Mama2c

Mama2c

niedziela, 18 maja 2014

Z Sandomierza do Zielonej Góry

Myślę, że pomysł na wyjazd, zrodził się w głowie mojego Męża, w dniu Jego urodzin, kiedy to po raz kolejny przekonał się, jaką ma fantastyczną żonę :) W każdym razie, kiedy udało mi się znowu zrobić Mu urodziny-niespodziankę, zaczął spiskować z moją Mamą o wyjeździe na moje urodziny.
Nie, nie- Mamusia Go nie zdradziła :) Zapomnieli Oboje, że w przeciwieństwie do wzroku- słuch mam świetny. Także, kiedy ze strzępek rozmów, wydedukowałam, co się święci, musiałam działać. Bo ze mną to jest tak, że sama bardzo lubię robić komuś niespodzianki, zaskakiwać czymś. Sama natomiast zaskakiwana być nie lubię, zwłaszcza w takich sprawach jak wyjazd z dziećmi :) Ja po prostu muszę się z tym przespać, muszę to przetrawić, rozkminić na miliard jeden sposobów...

Mąż przyparty na do muru, nawet długo się nie wzbraniał, przed wypaplaniem wszystkiego jak na spowiedzi. I po raz kolejny totalnie mnie zaskoczył. Czy ja już pisałam, że mój Mąż ma fantazję? Jeśli pisałam, to teraz dodam tylko, że niejeden Ułan, mógłby u mojego Księciunia lekcje fantazji pobierać!

Jakiś czas przed tym, zanim mój Mąż wpadł na pomysł wyjazdu, rozmawialiśmy wstępnie o naszych wakacyjnych planach. Na ten temat na pewno powstanie osobny post, także szczegóły teraz pominę. W każdym razie stanęło na tym, że ZNOWU odpuszczamy Zakopane, bo za daleko.
Oczywiście- za daleko dla Lilki, bo ja, żeby być w naszych ukochanych Tatrach, mogłabym się nawet tłuc rozklekotanym autokarem calutką dobę.

No i teraz, Drogie Panie, zgadnijcie, gdzie Małżonek mój, planował nas zabrać, na moje urodziny?!
Ha! A nie! Nie do Zakopanego :) To by było za proste przecież.

Teraz jest taka modnie określenie, widziałam, je już na kilku blogach- no to co będę gorsza- piertyliard. I tak oto, kiedy mój Mężuś piertyliard razy usłyszał ode mnie, że chciałabym zobaczyć Sandomierz, wpadł na pomysł, że właśnie tam uczcimy moje 33-cie urodziny! I uwierzcie mi- będzie Mu to zapamiętane, a jakże, ale na Boga?! Sandomierz? Tak, byłam kiepska z geografii, ale nie na tyle, żeby nie mieć pojęcia, że Sandomierz to kawał drogi od nas. Odległość porównywalna jak do Zakopanego. No i powiedzcie mi- czy nie trzeba mieć fantazji, żeby po tym, jak żona rezygnuje z dwutygodniowego pobytu w Zakopcu, kiedy dziecko młodsze, miałoby czas zregenerować siły przed czekającym nas powrotem do domu, wpaść na pomysł 3dniowego wypadu do Sandomierza? :) Trafił mi się Mąż- wariat, nie ma co :)

I tak, po raz kolejny obeszłam się smakiem, jeśli chodzi o zwiedzanie Sandomierza, chociaż obejrzałam już tyle odcinków "Ojca Mateusza", że kiedy już tam w końcu przyjadę, to po mieście będę poruszać się z zamkniętymi oczami.

Czy żałuję? Absolutnie nie! Jak znam mojego Męża, to my w końcu do tego Sandomierza i tak pojedziemy, a w Zielonej było super. To był mój drugi raz, chociaż pierwszy, właściwie się nie liczy, bo odbył się pod osłoną nocy. No dobrze- późnego wieczoru i ograniczył jedynie do kolacji w Palmiarni, ale o tym miejscu, to chyba sklecę osobny post.

Pogoda, w porównaniu do wiadomości z Polski, nawet nam dopisała. Żal mi tylko mojej Mamy, która od piątku jest w Zakopanym, i właściwie spaceruje tylko po Krupówkach, Krzeptówkach i innych miejscach, które nie zostały zamknięte.
Lila w podróży spisała się na medal. Całą drogę powrotną przespała i chwała Jej za to :) W drodze do Zielonej Góry, miała małe problemy z zaśnięciem, bo uparcie domagała się cyca, ale jakoś udało mi się Ją przekonać, że to nie najlepszy pomysł. Szczerze? Padła chyba wyczerpana zawodzeniem: "Mama am" :) No ale jak już padła usnęła, to też przespała większą część drogi. Na miejscu za to czuła się doskonale, czasami chyba, aż za dobrze, bo oboje musieliśmy Ją pilnować, żeby w przypływie niczym nieskrępowanej radości nie zdemolowała mieszkania, które wynajmowaliśmy. Niestety, w przeciwieństwie do Elizy, to nie jest jeszcze ten etap, kiedy można pójść do każdej restauracji i zamówić obiad dla wszystkich. Lila, poza pitą ze Sphinxa, nigdzie nic nie zjadła- nie chciała nawet próbować. Na szczęście cyc był wszędzie z nami... chociaż przyznam, że wolałabym, żeby Lila, tak jak Eliza, zajadała się choćby rosołem. Bo nasza starsza Córcia, postawiła chyba sobie za cel, sprawdzić, gdzie podają najlepszy rosół w całej Zielonej Górze :)

Sporo pochodziliśmy, odwiedziliśmy wszystkie polecane nam miejsca (ale o tym kiedy indziej) i z poczuciem niedosytu, wróciliśmy do domu. I przyznam, że już nabrałam ochoty na kolejny wyjazd...

A na deser "kilka" zdjęć z naszego wyjazdu:













14 komentarzy:

  1. Fajne pomysły ma Twój małżonek :) A jeśli uda Wam się wybrać w końcu do Sandomierza, to polecam zwiedzenie podziemi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No fajnie, cudnie, piękne zdjęcia!
    Ale dalej mi nie powiedziałyście...
    to gdzie w końcu ten rosół najlepszy? :PP

    OdpowiedzUsuń
  3. Super! A Sandomierz też daleko :) Więc może i lepiej, że bliżej :D a obok Sandomierza - całe góry Świętokrzyskie, Zalew Chańcza (tak, przez ch), i super zamek Krzyż Topór

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesteście do kwadratu fajni a nawet do sześcianu :D
    Sandomierz, to jest takie miejsce, że jak oglądam w tv księdza Matusza, to mówię mężowi, że to straszne miejsce bo chyba już pół miasta wymordowali ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne zdjęcia...o jak ja bym się wybrała na taką wycieczkę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Super rodzinny wypad, no i "niespodzianka" urodzinowa :))
    Sandomierz warty odwiedzenia, nawet bez Ojca mateusza ;) , bylismy z Menzonem bez dzieci i bylo bbbbb. romantycznie a i Zielona tez juz zaliczylismy wiec wiem, ze warto.
    Jak widac pogoda dopisala i humory tez- to jest najwazniejsze!!

    OdpowiedzUsuń
  7. uwielbiam takie spontaniczne wypady! widać, że świetnie się bawiliście :) z wypadami jest już tak, że apetyt na nie rośnie w miarę jedzenia więc pewnie i Sandomierz i Zakopane uda Wam się zaliczyć - tego Wam życzę, bo nic nie działa na człowieka tak dobrze jak zmiana otoczenia od czasu do czasu

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetna wycieczka! Zazdroszczę takiej organizacji i to jeszcze przy dwójce dzieci! Ja przy jednym zawsze mam wrażenie, że czegoś superextraważnego zapomniałam!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. bardzo fajny pomysł! dużo bym dała, żeby mój mąż czasem taką niespodziankę mi zrobił ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zupełnie inaczej wygląda ZG widziana okiem Waszego aparatu ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. I do not create many comments, however after looking at through a few of
    the responses on this page "Z Sandomierza do Zielonej G�ry".

    I do have a couple of questions for you if you tend not to mind.

    Is it only me or does it give the impression like some of the comments look like they
    are coming from brain dead folks? :-P And, if you are writing at other online sites, I'd like to keep up with anything fresh you have to post.
    Would you make a list of the complete urls
    of your shared sites like your linkedin profile, Facebook page or twitter feed?


    Feel free to surf to my blog; work from home rochester

    OdpowiedzUsuń
  12. My relatives all the time say that I am wasting my
    time here at net, however I know I am getting know-how all the time by reading thes fastidious posts.



    Here is my web site apartment near ucla homes for rent naperville il

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!