Mama2c

Mama2c

piątek, 30 maja 2014

Miłość do jedzenia i jej skutki

W zasadzie miałam napisać o chorobie Lilki, ale...
Ale nie mam siły :)

Napiszę tylko w wielkim skrócie, że przy zapaleniu płuc, nie umordowaliśmy się tak, jak przy "zwykłym" przeziębieniu... Dodatkowo, Marcin dziś ewakuuje się nad morze- sędziować siatkówkę plażową, także trzymajcie kciuki, żeby odezwały się we mnie wszystkie możliwe instynkty macierzyńskie, bo jestem tak wykończona słuchaniem Lilkowego jęczenia, że niewiele mi trzeba, aby zabrać się razem z Nim...

To co? To może o jedzonku na poprawę humoru?

Lojalnie uprzedzam- przepisów nie będzie :)

W związku z Komunią Marcina chrześniaka, byłam zmuszona kupić sobie coś do ubrania.
Jak to w ogóle brzmi?! Zmuszona...
Dawno, dawno temu... No dobra- jakieś 10kg temu i wcale nie było to tak dawno (o zgrozo!) każda okazja, żeby kupić sobie coś nowego, była jak dar od losu :) Jak Dzień Dziecka i Gwiazdka, kiedy ma się 5lat. Niestety, tak już mam (bo przerabiałam to nie raz), że z każdym dodatkowym kilogramem, zakupy coraz mniej cieszą. Przynajmniej te "ciuchowe", bo spożywcze- kiedy trzeba sobie poprawić humor czymś słodkim, są nadal jak balsam dla duszy. I gwóźdź do trumny dla ciała, ale to przemilczmy.

Także owe, przed komunijne, zakupy odkładałam na jak najpóźniej. I wcale, naprawdę wcale nie liczyłam na to, że kiedy wstrzymam się do ostatniej chwili, to może mi z centymetr, czy dwa ubędzie w pasie, w udach, w dupie biodrach. No dobra, może raz albo dwa tak pomyślałam, popijając popołudniową kawę, zajadając do niej Orfeusza. To ostatnio moje ulubione ciasto... Zaraz po orzechowcu... I tym z kremem kawowym, zapomniałam nazwy...

W każdym razie- pierwsze podejście do zakupów zrobiliśmy w piątek. To w końcu jeszcze całe 2dni do Komunii, a że ta była na 12.30, to w ostateczności, mogłam jeszcze o 9-tej rano "latać" po szczecińskich galeriach. Bez obawy, że ktokolwiek weźmie mnie za galeriankę- ani nie ten wiek, ani nie ta waga :)

I może nawet całe to poszukiwanie jakiegoś sensownego na tą okazję ubrania, wcale nie byłoby godne posta, gdyby nie pewne okoliczności.

Trzeba Wam widzieć, że strój mój postanowiłam nabyć z grosze. Dlaczego?! Nie dlatego, że jestem oszczędna :) Na co, jak na co, ale na ubrania zawsze wydawałam najwięcej kasy. Powód jest prosty- no nie róbmy sobie jaj Dziewczyny, przecież ja niedługo schudnę! Po co w takim razie, na bluzkę w rozmiarze 40, L lepiej jednak pasuje, wydawać majątek? I co z tego, że za nami już 21poniedziałków nowego roku, a od każdego z nich miałam zacząć dietę? No co z tego! Przecież ja ją w końcu zacznę. Co prawda Ewa Chodakowska, niemal codziennie obiecywała mi na fejsie szczupłe nogi, płaski brzuch i jędrne pośladki na lato, ale jakoś nam nie wyszło. Zresztą- ja zawsze lubiłam inaczej niż inni, i ja sobie zrobię te szczupłe nogi, płaski brzuch i jędrne pośladki, ale na zimę!

Pojechaliśmy z Mężem do Pepco. Taniej to już chyba nigdzie nie będzie. Tak jak myślałam, w przymierzalni lądują rzeczy tylko w rozmiarze L. No niby to wiedziałam już w domu, ale jakoś na forum publicznym, wśród innych kupujących w rozmiarach S i małe M, czuję się jednak dotknięta i osamotniona. I na dodatek nie mam nic słodkiego w torebce :p Na domiar złego- nic mi się nie podoba. Marcin jak zawsze ratuje sytuację- najpierw pokazuje mi sukienkę w... panterkę, i kiedy odkrywam, że On myśli o niej na poważnie, to już dostaję istnej głupawki. No nie- drugi Paprocki i Brzozowski to z Niego nigdy nie będzie. Za to później, zabiera mnie na mrożoną kawę (uwielbiam) i tam, przeżywam już totalną frustrację. W wolnym tłumaczeniu zamówiliśmy mrożoną kawę z mango (to ja) i z miętowym posmakiem (to Marcin). Nigdy nie mogę zapamiętać tych wymyślnych nazw. Rozsiedliśmy się wygodnie w fotelach, i czekaliśmy. Po chwili, przychodzi do nas pani dziewczyna, która przyjmowała zamówienie (10 x 2- 10lat młodsza i z dobre 10kg chudsza ode mnie) i pyta, czy ta kawa z mango też ma być z bitą śmietaną. Orzesz ty!- myślę sobie. Przecież jestem prawie pewna, że w karcie była do niej bita śmietana, więc WTF?! Że co? Że niby mam jeszcze szansę obniżyć sobie kaloryczność i tak wystarczająco kalorycznej kawy?! O nie, nie, nie! Nie ze mną te numery :) Tonem udającym mega zdziwienie, że w ogóle mnie o to pyta, skoro ja się tam żadnymi kaloriami nie przejmuję, odpowiadam: "Tak, oczywiście." Dziewczyna się uśmiecha, tylko do dziś się zastanawiam, czy to z politowaniem, czy z satysfakcją, że zasiała we mnie ziarnko niepewności, czy aby na pewno ta bita śmietana, to dobry pomysł. Ja jednak swoje wiem- w końcu bita śmietana jest dla kawy mrożonej, tym samym, czym wisienka dla tortu, i tego się trzymajmy.




I pewnie bym o tej kawie zupełnie zapomniała, gdyby nie Dzień Mamy u Elizy w szkole. Całe przedstawienie zorganizowane przez Dzieciaki i p. Kasię było świetne. Dużo śmiechu, dużo wzruszeń- niezapomniane chwile!




No a co do śmiechu, to w moim przypadku to chyba powinien być to śmiech przez łzy :)
Jednym z punktów programu było odczytywanie przez p. Kasię opisu mam, a my- mamy, musiałyśmy w nim odnaleźć siebie. Opis taki zawierał informację o cechach zewnętrznych, o tym co mama lubi robić, a czego nie, i o tym jaka jest w stosunku do (swojego) dziecka. Dzieci miały wypisanych na tablicy po 10przymiotników i czasowników, z których mogły wybierać. Ja tam po fakcie uważam, że jednak wybór był mocno ograniczony, i mimo, że odnalazłam swój opis bezbłędnie, to jednak zabrakło mi takich możliwości wyboru jak: "lubi blogować", "lubi siedzieć przed laptopem", "lubi gotować", "lubi piec ciasta". Kto natomiast wpadł na pomysł, żeby dać dzieciakom do wyboru czynność: "LUBI JEŚĆ"?! No kto?!

No dobra- uśmiałam się jak nie wiem- nie powiem :) Pocieszające jest to, że byłam na szczęście jedną z dwóch mam, które najbardziej lubią jeść :) I podobno lubię też sprzątać i odpoczywać :)

A tu- dowód rzeczowy :)



Żeby nie rzucić na moją Córcię cienia podejrzeń o konfabulację, kiedy po części artystycznej przyszła pora na poczęstunek- zgodnie z tym co najbardziej lubię robić, zjadłam przepyszne ciasta, ciasteczka, rogaliki i popiłam dużą kawą :)

A teraz siedzę przed laptopem, Lila śpi (o ile nieustannie wstawanie z powodu zatkanego nosa można nazwać spaniem) a ja myślę, kiedy Mała na tyle stanie na nogi, żebym mogła Wam pokazać moje ostatnie odkrycie.

Wiecie co? Nie, nie będę czekać :) I już dziś odsyłam Was pod TEN ADRES! A tam- najpiękniejsze tiulowe pompony (wiem co mówię, bo mam w domu już 4, a czekam na kolejne), tiulowe spódniczki (dwie w drodze do nas) w takich kolorach i takich zestawieniach kolorystycznych, że nawet ja, patrzę na nie, oczami zaczarowanej małej dziewczynki, różdżki, długopisy i ołówki według Waszego pomysłu. My mamy tęczowe długopisy- nie muszę chyba pisać, że nie tylko wywołały wielkie WOW ze strony Elizy, ale zrobiły furorę wśród Jej szkolnych koleżanek?







Spieszcie się, bo do 1czerwca, czyli do Dnia Dziecka, do każdego zamówienia- różdżka, ołówek, bądź długopis- w prezencie. A my prezenty uwielbiamy i chętnie skorzystałyśmy, dlatego czekamy nie tylko na urocze spódniczki tutu, ale i na długopis według pomysłu Elizy :)
Do tego, dodam tylko, że Pani Kasia, jest super kontaktową i bardzo miłą osobą, i robienie u Niej zakupów to sama przyjemność! Wiadomości wymieniałyśmy i w okolicach godziny 23-ciej, także było wesoło, a już na pewno nie sztywno, i nie na dystans!

Mam już kilka pomysłów, jak cudeńka Pani Kasi, mogłyby mi pomóc w uświetnieniu Elizy Komunii, ale sama muszę siebie stopować- Marta, zdążysz! Zdążysz to wszystko jeszcze zamówić- masz prawie rok :)
Żałuję tylko, że nie wiedziałam o Lililove przed chrzcinami Lilki, ale to kolejny powód na TAK dla trzeciego dziecka :)

No co? Skoro inni piszą, że przez Bartka są w ciąży, to ja nie mogę być w kolejnej ciąży przez Lililove?! :)

Ps. Jeśli zastanawiacie się, co przeczytać w weekend- nie możecie przeoczyć dwóch ostatnich postów (nie)Typowej Matki Polki. Zresztą, u Niej każdy nowy post, to lektura obowiązkowa, także bądźcie czujne :)

Ps.2 Nie mogę Was dłużej trzymać w niepewności, przecież pewnie umieracie z ciekawości :) Bluzkę na chrzciny Dawida kupiłam dopiero w sobotę, za zawrotną cenę 49zł, w rozmiarze... M, znaczy się- 38 :) Razem z mężem orzekliśmy, że to zakup bardzo przyszłościowy, bo podobną miałam w ciąży z Lilą :) Także, jeśli mole jej wcześniej nie dopadną, ma szansę posłużyć mi przez długie lata...


27 komentarzy:

  1. Ja zamykam fabrykę :))) Żadne Bartki, ani Lililove, mimo, że przeurocze, mnie nie skuszą na kolejne dziecko :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Dziewczyny! Bo Wy to źle rozegrałyście :) Mając dzieci rok po roku, nie wyszłyście jeszcze na dobre z pieluch, nocnych pobudek, papek, ząbkowań itd :) Gwarantuję Wam, że kiedy zrobi się dłuższą przerwę od tych "atrakcji", to człowiek zaczyna za tym tęsknić :)

      Usuń
  2. Kazda kobieta, mala czy duza, kocha pompony! ;)

    Masz racje, co to za mrozona kawa bez bitej smietany??? To jak ksiazka, ktorej brakuje ostatnich 100 kartek!!!

    Ja tez lubie sobie dobrze pojesc. Ratuje mnie tylko niechec do gotowania. Niestety do pieczenia nie czuje az takiej antypatii i wlasnie rozmyslam jakie ciasto moge upiec jako zamiennik tortu urodzinowego na przyjecie dla Bi. :)

    Za mna tak ostatnio chodzily mysli o 3 dziecku. Nie wiem co to bylo, hormony zapewne. Ale po glebszym przemysleniu doszlam do wniosku, ze tak naprawde to tesknie za byciem w ciazy. Lubilam to uczucie, ze nosze w sobie nowe zycie, lubilam patrzec na powiekszajacy sie brzuszek, widziec rozpychajace sie dziecko... I wiesz co? Strasznie sie ciesze, ze zaczelam pisac bloga. Weszlam sobie ostatnio na wpisy z pierwszych 2 miesiecy z Nikiem i jakbym dostala kublem zimnej wody! ;) Blog to najlepsza antykoncepcja. Powtarzam za Strzyga - fabryka zamknieta! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się w tych pomponach po prostu zakochałam!

      Jak Ty to Agatka pięknie ujęłaś, o tej bitej śmietanie, książce... Czuję dokładnie to samo!

      A wiesz, że ja bardzo długo bałam się piec ciasta? Nie w sensie, że bałam się piekarnika, ale wydawało mi się, że nie potrafię? :) I to był właśnie czas, kiedy nie miałam z utrzymaniem linii, żadnych problemów. Ciekawego dlaczego :)

      Kurczę, jakbym czytała o sobie- może akurat nie mam ostatnio fazy na trzecie, ale też kocham być w ciąży, to taki piękny stan. I mogłabym mieć nawet jeszcze z trójkę dzieci, gdyby te pierwsze dwa lata nie były takim wyjęciem z życia, dezorganizacją wszystkiego... Bo z doświadczenia pamiętam, że kiedy dziecko ma te 3, a już 4 to w ogóle, lata- jest naprawdę super :)

      Usuń
  3. Kochana! Te Twoje opowieści są fantastyczne! Ja ciuchowe zakupy odpuściłam jakiś czas temu... A do dużych rozmiarów jestem przyzwyczajona przez bycze cycki :P Chyba dlatego lubię być w ciąży - wtedy jestem bardziej proporcjonalna :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bycze cycki- fajne określenie :)
      Ja też lubię być w ciąży :) Człowiek skupia się na brzuchu, jaki ładny, jak rośnie, nie myśli o dupie, o tej oponce, która zostanie po brzuszku :)

      Usuń
    2. Kurcze, ja po porodzie, wyglądałam lepiej niż teraz :) Zobaczymy jak będzie kolejnym razem :)

      Usuń
  4. Pompony super!

    A z tym pomysłem na 3 dziecko to cię podziwiam, ja na drugie nie umiem się zdecydować ;) Miłego weekendu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trzecie to jest baaaaaaardzo odległa perspektywa :) Jak już zapomnę, jak to jest z maluchem :)

      Usuń
  5. heh dzieci są szczere;)))

    ale wiesz co ja też kocham jeść a kupić cokolwiek na siebie mam problem. wszystko za duże

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też kocham jeść :) A problem też mam, tylko zgoła odmienny- wszystko jest na mnie za małe :)

      Usuń
  6. Eh cudności gdyby tylko dane byłomi mieć córę...Ja też uwielbiam jeść dzisiaj pochłonęłam 10 kasztanków,dwa kawałki ciasta z orzechami, 4 kawałki sernika, a żeby było zdrowiej to 2 banany i pomarańczę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, doczekasz się Córci, doczekasz. A jak nie- może się wymienimy? :)

      Usuń
  7. hahahaha dobrze tak po dniowce sie posmiac!!
    U nas zawiazane na supelek dzieci juz nie bedzie..moze kiedys wnuki ;)
    a jesli chodzi o wage, wlasnie mam dola bo kurcze rosnie i rosnie i chcialabym aby zmalala ale cudownie od samosci sie nie da... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak czekam 19miesięcy (dokładnie!) aż sama zacznie spadać. Myślę, że dam jej jeszcze trochę czasu :)

      Usuń
  8. Kawa mrożona...MNIAMMM!Jak ja Cię rozumiem...I też mam ten nieszczęsny rozmiar L ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życie jest tak zajebiście niesprawiedliwe... :)

      Usuń
  9. Rozmiar 38? Kuźwa, jak mogłaś to napisać?! Nie chcę jedyna czuć, że zamiast serduszkiem Chodakowskiej, mogłabym być jej serdelkiem....(dzięki za rekomendację;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, przecież napisałam, że to bluzka ala ciążową, a wiesz- krój tu dużo mówi :) Poza tym, "zapomniałam" napisać, że to było bardzo duże M. Może nawet łamane na L? Nie pamiętam :)

      Serdelkiem?
      Serdelkiem to ja bym chciała być :)
      Jestem pewna, że gdybym wysłała Ewie swoje zdjęcie w bikini, to bym zawisła na Jej lodówce a odbitki by powiesiła na szafce ze słodyczami, jako najlepszy odstraszacz :)

      Usuń
  10. Dziewczyny co Wy narzekacie - chyba z kokieterii .
    Ja mam 46 lat , dorosłych synów , mam 170 cm ,waże 65 kg noszę rozmiar 40 i jestem LASKA :)))
    Lusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lusia- przede wszystkim- dzięki za odwiedziny. Jasne, że jesteś laska! Ja jestem 12cm niższym od Ciebie kurdupelkiem, z tą samą wagą :) Także, rozumiesz- cienia kokieterii tu nie ma. Niestety!

      Usuń
  11. E tam, Martuś, L to wcale nie tak źle! L wciąż może (i często jest!) bardzo sexy ;) A takich lasek jak ta z kawiarni to po prostu nienawidzę! Co to za pytanie, no proszę! Elizka pięknie Cię opisała w przedszkolu. "Lubi jeść" wskazuje na to, że jesteś radosną, pełną życia osobą, a nie suchym wiórem ;) Swoją drogą, to całe to zadanie było trochę ryzykownym posunięciem ze strony pań wychowawczyń... Odpowiedzi mogły być o wiele bardziej zaskakujące ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Kasia! O ile bardzo podoba mi się określenie "wciąż może być sexy", o tyle "wcale nie tak źle"- już nie :) Bo "nie tak źle", to jednak nie "jest ok" :)

      Jasne, że jestem radosną i pełną życia osobą- zwłaszcza kiedy jem :) Bo generalnie to depresje, nerwice, frustracje też mi są szalenie bliskie.

      Pani Kasia zamknęła pomysłowość i inwencję twórczą dzieci w tych 10przymiotnikach i czasownikach. I może masz rację- może to dobrze? Bo gdyby tak Eliza popuściła wodze fantazji, to nagle okazałoby się, że "lubi jeść" to naprawdę komplement :)

      Usuń
  12. A wiesz ja laską byłam raz w życiu, przez okres kilku miesięcy kiedy urodziłam Zuzola, karmiłam piersią i kurna nic jeśc nie mogłam :P
    Boże toc ja byłam wtedy fit niczym Chodakowska. Noo, ale potem jakoś się odmieniło i mi przybyło jak na zośc.
    Bo i +7kg, i cellulit i jasna dupa rozstępy i M coraz częściej zastępuję L.
    I zakupów NIENAWIDZĘ!!!
    Ale, ale cwiczę, cwiczę i staram się coś z sobą robic :)
    Tak więc byle do przodu :)
    Babką od śmietany się nie przejmuj :)
    Trzeba było zamówc dodatkowa porcję i na wynos :D a co :D
    Fajnie tu u Ciebie, zostaję na dłużej :)
    Ściskam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kochana, ja właśnie kiedy zaczęłam karmić Lilę, odkryłam, że mogę jeść więcej niż do tej pory :) Dlatego, jestem żywym dowodem na to, że karmienie piersią nie odchudza :) Nie wtedy, kiedy pochłania się z 5tysięcy kalorii dziennie :)
      Ja też będę wpadać, tfu! To znaczy będę Was odwiedzać.
      Pozdrawiam

      Usuń
  13. Podoba mi się Twój dystans do siebie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ula, w obecnej sytuacji nic innego mi nie pozostało! :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!