Mama2c

Mama2c

wtorek, 3 czerwca 2014

19miesięcy Lilki plus zaległe zdjęcia

Tak, tak- 1czerwca "stuknęło" naszej pannie 19miesięcy...
Co tu dużo mówić- jeszcze trochę i będziemy się szykować do drugich urodzin.
I pomyśleć, że jeszcze rok temu było tak:





Nie, nie- tym razem nie będę ubolewać nad tym, jak ten czas szybko leci. Tym razem- będę go jeszcze popędzać, a najchętniej dałabym mu kopa na rozruch :) Agata, w jednym z komentarzy, wspominała, że traktuje swój blog, jako najlepszą metodę antykoncepcji- i ja wezmę z Niej przykład. Najwyższa pora na cykl postów: "Ku pamięci...", a to będzie pierwszy z nich. Ale o tym "co, jak i dlaczego"- za chwilę, teraz parę słów o minionym miesiącu.

Spektakularnych zmian typu pisanie, czytanie, liczenie nie odnotowaliśmy. Chociaż nie- przepraszam! Liczymy- a i owszem- do dwóch! Kiedyś Kasia pisała u siebie, że Jej Ancymonek nauczył się liczyć do dwóch, także jak na mamę, która nigdy nie porównuje dzieci, przystało- biegiem poleciałam do Lilki z dwoma bananami, żeby sprawdzić, jak to z tym liczeniem jest u nas. I wiecie co? Miałam wrażenie, że Lilka już od dawna kuma, że dwa to dwa :) Mało tego- umie to nawet powiedzieć. Tyle, że "dwa", to u Niej "dwie", a jeden to "jedijen" :)

Miała co prawda krótki etap, że na coś, czego był sztuk jeden, mówiła: "dwie", ale że matematyka na tym etapie nie stanowi dla mnie jeszcze problemu- wytłumaczyłam dziecku o co chodzi z "jedijen" i z "dwie", i teraz już się nie myli :) I mam powody sądzić, że z matematyką, to się wda raczej w Tatę (Oby, oby!), bo aktualnie najlepsza zabawa to- wynajdowanie dwóch takich samych rzeczy i wydawanie z siebie radosnego okrzyku: "dwie". A już odkrycie, że nogi są dwie, i ręce są dwie- to ekstaza na miarę dziecięcego Nobla. No i cyce też są "dwie" :)

Jedijen brum


Dwie brum



W zasadzie poza kleszczem, chorobą i Komunią Dawida, nic ciekawego się w tym miesiącu nie działo.

W temacie kleszcza, wytyczne naszego lekarza są takie, że wyciągamy i obserwujemy. Antybiotyku absolutnie zapobiegawczo nie podajemy. Podobno był czas, kiedy stosowano taką praktykę, ale to się nie sprawdziło. Nie dopytywałam dlaczego, bo sama też jestem zdania, że w razie czego- będzie czas, żeby ten antybiotyk podać. Zwłaszcza, że lekarz uspokoił nas, że nie ma najmniejszych szans, żeby przegapić rumień, który pojawiłby się przy zarażeniu boleriozą. Staram się oczywiście nie myśleć o tym kleszczu- i liczę, że będzie tak jak z Elizą- czyli, że skończy się na strachu.

Co się zaś tyczy choroby...
Oj przeczołgało nas to przeziębienie, przeczołgało...
Szczerze powiedziawszy, to wszystkie objawy wskazywały na trzydniówkę i nawet przez chwilę cieszyłam się, że będziemy mieć ją już za sobą. Tyle, że to jednak nie była trzydniówka, a zwykłe przeziębienie. I  tutaj po raz kolejny zaznaczają się różnice między moimi Dziewczynami, bo Eliza nigdy nie przechodziła przeziębień w ten sposób. Lila, przez calutkie trzy doby miała bardzo wysoką, trudną do zbicia gorączkę. Non stop jęczała, w nocy popłakiwała przez sen, a my nic nie mogliśmy zrobić, bo niestety- komunikacja werbalna między nami a Lilą, nadal w powijakach. Także tuliliśmy, nosiliśmy na rękach, pilnowaliśmy żeby piła (z tym akurat nie było żadnych problemów), praliśmy (rzyganko było przy każdym skoku temperatury) i czekaliśmy, aż w końcu Jej przejdzie. O jedzeniu w ogóle nie było mowy, wręcz sam widok talerza z zupą kończył się gigantyczną histerią. Za to cycuś był eksploatowany dzień i noc. I szczerze powiedziawszy- czułam się jakbym znowu miała noworodka w domu- pierś na żądanie- całą dobę.

Na Komunii Dawida, jak i podczas wizyty lekarza u nas w domu, przekonałam się, że z Lilki to tylko taka przebojowa gwiazda, kiedy jest w domu, najlepiej tylko z nami. Za pierwszym razem powitała lekarza takim rykiem, że jeszcze nigdy- ani podczas Jego wizyt, ani podczas szczepień w przychodni, nie widziałam Jej w takim stanie. Wątpiłam nawet, czy On jest w stanie prawidłowo Ją osłuchać w takich warunkach. Płakała, na przemian z domaganiem się cyca. I tak samo było na Komunii Dawida- tyle, że bez płaczu. Wniosek z tego płynie jeden- pierwotne przeświadczenie, że jedzonko daje spokój, ukojenie i bezpieczeństwo- wciąż jest w Lilce żywe. Zresztą- co się dziwić- mam tak samo :) Tyle, że ja nie dzwonię do mamy z tekstem: "Przyjedź z cyckiem", tylko sięgam po czekoladę/wafelka/kanapkę...

A co aktualnie u nas?
Ano to, że teoretycznie przeziębienie dobiega końca. Lila od piątku już nie gorączkuje, ale trochę jeszcze leci Jej z nosa. No i nadal mamy przeboje z jedzeniem, co też właśnie zamierzam upamiętnić, jakby mi się kiedyś jeszcze dziecka zachciało...

Bo to już nie jest przypadek- najpierw Eliza- niejadek z piekła rodem, teraz Lila... Zdecydowanie jeśli chodzi o apetyt dzieci, to połączenie moich i Księciunia genów, daje katastrofalne skutki. I może gdybym nie miała takich przebojów z Elizą, to inaczej bym na to wszystko patrzała, ale przyznam szczerze- momentami to mnie jasny szlag trafia. Tak, jak choćby dzisiaj, przy śniadaniu... Serek grani, który Lila lubi plus chleb pełnoziarnisty z masłem. Nooooo. Poza "memlaniem", trzymaniem w buzi, pojawiły się jeszcze spektakularne odruchy wymiotne (które też bym pewnie miała, jakbym tyle trzymała w buzi chleb i serek), także dałam sobie spokój. Nie to nie. Tyle, że gwiazda, dosłownie za 5minut, domaga się cyca., którego Jej nie dałam- no sorry bardzo, ale chora już nie jest, i do cholery- noworodkiem też już nie jest. Po niecałej godzinie zaczyna marudzić, jęczeć, nie wie sama czego chce... Ja oczywiście wiem- chce jeść, bo jest głodna. I teraz mam pytanie kochana super nianiu! Co mam @*&^@^#%#@*@^@%@ zrobić?! Przetrzymać Ją do kolejnego posiłku, który powinna jeść za jakieś dwie godziny, czy lecieć w podskokach z gołym cyckiem do kuchni, żeby dziecku dać jeść? Bo już powoli nie ogarniam... 
Dziś skończyło się na tym, że Lilki zawodzenie było już nie do wyrobienia, także postanowiłam dać Jej drugą szansę w kwestii śniadania. Tyle, że pojawił się jeden problem- była głodna, ale na nic nie miała ochoty... I co zjadło moje 19miesięczne dziecko na "śniadanie"?! Słoiczek z owocami dla dzieci po 4miesięcu życia :) Uchował się nam jakiś, i o dziwo- panna Lila wyraziła chęć konsumpcji. No i tak myślę, że skoro śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia, to skoro u nas było ono taaaaaaakie wypasione, to strach się bać, co Lila zje na obiad- może plasterek ogórka, albo liść sałaty.

W przeciwieństwie do rówieśników, Lila nigdy nie garnęła się do samodzielnego jedzenia. W tym miesiącu nastąpił mały przełom...




Szczerze? Mam już serdecznie dosyć karmienia Jej. Tego Jej "fazowania", wymyślania, cofania się w rozwoju. No błagam! Dziecko, które jeszcze kilka miesięcy temu gryzło wszystko normalnie, teraz trzyma każdy kęs w buzi, w nadziei, że może samo się wchłonie... No i dodam, że dzięki temu, że był u nas lekarz- wiem, że w buzi nic się Jej nie dzieje, bo specjalnie poprosiłam Go, żeby zobaczył czy wszystko ok.

Za wszystkie rady typu: "Przeczekaj, w końcu zacznie jeść"- serdecznie dziękuję. Niech Wam Pan Bóg w niejadkach wynagrodzi. No chyba, że któraś z Was ma wtyki w jakimś psychiatryku- to tam mogę ewentualnie przeczekać... Chociaż obawiam się, że w stanie do którego nieuchronnie się zbliżam dzięki mojemu niejadkowi numer dwa, niedługo sama będę mogła przebierać w ofertach psychiatryków, terapii, grup wsparcia itd...

I słowo na dziś do moich Córek:

Także Drogie Dziewczynki, 
Jeśli kiedyś Wasze dzieci nie będę chciały zjeść śniadania- które Im przygotujecie, pogardzą też zupą- którą gotowałyście całe popołudnie, na obiad- który przygotowałyście według eko-sreko przepisów nie spojrzą nawet, a Wy poczujecie nieodpartą chęć podzielenia się swoimi odczuciami z mamusią, to wiedzcie, że nawet jeśli będę miała już Alzheimera i postępującą demencję starczą, to i tak przypomnę sobie, każdą Waszą odmowę jedzenia, w związku z czym- nie liczcie na moje zrozumienie. Nie mogę Wam także obiecać, że zaraz po tym, jak skończymy rozmowę, nie podskoczę do góry, nie klasnę w dłonie (jeśli mi moje stare ciało na takie akrobacje pozwoli) i nie krzyknę do Waszego przygłuchego już wtedy Taty: "I BAAAAAAARDZO IM TAK DOBRZE!"

Wasza sfrustrowana matka!

Tak się składa, że przez tą Komunię, Dzień Mamy i chorobę Lilki, wypadłam z obiegu, i mam zaległości w dodawaniu zdjęć w naszej zabawie. Dziś się w końcu zrehabilituję:

21/52

Zdjęcia pt. "Pasje"





22/52






29 komentarzy:

  1. Rzeczywiście współczuję niejadków! mi wystarczył tydzień jak Kuba chorował i nie chciał buzi otworzyć....Teraz jak czegoś nie chce, to po prostu kręci głową, że nie. Ale jak jest głodny to podchodzi do szafek w kuchni i krzyczy am. Parówki dla dzieci wcina aż mu się uszy trzęsą:) ogórki, pomidory wybiera z każdej kanapki, potem wędlinę, a pieczywo w zależności od stopnia zapełnienia żołądka:)

    A co generalnie dajesz Lilce na poszczególne posiłki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No u nas przeboje z Lilki jedzeniem już trochę trwają, ale ostatnio to jest jakiś koszmar. A też miałyśmy etap, że sama potrafiła się domagać jedzenia... Zaczynam wątpić, że taki czas kiedyś jeszcze wróci :(

      Rano po przebudzeniu, jeszcze w łóżku dostaje cyca, potem na śniadanie- kanapka z wędliną, albo serek grani plus kanapka, naleśniki, przed drzemką domowy jogurt owocowy albo kaszka, po drzemce zupa (drugich dań nie chce jeść) i na kolacje albo kanapka, albo placki z owocami, albo budyń, albo kaszka. Do picia dajemy Jej tylko wodę (nic innego pić nie chce) i nie dajemy Jej żadnych przekąsek. W międzyczasie ssie jeszcze cyca i pewnie trochę się nim też najada...

      Usuń
    2. Czyli jada raczej urozmaicone posiłki, więc nie mam pojęcia gdzie problem...Bratanek mojego męża też do 2 roku życia nie chciał jeść nic. Tylko mleko. Próba zjedzenia czegokolwiek innego zazwyczaj kończyła się niczym. Udawało się tylko jak Antoś oglądał bajki i skupił się na innej czynności niż jedzenie:) zresztą do tej pory jest tak, że Antoś, który teraz ma 3,5 roku niczego nowego nie chce próbować, a nasz Kuba 1,5 roku, tak. Jeśli mu nie smakuje, to wypluwa:)
      Tylko że tamten dużo pił, i to nie wody...niestety słodkie napoje. I tak mi się przypomniało właśnie jak byli z nim u dentysty, bo miał dziurkę w zębie. Rodzice zdziwieni, bo myją mu zęby codziennie, nie dają słodyczy, bo mały ich po prostu nie lubi, a tu dziura w zębie. Tylko zapomnieli o tym, że dziecko pije tylko słodkie napoje (ja Kubie przemycam soki rozcieńczone wodą, czasami samą wodę i wypija) i do 3 roku życia na noc piło mleko z mamki....a to najkrótsza droga do próchnicy...

      Usuń
  2. Hehhe, znowu mnie rozśmieszyłaś :) współczuję Ci bardzo takich niejadków. Ja co prawda dziecka-niejadka (jeszcze) nie mam, ale mój mąż to taki francuski piesek jeśli chodzi o jedzenie, że głowa boli! I gdy widzę jak memla w talerzu danie, nad którym spędziłam pół dnia i które (naprawdę!) jest smaczne to mam ochotę mu tym talerzem przez łeb zdzielić!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, uwierz mi, że nikomu nie życzę prawdziwego niejadka, bo to naprawdę można oszaleć- i niestety wiem, co mówię.

      O Boże- nie wyrobiłabym chyba z takim facetem :) Ale między Bogiem a prawdą, to czasami, jak One tak memlają, to też mam ochotę je zdzielić talerzem i nie tylko... Nie jestem jednak gotowa na taką sławę, jaka stała się udziałem Katarzyny Waśniewskiej, także się powstrzymuję :)

      Usuń
  3. Kochana czytam i łzy mi się leją ze śmiechu potokami!
    Jesteś niemożliwa :D
    Ja mam też Niejadka i jasna cholera mnie strzela jak przygotuję coś, a potem zbieram to z podłogi, albo odklejam ze ściany!!!!!! Masakra jakaś!
    Moja to by tylko parówki jadła, owsiankę, rosół i jajka! Amen więcej niet!
    I na morgi chleje soki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja zazdroszczę takiego niejadka!!! :)
      Zamieniłabym się...

      Mój syn najbardziej upodobał sobie liczbę osiem i jak go pytamy ile ma lat ten odpowiada osiem i pokazuje na paluszkach a w rzeczywistości za miesiąc skończy dwa ;)

      Usuń
    2. Wiesz, jak Ona to wszystko je ze smakiem i w takich ilościach, żeby się najadła, to chyba nie jest aż tak źle. Owsianka, jajka, rosół- to są wszystko treściwe dania. A przynajmniej lepsze, niż słoiczek owoców gerbera :)

      Ja po przejściach z Elizą jestem nauczona nie nadużywać słowa niejadek.

      A może Twoja Córcia miałaby większy apetyt gdyby piła trochę mniej soków? Próbowałaś Jej je trochę ograniczyć?

      U nas ani soków, ani przekąsek, a apetyt taki, że pochlastać się można, także reguły jednak nie ma...

      Osiem? No to ładnie się Chłopak postarza :) U nas liczba osiem to jeszcze abstrakcja, że hoho :)

      Usuń
  4. Wiem jak to jest mieć niejadka, więc rozumiem twój ból...

    Ale kochana ty tak narzekasz, a proszę jak twoja Lila ładnie je sama :) W wieku 19m! Mój ma już 2lata i 7m i dopiero teraz zaczął samodzielnie jeść, wcześniej nie bardzo chciał..

    Junior twarożku nawet nie ruszy ani żadnych serków. Jedynie jogurty i to też nie codziennie. Nie lubi nabiału chłopak i już. Może Lilce też się znudził twarożek itd.?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacznę od końca- to wychodziłoby na to, że wszystko się Jej znudziło, bo tak samo memla kanapkę z wędliną, ser żółty od razu wypluwa, naleśniki trzyma w buzi do ich rozkładu na czynniki pierwsze, nie chce jeść zup i kaszek-no mówię Ci ostatnio przechodzi samą siebie po prostu!

      Ona jak chce, to naprawdę ładnie operuje łyżeczką- tyle, że Ona nie chce :) To są fotki z jednego dnia- i tu je akurat serek czekoladowy i jogurt truskawkowy. Myślisz, że zupę albo kanapkę w ogóle spróbuje jeść sama?! Zapomnij!

      Usuń
  5. Niejadek, który aktualnie wygląda jak kulka, Ci pisze - przejdzie im, aż zatęsknisz do czasów kiedy tyle kasy na jedzenie nie szło ;) Moi rodzice zatęsknili.

    A co do wchłaniania się jedzenia... Młodociany to samo ma aktualnie. Przedtem gryzł wsio, a teraz czeka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga, teoretycznie po Elizie niby wiem, że to mija. Tyle, że kiedy siedzi się z takim niejadkiem przy każdym posiłku, to się momentami naprawdę odechciewa... Uwierz mi :)

      Usuń
  6. Dobre hasło, ja też tak moim powiem jak tylko ich dzieci będą pyskowac....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam kilka haseł, na różne okoliczności :)

      Usuń
  7. Jakie tam niejadki :) Na zdjęciach ślicznie jedzą :) :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na zdjęciach też nie pyskują, nie foszą się i ogólnie są zaj... :)

      Usuń
  8. Cudowna Lileczka - kucyczek uroczy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Marta ja nie wiem jak Ty to robisz ale po prostu cudownie się czyta te Wasze perypetie! U nas ostatnio śniadania nie bardzo wchodzą ale mam nadzieję ze to tylko chwilowo jest)
    A Ty Kochana masz anielską cierpliwość końcówka posta powala../... nawet sobie ciebie wyobraziłam taką straszą:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, pomyliłaś blogi- anielska cierpliwość?! To na pewno nie o mnie :) Serio, tak to brzmi jakby miała anielską cierpliwość? Kurczę, muszę zdecydowanie zmienić styl pisania, bo to jakieś takie przekłamane wychodzi!
      Ściskam :)

      Usuń
  10. Agnieszka (dziś skończyła jedenaście miesięcy) jest takim cwaniakiem, że życzy sobie jeść jedynie moje mleko... Szaleństwo jakieś... Żadne zupki, owocki, kaszki itp. Ciekawam, czy do podstawówki będę za nią z cycem latać... Jak myślisz? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błagam Strzyga... Jestem w trakcie pisania petycji do WHO, żeby wydłużyli zalecany czas karmienia piersią z dwóch do dwunastu lat, chcesz się podpisać?

      Ja już wymiękam, moje cycki też. I ok- mogę Ją nadal karmić- proszę bardzo. Tyle, niech t będzie dodatek do stałych posiłków, a nie podstawa diety... :(

      Usuń
  11. Lilka dużo mówi! Mój bardziej oporny jest. A równo miesiąc starszy, widać faceci bardziej małomówni są;) Ale zmieniła się przez rok! po blogowych maluchach bardziej widać jak czas szybko leci! I sama je, no no;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zofia jak nie chce to nie je... W swoim czasie doje... A cyca dostaje już raczej tylko rano, na drzemkę i niestety całą noc. Dlatego będę teraz próbować rezygnować z nocy, daję nam pół roku :)

    OdpowiedzUsuń
  13. eeee nie takie niejadki;))))))

    MIchał mieli co widzi i ile widzi. zje swoje i "sępi" od każdego. i wyjdzie że zamiast jednego trzy obiady. raz zjadł na obiad......8.5 pieroga. nie wiem jak tyle pierogów zmieściło się w czeluściach niespełna dwulatka.

    Tomuś za to teraz styałsię niejadkiem. i żeby bylo smiesznie z przedskzolu je bezlłędnie w domu jest masakra.

    tak więc.....na stare lata kiedy będziemy miały Alzheimera i demencję odwdzięczymy się;)))))) i kupska w pamperach i ulewanie również;P

    OdpowiedzUsuń
  14. Wiem cos niestety na temat niejadkow... Chociaz nie, u mnie to nie to, ze Bi i Nik sa niejadkami, oni sa po prostu wybredni jak jasna cholera! Po ostatniej chorobie Bi w koncu wrocil apetyt, ale jadlaby tylko jogurciki i mac&cheese oraz parowki! Wszystko inne jest "be, kaki!". I moze padac i ryczec z glodu, a nie zje tego, co ma na talerzu! Z Nikiem jest jeszcze gorzej, bo jego menu po chorobie jest wlasciwie zadne. A juz do szewskiej pasji doprowadza mnie maz. Niko marudzi z glodu, ja dwoje sie i troje, podsuwam dziecku pod nos smaczne (i zdrowe) kaski, tylko sie odwroce, a slysze jak moj maz zwraca sie do syna: "no nie placz juz, chodz, tata da ci chipsa."!!!! No przeciez mam ochote mu wtedy nakopac!!! :/
    Ale widze, ze panna Lilcia sobie swietnie radzi z lyzeczka! Niko od dawna probuje sam jesc, ba, on mi wrecz wyrywa sztucce, ale co z tego, skoro lyzeczka odwracana jest do gory dnem, a zawartosc sie wylewa. A poza tym lepiej jest przeciez wylac wszystko z miseczki, rozmazac to po stoliku i wetrzec we wlosy. A jak mama nie pozwoli to jest ryk...
    Dziewczyny jak zwykle piekne! ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Haha u nas jest wszystko dwa (dja), tzn. jak czegoś jest sztuk jeden, to Szymek nie mówi nic, natomiast jeśli czegoś jest dwa i więcej to już wszystko jest dja ;)
    Jezzzu! Mój niby niejadkiem nie jest, ale gust to On ma. Oj ma! Tego nie, tamtego nie. Na obiad ostatnio pochłonął całe dwa ;) ziemniaczki. Dosłownie ziemniaczki, bo młode i to w wersji mini.
    Mój Synek nie chce jeść sam, jedynie obiad i kolację je sam rączką, pomimo, iż zakupiłam Mu komplet pięknych sztućcy. Rano na śniadanie je kaszkę i oboje mamy łyżki, ale On swoją tylko trzyma. Zupkę daję Mu sama, ale to głównie ze względu, iż boję się, że inaczej nic by nie zjadł ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S.1 Aha, zapomniałam dodać, ze widocznie Lilka jest na wyższym poziomie zaawansowania z matematyki skoro ogarnia i jeden i dwa ;)
      P.S.2 Myślałam, że padnę ze śmiechu jak przeczytałam o liczeniu bananów. Jesteś the best :)
      P.S. 3 Wszystkiego najlepszego na kolejną miesięcznicę dla Lili :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!