Mama2c

Mama2c

środa, 9 kwietnia 2014

Tradycyjnie

W niedzielę, tradycyjnie, postanowiliśmy opuścić mury naszego osiedla i ruszyć do wielkiego miasta :) Co prawda, w miniony weekend, tata miał też wolną sobotę, ale... Wypadało w końcu pomachać łopatą na działce. Z tą naszą działką, to w ogóle trzy światy... Albo inaczej- z nami jako "działkowcami" są trzy światy :) W każdym razie, ten nasz kawałek zielonego miejsca na ziemi, rodzi się w strasznych bólach, ale w tym roku coś wreszcie zaczęło się dziać...

Także sobotę- panowie (Księciunio i szwagier Księciunia, czyli mój Brat) spędzili na działce. Trochę było mi żal, że kolejny dzień jestem uwiązana na osiedlu. Zwłaszcza, że na działkę z Lilą pójść nie mogłam. Powiedzmy, że na przeszkodzie stał charakter prac obu panów :)
No i jeszcze urodziny, na które była zaproszona Eliza...
Bo jak już się stąd wyrwać, to na cały dzień.

Tym razem, decyzję dokąd pojedziemy, zostawiliśmy wyłącznie Elizie.
I pomysł miała świetny- Folwark w Skarbimierzycach. Wspaniałe miejsce- zwłaszcza dla dzieci, ale ja się tam również doskonale odnajduję. Folwark odkryliśmy parę lat temu, i co roku zachwyca nas czymś nowym.
Niestety, po dłuższym zastanowieniu, plany musieliśmy zmienić, bo pora roku jeszcze jednak zbyt wczesna, żeby w pełni skorzystać z uroków tego miejsca. Jednak, co się odwlecze...
Folwark, obok Ogrodu Dendrologicznego w Przelewicach, to nasze wyjazdowe priorytety.

Kilka starych zdjęć z Folwarku w Skarbimierzycach:
Czerwiec 2012




 Lipiec 2011


Jako, że lepszy rydz, niż nic, postawiliśmy na nasz niezawodny i sprawdzony Park Kasprowicza :) Pisałam już, że tam nie można się nudzić? Pisałam!

Co nam dała ubiegła niedziela? Ano sporo.

Przede wszystkim, okazało się, że z naszej Lilki, to taki wielki chojrak, jest tylko w domu. Kiedy wpadliśmy na pomysł, żeby pierwszy raz przejechała się ciuchcią, byliśmy wręcz przekonani, że Mała będzie przeszczęśliwa i powie po swojemu to śmieszne: "wow"...
Hm, powiedziała- drżącym głosem: "Nie", złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę wyjścia. No nic, najwyraźniej musi dojrzeć do takich atrakcji :)

Odważna inaczej :)



A ja po raz kolejny, odkryłam, że po Elizie niejadku, nie ma już ani śladu. Za to teraz- ilość i tempo zjadanych potraw, wprawia mnie czasami w osłupienie. Gdybym 5lat temu to wiedziała, to nie fundowałabym sobie serii wizyt u psychiatry i nie faszerowała zestawem psychotropów :) Swoją drogą- bardzo ciekawe doświadczenie z tym psychiatrą. Idziesz, ryczysz przez 45minut, płacisz (niemało) i od razu Ci lepiej. Pomyślałby kto, że miejsce gdzie płaczesz, ma znaczenie :) Bo ile razy, nad tym moim niejadkiem, płakałam w domu... Tyle, że wtedy czułam się jeszcze gorzej.
No nic- to tak z przymrużeniem oka oczywiście, bo akurat żadnej z Was nie życzę uzewnętrzniania się u psychiatry, chociaż nie powiem- czasami po prostu trzeba i już.

Po dylematach- czym jeść bezę, Eliza w kwestii hot-doga również postawiła na użycie sztućców :)


Nie dajcie się zwieść- ludzi było multum!


Lubię te różne odcienie zieleni w jednym miejscu!
 

Słynne "Płonące Ptaki" W. Hasiora



Urząd Miasta, wciąż bez swoich pięknych fontann.







W każdym razie, Eliza w tempie ekspresowym, jedząc po sobie, pochłonęła- 2gałki loda, hot-doga ("Mamo! Jaki pyszny, w życiu nie jadłam lepszego!"), frytki. Po frytkach nastąpiło jakieś 40minut przerwy w dostawie tłuszczu, białka i węglowodanów, po czym, był obiad u Babci. Zjedzony i zwieńczony pytaniem: "Mamuś, będę mogła loda na spacerze?" Jak Jej nie kochać :)
No i był- i spacer, i lód, a po powrocie na nasze osiedle, dosłownie nie czułam nóg.

Kto na spacerach najczęściej przejmuje Lilę?



O tym, gdzie lubimy spacerować u moich Rodziców- osobny post :)
Ale to właśnie tu- poniżej, najczęściej kierujemy swe kroki i cztery kółka- kiedyś Elizy, a teraz Lili.



Lila, która tradycyjnie zasnęła w drodze powrotnej, obudzona- dała popis swoich możliwości... Szczerze? Nie mogę się doczekać, kiedy przestanie zasypiać podczas powrotów do domu. Oczywiście domyślam się, że jest po prostu zła, kiedy po chwilowej drzemce zostaje wybudzona, ale czy to moja wina :) A to niestety ja, muszę pacyfikować Jej późniejsze stany emocjonalne...

I na koniec- trochę humoru. Zdjęcie pod tytułem: "Jak spacerują mężczyźni". Uwierzycie, że tych trzech panów, to rodzina? I to najbliższa?! :)


43 komentarze:

  1. Skąd ja znam takie spacery Hehe...piękne zdjęcia, a czasem lepiej wypłakać się przed obcymi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie nie lubię płakać, ani przed obcymi, ani przed swoimi... Niestety, czasami wszystko nas przerasta.

      Usuń
  2. Ależ Wy macie piękne okolice!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ładny ten nasz Szczecin! :)

      Usuń
  3. ale sie tu u ciebie zmienilo widze ze fajjnie mijaja wam dni :) super pieknie tam macie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano takie małe zmiany na wiosnę :)

      Usuń
  4. Ale Wam fajowo, że Was katary w domu nie trzymają. I nawet koniś był - największa miłość mojej córki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mojej zdecydowanie też. Niestety, teraz to już rzadka dla niej atrakcja, bo finanse nie powalają na naukę jazdy :(

      Usuń
  5. ostatnie zdjęcie bije wszystkie na głowę;) Ja się cieszę że mój syn nie spał prawie nic w swoim życiu i od 15 miesiąca drzemki poszły w niepamięć bo też nie lubiłam takich nagłych ataków histerii....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, okropne jest to wycie po przebudzeniu i wszystko na "nie".

      Usuń
  6. Przepiękna niedziela. Wstawiłaś masę ciepłych zdjęć... Masz słodkie dzieciaki. Dobrze, że Twój niejadek już zniknął - dzieci mają po prostu takie etapy. Czasami niejedzenie (jak w moim przypadku było) wiązało się z buntem - im bardziej rodzicie wmuszali, tym bardziej ja NIEchciałam. Nie polecam nic robić na siłę - zgłodnieje - to zje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz,temat niejadztwa jest jednak trochę bardziej skomplikowany i złożony. Część przypadków, to na pewno rodzaj buntu, robienia trochę na złość rodzicom, ale niestety- nie zawsze. u nas to była naprawdę bardzo poważna sprawa, mająca wpływ na zdrowie Elizy, a że była wtedy rocznym dzieckiem, to był to problem szczególny, bo nie potrafiła powiedzieć, dlaczego nie chce jeść. Nikomu nie życzę takich przeżyć.

      Usuń
  7. Panowie wyglądają jak na spacerniaku w więzieniu,hihi ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Aha.Jeszcze jedno,pierwsze słyszę o tych płonących ptakach.Zdążyłam już z wujkiem google zaznajomić się nieco z tematem.A powiedz,kiedy je podpalają?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że nie mam pojęcia. Nigdy nie wiedziałam ich płonących. Generalnie to mi się one po prostu nie podobają, ale są kojarzone z Parkiem, więc dałam fotki :)

      Usuń
  9. Pięknie te Twoje fotki :) Mój Menżu na pierwszej "randce" w Szczecinie chciał ze mną brać ślub w tymże Urzędzie Miasta :)

    OdpowiedzUsuń
  10. A Wy jak zwykle aktywnie! To się chwali;) POdejrzewam, że mój młody też bałby się jechać ciuchcią:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam Lilą zaskoczona. Eliza w Jej wieku już jeździła, a Lila jest generalnie bardziej przebojowa niż Jej starsza siostra :) No ale coś Jej się w ciuchci nie podobało :) No nic, poczekamy.

      Usuń
  11. świetny ten park! uwielbiam taki rodzaj wypoczynku - spacery i inne atrakcje na świeżym powietrzu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny i wielki, po całym tygodniu trzeba się zrelaksować :)

      Usuń
  12. Slicznotki ;)

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Kocham kiedy przyroda budzi się do życia :)
    Piękne okolice. Zazdroszczę takich rodzinnych spacerów :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwierzę, bo mój ojciec brat i mąż spacerują tak samo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no widzisz, u mnie dokładnie tak samo, bo idzie ojciec, brat z Lilą i mąż :)

      Usuń
  15. O masz, u mnie spacery mężczyzn podobnie wyglądają - oni to muszą mieć w genach zakodowane xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest. A geny, no cóż- nic nie poradzisz :)

      Usuń
  16. Hehe :) Może się boją co niektórzy panowie, żeby ich za homoseksualistów nie brać ;)

    Zazdroszczę okolicy... Pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale się uśmiałam, no tak, jak faceci ze sobą gadają na spacerze, to znaczy że "ciepli" są :)
      Pięknie, pięknie.

      Usuń
  17. Fajne miejsce, pięknie tam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. fantastyczne zdjęcia!
    normalnie zazdroszczę niedzieli.... :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest i czego :) Ale u Was pewnie też atrakcji nie brakuje!

      Usuń
  19. Widze, ze z Lila jak z Bi... W domu i u opiekunki charakternik, rzadzi wszystkimi naokolo, a poza domem trzyma sie kurczowo maminej spodnicy (jak to sie mowilo, bo ja spodnic z reguly nie nosze, haha).
    Czyli jest nadzieja, ze moje dzieci tez kiedys beda mialy menu szersze niz 3-4 skladniki? Uff...
    A faceci taaa... Moj malzonek nawet na rodzinnych spacerach ze mna i dziecmi nie czuje potrzeby, zeby isc w jednej lini ze mna. Musze go ciagle przywolywac do porzadku. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w ogóle nie noszę, ale coś w tym, faktycznie, jest :) Takie "przebojowe" mamy dzieci :)
      Agata, uwierz mi, że Ich menu będzie na pewno urozmaicone, tylko pytanie, czy chcesz, żeby to były hot-dogi i frytki :) No i lody :) Mój Marcin akurat jak idzie z nami, to trzyma się nas, ale w męskim gronie- woli trzymać bezpieczny dystans :)

      Usuń
  20. Taki spacer facetów to chyba nie odosobniony przypadek ;)
    Świetną mieliście niedzielę, lubię w taki sposób spędzać czas. Marta Ty się nie przejmuj, że Cię nogi bolały, pomyśl ile kalorii spaliłaś kobieto! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uwielbiam takie aktywne dni. Kochana, ja bym się z tych spalonych kalorii bardzo cieszyła, gdyby nie fakt, że regularnie je uzupełniałam :) A to lody, a to ciasto, a to słodkie latte...

      Usuń
  21. Rozwaliłaś mnie "odważna inaczej" :D
    Ale tam u Was fajnie jest. My też zaczęliśmy się ruszać w końcu z domu, gdzieś dalej niż nasze osiedle, ogródek i park, bo w końcu od bardzo długiego czasu mam męża w domu to i dalej można tyłeczki ruszyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj można, można- a nawet trzeba :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!