Mama2c

Mama2c

niedziela, 27 kwietnia 2014

Porażki wychowawcze...

...czyli- im dalej w las, tym gorzej.

"Małe dzieci-mały kłopot. Duże dzieci- duży kłopot"- tak Babcia mówiła mojej Mamie, a Ona- mnie. Ja? Nie, ja nie będę tak mówiła. Ja dam dzieciakom bloga do przeczytania... To dużo lepsze, niż ludowe prawdy :)

Pamiętacie, jak pisałam, że Eliza przyniosła ze szkoły swoją pierwszą uwagę, za bójkę z koleżanką? Pamiętacie. To pamiętacie również, że to my- rodzice, zaproponowaliśmy (a wręcz nakazaliśmy) Elizie, żeby w końcu oddała dziewczynce, która cały czas Ją zaczepiała, popychała i poszturchiwała.
No i wstyd, straszny wstyd, ale byliśmy z Niej dumni, kiedy w końcu przestała "robić z siebie sierotę" i postawiła się tamtej koleżance...

Nasza radość (jeśli w ogóle można to tak nazwać) trwała krótko, bo już w miniony piątek, przekonałam się, że błędy wychowawcze, nam- rodzicom, szybko odbijają się czkawką...
Eliza, po powrocie z dworu, oświadczyła mi, że mama Aleksa (kolegi z klasy i podwórka) na Nią nakrzyczała. Nawet się z tego powodu rozpłakała... Nie, nie- niech Wam nie będzie żal Elizy. Jak zauważyłyście- podała mi bardzo wybiórcze informacje, bo przecież mama Aleksa, nie fatygowała się na dół, żeby bez powodu nakrzyczeć na biedną, małą Elizkę. Także poprosiłam moje starsze dziecko, żeby opowiedziała mi wszystko po kolei. Z naciskiem na WSZYSTKO!

No cóż, szczegółowy zapis rozmowy sobie darujemy. Nadmienię tylko, że mina mi rzedła z każdym rejestrowanym przeze mnie faktem z relacji Elizy... Pokrótce- podobno to Aleks pierwszy Ją uderzył, ale... Skończyło się na tym, że to Aleks pobity przez Elizę i jeszcze innego chłopca, płakał w krzakach. Co z kolei zobaczyła Jego mama i dlatego zeszła na dół...
No ja tam się mamie Aleksa wcale nie dziwię...

Wychodzi na to, że moje dziecko zbyt dosłownie wzięło sobie radę, żeby oddawać temu, kto zaczyna... Mało tego- jeśli chodzi o reprymendę, miałam mocno ograniczone pole działania, bo wiedziałam, że jeśli powiem: "Nie wolno się bić", Eliza przypomni mi, że to przecież my, kazaliśmy Jej oddać Oli...
No i bądź tu, mamo, mądra...

Jak żyć?
Jak żyć i mądrze wychować dziecko?
Co to w ogóle znaczy "mądrze wychować"?
Czasami mam wrażenie, że w tym całym procesie wychowawczym popełniam wiele błędów. Masę błędów. Same błędy.

Jak znaleźć złoty środek choćby w tej sytuacji- żeby dziecko nie było ofiarą, a jednocześnie- żeby samo nie stało się katem?
Przeraża mnie to wszystko.

Rozmowa na temat bicia i oddawania była długa i trudna- głównie dla mnie. Kolejne argumenty, które przychodziły mi do głowy, same odpadały w przedbiegach... No bo na przykład, co to jest za argument: "Nie bij się, bo jesteś dziewczynką."
Skrzywiona może jestem, ale zaraz widzę dorosłą Elizę, która zgadza się na przemoc fizyczną, bo przecież "jest dziewczynką" i nie może się postawić...
Oczywiście, powiedziałam Jej, że prawdziwy mężczyzna i dobrze wychowany chłopiec, nie bije kobiet i dziewczyn. A po chwili przypomniałam sobie dziewczynkę, która regularnie biła mojego bratanka, bazując właśnie na tym, że przecież chłopiec nie ma prawa uderzyć dziewczynki, więc Jej nie odda...
Zwariować można!


Kierowani wyrzutami sumienia i chęcią relaksu/resetu (no dobrze- chęcią relaksu/resetu i trochę wyrzutami sumienia) pojechaliśmy w sobotę nad wodę. To tak w ramach rekompensaty za złe wzorce, że niby dajemy też te dobre... A przynajmniej- staramy się...
















34 komentarze:

  1. Wiesz co? A ja żałuję, że jako dziecko nie potrafiłam oddać - rodzice mi zawsze powtarzali, że "mam być mądrzejsza od agresorów". Co prawda nikt mnie nie bił, ale przemoc psychiczna też zostawia ślady. Więc może i lepiej, że Eliza potrafi oddać? A znając Ciebie na pewno znajdziesz złoty środek.

    Oj bo się smętna zrobiłam...
    To teraz się pochwalę co mi się pierwsze w oczy na zdjęciach rzuciło - cudny kapelusz Elizy! Genialny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem nawet, czy przemoc psychiczna nie jest gorsza od tej fizycznej... Bo siniak zejdzie, ale ślady na psychice są trwałe.

      A kapelusz też nam się bardzo podoba!

      Usuń
  2. Rodzice i ich wieczne dylematy czy wolimy dziecko ofiarę czy oprawcę. Jak to wypośrodkować, jak dać dobry wzór, jak nie przesadzić w dobrej wierze. Sama załamuję ręce kiedy kolejne dziecko wyrywa mojemu w piaskownicy łopatkę, a moja sierotka patrzy tym skrzywdzonym spojrzeniem i warga mu drży ale twarda jestem nie wtrącam się. Wolałabym, żeby się postawił, żeby tupnął nogą ale widać nie leży to na razie w jego naturze. Mąż już zapowiada jakieś doszkalania z samoobrony przed pójściem do przedszkola bo mi już po nocach śnią się straszliwe wizje dziecka ofiary.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam jedno dziecko - ofiarę i uwierz wolałabym mieć trzech agresorów niż jedna ofiarę, więcej zmartwień i cierpienia przy takiej osobie i serce się kraję za każdym razem...

      Usuń
    2. Najgorsze jest to, że dzieciaki wyczuwają taką ofiarę na kilometr i już nie odpuszczą. Przeraża mnie to, ale nawet w takich małych ludziach można obserwować te wszystkie pierwotne instynkty. I jak teraz być rodzicem takiego dziecka. Lahana już o tym pisała- ciężko jest wyzwolić w dziecku jakieś agresywne cechy, jeśli na natury jest bardzo łagodne. Ale, czasami bywa i tak, że inni dają nam taką szkołę życia, że szybko zaczynamy walczyć o swoje. Myślę, że co do naprawdę małych dzieci ciężko jest ocenić jakie Ono będzie później. Plac zabaw to w końcu zaledwie godzinka, dwie zabawy, a nie funkcjonowanie w grupie dzień po dniu po ileś tam godzin dziennie.

      Usuń
  3. W sumie masz rację - im bardziej się zastanowić nad problemem, tym wydaje się większy :-S nauczyć dziecko umiejętności ocenienia sytuacji to z pewnością twardy orzech do zgryzienia, chociaż mam wrażenie, że łatwiej jest utemperować u dziecka skłonność do przesadnego reagowania niż w ogóle wyzwolić w nim chęć samoobrony. Życzę powodzenia, Elizka to mądra dziewczynka, na pewno zrozumie w czym rzecz. A Ty się, Martuś, tak nie przejmuj. Jesteś super fajną mamą, każda z nas ma z pewnością podobne dylematy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiłaś w samo sedno- ja obserwuję u wielu dorosłych nieumiejętność obrony, więc to nie jest coś, czego można się nauczyć, jak czytania... Ale, z drugiej strony- sama po sobie wiem, że pewne sytuacje, zdarzenia, a przede wszystkim-inni ludzie, potrafią nas bardzo zmienić.
      Dzięki Kasiu, no tak- nawet z dylematami w kupie raźniej :)

      Usuń
  4. Wisz co? Ja Tośkę za dobrze wychowałam, grzeczna była, zawsze wszystko chciała rozwiązać rozmową i chciała żeby wszyscy byli szczęśliwi i jak zmieniła przedszkole prywatne na państwową zerówkę to nie mogła się odnaleźć bo dzieci sie bija kłócą, popychają i obrażają... Z dwojga złego wolę żeby oddała niż żeby nią dzieci pomiatały. Prawo dżungli...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak- z dwojga złego, to i ja wolę to samo. Eliza po tym jak poszła do szkoły też przeżyła niemały szok... Ja zresztą też.

      Usuń
  5. tatuś w kapeluszu wymiata:D
    a co do dzieci i ich kłótni ja staram się nie ingerować jak mogę bo tak robili moi rodzice i jakoś to szło.... tylko ze te czasy nasze są teraz tak chore i takie rzeczy się dzieją że naprawdę sama nie wiem gdzie tu znaleźć złoty środek :/.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tatuś ma słabość do kobiecych ubrań i nakryć głowy :)
      Też bym właśnie chciała robić podobnie jak nasi rodzice, bo w zasadzie nie każde Ich zachowanie jest godne naśladowania, ale teraz chyba do końca tak się nie da. I czasy inne, i dzieci inne, i inni rodzice też inni. Nie ma takiej jedności jak kiedyś, teraz uwagi cudzemu dziecko zwrócić nie można bo jest taaaaaaaka afera, że hoho.

      Usuń
  6. Ja powtarzam chłopcą, sami nie zaczynajcie bójki, ale jesli ktoś cie uderzy oddaj, jęśli uderzy cie raz oddaj raz, a nie słucz na kwwaśne jabłko 9choć niektórym się nalezy).
    Dzisiaj Niuniek uderzył chłopca, który na niego pluł, tamten oddał sznurem po twarzy az slad został wtedy odwróciłam się tak jak jego mama i chłopcy rozwiązali sprawę tłukąc sie w piachu. Zadna z nas niezareagowała, a po 5 minutach bawili się w najlepsze...
    Nie ma złotego środka, tak żle i tak niedobrze....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, to też znam- kłócą się niemal na śmierć i życie, a za chwilę zgoda na całego :) Tyle, że niestety z tamtą dziewczynką tak się nie dało, bo dziwnie tak pisać o małym dziecku, ale Ona po prostu taka fałszywa była.

      Usuń
  7. tak to jest, staramy się przekazać to co trzeba, a nie zawsze wychodzi tak jak powinno... też męczą mnie takie błędy, choć na początku drogi jestem i wiele z nich przede mną. ale w końcu nikt nie jest doskonały...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nikt :) Tylko w kwestii bycia mamą to usprawiedliwienie może wydać się niewystarczające... Wszystko przed nami.

      Usuń
  8. Tylko ci co nic nie robią nie robią nie popełniają błędów. Jako matki rodzice ciągle uczymy się rodzicielstwa :) W ogóle wolałabym żeby dzieciątka nasze nie dorastały. Serce boli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boli bardzo. Zwłaszcza kiedy człowiek czuje się bezsilny i nie wie co robić...

      Usuń
  9. Wiesz co? Nie wiadomo co lepsze. Z czasem się ułoży... Skończy się bicie, a zacznie przytulanie ;) :P każdy swoje w życiu musi dostać, i swoje musi oddać :) Powodzenia. Wszystko będzie git :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jakoś trudno mi o aż taki optymizm :) Szkoła to już miejsce gdzie działa prawo dżungli, a to mnie dobija.

      Usuń
  10. Tak czytam sobie Twój post i od razu przyszła mi na myśl moja Majka. Była bita, szturchana w przedszkolu przez swoją koleżankę i nie potrafiła oddać; ale w końcu się nauczyła być asertywna i teraz nikt jej nie podskoczy:)
    Ostatnio przeczytałam naprawdę bardzo mądrą książkę o wychowaniu - napiszę krótką recenzję na blogu niebawem:)
    Nie ma idealnej recepty na wychowanie. Gdzieś tam są zapisane wskazówki, ale i tak codzienność je weryfikuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie ta codzienność mnie najbardziej przeraża. Bo jak chciałabym wychować dziecko, wiem doskonale, tylko czasy takie, że obawiam się- może mi się to nie udać... Czekam zatem na recenzję, jestem bardzo ciekawa co to za książka.

      Usuń
  11. Mam ten sam.. problem...
    Ja uczę negocjacji, rozmowy, wyjaśnienia...
    Mąż karze oddać...
    Młodego "prześladowała" w pierwszej klasie podstawówki koleżanka z klasy. Oboje ambitni, ale ona o rok starsza, bardziej wyszczekana i obrotna..Ona go szczypie, on jej odpowiada, ona na cały regulator "proszę pani , proszę pani, on mnie zaczepia"... Nauczycielka wierzy pupilce... trudny orzech do zgryzienia, bo chcę nauczyć szacunku do kobiet.. ale jak tu wybrnąć? Niestety Syn za bardzo się jej bał, jej intryg i kłamstw i musiałam interweniować.. Poszłam do szkoły, miałam świadka na zaczepki tej dziewczynki, rozmawiałam z nauczycielką, z tą dziewczynką i terror się skończył... czasem pomaga "dobra rada", czasem trzeba dziecko wspomóc...wszystko zależy od sytuacji.. może warto zaufać ..intuicji ?
    Mój Syn czasem przekręca fakty i też muszę być czujna..ehh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj przyznam, że my z mężem też się mocno poróżniliśmy jeśli chodzi o tą całą sytuację. On by najchętniej zostawił Elizę z tą sprawą samą, bo przecież jest duża, ma się dogadać, a według Niego jak my zaczniemy chodzić do szkoły, to będzie jeszcze gorzej. No ja się z tym zupełnie nie zgadzam, bo tak jak napisałaś- dziecko trzeba czasem wspomóc, zwłaszcza takie małe... U nas z kolei pani jest przekonana, że ma klasę idealną, bo dzieciaki są bardzo zdolne, a to się rzadko zdarza, żeby grupa była tak dobra w większości... i chyba za mocno skoncentrowała się na nauce, nie widząc co dzieje się między dziećmi... A jak już to wszystko wyszło, że tamta dziewczynka uwzięła na Elizę, to nie przy nas, ale kazała się tylko dziewczynkom pogodzić i rzuciła tekst: "Szkoda życia na kłótnie." No ok- szkoda, ale dla mnie to jest zbagatelizowanie problemu, zwłaszcza, że tamta Ola niestety nastawia dzieci przeciwko Elizie, a Ona niestety nie jest tak przebojowa, żeby zjednywać sobie wszystkich.
      Mimo, że sama jestem mamą dziewczynek, to uważam, że z Nimi jest chyba większy problem niż z chłopcami. Dziewczynki knują intrygi, manipulują, potrafią być bardzo podłe i nie znać litości. Chłopcy są chyba bardziej szczerzy- albo kogoś lubią, albo nie i jakoś tak prościej rozwiązują swoje problemy.

      Usuń
    2. I tu jest Marto całe sedno sprawy! Masz rację! Te babskie intrygi i knucie, sieci i zagmatwania. Masakra jakaś i baby z tego nie wyrastają. Spotykam się z tą naszą naturą ostatnio nader często i smutne to :( Najlepiej byłoby dać sobie po razie...
















      Usuń
  12. Oj trudny temat. Nie dziwię się, że masz takie rozważania... Tutaj chyba wchodzi opcja wyboru mniejszego zła, niestety :/ Chyba też wolałabym, by dziecko umiało oddać, ale jednocześnie by wolało załatwić sprawę mądrzej.
    Mam nadzieję, że do czasu przedszkola, nauczę się sama asertywności by móc przekazać ją dziecku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, dziecko poniekąd może powielać wzorce jakie obserwowało u mamy, ale nie jest to chyba regułą. Ja na przykład byłam i jestem bardzo mocno związana z mamą, ale jesteśmy jednak zupełnie inne. Dobrze to ujęłaś- mniejsze zło. Bo jeśli mam do wyboru, czy wolę, żeby to moje dziecko było bite, czy np. tamta dziewczynka, to wybór jest oczywisty... Ale niestety to wszystko nie jest takie proste, bo pozostaje świadomość, że przecież tak być nie powinno.

      Usuń
  13. Ja przżywam podobny dylmqt, jak mądrze wychować, jak dać darość dzieciństwa nie kojarzącą się z odwiecznymi zakazami, jak puścić w świat nie zamarrwiając się czy ktoś nie skrzywdzi. Oszaleć od tego wszystkiego można.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Mia, uwierz, że mam czasami takie dni, że naprawdę jestem przekona na, że szaleństwo już tuż tuż... Mam wrażenie, że w tych czasach baaardzo ciężko jest być rodzicem.

      Usuń
  14. hmmm, trudny problem....nigdy go nie doswiadczylam...Mloda zawsze wszedzie grala pierwsze skrzypce...nie bila sie, raczej pyskowala a mlody olbrzymia postawa wzbudza respekt i nikt go sie nie "nie tyka" choc nastawianie ma pokojowe do wszystkich i wszystkiego :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ciezki orzech macie do zgryzienia... Ale napisze Ci, ze ja chyba wolalabym zeby moje dzieci byly agresorami niz ofiarami. Wydaje mi sie, ze latwiej je nauczyc, ze nie zawsze trzeba wszczynac bojki, niz naklonic ciche i niesmiale dziecko, zeby oddalo...
    Ale u Was to juz prawdziwe lato! Slonko swieci, dziewczyny porozbierane! Ja ciagle musze rano ubierac dzieciom cieplejsze kurtki i czapki, dzis rano bylo 5 stopni!

    OdpowiedzUsuń
  16. Kochana, nie wiem...naprawdę nie wiem czy istnieje taki złoty środek...Kuba niebawem pójdzie do przedszkola i na samą myśl o tym dostaję dreszczy...Staram się uczyć na własnych błędach bo to są zawsze najlepsi nauczyciele ale jak będzie gdy w grę wejdzie przedszkole, koledzy, koleżanki i problemy z tym związane...nie wiem :/ napiszę Ci jak wejdę w ten etap, póki co delektuję się teraźniejszością :D
    Pozdrawiam :)

    P.S. Cudne zdjęcia!!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie wiem co bym zrobiła. Sensowna wydaje mi się zasada, że jeśli ktoś uderzy Cię raz, to Ty oddajesz mu też jeden raz. Pewnie moje myślenie zweryfikuje za jakiś czas moje dziecko ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Potwornie trudne te matczyne dylematy.. i chyba jednak im dalej, tym ciężej...
    złoty środek to idea abstrakcyjna często nawet dla nas, a co dopiero dla dzieci...

    OdpowiedzUsuń
  19. No i bądź ty mądra! Ja pierdziele, naprawdę się Tobie nie dziwie, bo sama nie ogarniam...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!