Mama2c

Mama2c

wtorek, 15 kwietnia 2014

Kura domowa, czyli kto?


Była u mnie rano Mama. To ci news, co? :)
Mamę jednak postanowiłam wykorzystać i wyprowadziłam z Lilą na spacer, a sama umyłam okna w dużym pokoju i ogarnęłam z grubsza mieszkanie. I wiecie co? Jakoś mi ochota na wylewanie żali przeszła. Jaki z tego wniosek? "Baba" to się powinna wziąć do roboty, a nie myśleć!

Ale skoro słowo się rzekło, to i owszem- napiszę, a co mi tam :)
A tak serio, długo się zastanawiałam, jak mam to napisać. Jak ubrać w słowa swoje najintymniejsze odczucia, jak budować zdania, żeby oddać sens tych wszystkich, niby drobnych sytuacji, niuansów- nieuchwytnych, dla kogoś, kto patrzy z boku? Wreszcie- jak pisać o sprawach tak prywatnych, które dotyczą mojej rodziny? I przyznam- wpadłam na pewien pomysł, genialny w swojej prostocie...

Gotowe?  Oto jak czasami wygląda życie kury domowej od kuchni:

Sytuacja pierwsza

Państwo K. mają dwa ulubione seriale, które regularnie oglądają- Prawo Agaty i Na dobre i na złe. Jeśli tylko mogą, oglądają każdy odcinek w dniu jego emisji, ale zapobiegawczo mają ustawioną opcję nagrywania obu. We wtorek, pan K. był jeszcze osłabiony po męczącym Go przez weekend przeziębieniu. Prawo Agaty (dla tych, którzy nie oglądają) rozpoczyna się o 21.30. Pan K. podniósł się z łóżka w jadalni (gdzie zawsze oglądamy telewizję) o godzinie 21.20, bez słowa wyłączył telewizor i poszedł spać do dużego pokoju. Podobnie było w środę, tyle, że godzina inna...

Sytuacja druga

Między państwem K. oficjalnie już, panują ciche dni. Nie, nie z powodu wyłączenia telewizora, nie zapytawszy wcześniej, czy może pani K. będzie jednak chciała obejrzeć serial.
Zbliża się godzina kąpania Lilki, czyli czynności, którą dotychczas wykonywał pan K. Tyle, że tata ogląda mecz siatkówki. Lubi, to ogląda. Rozumiem. Tak, jak rozumiem, że dziecko ma swoje prawa, i że komunikuje się z nami, za pomocą sygnałów. Pokładanie się na pufie, nieustanne tarcie oczu i nosa, ewidentnie wskazują na to, że Mała jest śpiąca. Pan K. jest niewzruszony. Nie wiem, który to set, nie wiem, ile jeszcze potrwa mecz. Nie męczę już dłużej Lilki, w końcu, czy mama nie da rady wykąpać dziecka?!

Po kąpieli, czyściutką, pachnącą Lilkę zabieram jak co wieczór, od prawie 18miesięcy do dużego pokoju, gdzie mamy swoje "5minut" na karmienie i usypianie. Pan K., tata Lilki, zawsze czeka wtedy w jadalni, żeby nie rozpraszać Małej.

Usypianie poszło nad wyraz sprawnie, wychodzę po jakiś 10minutach. Pan K. od razu wstaje z pufy i idzie położyć się dużego pokoju. Zmęczony jest, przecież pracuje. Pani K. patrzy na jadalnię- sodoma i gomora. Cała podłoga w zabawkach Lilki. Pani K. zaczyna sprzątać. Przecież Ona jest nadal w pracy, i to JEJ dziecko nabałaganiło... Po niespełna 10minutach na podłodze nie było już śladów egzystencji młodszej córki państwa K...

Sytuacja trzecia

Niedziela. Wały Chrobrego.
Eliza chce loda. Testowała już wszystkie smaki z kawiarni, jakie tam oferują, dlatego wiemy, że żaden Jej nie podchodzi. Francuski piesek... Tata zatrzymuje się przy zwykłym spożywczym, wchodzi do środka, żeby po chwili wyjść z lodem. Jednym. Pani K. bardzo chciało się pić. Jakby poprosiła, to na pewno kupiłby Jej butelkę wody mineralnej. Przecież wystarczyło poprosić. Albo kupić. Jeśli ma się swoje pieniądze. Niezależność finansowa, to najsłabsza strona kur domowych.

Niedziela, kilka godzin później. Spacer z rodzicami pani K.
Stajemy przed Mc Donaldem. Eliza znowu chce loda. W obecności rodziców pani K., pan K. pyta, czy żona chce loda. Nie chce. To może kawę? Nie, dziękuję.

Sytuacja czwarta

Młodsza córka państwa K. uwielbia jeść ziarna słonecznika. Pani K. zawsze wsypuje Jej trochę do małej miseczki. Zazwyczaj większość ziarenek trafia do buzi, ale czasami małe, niezgrabne rączki wszystko wysypią na podłogę. To "czasami", jest niekiedy i pięć razy dziennie. Pan K., zaraz po tym, kiedy Lila w Jego obecności wysypuje słonecznik w kuchni,  ze stoickim spokojem wychodzi z niej. Pani K. idzie po zmiotkę, tak jak godzinę wcześniej, i tak samo jak zrobi za godzinę lub dwie, kiedy Lila znów przechyli za mocno miseczkę.

Czy pani K. ma pretensje do męża? Nie. Pretensje ma do siebie. Do męża ma żal. Dużo żalu. Ale to na siebie jest zła. Wściekła.

Dodam tylko, że pan K. zazwyczaj jest naprawdę kochającym i troskliwym mężem i ojcem. Wciąż, choć rzadziej niż kiedyś, jest Fajnym Facetem. Czasami niestety jest TYLKO facetem, z mentalnością, która średnio odpowiada pani K. Tyle, że teraz jest specyficzny czas. Czas, kiedy pani K. ma karę. Bo przecież pisałam, że baba to powinna za robotę się wziąć. A nie myśleć. A już na pewno, nie mówić to, co myśli.

CDN

Co mi osładza gorzkie chwile? Na przykład taki widok:)



A na dowód, że poza moimi smutnymi refleksjami, to naprawdę była całkiem udana niedziela, reszta zaległych zdjęć:


 








W Parku Żeromskiego byłam już setki razy, ale dopiero odkryłam, że znajduje się w nim to (rzeźba? posąg?). I przyznam, że zwłaszcza teraz, kiedy jakoś tak mi zwyczajnie smutno i źle, strasznie mnie ten widok rozczula...

40 komentarzy:

  1. Ja tu widzę tylko jedna radę... Patelnia i, no sama wiesz co z nią zrobić. Jak coś to rodzice kupili mi wałek z marmuru - mogę pożyczyć (ciężki jak diabli) :)

    PS
    Aż mi się przypomniała Disneyowska "Piękna i Bestia" i tekst Gastona o tym, że kobiety nie powinny czytać, bo jeszcze nie daj Boże zaczną myśleć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no właśnie- i dokąd nas to czytanie i myślenie zaprowadziło :) Patelnię mam, użyję jak trzeba będzie!

      Usuń
    2. No mnie dokładnie w to samo miejsce. A znasz ten szowinistyczny kawał o za długim łańcuchu, jeśli kobieta jakimś cudem znajdzie się w salonie? Nie znoszę go, ale mojego męża strasznie kiedyś bawił...

      Usuń
  2. Kochana, każdy związek ma gorsze i lepsze okresy. Faceci potrafią być niewzruszeni.. czasami nie zdają sobie po prostu sprawy z najbardziej podstawowych dla nas kobiet rzeczy - dlatego warto rozmawiać, ze stoickim spokojem mówić co sprawia nam przykrość. Oni się niestety nie potrafią domyślić... (albo nie chcą)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ja myślę, że po tylu latach, to my się z mężem znamy jak łyse konie i On dobrze wie, o co mi chodzi.

      Usuń
  3. Ja co prawda pracuję, ale w domu (taki mój zawód - zazwyczaj wystarczy komputer i internet), a i tak bywają chwile gdy nasze relacje z mężem wyglądają dokładnie jak te, które opisałaś. Co gorsza, gdy czasem czara goryczy się we mnie przeleje i zaczynam komunikować swoje żale, zdarza się usłyszeć, że on przecież PRACUJE (czyt. poza domem). Każda kłótnia o dzieleniu obowiązków domowych przynosi jakieś efekty, aczkolwiek nie są one trwałe. Szczera rozmowa na spokojnie (jeżeli jesteś w stanie, bo mnie to nie zawsze wychodzi) ma swoje dobre strony, bo faceci to ogólnie są mega NIEdomyślni. Trzeba im wszystko tłumaczyć i komunikować, bo w życiu się sami nie domyślą. Może spróbujesz? :-) A tymczasem przytulam :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja muszę bardzo uważać, żeby rozmowa była na spokojnie, bo mąż jest wrażliwy na podniesiony ton :) To chyba taka trauma z dzieciństwa jak sądzę :) U nas rezultatów nie ma, więc nawet gadać nie ma po co.

      Usuń
  4. Ja bym nie miała tyle spokoju. Nauczyłam się wylewać swoje żale i zmuszać do pracy. Nie wiem jak to jest gdy byłam w szpitalu był w domu błysk a gdy jesteśmy wszyscy razem jakoś mąż tego błysku nie umie zrobić....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na ogół też wylewam. Tyle, że przychodzi taki czas, że już się nawet gadać odechciewa.

      Usuń
  5. Martus, przeczytalam opis wszystkich scenek i widze obraz zwyczajnego malzenstwa z kilkuletnim stazem. Wiekszosc moglaby spokojnie nalezec do mnie i M. :)
    Ja niby tez pracuje zawodowo, ale i tak wiekszosc domowych obowiazkow spada na mnie. To ja z reguly sprzatam po dzieciach, to ja wstawiam zmywarke czy pranie, to ja sprzatam. Jak juz czasem mezowi zdarzy sie cos z wymienionych rzeczy zrobic, to z k*rwa na ustach i prawie rzucajac wszystkim ze zloscia, ze "taki tutaj syf!". :) U Was Marcin kapie Lile, a u nas M. zawsze kladzie Bi spac. I to samo, mala prawie zasypia na siedzaco, a on zapatrzony w iPhona sie nie ruszy. Bi placze, zeby pomogl jej sie przebrac w pizamke, on nie reaguje. W koncu to ja ja przebieram, mimo, ze jeszcze musze umyc podloge w kuchni i popakowac nam lunch'e na nastepny dzien, a chcialabym jeszcze miec chociaz te 15 min dla siebie przed snem. M. idzie w koncu laskawie uspic Bi, najczesciej zasypia razem z nia i znow cale wieczorne przygotowywania spadaja na mnie...
    Wy przynajmniej wyrwaliscie sie w weekend z domu. Jak my mamy ciche dni, to na moje propozycje, zeby gdzies pojechac i sprawic frajde chociaz dzieciom, slysze tylko burkniecie "jak chcesz to jedz."... Ciezki los kobiety... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, Twój przynajmniej zauważa, że jest syf. Bo mój, mam wrażenie, nic nie widzi, albo nic Mu nie przeszkadza. Podłoga się klei, w łazience burdel, koty po całym mieszkaniu fruwają- no i co z tego, cieszmy się chwilą, chuj z porządkami... Filozofia mojego męża. A ja mam już dosyć syfu, dosyć tego, że posprzątam jeden pokój, to w drugim sodoma i gomora, ale sama nie dam rady po prostu.
      u nas też tak było, jeśli chodzi o wyjazd gdzieś po kłótni. Tylko że mój mąż to robił z premedytacją, bo wie, że ja kiepsko się czuję za kółkiem, tak żeby jechać gdzieś dalej. Bo gdyby nie to, to mógłby być pewny, że jeździłabym bez niego.

      Usuń
    2. Zauwaza. Po tygodniu, kiedy dokladnie tak jak piszesz, podloga i stolik sie lepia i pojawia sie centymetrowa warstwa kurzu na meblach. Wtedy moj malzonek rzuca sie w wir porzadkow, ale z mordercza mina, ktora mowi mi jasno, ze sprzatanie to moja robota i gospodyni ze mnie jak z koziej... hmm hmm...
      M. tez odmawia wycieczek z czystej zlosliwosci. Ja za kolkiem czuje sie ok, ale zawsze panicznie boje sie, ze sie pogubie i utkne na jakims zadupiu bez zasiegu w komorce i orientacji w ogole w ktorym kierunku jechac. On dobrze o tym wie, wiec mowi, ze moge sobie jechac sama, zdajac sobie doskonale sprawe, ze nigdzie nie pojade... :/

      Usuń
    3. Eh, daj spokój. Jak mnie irytują te staromodne zwyczaje, że dom, dzieci są tylko i wyłącznie na głowie kobiety. Oni naprawdę momentami zachowują się, jakbyśmy żyli ze sto lat temu. Jakby nie zauważyli, że czasy się zmieniają...
      Mój Marcin jest zazwyczaj naprawdę w porządku i jak Go poproszę, to sprzątnie łazienkę na przykład... Tylko, że mnie już to wkurza, że muszę prosić. No skoro ja widzę zlew zachlapany pastą (specjalność Elizy) i brudne kafelki na podłodze, to On chyba do cholery też?! Albo to co mnie irytuje już na całego- myje podłogi a On się pyta dlaczego tak często. No k... w końcu mamy małe dziecko!

      A te złośliwości to już dobijają po całości. Widzę że tu są do siebie bardzo podobni. U nas w zasadzie nie wiem, kiedy to się zmieniło, ale chyba po tym, jak spakowałam Elizę (oczywiście to było przed Lilką) i pojechałam z Nią gdzieś sama ale autobusem. Pan tata przekonał się, że "bez łaski"...

      Usuń
  6. Poradziłabym rozmowę, tylko że u nas nie działała. Pracowaliśmy razem. Prowadziliśmy firmę. Tylko że karte do bankomatu miał tylko mąż. Jak chciałam nawet chusteczki higieniczne - musiałam poprosić. A on widział problemu - no bo przecież zawsze mi kupuje co tam sobie wymyślę. Po rozstaniu przez pewien czas nie potrafiłam samodzielnie zrobić zakupów. W euforii samodzielności kupowałam za dużo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Straszne to jest, że Oni lubią mieć nad nami władzę. Jakąś taką dziwną formę przewagi, Tak jakby w jakimś sensie nadal niewolnictwo istniało. I Oni doskonale wiedzą, jak sprawić, żeby kobieta była zależna- pozbawić Ją dostępu do kasy...

      Usuń
  7. Oj tych minusów bycia udomowioną jest jeszcze ze sto. U mnie strasznie spadło poczucie własnej wartosci.
    U nas na wieczorne kąpanie dzieci z pięciu dni pracujących tatuś dociera maksymalnie na jedno. Jak nie dociera to się zawsze pyta: zdenerwowana jesteś? Nie, kurwa, nie jestem, taki mam tylko ton.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie niestety też. Zaczęło się od choroby Elizy, a bycie w domu temu na pewno jeszcze sprzyja. Dziś jestem zupełnie inną kobietą niż kiedyś. I na pewno jest to zmiana na minus.
      U nas jest pytanie "Jesteś zła?" Nie kurwa nie jestem :) Zawsze mnie wkurza, że pyta, skoro wie, że jestem.

      Usuń
  8. Kochana! U mnie już po burzy, a było baaardzo nieciekawie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Wam się udało. Naprawdę!

      Usuń
    2. A ja trzymam kciuki za Ciebie. Skop tyłek, ugryź, wywal z siebie wszystko (najlepiej wystaw Dziewczynki do Babci). Po co taka atmosfera na święta :)

      Usuń
    3. A to by nie były nasze pierwsze Święta w takiej atmosferze... Akurat tak się składa, że w okresie przedświątecznym zazwyczaj u nas coś wisi w powietrzu. Ale co racja, to racja- taka atmosfera w Święta jest mało przyjemna. Opcja z Babcią odpada, musiałabym cycka sobie odczepić :)

      Usuń
    4. To aż tak długie to mordobicie ??

      Usuń
  9. Chciałoby się napisać "...mam i ja. U nas rozmowy i rozmowy i rozmowy. Staram się spokojnie opowiadać o takich właśnie trudnych i przykrych dla mnie sytuacjach mężowi. Jak się czułam, jak to wygląda z mojej perspektywy. I choć zazwyczaj efektów (już zwłaszcza długofalowych nie ma) to przynajmniej wiem, że powiedziałam, a nie stłamsiłam w sobie, bo się uniosłam dumą. W tym drugim przypadku mogłabym mieć żal tylko do siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam nie tłamszę, jak już się czara przelej, to głośno artykułuję to co mnie boli, co mnie wkurza, co mi się nie podoba. Czasami właśnie nawet gadać już mi się nie chce, wolę unieść się dumą, sama zrobić, niż prosić milion razy.

      Usuń
  10. Szczera rozmowa powinna pomóc. Nie wiem co to są "ciche dni" w domu, bo my ich nie mamy. Zawsze każdy problem, każdą kłótnie załatwiamy od razu i po sprawie.. Oczywiście czasem emocje są duże i nerwy też, czasem taka kłótnia ciągnie się kilka dni, ale rozmawiamy (kłócąc się;) ) aż wyczerpiemy temat, wyjaśnimy sobie wszystko i dojdziemy do porozumienia. Nie praktykujemy cichych dni. Wszystko od razu staram się wyrzucić z siebie, wyjaśnić mój punkt widzenia, problem. Wymieniamy się argumentami, mówimy szczerze co nas boli, co nie pasuje itd. i jest dobrze. Atmosfera się oczyszcza i wraca do normy. Do następnej kłótni ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My już jesteśmy ze sobą tyle lat, że mam wrażenie, średnio nam zależy na rozmowie i wyjaśnieniu sobie wszystkiego. Po prostu- po jakimś czasie wszystko wraca do normy, jest względny spokój, do następnego razu. Ciche dni to głupota. Wiem to doskonale. Tyle tylko, że na wiedzy teoretycznej się kończy. Mnie się po prostu nie chce z Nim gadać w takich sytuacjach.

      Usuń
    2. Wiesz my też jesteśmy ze sobą już sporo. W lipcu będzie 14lat, a po ślubie 9 ;) I jednak ta rozmowa po kłótni działa i pomaga. Spróbuj wytłumaczyć mu o co ci chodzi, jak się czujesz, że potrzebujesz jego pomocy i wsparcia, bo sama nie dasz rady. On jest głową rodziny, mężem, tatą i też ma swoje obowiązki.

      Usuń
    3. O, to ładny macie staż :) Dłuższy niż my. Oczywiście, brak rozmowy, przegadania danej, konfliktowej sytuacji, odbija się czkawką przy następnej kłótni... Komunikacja chyba u nas ostatnio mocno kuleje, mam wrażenie, że po prostu razem mieszkamy i jesteśmy rodzicami wspólnych dzieci...

      Usuń
  11. Marta jak wiesz u mnie podobnie. Kurczę oni są naprawdę z innej planety... Też mam problem z komunikowaniem swoich potrzeb, często się na mnie to odbija, bo robię coś głupiego z tego żalu i niemocy.
    Będzie lepiej! Musi być!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie nie mam problemu z tym, żeby mówić, co mnie boli, tyle, że to albo przynosi skutek, albo nie. I to jest średnio budujące, niestety.

      Usuń
  12. Tak, we mnie żal się kumuluje średnio 5 razy w tygodniu.
    Że można wejść do kuchni, potknąć się na stosie naczyń i nie zauważyć... i po co schować zabawki córki jak jutro znów się będzie bawić - to mnie rozwala najbardziej. Ot, teraz mam mega dużo prasowania, wieszania firan, sprzątanianaczynia nie pomyte. Prasuje średnio do północy. Mój małżonek się relaksuje i słucha muzy... przez słuchawki, bo przecież ja muszę słuchać, czy się Lila nie obudzi... Nie odbieram mu tej chwili relaksu, ale nie pamiętam kiedy ja sobie tak beztrosko leżałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, no proszę u nas to sam- po co myć podłogi, przecież się pobrudzą, po co podnieść kubek, który spadł z parapetu- przecież Lila kiedyś lubiła się nić bawić. Ja pierniczę, skąd Oni się wzięli?!

      Usuń
  13. czytam, czytam i widzę w tych scenkach siebie i mojego męża - niestety, czasem mam go po prostu dość. a już najbardziej wtedy, gdy ja nie mogę zjeść spokojnie obiadu, bo Milenka włazi mi na kolana, a on leży wielce zmęczony na kanapie zamiast ją czymś zabawić.... wrrrrrrr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o to, że mąż się nie domyśla, że mógłby się zająć dzieckiem jak ja jem, sprzątam, robię cokolwiek, to u nas jest identycznie! On uważa, że skoro Ona idzie do mnie, to chce do mnie i co Ją będzie zabierał. W związku z czym, za przeproszeniem, często siedzę na kibelku, z Lilą przy nodze, albo na kolanach...

      Usuń
  14. Martuś wszystko co piszesz to właściwie standard i powiela się w bardzo wielu polskich rodzinach ( twoje "scenki" to i tak łagodna wersja) Kobieta nie ma pieniedzy,siedzi w domu a facet rośnie w siłę Z czasem nie jest już tak romantycznie i coraz częściej wychodzą takie "kwasy" Owszem można ruszyć tyłek do pracy (ja tak zrobiłam) ,ale jest też pułapka Bo w sumie nie ubyło mi obowiązków w domu Wiec tyrasz podwójnie i tyle masz z tego.. Mąż niby docenia,bardziej szanuje,ale i tak w bardziej nerwowych chwilach jest jak było..Bo on musi odpocząć,bo ma bardziej odpowiedzialną prace,bo więcej zarabia... A mi nogi wchodzą w tyłek i wiem,że jutro będzie tak samo
    Życzę Ci jednak byś miała łatwiej i by rozmowa coś dała,choćby jakąś refleksję na początek :) - pozdrawiam Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie- niestety to standard i świadczy tylko o tym, że w temacie partnerstwa jesteśmy nadal zacofani i nie prędko się to zmieni. Panowie, przez lata, patrzący na mamusie, babcie, które usługiwały całej rodzinie, niechętnie godzą się na zmiany. A to, co mnie właśnie najbardziej wkurwia, to to, o czym piszesz. Kiedy taka kobieta już pójdzie do pracy, to tylko ma dwa razy więcej obowiązków. Dlaczego?! Skoro też pracuje? No bo jest kobietą. Nóż się w kieszeni otwiera. A moje scenki łagodne, bo mimo wszystko, to mój mąz jest raczej ogarnięty i tylko czasami, mu odwala i pokazuje, kto tu zarabia itd :)

      Usuń
  15. Jakbym czytała o sobie z tą różnicą, że ja jeszcze pracuję zawodowo, a z dzieckiem siedzi teściowa (czyt. w opinii męża teoretycznie nie mam żadnych obowiązków, bo przecież wszystko robi teściowa…). Owszem- nie muszę gotować, ale cała reszta- pranie, sprzątanie, prasowanie jest na mojej głowie. Do tego praca zawodowa i wieczorem padam…Oczywiście męża to nie rusza – on jest przecież bardziej zmęczony. Całe szczęście, że kąpie Kubę- przynajmniej 15 minut mam dla siebie oczywiście po kąpieli już mąż i tata jakby nie istnieje- zasiada przed komputerem i jesteśmy z Małym skazani na siebie.
    Kuba zasypia, ja idę się kąpać, zostawiam bałagan (nieposprzątane zabawki) w pokoju, wracam- mąż przed kompem, a zabawki nadal na podłodze…
    Przeziębiłam się- leżę w łóżku z gorączką, Mały ciągle do mnie przychodzi, chce się bawić, a ja zwyczajnie nie mam siły. Mąż- nadal siedzi przed komputerem, zero reakcji, no może tylko taka: „przecież on chce się tylko z Tobą bawić…” wymiękam! Mam dość
    Mąż jest chory- leży w łóżku, zasypia, ma święty spokój, dziecko nawet na niego nie spojrzy…Tylko mama…
    Taki nasz los….Ja już tyle razy z mężem rozmawiałam- spokojnie i w kłótni, że czasami mam dość gadania.
    Najgorsze jest to, że wolę sama coś zrobić, niż jego poprosić. Chciałabym po prostu, żeby czasami sam się domyślił…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anetka! Jak długo Cię nie było! Pisz posta co tam u Was.
      U nas, tekst, że Ona chce tylko z tobą, jest na porządku dziennym. Owszem jak powiem (częściej warknę, bo już mam po prostu dość, że się hrabia nie domyśla) to owszem, weźmie małą. Tylko, czy to trzeba mówić? Czy tego nie widać, że trzeba byłoby to zrobić?!

      Usuń
  16. ...to porażające jak wiele cech mają wspólnych. Widać taka domena "męskości"... My też przechodzimy sobie teraz po łbach, zbiegło się w czasie za dużo, on zmienił pracę i musi teraz daleko jeździć, ja poszłam do pracy.... Oboje niedosypiamy, więc i nerwy buzują. Ale to ja sypiam mniej, bo ktoś musi pranie zrobić, ugotować, pozmywać, przygotować Zośce rzeczy na następny dzień... a on wraca do domu i zasypia, zamiast bawić się z Dzieciem (już o żadnych innych elementach nie wspomnę!), bo przecież taki zmęczony jest :/

    Nic to, Święta, może będzie lepiej :)
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!