Mama2c

Mama2c

piątek, 25 kwietnia 2014

Dzieciaki, święta i my... część druga

Na czym to ja skończyłam? Ach tak- wyniosłam (no dobra- prawie wywlekłam) Lilkę z kościoła. Zdecydowanie za dobra jestem- bo powinnam zostawić tam tego małego Potworka, żeby jeszcze trochę poprzeszkadzał. A co!
W każdym razie- Lila była średnio zadowolona, że jesteśmy już na zewnątrz (WTF? jednak podobało Jej się w tym kościele?), toteż nadal wyła i buczała, tyle, że ja już się tak nie stresowałam, że WSZYSTKIE oczy skierowane są na nas. Za chwilę było na szczęście po wszystkim i wróciliśmy do domu...

...gdzie moje starsze dziecko oznajmiło mi, że Ona chciałaby już dzisiaj (w sobotę) pojechać do Babci. A, że mój mąż, jak zobaczył rano ile jest tych ciast (no przecież pisałam, co zamierzam upiec- tak to jest, jak się bloga żony nie czyta regularnie), orzekł, że w niedzielę rano to my się z tym wszystkim nie zabierzemy, to był to w zasadzie całkiem niezły pomysł, żeby wywieźć Elizę i ciasta dzień wcześniej. Tyle, że zamiast po kościele lecieć od razu do garów, musiałam wykąpać Elizę, bo na wieczór miałyśmy zaplanowane mycie głowy...

W każdym razie, kiedy zbliżała się godzina wyjazdu do Babci, kazałam Elizie spakować dla siebie ubrania, z uwzględnieniem, że są Święta. I musicie w tym miejscu wiedzieć, że moja starsza córcia lubi się ładnie ubrać. Czasami po trzy razy pyta, czy to do siebie pasuje, czy tak jest ładnie itd... Także, do głowy by mi nie przyszło, że na tym tle, mogą wyniknąć jakieś problemy.

Jakież było więc moje zdziwienie, kiedy w niedzielę rano, zobaczyłam Elizę w Jej ulubionych rurkach... z dziurą na kolanie- efekt ostatniej wizyty na działce... Na szczęście-jak mi się wtedy wydawało- wzięłam jeszcze dla Elizy dwa odświętne zestawy- podejrzewałam, że będzie chciała spać u Babci kolejną noc. I wszystko byłoby ok, gdyby nie drobny szkopuł. Córcia oświadczyła, że nic z tego, co przywiozłam nie założy, bo Ona już TEJ tuniki nie lubi, a TA bluzka już Jej się nie podoba. Co dokładnie powiedziałam Elizie, może lepiej niech zostanie poddane cenzurze, w każdym razie dałam Jej jasny przekaz, żeby zakładała w takim razie co chce... Bądź co bądź- matka bloga modowego nie prowadzi i pokazać zdjęć Elizy ubranej jak stróż w Boże Ciało, nie będzie wstyd...
I kiedy przyszła do stołu, ubrana w bluzkę w biało- fioletowe paski z trupią czachą (!), spódnicę w czarno-białą kratę i czarne, gładkie (uff) rajstopy, nawet mi jajko w gardle nie stanęło. Jednak, kiedy po śniadaniu, żeby Lila miała swój rytm dnia zachowany, ubieraliśmy się na spacer, a Eliza- do swojego zestawu: paski plus krata, założyła bluzę w panterkę, powiedziałam DOŚĆ! I naprawdę- na ogół wyznaję zasadę, że dzieciom ma być po prostu wygodnie, ale ten miks, który stworzyła Eliza, to było już za wiele- nawet jak dla mnie :) I ja wiem, że może jestem po prostu ograniczona, zacofana, nie idę z duchem czasu, nie potrafię bawić się modą... ale trzeba było zobaczyć ten zestaw na żywo.

Tutaj bez panterki...


Nawet tata był porażony, jak to się ze sobą wszystko "gryzło" i decyzją rady starszych Eliza musiała iść się przebrać... Następnym razem poświęcę jednak te 5minut na wspólne skompletowanie garderoby na wyjazd...

Spacer nam się udał- było słoneczko, były kaczuszki... i tylko taka refleksja mnie naszła, że jednak małe dzieci mają swoje prawa, które czasami niestety kolidują, na przykład ze zjedzeniem na spokojnie wielkanocnego śniadania... Bo kiedy większość Szczecinian było dopiero w połowie spokojnego celebrowania tego świątecznego czasu przy stole, my już "ganialiśmy" z wózkiem w najlepsze. Może jednak to i lepiej, bo nawet w okrojonym czasie, zdążyłam się solidnie najeść...



Po spacerze Lila zjadła zupę i teoretycznie była już pora Jej drzemki. No i pytanie: "Co z tym fantem zrobić". Spanie u moich rodziców, w mieszkaniu pełnym ludzi, nie wchodziło raczej w grę. Zdecydowaliśmy, że pojedziemy na cmentarz, Lila zdrzemnie się w aucie, a potem z Nią pospacerujemy i odwiedzimy groby bliskich. Plan mieliśmy dobry, zresztą- sprawdzał się już wiele razy. I wszystko byłoby dobrze, gdybym nie posłuchała ojca (który zabrał się z nami) i nie przetrzymała Lilki w aucie ze spaniem. Dziadek usilnie przekonywał nas, że przecież lepiej, żeby usnęła sobie na cmentarzu na powietrzu, to dłużej pośpi i takie tam... Niby wszystko racja, gdyby nie jedno "ale"- Lila zazwyczaj ma ogromne problemy, żeby w ogóle w wózku zasnąć... No ale ok- myślę sobie, jest zmęczona, tyle wrażeń od rana, może faktycznie uśnie w tym wózku i pośpi... Jednak przetrzymać Lilę, żeby najpierw nie zasnęła w aucie- to już było wyzwanie... Oczy Jej się same zamykały i nic nie pomagało. W końcu tata dał nam do zabawy butelkę z wodą- takiego "niekapka" dla starszych dzieci... No i udało się- dojechaliśmy na cmentarz, gdzie się okazało, że ludzi jest multum, i co za tym idzie- nie ma gdzie zaparkować. Marcin wysadził nas, żebyśmy kupili już znicze, a sam miał poszukać miejsca. Lila już na wpół przytomna, ale zajęta butelką (w której było jeszcze sporo wody), ląduje w wózku. Podjeżdżamy pod sklep. Odwracam się na ułamek sekundy, żeby podać ojcu pieniądze na znicze, i jaki widok zastaję kiedy znów patrzę na Lilę?! Moje młodsze dziecko, z niekapka, zrobiło kapka i od pasa w dół było całe mokre- łącznie z prawym butem i siedzeniem w wózku...

Byłam wściekła. Na ojca. Na Marcina. Na Lilkę... Na siebie, bo oczywiście u mamy miałam całą masę ubrań Liki na taką okoliczność, ale na cmentarz wzięłam oczywiście tylko pieluchę i mokre chusteczki...
No to się nachodziliśmy... Ojciec z Elizą zostali na cmentarzu, a my, niczym karetka do nagłego przypadku, ruszyliśmy z powrotem do mamy, żeby Lilę przebrać... Co ciekawe- była już tak padnięta, że nie przeszkadzało Jej zupełnie mokre ubranie, i co chwilę "łapała" odloty...
Na szczęście, kiedy już zasnęła, w prawie pustym mieszkaniu (nie było przecież dziadka i Elizy, a brat z rodzinką też się ewakuowali), to spała ponad 2godziny, pozwalając mamie zregenerować zszargane nerwy, przy kawie i cieście... Dużej ilości ciasta...

I tak, przez tego cholernego "niekapka" nie tylko nie spaliłam kalorii na długim spacerze, ale jeszcze przyswoiłam ich znaczniej więcej, niż było w planach :(
Eh, życie...






13 komentarzy:

  1. No co chcesz... Eliza kreatorką mody zostanie! A Lilka będzie wynalazcą - jak jej się z niekapka udało zrobić kapka to coś w tym musi być :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tez jestem pod wrazeniem pomysłowosci Lilki :) a ci do Elizki to dramatu nie ma i chyba wszystkie dzieci przez to przechodzą... W moim przypadku spora część zdjęć z dzieciństwa jest schowana w najgłębszy kat ze względu na skarpetki zaciągnięte fantazyjnie na legginsy pod same kolana, w których paraduje na niemal każdej fotce :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Dwie godziny "podarowane"- ciesz sie :)
    a ciasta pewnie pyszne byly ?? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliczne zdjęcia...mnie też czasem drażni ubiór chłopców i te zgrzyt z paskami albo wszystko w jaskrawych barwach...eh

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jestem cały czas na etapie różowości. Bo Syn ubierze, co mu powiem, że ma ubrać. Gorzej z Córką... tylko róż. Ubranie innego koloru graniczy z cudem ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tam na modzie nie znam sie kompletnie, wiec trzymam sie zlotej zasady, ze jesli dol jest w ciapki to gora musi byc gladka, i odwrotnie. Na szczescie moje dzieciaki sa nadal na etapie, ze zwisa im i powiewa co matka na tylki im nalozy. :)
    A Eliza ma zadatki na pionierke modowa. ;)
    Za to na trzecim zdjeciu mam okazje podziwiac robote Twojej fryzjerki! Widze, ze dziewczyna dobrze funkcjonuje pod presja, bo swietna robote wykonala pomimo wrzeszczacej Lili uczepionej Twojej nogi! ;) Slicznie wygladasz!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak tyle się napiekłaś tych ciast to chociaż potem się ich objadłaś ;) Eliza gust ma wyjątkowy, ale przynajmniej jest oryginalna ;) Czekam na ciąg dalszy relacji i Waszych "przygód" :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Menżu patrzy na mnie dziwnie... pewnie dlatego, że się śmieję do kompa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się śmieję ale tak, żeby dziecka nie obudzić :D
      co jest wyczynem przy takiej super relacji :D

      Usuń
  9. Eliza pięęęęęknie się ubrała hihi ;D
    A niekapek faktycznie po zbóju, chybabym wyparowała tam ze złości :)

    OdpowiedzUsuń
  10. hehe, uwielbiam Was czytac, zawsze się coś dzieje, z niekapka kapek, dobre;) Dzieci zadziwiają swoją kreatywnością;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!