Mama2c

Mama2c

środa, 28 maja 2014

Dzień Mamy inny niż wszystkie...

... bo z chorobą w tle. I to od razu podwójną- żadna z Córek nie chciała być gorsza, jak mniemam.

Tak jak pisałam- w sobotę rano Eliza wstała z kaszlem. Tyle, że kaszel Elizy to nie jest jakiś tam zwykły kaszelek. To taki rodzaj kaszlu, którego nie słyszałam jeszcze u żadnego innego dziecka. Coś z pogranicza gruźlicy, krztuśca i kaszlu palacza z 30letnim stażem w jednym. Wreszcie- to taki kaszel, który o 1-szej w nocy budzi żywych i umarłych w obrębie 5km, ale co ciekawe- nie budzi samej kaszlącej- bo to już przerabialiśmy wiele razy.

I takim oto kaszelkiem, nasze starsze dziecko, powitało sobotni poranek. Jeszcze 3-4lata temu, pewnie od razu umarłabym na zawał, a już na pewno- sięgnęłabym po zakamuflowane w szafce antydepresanty, łkając, że: "Akurat przed komunią Dawida!". Tymczasem, jedyne co mnie trochę zaniepokoiło, to fakt odkrycia, że nie mamy już na stanie dipherganu- jedynego leku, który jako-tako potrafi powstrzymać napady Elizowego kaszlu. Bo wszystkie super- hiper skuteczne syropki na kaszel mokry, suchy, mokro-suchy już testowaliśmy- żaden nie działa. Mieliśmy też krótką przygodą ze sterydami wziewnymi, one także nie podołały.

"Ciężka noc przed nami"- pomyślałam, bo o ile, Eliza naprawdę się nie budzi, kiedy Jej kaszel rozbrzmiewa w całym bloku i na innych ulicach, o tyle ja i Księciunio, o śnie możemy zapomnieć.
Po takiej uroczej nocy, zazwyczaj ekspres chodzi u nas co godzinę, otwór gębowy otwiera się w wielkim ziewie z taką samą częstotliwością, a mama jest mocno zdekoncentrowana i czasami zdekonspirowana. Jak ostatnio- chociażby.

Po takiej ciężkiej nocy, poszłam z Dziewczynkami do łazienki nałożyć Lilce pastę do zębów. No i co w tym dziwnego, no co w tym dziwnego, że Mała co chwilę się wzdrygała przy szorowaniu?! A, że Ona bardzo lubi Jej jak dokładam pasty w trakcie mycia, no to chciałam dołożyć po raz kolejny, na co Eliza- z pianą pełną buzi, jak przy ataku wścieklizny, pyta mnie: "Mamo, ale co ty robisz?". No jak to co robię? Jeszcze cały wykład poczyniłam, na temat wcinania się w moje kompetencje i parę razy- retorycznie of kors, zapytałam, czy chce mnie uczyć nakładać dziecku pastę, odwołując się do zamierzchłej przeszłości, kiedy to i Jej nakładałam pastę nota bene tej samej firmy, bo ja nie tylko mężowi wierna jestem, i jak widać, zęby ma, zanim zorientowałam się CO JA DO CHOLERY ROBIĘ! No w sumie nic takiego- nakładałam Lilce cały czas naszą pastę do zębów, także możemy uznać, że pierwszą fluoryzację nasze młodsze dziecko już przeszło... I miała ona mocno miętowy posmak.

W każdym razie- w stanie kaszlącym Eliza powitała także poniedziałkowy poranek, zostając oczywiście tym samy w domu, o czym postanowiłam już w nocy, kiedy znowu, w ciemnym pokoju, zadawałam retoryczne pytanie: "No ile można TAK kaszleć?"

Za to Lila, wstała w Dniu Mamy w humorze jak zawsze doskonałym i utrzymała go do samej drzemki, kiedy to jakaś podejrzanie ciepła mi się wydała... Tyle, że u nas było wtedy ze 30stopni, a Ona nie zdradzała żadnych oznak, żeby cokolwiek miało być z Nią nie w porządku. No może dziwnie szybko usnęła, bo ostatnimi czasy- trochę nam na to zasypianie schodzi czasu. Niestety, po 3godzinnej drzemce nadal była ciepła. Sama już nie wiedziałam co myśleć, bo zachowywała się zupełnie normalnie. Przyjechał Marcin, On także- niezawodną metodą "ręka do czoła" uznał, że: "No jest jakaś ciepła, ale na pewno nie ma gorączki." Jednak coś nas tknęło i postanowiliśmy skonfrontować czujniki temperatury w naszych dłoniach, z tym co pokaże termometr. I po zmierzeniu temperatury, było krótkie OJP, czyli prawie 39stopni...

Panika- to chyba właściwe słowo, żeby określić to, co w tamtej chwili poczułam. W głowie milion pięćset myśli pt. "Co Jej jest?", analizowanie faktów- wymioty, kleszcz, gorączka- czy to ma wszystko jakiś związek?

I tak mi właśnie minął Dzień Mamy.
Bo poza wszystkimi pięknymi uczuciami, które każda z nas kojarzy z byciem mamą, jest jeszcze jedno, które towarzyszy nam od zarania dziejów, a konkretnie od ujrzenia dwóch kresek na teście: TROSKA.
Troska o ciążę, troska o nowe życie, troska o bezpieczne, szczęśliwe rozwiązanie, troska o to, żeby Maleństwo zdrowo rosło, zdrowo się rozwijało, żeby było lubiane w przedszkolu, żeby poradziło sobie w szkole, żeby wyrosło na mądrego, wrażliwego poukładanego człowieka, żeby było w życiu szczęśliwe itd., itd...

TROSKA- stan ducha nierozerwalnie związany z byciem mamą. Z byciem rodzicem. Troska... Jakże naturalna, ale i męcząca. Przynajmniej czasami. Bo przecież nie na wszystko mam wpływ. Nie chcę za Nie przeżyć życia, nie chcę chronić Ich przed każdym błędem, które na pewno popełnią- w końcu to na nich najlepiej człowiek się uczy. Jednocześnie, chciałabym zabrać od Nich te wszystkie choroby, niepotrzebne łzy... Sama, choć przez jeden dzień, chciałabym zapomnieć o wszystkich troskach i po prostu cieszyć się tym, że Je mam, że mam o kogo się troszczyć, że One są- jak najpiękniejszy dar od losu.

Co stoi za tym, że jedni ludzie martwią się bardziej niż inni? Cechy charakteru? Ich przeżycia? Doświadczenia?

Czasami mam wrażenie, nie- w zasadzie mam pewność, że martwię się za dużo i za bardzo. I nie jest mi z tym wcale dobrze. Ktoś mi kiedyś powiedział: "Ty to się chyba lubisz tak martwić."
Lubię?!
Lubić można coś, co jest fajne. Coś, co jet przyjemne. Lubić się martwić? Szkoda, że niektórzy rozumieją to co czuję, w taki właśnie sposób.
Nie, nie lubię się martwić.
Zazdroszczę mamom i generalnie wszystkim ludziom, którzy potrafią zachować w tym temacie zdrowy rozsądek. Mi czasami do tego daleko.

No ale dość już tych refleksji. Czas na zdjęcia :)

Po ciężkiej nocy- dla jednych kawa, dla innych koktajl z pierwszymi, w tym roku, truskawkami.
Jedno i drugie- mniam :)





Jak Dzień Mamy, to i kwiaty. Dużo kwiatów!







Najbardziej do Dnia Mamy przygotowana była oczywiście Elizka <3
Tyle laurek, kwiatów (żywych i z plasteliny) dawno nie dostałam! A dziś, o 16-tej czeka mnie uroczystość w szkole...


Moje dwie!





12 komentarzy:

  1. Ja też nie potrafię się nie martwić jak dziecko mi choruje- to chyba normalne.. Na szczęście rzadko się u nas (jak na razie) to zdarza :)

    Kwiatki piękne!

    A tych 3-godz. drzemek córci to ci zazdraszczam ;) Mój już wcale w dzień nie śpi..

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj też się potrafię zamartwiać :/ Czasem po nocach aż nie śpię!
    Piękne masz wnętrza :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz racje. Slowo "troska" powinno w slowniczku figurowac jako synonim "macierzynstwa".
    Zaskoczona jestem, ze Lila dzielnie wytrzymala "fluoryzacje". :) Moj syn pewnie rozdarlby sie na cale osiedle. Ostatnio i tak szczorkowania mamy "glosne", bo z racji zabkowania dziasla go bola, ale kurcze no, troche tych aktualnych 10 zabkow MUSZE mu poszorowac... :/
    Ale Ty masz sliczne te drewniane doniczki na kwiatki! I widze, ze lawenda pieknie rosnie! Moja tez wreszcie sie zazielenila, a juz myslalam, ze po niej, tak marnie wygladala po zimie. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. piękne kwiaty i niebieskie skrzynki do kwiatów..;) slicznie.
    A troska.. moglabym o tym ksiązke napisać, o młodego martwie się ciągle, przewiduję, odpowiedzialność na 300%,az mnie to czasami męczy... dużo zdrówka dla dziewczyn!

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja z innej beczki - piękne masz te doniczki na kwiaty balkonowe - cudownie rozświetlają otoczenie.

    OdpowiedzUsuń
  6. troska to moje drugie imię teraz ;) a swoją drogą masz cudne te niebieskie skrzynki na kwiaty :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bo my Mamy juz tak mamy!!
    Powoli luzuje ale kiedys..nie pytaj, noce nieprzespane, bol glowy i troska na twarzy.
    Mimo choroby i stresu milas mily Dzien Matki- super!! kwiaty i prezenty przyjme chetnie nawet bez okazji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My mamy tak mamy, a tatusiowie i tak wszystko racjonalnie wyjaśnią i zbagatelizują ^^"

      Usuń
  8. Dużo zdrówka dla Was dziewczynki :*
    Mamo, piękne donice i kwiaty, a z ostatniego zdjęcia wynika, że panienki rosną w zastraszającym tempie. Szok!
    Takie prezenty w postaci dwóch uzdolnionych córek są na wagę złota. Piękny motylek z plasteliny :D

    OdpowiedzUsuń
  9. ojej nie fajnie z chorobami. a jak z tym kleszczem co zlapala? czytalam wlasnie. fajnie ze sobie tak razem spedzilyscie dzien i kwiatki sliczne to najwazniejsze. ze razem nie ze kwiatki haha

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja jeszcze dnia mamy nie obchodziłam, bo Cali nie ogarnia o co chodzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam nadzieję, że już u Was lepiej i się nie mogę doczekać, kiedy od Zosi chociaż specjalnego buziaka na dzień Mamy dostanę :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!