...), o tyle ostatnio doszła do tego zmiana "góry". Tą, jak się okazuje, też według mojego męża, można nosić długo. A nawet bardzo długo...

I teraz przejdźmy do meritum, czyli do bicia naszych rekordów :)
Tydzień temu we wtorek mój mąż zdjął sweter (wiem, wiem- fascynujące) i nie wiem, czy żartem, czy serio, ale obwieścił mnie i chyba całemu światu: "Zobacz, zdjąłem po dwóch dniach sweter i wkładam do pralki". Tutaj chyba powinnam wydać z siebie radosne "Hurraaaaaaaaa" i otworzyć szampana. Jednak, jak to mówią mądre powiedzenia ludowe, jak choćby to, że: "Jedna jaskółka wiosny nie czyni", także- nie cieszyłam się przedwcześnie. I niestety- okazało się, że słusznie. Kiedy sweter został oddelegowany do prania, mój mąż, na środę naszykował sobie jedną z moich ulubionych bluz, w kolorze ceglastym. No trzeba Mu to oddać- raz, że pasuje Mu ten kolor, a dwa- fajnie w niej wygląda. I jak się okazuje- nie ja jedna tak sądzę. Mój mąż, w środę rano, wpadł najwyraźniej w taki zajebisty samozachwyt, że trwał w nim nieprzerwanie do wczorajszego wtorku. Czyli- tak, tak moje Drogie- nosił tę bluzę w środę, czwartek, piątek, sobotę, niedzielę, poniedziałek i wtorek... Żeby udramatyzować jeszcze bardziej- sprecyzuję- był w niej  5dni w pracy (3dni w zeszłym tygodniu i  2dni w obecnym), był w sobotę u kumpla na piwie i w niedzielę na obiedzie u moich rodziców. Żeby było "zabawniej"- w poniedziałek po pracy wrócił z dwoma, pokaźnymi, tłustymi plamami na wysokości klatki piersiowej (btw, zastanawiam się czy one w ogóle zejdą...) i to absolutnie nie przeszkodziło Mu w tym, żeby we wtorek znowu ją założyć. I co Wy na to?!

Pewnie jesteście ciekawe, dlaczego po prostu nie powiedziałam Mu, żeby zmienił bluzę. Otóż, nie zrobiłam tego z prostego powodu. Kiedy On bił rekord w noszeniu tej samej rzeczy, ja biłam swój osobisty rekord, w tym ile wytrzymam, zanim skończy się to wszystko karczemną awanturą. Poza tym, naprawdę byłam ciekawa, po jakim czasie, mój mąż uzna, że pora się przebrać. Tak sam z siebie. No to odpowiedź już mam. Tylko jakoś średnio mnie ona zadawala. I tutaj moje Drogie, mój osobisty małżonek, zadaje kłam różnym stereotypom, jak choćby temu, że to pracownicy fizyczni często chodzą brudni i śmierdzący. Nic bardziej mylnego! Dla niewtajemniczonych, maż mój, z wykształcenia informatyk, pracuje w zawodzie, na stanowisku "kierownik zespołu". Higiena osobista, czystość, poczucie jakiejś estetyki, nie mają nic wspólnego ani z wykształceniem, ani z pochodzeniem, ani z rodzajem wykonywanej pracy. Albo się jest czystym, albo nie. I już.

Uwierzcie mi, że kiedy po 3dniach noszenia, On dalej nie wrzucał tej nieszczęsnej bluzy do prania, zaczęłam przechodzić prawdziwe katusze. Miałam ochotę, rzecz jasna, wykrzyczeć Mu w twarz, co o tym myślę, ale fakt, że się nie odzywaliśmy, ułatwiał mi nie zrobienie tego. Natomiast w mojej głowie odbywały się takie wizualizacje, że hoho. Począwszy od tej, jak ciacham nożyczkami tą bluzę na miliard kawałeczków, po tą, kiedy szef mojego męża wzywa Go na rozmowę o "dress code" i o tym, że ubiorem też daje innym przykład (tyle, że w tym wypadku, to akurat niżsi szczeblem pracownicy, mogliby uczyć mojego męża jak się ubierać), po moją ulubioną- jak Ich nowa sekretarka Ania, nachyla się do mojego męża, żeby podpisał Jej jakieś dokumenty i cofa z obrzydzeniem.
Tak, wiem- jestem straszna :) Niestety, tym razem przeszedł już samego siebie.

Zastanawiam się, co się z moim mężem dzieje, bo to co On teraz wyczynia, to już naprawdę ciężko ogarnąć rozumem. Nie wiem co to jest- manifestacja? Tylko czego? Lenistwo? Jak najbardziej możliwe, bo poza pracą zawodową, to raczej "robota Mu się w rękach nie pali". Robienie mi na złość? Nie zdziwiłabym się.
W każdym razie, ciekawa jestem dokąd nas to wszystko zaprowadzi...

I uprzedzę Was lojalnie- o kwestii ubierania się i zmieniania odzieży, rozmawiałam już z mężem nie raz. Grzecznie. Nerwowo. Prośbą. Groźbą. Marchewką. Kijkiem. Jak widać- bez efektów. Nie wiem, może naprawdę powinnam Go traktować na równi z Elizą i co wieczór kłaść w jadalni zestaw ubrań na dzień następny? Co ciekawe, jeśli chodzi o Elizę, mąż mój, a Jej tata, ma ciekawe podejście- powie raz i Ona już powinna coś wiedzieć, coś rozumieć, coś potrafić, bo przecież... ma już prawie 8lat!
To jak traktować faceta, który ma już skończone 36lat?!

No i pytanie do Was- chyba na zbliżające się Święta, powinnam uprać panu K. Jego ulubioną bluzę? :)
Trzeba będzie lecieć po odplamiacz...

A tak poza tematem- wczoraj, dla relaksu, z wujkiem google, szukałam balkonowych inspiracji. Co roku, o tej samej porze, dopada mnie syndrom balkonu :) Marzą mi się wielkie zmiany, więc szukam, szukam i jeszcze raz szukam. Potem myślę, planuję, kalkuluję... I wychodzi jak zawsze- kończy się na zakupie paru kwiatków i tyle :)
Ale co nacieszyłam wczoraj oko, to nacieszyłam. Może kiedyś...

A gdyby pod balkonem wyrosła mi jeszcze taka okazała magnolia... też nie miałabym nic przeciwko :)


Tymczasem, po tym, jak ktoś wykopał mi krokusy, za jakiś czas zastałam w ogródku dołek po białym hiacyncie... Chyba naprawdę przemyślę sprawę i zacznę inwestować w zmiany na balkonie :) Stamtąd może kraść nie będą... Co za ludzie!

26 komentarzy:

  1. Prac, prać. Mąż i tak nie zauważy a żonie ulży. Ja toczę taką walkę o jeansy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie tylko ja :) Boże, zlituj się!

      Usuń
  2. Z mężem w tym przypadku problemu nie mam jest w trasie to nie widzę. A przecież walizki ciuchów wziąść nie może. Przyjeżdża brudny i zarośnięty i od razu wskakuje do wanny żeby brud z siebie zmyć.Może twojemu mężowi przydałaby się taką wyprawa będzie bardziej dbał o to, żeby mieć na sobie czyste pachnące ubrania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co , może jeszcze jakbym Go właśnie nie widziała przez ten tydzień, to inaczej bym do tego podchodziła. Ale ubrania leżą czyste, wyprasowane, a ten paraduje w brudnej, śmierdzącej bluzie... No nóż się w kieszeni otwiera!

      Usuń
  3. Jestem w szoku... Trzeba przyznać, że mąż faktycznie przebił sam siebie.
    Na myśl przyszło mi, czy on czasami może nie testuje Twojej cierpliwości, czy nie robi tego specjalnie... żeby podnieść Ci ciśnienie i przetestować, czy faktycznie jest tak jak piszesz "brudasem" i nawet nie pomyślał o tym, że coś może być już nie najświeższe albo ludzie to za takie uważają. Tak czy siak - conajmnej rozmowa jest tutaj wskazana. Nie dziwię się, że zadziwił Cię wynik tego experymentu... Ja podziwiam za to Ciebie za wytrwałość....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, co On chciał osiągnąć, ale tym razem już przesadził.

      Usuń
  4. Mój mąż, jak się zapomni słyszy lakoniczne "Śmierdzisz." i sam wie, co z tym zrobić. ;)

    A serio - szlag by mnie jaśnisty trafił...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybyśmy nie byli pokłóceni, to oczywiście usłyszałby to samo, zresztą- nie pierwszy raz... Ale sama byłam ciekawa, ile czasu będzie ją nosił. No i masz...
      A szlag mnie trafiał codziennie. I krew zalewała. I chuj strzelał....

      Usuń
  5. Miałam tak miałam ale znalazłam sposób. Po prostu mąż zdejmuje łachy (przecież kapać się kapie codziennie) a ja je bezczelnie mocze żeby następnego dnia wyprać nie gadam nie marudzę nie pouczam i tak to nic nie da. Robię swoje i wszyscy zadowoleni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jest oczywiście metoda :) Ja jednak jeszcze powalczę, żeby pan mąż SAM odkrył, że trzeba to robić :)

      Usuń
  6. Aż mi się przypomniał kolega ochrzczony przez nas Hrabią Swetrem... czemu? Bo w Paryżu przez cały tydzień latał w jednym swetrze a śmierdział tak... No, że odrzucało.
    A co do Twojego małżonka... Oferta z wałkiem nadal aktualna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może daj namiary na Hrabiego, bo Hrabia Bluza chciałby się zakolegować :) Razem sobie pośm, to znaczy sorry- pogadają o Paryżu :)

      Usuń
  7. Hihihi, wybacz Martus, ale sie usmialam!
    Z moim chlopem nie mam takiego problemu, za to przypomniala mi sie kolezanka, ktora kiedys mi sie zalila, ze jej maz moze nosic ta sama koszulke calymi dniami, wiec ona mu je "podbiera" i wrzuca cichcem do prania, jak on zdejmie je przed snem. :)
    Ze tez trzeba sie uciekac do takich podchodow jak chce sie, zeby malzonek zwyczajnie i po prostu schludnie wygladal... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się właśnie nie będę uciekać do takich podchodów, chociaż pewnie powinnam :) Ale uważam, że dorosłego faceta, nie będę traktować jak trzecie dziecko... Oczy ma, ręce ma, węch też... Niech z nich korzysta :)

      Usuń
  8. Niezły ten twój mąż ;) Widocznie obojętne mu co ma na sobie i uważa, ze to nieważne w jego pracy i życiu codziennym. Mój mąż za to zawsze jak gdzieś idziemy/jedziemy pyta mnie co ma ubrać i najlepiej jak mu sama przygotuje "zestaw", bo sam nie za bardzo zna się na tym ;) Na szczęście z higieną nie ma problemu i nie muszę mu przypominać o zmianie bielizny czy codziennym prysznicu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze? To jestem moim mężem ostatnio załamana. Bo przechodzi sam siebie pod każdym względem... I oczywiście- nie chodzi do pracy w garniturze, no ale to nie zmienia faktu, że bluzę, trzeba zmienić częściej niż raz na tydzień, a jeśli nosi ją dzień po dniu-to sprawdzić, czy jest czysta. W końcu ja jestem Jego żoną, a nie matką, żeby Go niańczyć. Ach, mówię Ci- słów mi brakuje!

      Usuń
  9. Menżu wybiera sobie zestaw na tydzień roboczy, tj. 5-6 dni. CHYBA, że się pobrudzi lub spoci, bo codziennie wącha i ogląda... Czyli to jest opcja zimowa, bo latem wszystko zmienia szybciutko :) ale nosi się tak tylko do roboty, a po przebiera w takie "podomowe", i na wyjście też coś tam innego wrzuca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jak najbardziej ok. I zupełnie inaczej niż u nas. Niestety.

      Usuń
  10. hmm no to się nie dziwię Twoim skokom ciśnienia Marta sama nie wiem co napisać. Bo to że podziwiam Twoje samozaparcie w kwestii nie poruszania tematu to oczywiste.... Pozostaje czekać że mężuś sam przeczyta post i popatrzy na tę sprawę z Twojego punktu widzenia bo to że on nie widzi problemu jest oczywiste... Ach Ci faceci.......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, ale ja już Mu wiele razy mówiłam, jak to wygląda z mojego punktu widzenia, że to co robi, to nie świadczy tylko o Nim, ale ludzie też będą gadać o mnie... Wiesz dużo by pisać... Przecież On odbiera Elizę ze szkoły, tam też na Niego patrzą... No nie wiem- zwariował mi mąż i tyle :(

      Usuń
  11. Czy ja już pisałam, że faceci są z innej planety?
    Mój mąż ma robocze ciuchy, ubrania na wyjścia, szmaty do remontu, oraz jasne koszulki do spania... Ostatnio zrobiłam mu sama porządek w jego szafkach (bo on nie ma czasu), bo już mnie wkurzał ogólny burdel. Postanowiłam sama mu zanosić po praniu ciuchy i pakować na dobre miejsca (nawet mu szafki podpisałam, gdzie co ma), bo takie ciuchy zdjęte z suszarki i złożone, to jeszcze spory kawał czasu potrafiły leżeć w łazience i częściej zakładał je ponownie, niż widziały one szafkę :) Często się też pytam czy ma coś do prania...
    Jak już tak narzekam, to mąż ma domowe obowiązki sztuk dwa: wynieść śmieci i sprzątać z suszarki... dobrze, że dziś rano wywozili śmieci, to wyniósł (po 3 dniach!), a ja i tak zawsze muszę o to prosić.
    Inna planeta mówię Ci :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja też się pytam i zawsze słyszę: "NIE" :) No ale jak się nosi ubrania po tydzień czasu, to co się dziwić, że nie ma nic do prania... Szlag człowieka może trafić momentami. Obowiązki mojego męża- śmieci, naczynia w zlewie (ale te ja też zmywam) i kąpiel Lilki... Próbowaliśmy, żeby mycie łazienki było Jego obowiązkiem, ale niestety- nie ogarnął tematu...

      Usuń
  12. Kurcze jakas nierealna historia- sorry ale ja bym nie wytrzymala....
    U nas raczej pelny kosz prania bo familia lubi sie przebierac :)
    Jedynym "problemem" mojego meza jest dopytanie przed wyjsciem" co mam ubrac?" ale to tylko dlatego, ze ja na sportowo- on elegancko , ja elegancko on na luzie- a jakos musimy do siebie pasowac- rowniez wizualnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, ale u nas przed wyjściem, imieninami, urodzinami, Świętami, też pada sakramentalne "Co mam ubrać?" Tyle, że sama widzisz- przy tym, co ja mam z Nim na co dzień, to takie "Co mam ubrać?", to jednak pikuś :)
      Nierealna historia- podoba mi się to określenie :) No rzeczywiście- może wydawać się nierealna :) Niestety- prawdziwa jak najbardziej.
      Tak myślę, bo u nas też kosz zawsze pełen, pranie schnie wszędzie- może mąż nie chce przeciążać pralki...
      Pozdrawiam

      Usuń
  13. O rany, jakbym czytała o swoim teściu. Choć ten i tak Twojego Marcina bije na głowę. Pomyśl, że Marcin się przynajmniej kąpie, a mój teść zmienia ubranie TYLKO przy okazji prysznica, a ten zdarza mu się mniej więcej 1 (słownie: raz) na tydzień. Boję się do niego zbliżać, bo teraz jeszcze mam węch wyczulony :((( Mąż rozkłada na to ręce, ale niestety z teścia uparty typ i teściowa nie daje sobie rady. Na szczęście mój mąż w sprawie higieny nie ma większych problemów. Podziwiam Cię jednak za wytrzymałość. Bo ja czasami staram się być twarda i na przykład cierpliwie czekać, aż mąż pozbiera z łazienki swoje skarpetki, które zalegają tam od 2 dni by wrzucić je do kosza z brudną bielizną, który stoi zaledwie 10cm dalej, ale najczęściej niestety nie daję rady i sama sprzątam odpowiednio kurwując przy tej czynności ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, a czy ja gdzieś napisałam, że On się kąpie?! :) No ok- częściej niż Twój teść, ale niestety, z tym też ostatnio ciężko. Nie wiem co się z Nim ostatnio dzieje, ale jestem chwilami przerażona... Wiesz, cierpliwość, to jest moja najsłabsza strona, także z całą pewnością, ja swój rekord też pobiłam :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!