Mama2c

Mama2c

piątek, 23 maja 2014

Dziecko i kleszcz, cz.2

I oby ostatnia, bo ileż razy można umierać na zawał?!

Eliza takie właśnie atrakcje zafundowała nam dokładnie rok temu, przywożąc z wycieczki klasowej kleszcza w bonusie... Lila postanowiła nie być gorsza od siostry, tyle, że aż tak długo, czyli do czasów klasowych wycieczek, nie miała zamiaru czekać.

Wczoraj wieczorem, jak każdego dnia od prawie 8lat, z utęsknieniem czekaliśmy na chwilę, kiedy nasze już dwie Córki, spać będą w swoich pokojach. Nie, nie dlatego, że nie przerobiliśmy jeszcze Kamasutry do końca. O godzinie mniej więcej 21-szej, jedyne na co mamy ochotę, to posłuchać ciszy... A same wiecie- Kamasutra i cisza raczej się wykluczają. Poza tym- seks w te upały? Nie, dziękuję- zawieszam działalność do jesieni.

Szansa na to, że wcześniej będziemy mieć chwilę spokoju, była spora, bo Lila wyjątkowo- zamiast trzech godzin, spała dwie. Marcin przyniósł Stworka z kąpieli na łóżko, a ja chciałam jeszcze podlać na balkonie kwiaty. Jednak na otwarciu balkonowych drzwi się skończyło, bo usłyszałam: "Kotek, chodź coś zobacz." Tak, On nadal tak do mnie mówi :) I wiecie co? Wiedziałam, że to kleszcz zanim w ogóle zdążyłam się obrócić w Ich stronę. No i oczywiście dyndał taki mały, pod prawym obojczykiem...

Pisałam Wam, że mój Mąż to urodzony optymista? No i tu nas Jego optymizm również nie zawiódł, bo machając radośnie na prawo i lewo tym czymś kleszczem, powtarzał jak oparzony: "Może to nie kleszcz." Ja natomiast, jak zwykle zachowałam zimną krew, czyli zrobiłam kilka rundek po mieszkaniu, w poszukiwaniu chuj wie czego, może lekarza? Bo jasne było, że ani ja, ani Marcin nie podejmiemy się wyciągania kleszcza. Dlaczego? No cóż... Marcin, wyciągając kleszcza mojej mamie, zostawił w Niej Jego głowę, czyli podobno- nic gorszego zrobić nie można. I ja oczywiście wiem, że niby taki sabotaż, że teściowa itd. W każdym razie- On, jeśli chodzi o usuwanie kleszczy, drugiej szansy nie dostanie. Ja? Ja jestem jak lekarz- nie mogę "operować" rodziny, a już własnych dzieci w szczególności...

No i taka sytuacja- godzina 21, Lila świeżo po kąpieli z kleszczem... Co robić? Co robić? Mój Mąż jest jednak wielki i nie chodzi tylko o Jego brzuch... Przypomniał sobie, że mama naszej koleżanki z osiedla (mieszka dwie klatki dalej) jest pielęgniarką. Z kolei ta koleżanka, to synowa naszej sąsiadki (tak, ja też lubię takie tłumaczenie, kto jest kim :)) więc zapukałam do p.Eli, żeby dała mi numer do Ani. Pani Ela, jako osoba najtrzeźwiej z nas myśląca, bo bez stosunku emocjonalnego do sprawy, powiedziała, żebym poszła i zadzwoniła domofonem. Eureka! :) Wtedy Lila już poczuła, że coś się chyba święci, bo natychmiast zażądała cyca, także po panią pielęgniarkę miał iść Marcin. Wtedy przyszła do nas pani Ela, ofiarowując się, że Ona tego kleszcza wyciągnie, bo ma wprawę. No przyznam- miałam chwilę zawahania, ale myślę sobie- przecież sama ma czworo dzieci, niejednego kleszcza już pewnie wyciągała. I dzięki ci losie za sąsiadów, dzięki ci za panią Elę! Usunęła Lilce kleszcza tak, jakby to robiła zawodowo- 8godzin dziennie. Teraz musimy tylko obserwować to miejsce, czy nie pojawi się rumień...

No i pytanie za sto punktów? Jak można pogorszyć, już beznadzieją sytuację? Rzucić takim tekstem, po którym Eliza poczuła się winna, że Lila miała kleszcza. I to tym razem nie ja, tylko tata... No ja wiem, wiem- Eliza winną Lilkowego kleszcza? Irracjonalne. Tyle, że w takich momentach szykujące się do buzowania hormony naszej Córki podejmują szybciej pracę i nie wyłapała sensu słów wypowiadanych przez Tatę. No i skończyło się na tym, że ja godzinę usypiałam rozbawioną całą sytuacją Lilę (tak, tak- Ona myślała, że działo się coś fajnego), a Tata "pracował" nad Elizą, która na przemian płakała i chodziła za potrzebą...
Ot, uroczy wieczór rodziców...


A co z nowości?

Lila umie liczyć do dwóch, a Elizie koleżanka z podwórka zaproponowała całowanie w usta. I nie wiem tylko czy w celach edukacyjnych, bo podobno najpierw Ala zapytała Elizę, czy już się kiedyś całowała, czy po prostu... hm, ot tak. Szczerze- obojgu nam szczęki opadły do podłogi. Za to odpowiedź mojego dziecka powala :) Podobno powiedziała Ali, że każda z nich ma swoje zarazki i nie mogą robić takich rzeczy... Eh, jak myślicie, kiedy przeprowadzić z Elizą rozmowę, że nastaje taki czas w życiu kobiety, że wymienia z partnerem nie tylko zarazki z buzi?

18 komentarzy:

  1. Oj tak... ponoć kleszczy ma być w tym roku zatrzęsienie :/ trzeba dzieciaki oglądać...
    A co do całowanka... Witaj Mamo Dwóch Córek w nowym etapie dorastania córki i jej rówieśników. :PPP

    OdpowiedzUsuń
  2. Matko jak on jej tam wlazł. A ra pani jak go usuwała? Wykręciła? Pytam, bo ja nie mam pielęgnarki w sąsiedztwie i jakby co to będę zdana na siebie i panikującego męża.
    Eliza mądra dziewczyka jest.
    Pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja się makabrycznie boję kleszczy... Mam niby spray odstraszający, ale kto wie, czy to w ogóle działa...

    OdpowiedzUsuń
  4. Kleszcze to ogromne niebezpieczeństwo! Nienawidzę tych stworzeń. Z opowiadań rodziców wiem, że jako jeszcze nieroczne nawet dziecko też zafundowałam sobie na pleckach kolegę! FUJ!!
    Dobrze się skończyło

    OdpowiedzUsuń
  5. o fuj.... brzydze sie bardzo....
    ale chorobska dziady przenosza...
    uwazaj, czy nic sie nie zaczerwieni!

    OdpowiedzUsuń
  6. Raz w życiu miałam kleszcza, ba nawet tego nie pamiętam. Może Lilce też się uda mieć go ino raz?
    Ale ogólnie to brrr.

    OdpowiedzUsuń
  7. My naukę o "zarazkach" mamy już za sobą...dobrze, że moje dzieciaki nie miały jeszcze kleszcza, bo bym chyba na przychodnie z nimi jechała, chociaż mam pompkę w domu :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Z tymi kleszczami to tylko urwanie głowy !
    Ale wiesz co -Twoje teksty czasem rozwalają mnie na łopatki ! Uwielbiam Twój styl . No po prostu uwielbiam . I przepraszam -ale naprawdę parę razy się uśmiechnèłam czytając ten post . Wiem , wiem - nie ma nic do śmiechu . No ale np ta zimna krew i kilka rundek po mieszkaniu w poszukiwaniu chuj wie czego ...:-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uch, kleszcza wspolczuje... Ja jestem tak zdolna jak Marcin i jak ostatnio usunelam mezowi, to wlasnie "kawalek" zostal... Ale ja z kolei slyszalam, ze to nic takiego, samo powinno z czasem odpasc. Narazie nie wiem, bo M. jeszcze nie odpadlo. ;) Ale tez nie widze, zeby dzialo sie z tym nic niepokojacego...
    Biedna Eliza... No tak, dzieciaki potrafia chyba kazdym tekstem wpedzic sie w poczucie winy... ;)
    A z kleszczami to tragedia... Ja u siebie juz nie wiem czego sie bardziej bac: niedzwiedzi czy boreliozy (kleszczowe zapalenie mozgu i inne choroby przenoszone przez te pajeczaki sa tu niezwykle rzadkie), ktora jest w moim Stanie bardzo powszechna, u mnie w pracy nie ma prawie osoby, ktora by jej chociaz raz w zyciu nie miala!

    OdpowiedzUsuń
  10. teraz sezon na te robale, byle jak najdalej od nich. A dzieci nam dorastają.. ja się czasem zastanawiam jak to będzie jak mi syn dziewczynę do domu przyprowadzi, albo jak znajdę jakieś świerszczyki pod łóżkiem no cóz;))

    OdpowiedzUsuń
  11. no gratuluję trzeźwego myślenia w sytuacji kryzysowej:) My odpukać jeszcze kleszcza nie mieliśmy a po różnych krzakach się łazi.....a córka Twa starsza zmieni zdanie jeszcze o zarazkach sama spokojnie;)

    OdpowiedzUsuń
  12. obchód mieszkania w poszukiwania lekarza (bądź nadziei:P) brzmiał bardzo znajomo :D

    Chwała, że są sąsiedzi!
    zwłaszcza wykwalifikowani :D

    ale nerwy musiały szaleć... ja mam ciągły strach by Mała nie złapała takiego bonusiku na spacerach, mieszkamy w takim miejscu że kleszcze to kolosalna zmora, do tego duży procent zaraża... a takiego bąka nie ma jak ustrzec :/

    trzymam kciuki, byście wieczór nadrobili jak najszybciej ;) i może upały zelżeją? ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedyś pytałaś, kiedy zacząć rozmowę z dzieckiem na temat seksu, miesiączki itd. Już powinnaś zacząć! Moja córka w wieku 11 lat dostała okres. Na szczęście nie spóźniłam się z pogaduchami na ten temat. Teraz ma 13 lat, i dobrze sobie z tym radzi. Czasem ma wybuchy nastroju, ale co poradzimy? ☺

    OdpowiedzUsuń
  14. O matko, na samą myśl o kleszczu i Marysi... brr... Jako notoryczny zawałowiec na pewno elegancko sobie z tym poradzę :) Dobrze, że masz Panią Elę :)
    Jeśli chodzi o rozmowę na "te" tematy, to zdaniem mojego męża my powinniśmy z Marysią rozmawiać o tym jak Mała skończy 40 lat ;) ...się zaczyna tatuśkowa zazdrość... :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Witaj, ja mieszkam w okolicy gdzie jest dużo kleszczy i też ostatnio i moje dziecko i sąsiadka się załapali. W jednymi drugim przypadku decyzja lekarza - antybiotyk nie czekając na rumień - to podobno teraz standard, a sąsiadka dodatkowo dostała skierowanie do szpitala zakaźnego - by w jakiś czas po antybiotyku zrobić test w związku z boreliozą. Może warto spytać lekarza. Pozdrawiam, Dorota

    OdpowiedzUsuń
  16. Kleszcza współczuję, paskudztwo.

    Jestem bardzo ciekawa odpowiedzi na ostatnie pytanie - koniecznie opisz co postanowiłaś, dopiszę to sobie do kącika dobrych rad ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Odpowiedź Eliza bezbłędna! :)

    A kleszcza współczuję, straszne jest to cholerstwo.. Ja nigdy jeszcze nie miałam, Junior też nie, ale mąż miał 2 razy i moja siostra też i nieźle się strachu najadła,, Oby nas te paskudztwa omijały!

    OdpowiedzUsuń
  18. Okronie boję się kleszcze i na szczęście jeszcze nie miałam z nimi jakiegokolwiek spotkania. Może powinnam dokładniej przeglądać ciała dzieci przed spaniem, bo przecież my codziennie jesteśmy w lesie. Wystraszyłaś mnie tym postem i przypomniałaś, że na owady trzeba uważać. Co dalej zrobiłaś? Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!