Mama2c

Mama2c

czwartek, 22 maja 2014

W taki upał uciekam pod palmy

Dokładnie tak!
Tylko nie wyobrażajcie sobie przypadkiem jakiś karaibskich plaży :)
Okazuje się, że "pod palmy" można uciec nawet u nas. O, choćby w takiej Zielonej Górze :)
Jeśli jeszcze Was nie zanudziłam postami tego typu, to dziś zapraszam do Palmiarni i  Parku Winnego w Zielonej Górze!

W zasadzie mój pierwszy raz z zielonogórską ziemią, miał właśnie w owej Palmiarni. Zostaliśmy tam zaproszeni po meczu, który sędziował mój świeżo upieczony Mąż, a ja- już mężatka, ale jeszcze nie mama, zasiadałam regularnie na trybunach. Jak ja lubiłam te nasze wyjazdy w Polskę... Rozmowy, bez ciągłego: "Mamo, chce mi się siku.", "Mamo, gorąco mi.", "Mamo niedobrze mi."... O klasycznym: "Daleko jeszcze?", to nawet nie wspominam...

Pamiętam tamten wieczór, jakby to było wczoraj- byliśmy głodni, niektórzy znudzeni (to ja :)), wszyscy generalnie zmęczeni... Jednak kiedy tam weszliśmy, nastało tak wielkie "WOW", że wszystkie, powodującej jakiś dyskomfort stany, poszły w zapomnienie. Kiedy otworzyliśmy karty i zobaczyliśmy w menu dania ze strusia- było kolejne "wow" :) Tyle, że dania te, tanie nie były, a że zapraszał nas Pan z klubu, któremu Marcin sędziował mecz- nie chcieliśmy "naciągać" Go na takie koszta. Zjeść strusia obiecaliśmy sobie następnym razem. Tylko kto mógł przypuszczać, że do następnego razu minie tyle czasu... Niestety z tamtego wyjazdu zdjęć nie posiadam. Tak, były kiedyś takie czasy, że potrafiłam ruszyć się z domu bez aparatu :)
Mam natomiast zdjęcia z naszego ostatniego razu w Palmiarni i- co tu dużo mówić- chętnie Wam je pokażę, bo między innymi z tym zamiarem je robiłam :)

Oto ja- w akcji :)








Podczas naszego niedawnego pobytu w Zielonej, mieliśmy zamiar uczcić obiadem moje urodziny właśnie w Palmiarni. Niestety, w piątek 16maja, kiedy zawitaliśmy pod lokalem, okazało się, że jest zarezerwowany.  Odbywała się w nim jakaś zamknięta impreza służb mundurowych... Także, obeszliśmy się smakiem i szczerze mówiąc- straciliśmy nadzieję, że uda nam się jeszcze skorzystać z okazji i odwiedzić to miejsce, podczas tego pobytu. Jedyny plus, że zrobiłam sobie na spokojnie zdjęcia z zewnątrz. Oto one:









Tak się składa, że jak mój Mąż coś już sobie umyśli, to nie ma zmiłuj. W tym przypadku, miał zamiar zjeść obiad z okazji moich urodzin w Palmiarni i... go zjedliśmy. Pewnie, gdyby rezerwacja lokalu obowiązywała jeszcze w sobotę, to przedłużylibyśmy nasz pobyt o dzień kolejny :)

Czy warto pójść do Palmiarni? Myślę, że jak najbardziej tak. Jest to takie miejsce, które śmiało można nazwać wizytówką Zielonej Góry, czymś co się z nią niewątpliwie kojarzy. Nad daniami rozwodzić się nie będę, bo jedliśmy w takim pośpiechu, przy akompaniamencie gorzkich żali w wykonaniu Lilki, że całe szczęście- nikt się nie zadławił. Źle oszacowaliśmy godzinę, kiedy Mała może być już zmęczona, no i niestety- z atmosfery, nastroju i celebracji chwili wyszedł jeden wielki klops :) Nic to, Drogi Mężu, dzieci szybko rosną :)

Ja, w Palmiarni dostałam jeszcze jeden prezent od Męża- zaofiarował się, że On zajmie się Małą, a ja miałam czas, żeby pochodzić z Elizą- a uwierzcie mi- jest tam gdzie pójść. No i na spokojnie mogłam porobić zdjęcia :)













 Mojemu Mężowi najbardziej spodobały się te oto kwiaty... Czy powinnam się martwić?!




A to my, w oczekiwaniu na nasze zamówienie. Lila i Jej nietęga mina, do której z czasem doszło werbalne wyrażanie niezadowolenia. No i tradycyjnie- niczego nie chciała spróbować, ale kto by miał do tego głowę, kiedy zajęty jest wyciem :)














22 komentarze:

  1. Park winny.. Park winny... Park... Winny... Winny! Zabieram męża i jedziemy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dajcie znać, to my chętnie dołączymy!

      Usuń
  2. Bardzo ładne miejsce. Miąsko ze strusia polecam - smakuje jak dobra wołowina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wołowinę uwielbiam, także teraz trzeba zapolować na strusia :)

      Usuń
  3. Ależ masz piękny posąg, w ogóle do siebie niepodobna :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Piekne miejsce, a te palmy...eh chyba jedynie zobacze je w Palmiarni :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Urocze miejsce i piękne rośliny! Jeszcze nie byłam w Zielonej Górze - czas dopisać do listy wycieczkowej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. I ja tam bylam, miod i wino...tfu obiad jadlam :)
    Polecam palmiarnie w Gliwicach- na kolejny spontaniczny wypad!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie tam, prawda?
      O, dzięki za info- na pewno będziemy mieli Gliwice na uwadze.

      Usuń
  7. Piękne miejsce. Chciałabym odpoczywać pod taką palmą, oj chciałabym

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miejsce super. Ja wolałabym odpoczynek w górach, palmy- dla mnie super w Palmiarniach :)

      Usuń
  8. Urocze miejsce. A dzieci niestety rosną stanowczo za szybko :) Z chęcią bym się cofnęła do czasów przedprzedszkolnych moich dzieci ;) Takie były wtedy słodkie i ufne. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słodkie i ufne? Och, zazdroszczę dzieci :) Nie no- moje też bywały... Nawet teraz Eliza czasem bywa. Za rzadko, zdecydowanie za rzadko jednak!

      Usuń
  9. Kochana, to ja Was zapraszam teraz do Palmiarni w Lubiechowie - przy wjeździe do Wałbrzycha :) Obiadku tam nie zjemy, ale jest większy teren do spacerowania i desery w kawiarni :)
    A ta zielonogórska, faktycznie pochwalić się może pyszną kuchnią, chociaż strusia już nie dają. Niejedną imprezę tam odbyliśmy i zawsze byliśmy zadowoleni.
    A posiedzieliście na romantycznej różowej ławeczce? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, super- widzę, że trochę tych Palmiarni w Polsce jest, a ja jestem bardzo chętna odwiedzać takie miejsca!
      Tak, miałam właśnie napisać, że struś się chyba nie przyjął.
      A gdzie jest ta ławeczka? Bo niestety nie widziałam takowej.

      Usuń
  10. palmy robią wrażenie:) No i urocze córki wraz z mamą :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Ależ to fajnie, że jest gdzie u Was taki dzień spędzić. Dla mnie ciężarnej 37tygodnia chyba najlepszym miejscem jest wanna. Jej! Jakbym mogła to bym z niej niewychodziła... ale czeka mnie ciężki weekend. Po cichu modlę się, że Maleństwo przyjdzie na świat jednak troszeczkę wczęśniej - Jestem MIĘCZAKIEM!

    OdpowiedzUsuń
  12. Zielona Góra to już prawie moja parafia... I pamiętam też Palmiarnię, piękne miejsce. Wieki już tam nie byłam. Twój post przypomniał mi wiele sytuacji sprzed lat, właśnie przez Palmiarnię:) Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!