Mama2c

Mama2c

wtorek, 8 kwietnia 2014

Uwaga, uwaga! Roczek!

Obiecałam zdać relację z niedzieli...
I naprawdę- chętnie bym to zrobiła, ale przejść obojętnie koło roczku swojego trzeciego dziecka?!
Nie no- nie wypada :)

Tak, tak- dokładnie rok temu opublikowałam swój pierwszy post, choć z zamiarem pisania nosiłam się już dużo wcześniej. I bardzo, bardzo żałuję, że nie zaczęłam robić tego w ciąży z Lilą. No nic- czasu już nie cofnę, i nie pozostaje mi nic innego, jak opisywać naszą teraźniejszość, choć i na to, niestety brakuje czasami czasu.
Zresztą- same pewnie wiecie.
Bo choć blog, jest jak trzecie dziecko, to jednak w pierwszej kolejności to jemu, można poświęcić najmniej uwagi. Bądź co bądź- nie płacze z głodu, nie domaga się przytulania i zmiany pieluchy :) Przeżyje też dwa dni bez ciepłego obiadu...

Jakoś wcześniej nie zastanawiałam się nad okolicznościowym postem, ale coś napisać wypada.
Tylko co? Nie lubię pisać tego co wszyscy.
Może dlatego, mimo, że chciałabym, nadal nie pojawiła się u mnie żadna dłuższa notka o karmieniu piersią- chyba na każdym blogu "parentingowym", ten temat przewinął się ze 150razy :) I choć moja historia wydaje mi się w jakimś sensie wyjątkowa, a na pewno taka, która mogłaby komuś pomóc, to jednak jakaś wewnętrzna siła powstrzymuje mnie, słowami szeptanymi do ucha: "Marta, daj spokój- ile można czytać o tym samym :))

Tyle, że z okazji roczku, ciężko o oryginalność, kiedy NAPRAWDĘ czuję to, co czytałam z tej okazji u Was.
Nie- blogowanie nie zmieniło mojego życia na lepsze :) Bo i przed blogiem moje życie było fajne.
Tyle, że teraz jest w nim miejsce na coś tylko mojego. Blogowanie wciąga i uzależnia, też tak macie? Siedzę teraz, i zastanawiam się- co robiłam popijając kawę, zanim zaczęłam pisać bloga :) Bo teraz- kawka plus szybki przegląd ulubionych blogów, to już codzienny rytuał... Czasami bardzo źle widziany przez mojego męża, zwanego też tutaj Księciuniem :)

No więc dobrze- nie będę silić się na oryginalność, bo czasami czuć i pisać, to co reszta, nie jest niczym złym. Tak- ja też poznałam masę naprawdę fajnych kobiet, mam- doświadczonych, mam- dopiero debiutujących, mam- oczekujących na swoje pierwsze dziecko, mam, które poza "pianiem" jak cudowne jest macierzyństwo, potrafią przyznać tak jak ja, że bywa ciężko, że są zmęczone, sfrustrowane, że czasami brakuje Im chwili oddechu... Fajne, jest to, że jesteśmy tu razem, że na bieżąco wiem, co u Was, że jesteśmy tutaj dla siebie. Poza dziećmi, lubię czytać o Was, o Waszej codzienności, o Waszym spojrzeniu na świat, na macierzyństwo- nie zawsze przeszkadza mi to, że się różnimy, bo to akurat, pozwala mi spojrzeć inaczej na swoje życie, podejście do różnych tematów. Czasem płyną z tego naprawdę ciekawe lekcje życia.

Tak, blog to mój trzeci bobas, choć najmniej dopieszczony :) Niewiele tu się zmieniło przez ten rok. Jeśli chodzi o szablony, banery, tagi- to noga ze mnie, że hoho. Mąż proszony o pomoc (informatyk- jak pewnie pamiętacie), reaguje prawie, że alergicznym kaszlem i zawsze zasłania się tym, że to przecież nie Jego specjalność, że On się nie zna itd... Już nawet nie proszę :) Chociaż, te róże to nasze wspólne dzieło- ja gdzieś znalazłam, On zrobił tak, że teraz się wyświetlają- śmiejcie się- ale to dla mnie naprawdę czarna magia :) I wiem, wiem- powinnam być ambitna, sama poszukać, nauczyć się... Może i racja :)

Nie ma dziś tortu, ale zostawiam Was z fotkami ciast, które piekłam jakiś czas temu- akurat się "nawinęły", więc są :

Najprostsze i najtańsze ciasto, jakie znam.


Pamiętacie mój post wielbiący muffinki? Kocham je również za to, że kiedy jakimś cudem, mając już ciasto w misce, odkryję, że: "Upps nie mam papilotek", mogę je spokojnie przelać do blaszki, upiec, pokroić na kawałki i podać Gościom. Dokładnie tak, ja na zdjęciu niżej:


I specjalnie dla Was- kwiaty, za to, że jesteście, zaglądacie i czytacie :)
Dziękuję!

















Moja starsza Córcia przyniosła dziś ze szkoły, pierwszą, osobistą, napisaną na czerwono- w zeszycie do korespondencji, UWAGĘ!
I to ja, oraz Jej tata za nią- czyli za uwagą, stoimy.
Od jakiegoś czasu, Eliza ma jakieś mniejsze i większe nieporozumienia z koleżanką z klasy. I dopóki były to tylko słowne przepychanki- nie reagowaliśmy. W końcu też byliśmy kiedyś dziećmi :)
Tyle, że tamta dziewczynka, zaczęła Elizę bić, popychać, szturchać.
Niefajnie.
Marcin, który najczęściej odprowadza i odbiera Elizę ze szkoły, rozmawiał z mamą tamtej dziewczynki. Kobieta, chyba nie do końca daje sobie radę z córką, bo powiedziała, że owszem- porozmawia, ale żeby Marcin też zwrócił Jej córce uwagę i- jak zaznaczyła- ostro, bo wtedy może podziała...
Nie podziałało.
W minioną sobotę, na urodzinach innej dziewczynki z klasy, Ola znowu zaczęła popychać Elizę. I przyznam, że kiedy o tym usłyszałam- szlag mnie trafił. Może mało wychowawczo, mało pedagogicznie i najpewniej- karygodnie, ale oboje powiedzieliśmy Elizie, że jeśli jeszcze raz, kiedykolwiek Ola Ją popchnie, szturchnie, czy uderzy- Ona ma Jej po prostu oddać. I to tak, żeby zapamiętała sobie raz na zawsze- dodał tata :)
No i tak jak Elizie powiedzieliśmy, tak zrobiła... Dzisiaj :)

33 komentarze:

  1. Dobrze zrobiła, że jej oddała, nie można dać sobie wejść na głowę ;)

    A jeśli chodzi o blogowanie i tw. bloga to bardzo lubię tu wpadać i czytać o co u Was, zawsze poprawia mi się humor jak sobie poczytam wasze "przygody" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci bardzo szybko wyłapują tych słabszych i tak to się kończy niestety. Fajnie, że lubisz do nas zaglądać :) Zawsze miło mi się czyta takie komentarze!

      Usuń
  2. Gratulacje :) I kolejnego roczku życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. I bardzo dobrze, że oddała. Z drugiej strony, nie rozumiem czemu tamta dziewczynka mogła szturchać i popychać, a Eliza po pierwszym razie od razu z uwagą wylądowała - nie ogarniam.
    A ten... 100 lat! 100 lat! I wszystkiego najlepsiejszego z okazji roczku bloga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, Pani nie ma szans widzieć wszystkiego, i to akurat rozumiem- Ona jest jedna, a dzieci ponad 20-cia. Tamta dziewczynka dostała dziś dwie uwagi.
      Dziękujemy za życzenia!

      Usuń
  4. Ewidentnie to był naprawdę szczęśliwy dzień :) Oby więcej takich...
    PS: ciasto mnie kusi :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie KAŻDE ciasto kusi :)
      A dzień super, zwłaszcza, że dziś zrealizowaliśmy się jeszcze na działce :)

      Usuń
  5. Po pierwsze gratulacje i oby następnych lat w tym nałogu...my zrobiliśmy błąd bo nie pozeolilismy synowi się bić tylko mówić pani, a było od razu mu powiedzieć tak jak wy to byśmy czterech lat z maltretowaniem się nie meczyli....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, nałóg, nałóg- to prawda.
      No ja za biciem nie jestem, ale przyznam, że już miałam dość, zwłaszcza, że Eliza to w sumie delikatna i nieśmiała dziewczynka- łatwo Jej zrobić przykrość, zranić Ją. Nie jest wygadana w grupie, nie ma takiej charyzmy, odwagi... Dzieci to niestety wykorzystują.

      Usuń
  6. Gratulacje i wielu kolejnych blogowych lat! :)

    Co do uwagi... Czesto sie zastanawiam (wiem, mam jeszcze czas) co zrobie kiedy dzieci przyjda ze szkoly ze skarga, ze inne dziecko je popycha lub bije... Jako osoba, ktorej dokuczano w szkole, wiem jakie to przykre i nie chcialabym zeby moje dzieci przezywaly cos podobnego... Mam nadzieje, ze tutejsza szkola, ktora jest bardzo wyczulona na tzw. "bullying", nie dopusci do takich sytuacji, ale gwarancji nie mam. W kazdym razie czasem mam wrazenie, ze my - dorosli probujemy narzucic dzieciom nasze dorosle reakcje. A z tego co pamietam ze swoich szczeniecych lat, to zachowania spoleczne dzieciakow sa jeszcze w zalazku. One kieruja sie instynktem, a w grupie najczesciej rzadzi osobnik najsilniejszy fizycznie badz najbardziej bezczelny i wyszczekany. A zeby wywalczyc sobie jakas pozycje w tym szkolnym stadku, czesto trzeba niestety, ale jednemu w drugim porzadnie przylac. Oczywiscie sama za przemoca nie jestem i bede raczej namawiac dzieci do argumentow "slownych", ale w ostatecznosci mysle, ze powiem im, ze jesli przyloza jakiemus gagatkowi, to zadne sankcje ze strony rodzicow im nie groza. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ja Ci się Agata przyznam, że dziś pojechaliśmy już po bandzie całkowicie- w nagrodę, że w końcu tej Oli oddała, dostała duże lody i mnóstwo pochwał... o do całej sytuacji mam oczywiście mieszane uczucia, bo nigdy nie byłam i nadal nie jestem za biciem, przemocą, ale jak widać- czasami wyjścia nie ma. Ta cała Ola, to taki karakan, jedna z najmniejszych dziewczynek w klasie, ale taka wyszczekana i agresywna, że wszystkie dzieciaki się Jej boją, nawet chłopcy i wszyscy jak te cielaki, wolą Oli w drogę nie wchodzić.
      Dla mnie, jako mamy, cała ta sytuacja jest mało przyjemna, bo Eliza jest przez Nią szykanowana i czasami wykluczana z zabaw, nie mam już pomysłu, co z tym fantem zrobić, ale przynajmniej bić Jej już nie powinna.

      A za życzenia dziękuję! Buziaki

      Usuń
    2. Haha, bardzo dobrze!!! Szczegolnie, ze jak Eliza sie raz tej Oli "postawila", moze reszta klasy zobaczy, ze tak mozna, wszyscy zaczna pomalu jej sie odgryzac i smarkula spusci troche z tonu...
      A nauczycielka wie o tym problemie? Moze moglaby cos zaradzic, zamiast dawac uwage Elizie, ktora w tej calej sytuacji jest przeciez pokrzywdzona strona? Slyszalam tez o przypadkach, kiedy rodzice wymuszali na dyrekcji przeniesienie wyjatkowo agresywnego dziecka do innej klasy badz szkoly. Tu oczywiscie konieczne jest porozumienie jak najwiekszej liczby rodzicow i dowody na szkodliwosc zachowania mlodego delikwenta...

      Usuń
    3. Ja to się zawsze zastanawiam nad tym fenomenem przywódcy, że jedna osoba i to taka jeszcze niepozorna, ma taki wpływ na grupę. I ta Ola nie jest jakaś tam wyjątkowa pod każdym względem, to taki łobuz po prostu... Pani tej bójki nie widziała (choć to się działo na przerwie, więc nie wiem gdzie pani przebywa na przerwie...), domyślam się, że chciała być w tej sytuacji sprawiedliwa. Czy była to już inna sprawa. Eliza mocno przeżywała fakt, że ma w zeszycie uwagę, ale powiedziałam Jej, że ma to olać :)
      No zobaczymy co będzie dalej z tą Olą, mam nadzieję, że od Elizy się odczepi i tylko na tym mi zależy.

      Usuń
  7. Piękne magnolie!!
    Jeśli chodzi o roczek bloga, nie świętuję nic z mojego bloga :)
    A o sytuację w szkole, kurczę smutno. A może warto by było pogadać z wychowawczynią?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magnolie niestety nie moje, ale po cichu marzę o takich właśnie :) Może kiedyś...
      Wychowawczyni wie, ale jakoś z konkretną reakcją nie bardzo...

      Usuń
  8. Ja delektuję się tylko kwiatami, bom ciągle na diecie ;)
    A ja sobie kiedyś z ciekawości czytałam Twoje najstarsze posty... i żałowałam, że nie zaglądałam wcześniej...
    Życzę więc z okazji rocznicy kolejnych lat aktywności na blogu i miliardowych wyświetleń ;D A że kobieta z Ciebie zdolna i z zajebistym poczuciem humoru to problemu nie będzie :)

    My z mężem postąpilibyśmy zapewne tak jak Wy z Elizy koleżanką. Pozdrów Córcię :) Jak mówił jeden z Pingwinów z Madagaskaru usprawiedliwiając użycie przemocy: "czasem inaczej się nie da" :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, no coś Ty :) Zdziczeję jak zobaczę te miliardowe odsłony :) O wodę sodową nietrudno :)
      Dokładnie- czasem inaczej się nie da i to jest od dzisiaj moje motto wychowawcze :)

      Usuń
  9. A więc - po pierwsze Sto Lat jeszcze :)

    po drugie dobrze, że jesteś :)

    po trzecie - piękne magnolie - choruję od dawna

    poza tym. Czekam na post o karmieniu, nigdy nie wiadomo, co kogo dotknie. Lepiej przeczytać i wiedzieć, czego się spodziewać :) Ciacho dla bloga oczywiście piękne i ważne, trzeba o dzieci dbać :)

    Pozdrawiam serdecznie i... Nie przejmujcie się uwagami - wiesz, że ocena z zachowania się nigdzie nie liczy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A powiem Ci, że w nosie mam tą uwagę. Już tak miałam dosyć opowieści Elizy o tej małej, że dumna byłam jak paw, że Jej przyłożyła, choć teoretycznie to nie metoda. Tyle, że na niektórych tylko to może poskutkować :)
      Magnolie- uwielbiam. U mnie na osiedlu rosną w ogródkach- taaaaaakie piękne! A ja, pochwalę się- kupiłam 2sztuki w Biedrze, ale nie łudzę się, żeby coś z nich było :)

      Usuń
    2. Ja kurczę tych z marketów się boję, ale może uda mi się Menża naciągnąć... Marzy mi się taka kielichowa biała... :)

      Usuń
    3. Te białe piękne są. Zresztą, tak jak wszystkie :)
      A wiesz co w tej Biedronie to grosze kosztowały, to kupiłam... Ale na jesieni zainwestuję i kupię już ciut podrośnięte drzewko, bo teraz mam dwa kikuty :)

      Usuń
  10. och tak sama prawda rok bloga to coś ! no tak, że Marta dla Ciebie kolejnych płodnych lat w sensie blogowym ale i nie tylko:*
    Co do córy to moim zdaniem dobrze zrobiłaś nie może dać sobą pomiatać może teraz ''koleżanka'' poczuje że nie może sobie pozwolić na więcej? swoją drogą co się teraz dzieje w tych szkołach?? Dobrze że Eliza ma z Wami dobry kontakt i rozmawia i mówi co ją gryzie u nas byłą taka sytuacja że chłopak z gimnazjum nie wytrzymał presji szkolnych kolegów którzy notorycznie się nad nim znęcali i się powiesił:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, straszna historia- takie rzeczy przerażają mnie najbardziej :( Teraz Eliza jest jeszcze mała i przychodzi do nas ze wszystkim, ale czy tak będzie dalej? tego nie wiemy, a wiek dojrzewania jest bardzo trudnym okresem dla dziecka.
      Oj Ania, dzięki wielkie, no chciałabym być płodna i wydawać owoce nie tylko na blogu, że tak to ujmę :)

      Usuń
  11. Gratulacje i jeszcze wielu wspaniałych chwil na blogu życzę! ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Brawa dla Elizy, a dla Mamy gratulacje z okazji blogowego roczku :) I podziękowania - zafundowałaś nam już calutki rok przyjemnego czytania i dużo śmiechu przy tym ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Martuś, bardzo Ci dziękuję za ten komentarz! A ja nawet pamiętam, jak Ciebie znalazłam :) Przez, a raczej dzięki Mamuśce-Martuśce :)

      Usuń
  13. Ha ha! Ja tez zawsze mówię, że ma oddać :D Nie widzę w tym nic złego. Brawo dla córki.

    A co do blogowania - ja dopiero zaczynam, ale masz rację: wciąga jak jasna cholera ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja generalnie też nie, w tych czasach chyba inaczej się nie da...
      A wiesz, że ja nie wiem, kiedy ten rok zleciał :) I czuję się wciągnięta, wessana, zassana przez to blogowisko :)

      Usuń
  14. Dużo miłości i zdrowia dla niedopieszczonego blogusia. Fajnie Marta, że piszesz :) Też nie wiem, jak można było żyć bez pisania. Ja wcześniej do zeszytu i do szuflady myśli zapisywałam...

    Eliza dała czadu. Zastanawiam się tylko, gdzie tamta dziewczynka widzi takie zachowania i czym podpadła jej Twoja Córa :/ Dzieci od tak sobie nie biją.

    OdpowiedzUsuń
  15. Dużo miłości i zdrowia dla niedopieszczonego blogusia. Fajnie Marta, że piszesz :) Też nie wiem, jak można było żyć bez pisania. Ja wcześniej do zeszytu i do szuflady myśli zapisywałam...

    Eliza dała czadu. Zastanawiam się tylko, gdzie tamta dziewczynka widzi takie zachowania i czym podpadła jej Twoja Córa :/ Dzieci od tak sobie nie biją.

    OdpowiedzUsuń
  16. Strasznie marzy mi się taka magnolia w ogrodzie!!! Uwielbiam!!! Dziękuję za zdjęcia, nie mogłam się napatrzeć!
    Uwielbiam do Ciebie zaglądać i choć nie zawsze komentuję to wiedz, że jestem i z wielką przyjemnością pochłaniam Twoje wpisy :-))))
    Również gratuluję roczku i byle do następnego!
    Pozdrawiam i duuuża BUŹKA dla Was!

    http://mamablogujepl.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!