Mama2c

Mama2c

czwartek, 12 czerwca 2014

Cierpliwosc

...mi sie k... konczy. Od rana tzw.dzien cudow. Najpierw hit- z naszej pojedynczej, odplatnej sali, ktora stala sie dla nas namiastka domu, zostalysmy przeniesione na sale dwuosobowa, bo "tamto dziecko tez ma zapalenie pluc". Moze ja jestem pierdolnieta, ale w szpitalu zadne towarzystwo do szczescia nie jest mi potrzebne. Nie kreca mnie straszne opowiesci co kto mial, co kto widzial i ktory lekarz jest w porzadku.

No wlasnie- lekarz! Nasza prowadzaca pani doktor, to kolejny gwozdz do trumny. Na pewno jest fachowcem i dobrym lekarzem. Tyle, ze Jej sposob bycia doprowadza mnie powoli do szalu. Rodzice to nie partnerzy do rozmowy. Najchetniej by osluchala i juz Jej nie ma. A ja chce wiedziec- czy jest lepiej, czy jest gorzej, co dalej... To nie sa lata 80-te kurwa mac. Tyle, ze my akurat w dupie mamy Jej sposob bycia i pytamy. I nie wiem tylko, czy to mnie bardziej nie stresuje, bo p.doktor to chyba z tych co to lubia postraszyc, zebym bron Boze nie zapomniala, ze mamy GRONKOWCA! Nota bene- dzis wyjebala z tym gronkowcem, przy tej drugiej mamie. I nie- ja sie nie wstydze, ze go mamy, tyle ze na miejscu tamtej kobiety pewnie bylabym juz mocno przerazona! Zwlaszcza, ze Ona ma duzo powazniejsze schorzenia niz my- wada serca, rozszczep podniebienia, zespol metaboliczny. Lila sie tym od Niej nie zarazi, ale Ona ta mala juz moze poczestowac swoimi bakteriami, takze pogratulowac tylko pomyslu.

Do tego dzis nasz wenflon przestal nam sluzyc i pielegniarka musiala zalozyc nowy .. Lila tez w duzo gorszej kondycji- nie chce jesc, zmeczona polozyla sie juz o 11, a zazwyczaj kladzie sie przed 13...

Dobrze, ze Marcin jest z nami od rana bo inaczej byloby ciezko.

Staram sie trzymac, teraz zamiast ryczec,to mam ochote kims potrzasnac- doslownie. O niczym tak nie marze, zeby zabrac stad Lile. Jutro mamy usg, od ktorego zalezy co dalej. Co to znaczy "co dalej" nie wiemy, bo tego nam juz lekarka nie powiedziala. Antybiotyk i tak mamy wlaczony, takze nie wiem jak rozumiec "co dalej". Przeciez jestem tylko spanikowana matka...

Martwi mnie Lila, wczoraj byla w takiej dobrej formie, a dzis jakies zalamanie. Ta wspolna sala tez oczywiscie nie pomaga. Blagam, niech ten koszmar juz sie
skonczy!

Dziewczyny, jestem, czytam ale z odpowiadaniem i komentowaniem u  Was- wybaczcie- pisanie z telefonu to zajecie dla cierpliwych, a to zdecydowanie nie ja.

39 komentarzy:

  1. Nie bój się o zarażenie tego drugiego dziecka gronkowcem. Cholera przenosi się tylko z krwią. Czyli jak masz ranę to z brudnej wody Ci wlezie, albo jak się będziesz w "braterstwo krwi bawić". Mówię Ci to ja, znawca Pana Gronowego (posiadam jednego, poskromionego).

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak mi Was żal bidulki... Ściskam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pogielo ich czy co??? To ze tamto dziecko tez ma zapalenie pluc to powod do przeniesienia na sale dwuosobowa???
    Pani doktor tez nielepsza. Rozumiem, ze moze ma caly oddzial do obejscia, ze moze sie spieszyc, ale powinna choc troche rozumiec, ze ma do czynienia ze zmartwionymi rodzicami, ktorzy chca sie dowiedziec konkretow o stanie zdrowia dziecka... Ale chyba nie ma znaczenia jakie to lata i jaki kraj. Ja u siebie, w ciazy i po porodzie tez musialam nieraz wolac za lekarzem "halo, halo, ale ja mam jeszcze pytanie!", bo juz-juz gotowi byli wybic z gabinetu... :/
    A Lilunia pewnie tez jest po prostu zmeczona cala sytuacja. Podejrzewam tez, ze zestresowalo ja przeniesienie. W koncu tamta salke zaczela pewnie traktowac jak tymczasowy "dom". A tu szok, bo przeszlyscie w inne miejsce. Znow nieznane, wiec poczucie bezpieczenstwa runelo...

    Ciagle o Was kochane mysle i trzymam kciuki, zeby Lili wreszcie poprawilo sie na tyle, zeby byl mozliwy wypis...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie maja miejsc, a dzieci pelno... Dzieki Agatko, sciskam mocno.

      Usuń
  4. A może idź do ordynatora oddziału tam więcej się dowiesz, tylko przygotuj sobie zestaw pytań aby o niczym nie zapomnieć i nie daj się splawic...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, my ta babke meczymy pytaniami, wiec moze nie sama z siebie, ale jednak musi z nami rozmawiac.

      Usuń
  5. :((((((((
    ch....jowo...sorry......
    moze niech maz zostanie na godzine- dwie z mala a ty wyjdz z tego wiezienia??choc na chwile- naluduj akumulatory , mnie pomoglo...i z radosna mina wracalam do Mlodego..bo mala czuje rowniez od Ciebie, ze jest zle..dzieci to barometry...
    Sciskam!! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co racja, to racja. Moze w weekend pojde sama na spacer.

      Usuń
  6. Każdego dnia myślę o Was i podziwiam Cię z całego serca!!
    Nie wiem skąd czerpiesz siły, ja pewnie bym już oszalała.
    Przytulam Was Obie i życzę zdrowia i końca tej męczarni!
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz czego uczy szpital? Jakiejs takiej dziwnej pokory. Bo wiem, ze ciskanie sie, placz itp. Nic nie zmienia... Lekko nie jest, ale w koncu bedzie ok.

      Usuń
  7. Kochana! Trzymaj się dzielnie! miejmy nadzieję, że szybko znikniecie z tego okropnego miejsca!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki. Czekamy... Co innego pozostaje.

      Usuń
    2. Ale będziecie się cieszyć po powrocie :)

      Usuń
  8. codziennie wchodzę na bloga z nadzieją że już u Was lepiej.... Marta trzymaj się co mogę innego napisać w takiej sytuacji:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki Ania. Ja nadrobie u Ciebie jak tylko wyjdziemy.

      Usuń
    2. :) mną się nie przejmuj Wy jesteście teraz najważniejsze:*

      Usuń
  9. Dużo siły z całego serca życzę :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Oh Boziu Boziu Bożenko...

    Umordujecie się we dwie Dziewczyny. Tak okrutnie mi Was szkoda i malutkiej Lili... Zdrowia Wam życzę w nadmiarze, niech Lila ma go na zapas!

    A ciekawe czy w takich okolicznościach można bańki postawić...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki! Pojecia nie mam. Jak wyjdziemy, to na pewno powroce do innych metod niz antybiotyki.

      Usuń
    2. Marta bańki są dobre nie tylko przy samej chorobie ale na podniesienie odporności.
      Na pewno po takiej kuracji antybiotykowej będziesz musiała podawać przez długi czas (minimum miesiąc) probiotyków. Flora bakteryjna po 1 antybiotyku odbudowuje się pół roku...

      Trzymam za Was kciuki i ślę MOC i SIŁĘ!

      Usuń
  11. bardzo szkoda, ze odebrano Wam tą jednoosobową sale... nie jest dobrze dzielić z kimś, co zrobić. A pani dr.. szkoda gadać- powinna bardizej przestrzegać tajemnicy lekarskiej. Chociaż z drugiej strony, też jest taka głupia reakcja wsród ludzi- ze jak ktos jest nosicielem gronkowca, to jakby był trędowaty. A są przeciez różne szczepy gronkowca, ten"szpitalny" -odporny na leczenie i groźny i ten"zwykły,posplity". mam gdzieś to napisane. Nawet na wymazie z gardła młodego napisano,że nosicielstwo nie wymaga leczenia. U Was jest inaczej, doszło zapalenie płuc .. KOchani! trzymajcie się mocno i życzę Wam spokojnej nocki , zdrowia i szybkiego powrotu do domku!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje- gronkowiec to temat tabu. A juz najgorzej, jak ktos pojecia o nim nie ma, a sie madrzy i wydaje sady. No trudno- takie mamy spoleczenstwo. Jak sie okazuje- zapalenia pluc nie mielismy. To byly oskrzela.

      Usuń
  12. Marta, jestem z Tobą myślami. Żal mi Was bardzo, a zwłaszcza biednej Lilci. Życzę Ci, byś jak najszybciej wyszłą z Lilcią ze szpitala. Wierzę, że się denerwujesz i jestem w stanie sobie wyobrazić, jak się czujesz. Ja chyba postawiłabym na nogi cały szpital, a lekarzy uczyłabym kultury. Oczywiście na nic by się to zdawało, ale potem na pewno jakąś skargę bym napisała, bo nie może być tak, że rodzica pozostawiają bez informacji. Gdy urodziłam Tomka i miał tylko 5 punktów, to lekarka była u mnie co godzinę z informacją, co z synkiem. Rodzice mają prawo do informacji i powinni ją obowiąkowo otrzymywać, a nie na jakąś wyraźną prośbę. Serdecznie pozdrawiam i mocno trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaj powiedzial nasz pediatra, z ktorym jestesmy w stalym kontakcie, lekarze starej daty nie sa nauczeni rozmawiac z rodzicami... Srednio mnie to pociesza, ale grunt, ze jest dobrym lekarzem.

      Usuń
  13. Nie mogę się zgodzić, że gronkowiec przenosi się tylko z krwią. Gronkowca bardzo łatwo przenieść różnymi innymi drogami. Gdy u mnie w pracy ktoś ma gronkowca to robimy reżim sanitarny - jednorazowa pościel, parawany, bandażowanie klamki, fartuchy jednorazowe dla każdego, czepki, ochraniacze na buty, maseczki, rękawiczki, płyn do dezynfekcji i ogromniasty czerwony napis REŻIM SANITARNY na pojedynczej sali, jesli jest taka możliwość. Nie rozumiem, czemu nie zrobili tego u Was (?).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jakze blahej (?) przyczyny- przepelniony oddzial. A poza tym, odnosze wrazenie, ze co szpital, to obyczaj w mysl pewnego powiedzenia.

      Usuń
  14. Przed oczami staną mi Szary z zapaleniem opon mózgowo-rdzeniowych. Był naprawdę w fatalnym stanie. Dwukrotnie źle zdiagnozowany, z paraliżem twarzy (według słów pani neurolog "od przewiania pewnie"). Znaleźliśmy się w szpitalu zakaźnym, bo w Gdańsku właśnie w nim leczą takie choroby. Miał 6 lat. Punkcja lędźwiowa bez znieczulenia. Później miesiąc kroplówek. Po dwóch tygodniach spędzaliśmy w zabiegowym do 2 godzin. aby założyć mu wenflon wkuwano się po kilkanaście razy, a on za każdym razem drżał i krzyczał "błagam mamusiu, zabierz mnie stąd, ja się boję, mnie to boli, błagam Cię". Głaskałam go, tuliłam, całowałam, a gdy zasypiał wymęczony płaczem, wychodziłam palić fajkę za fajką, za każdym razem mając problem z odpaleniem z powodu drżenia rąk. Ryczałam, myłam buzię i wracałam udając, że jest ok. Miesiąc na sterydach i silnych antybiotykach. Przytył kilka kilo, miał wyraźnie powiększoną wątrobę i mimo brania wszelkich leków osłonowych- grzybicę. Leżeliśmy w podwójnej sali. Szpitala ZAKAŹNEGO, mimo, że zapaleniem opon, jak zapewne wiesz, zarazić się nie można. On cholernie osłabiony i co kilka dni nowe dziecko "z bakterią", "z wirusem", "z chuj wie czym". Jak sobie to wszystko przypomnę , to ciarki mnie przechodzą, dlatego wierz mi, że z całego serca Wam współczuję i wiem, jak Ci ciężko. Trzymam kciuki, żeby Wasz koszmar jak najszybciej się skończył i żebyście mogły już wrócić do domu. Buziaki Dziewczyny i jak zwykle moc pozytywnych fluidów:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki!
      kto nie zaliczyl dluzszego pobytu z dzieckiem w szpitalu, ten nie wie jak bardzo ekstremalne to doswiadczenie. To co opisujesz, przypomina historie science fiction... Ja wiem- to tylko Polska w koncu, ale czy szpital zakazny nie powinien dysponowac wystarczajaca iloscia "jedynek"? Zeby nie doprowadzac do takich wlasnie sytuacji, ze naraza sie na wyjalowiony organizm dziecka, na kontakt z czym popadnie? Czy w tym kraju mysla tylko matki?
      Ja na miejscu mamy z mojego pokoju narobilabym chyba rabanu i zazadala przeniesienia...

      A Tobie wspolczuje- wiem po Elizie, ze tego sie nie zapomina.

      My lezac z zapaleniem watroby przeszlysmy ciezkiego rotawirusa i zapalenie pluc... Dlaczego? Bo niektore mamy mialy chyba robaki w dupie i zero wyobrazni- lazily z chorymu dziecmi po kazdej sali.

      Usuń
  15. Martuś, codziennie o Was myślę. Wyobrażam sobie jak musicie się czuć zmęczone. Ty przynajmniej rozumiesz sens bycia w tym miejscu, a mała Lilka z pewnością nie... Nie poddawajcie się, od lekarzy żądaj informacji, w końcu to ich zasrana praca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki Kasiu. No wlasnie- Lilki zal tu najbardziej, bo ja rozumiem dlaczego i po co tu jestesmy. Ona nie...

      Usuń
  16. Kochana, wracam po długie przerwie czytam... i współczuję. Żadne słowa nie ukoją Twoich skołatanych nerwów, jednak wytrwaj. Ucałuj Małą, uśmiechnij się w niebo... ja wysyłam wiele dobrej energii! Rozumiem Cię bez słów. Ściskam!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki! Nie pozostaje mi nic innego, jak mimo wszystko- cierpliwie czekac.

      Usuń
  17. nie zazdroszcze wam tego wszystkiego
    polska sluzba zdrowia wola o pomste do nieba

    OdpowiedzUsuń
  18. O kochana! Dopiero tu weszłam i czytam jakie przejścia macie :(( Trzymajcie się mocno!

    OdpowiedzUsuń
  19. No więc nie byłam wyjątkiem. Ciebie również tak samo jak mnie szak . Trzymajcie się! Jestem pewna że bliżej wyjścia niż dalej.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!