Mama2c

Mama2c

niedziela, 1 czerwca 2014

I ja też zrobiłam sobie Dzień Dziecka!

No i co sobie moje Drogie pomyślałyście po takim tytule?
Nowy ciuch?
Kosmetyczka/fryzjer?
Dwugodzinna kąpiel w pianie?
Spontaniczny wypad do kina?
Wydojone na balkonie różowe Carlo Rossi?
Masaż wykonany przez seksownego... męża?

Nic z tych rzeczy, Dziewczyny!
Wczoraj wieczorem, kiedy młodsze, nadal zasmarkane dziecko, poszło spać, a starsze również miało się już ku temu, miałam do wyboru dwie opcje- skorzystać z nieobecności męża i o 21-szej zrobić sobie przegląd ulubionych blogów, albo... Albo włączyć telewizor i patrzeć w niego bezmyślnie. Właśnie odkryłam, że w tym przypadku, blogowanie stymuluje pracę moich szarych komórek :) Następnym razem nie będę się wahać, co wybrać :)

W każdym razie, stoczyłam wewnętrzną walkę (bitwę wręcz) z samą sobą, i mimo bólu głowy (Tak, tak Drogi Mężu- głowa boli mnie również, kiedy Cię nie ma :)) postanowiłam zapanować nad syfem w naszym mieszkaniu. Syf, to jest takie wdzięczne słowo, pod którym kryją się i klejąca podłogi, i konieczność wyszorowania kibelka, i brudne blaty w kuchni, które są niczym zwierciadło- powiedzą Wam, co jedliśmy przez cały dzień na kolację, i wysypujące się na kafelki stosy prania... Swoją drogą- czy tylko ja tyle piorę? No ok- mam dwoje dzieci, ale dwie pralki dziennie, to już według mnie gruba przesada. Może chłopcy są bardziej ekonomiczni pod tym względem? Gotowa jestem się zamienić...

Początkowo zakładałam, że na pewno umyję podłogi- no nie oszukujmy się- to jednak one wołały w pierwszej kolejności: "Umyj nas, umyj nas." Dalszy rozwój mojej kariery sprzątaczki w sobotni wieczór, uzależniałam od tego, czy przestanie mnie boleć głowa, czy nie... Sama jednak strzeliłam sobie w kolano, bo jeszcze zanim zaczęłam myć podłogi- wstawiłam pranie. Także, kiedy panele już lśniły- pralka chodziła dalej, a ja w tym czasie  musiałam coś ze sobą  zrobić... I tak się tylko zastanawiam- skoro mam na tyle silną wolę, żeby jednak nie usiąść do laptopa i dalej w najlepsze sprzątać, to dlaczego, do cholery, nie potrafię odmówić sobie kolejnego kawałka ciasta?!

Szczegółowy opis tego, jak szorowałam choćby patelnię, po przypalonych plackach z bananami, Wam jednak daruję. Napiszę tylko, że dziś rano, naprawdę rano (Tak Lilciu, to aluzja do Ciebie), kiedy poczłapałam do jadalni, miałam (przez chwilę... Tak, to znowu do Ciebie Lila) prawdziwy Dzień Dziecka. Było tak czysto, że przez chwilę, niczym z 15lat temu, jak po dobrej sobotniej zabawie, musiałam się zastanowić, czy na pewno jestem u siebie w domu :) Odgłos rozsypywanych na podłogę klocków udzielił mi wyczerpującej odpowiedzi- zarówno co do tego gdzie jestem i kim jestem :)

A jak nasz Dzień Dziecka?
Oj nerwowo... Nerwowo dzisiaj u nas.
Lila postanowiła, mimo że według mojej wnikliwej oceny, przeziębienie ustępuje, powrócić na tryb jęcząco-marudzący i mam nieodparte wrażenie, że to jest Jej (niestety nie niemy) protest przeciwko... byciu dzieckiem właśnie. No bo przecież Ona jest już taaaaaaaka duża. Bo wózka nie potrzebuje, bo zamiast wody mineralnej chce pić tymbark jabłkowo-miętowy, chce z Elizą wchodzić na trzepak, czuje ból istnienia, kiedy jako jedyna w całym domu, musi mieć zmienianą pieluchę (co za znęcanie się psychiczne i fizyczne nad dzieckiem!)... Powodów to jęczenia i marudzenia jest wiele. A nawet gdyby ich nie było, to przypuszczam, że pojęczeć bez powodu też można. Sama tak nawet czasami robię :)

Eliza... Eliza również czuje się już baaaaaardzo dorosła. Tyle, że Ona swoje zdanie w tym temacie wyraża już bardzo konkretnie i czasami zastanawiam się, czy nie wolę przypadkiem tego jęczenia Lilki, gdzie jedynym wyrazem, który rozumiem jest "brum, brum". Dorosłość Elizy wyraża się choćby w zgłaszaniu sprzeciwu, co do wspólnego odrabia lekcji...
Ok- chcesz sama? Proszę bardzo!
A kiedy przychodzi do sprawdzania zadań domowych... Tak, mnie też bawią błędy ortograficzne, ale do czasu... I nie wtedy, kiedy zadanie polega na przepisaniu tekstu z książki, i prawie każdy wyraz przepisany jest z błędem!
Dyskusje, ciągłe dyskusje... Kiedy mówię Jej, że mogła się bardziej rozwinąć w temacie: "Moja ulubiona pora roku". Ja jedno zdanie- Ona dziesięć! Tyle, że kiedy trzeba były napisać, za co lubi się tą ulubioną porę roku, moje dziecko ogranicza się do lakonicznego stwierdzenia: "Lubię lato, bo można się kąpać." -To w innych porach roku się nie kąpiesz- pytam zaintrygowana, z nadzieją, że jednak inteligencję odziedziczyła po mnie po nas obojgu i sama zorientuję się, co byłoby dobrze dopisać.
Patrzy na mnie, jakby mnie pogrzało, a ja się czuję tak, jakbym to ja nie rozumiała tego zadania, a nie Ona. Także w przypływie dobroci, bo w końcu jest Dzień Dziecka, wygłaszam mocno okrojoną mowę na temat ambicji, dążenia do celu, zaangażowania, priorytetów, walczenia ze słabościami, konkurowaniu ze sobą... Zbliżając się do końca wspominam jeszcze o testach szóstoklasistów (no niech nie myśli sobie, że ma jeszcze tyyyyyyle czasu :)), nowych maturach, egzaminach na studiach i wyścigu szczurów w korporacjach. Dumna z siebie,że udało mi się zamknąć w jakiś 20minutach, słyszę od Córki:
- Wiesz co Mamo, to, że ty dostałaś w szkolę jedynkę, to nie znaczy, że ja dostanę.

Jedynkę? Przecież ja o jedynce nic nie mówiłam! O zaniżaniu poziomu to i owszem, ale to przecież nie jest jednoznaczne z otrzymaniem jedynki :) I co? Że niby tylko tyle zapamiętała? A ja tak ładnie i obrazowo przedstawiłam Jej, czym jest ambicja i dlaczego warto być ambitnym...

Albo przepychanka słowna pod balkonem, przed godziną 20-tą, kiedy wołam Ją do domu. I Cwaniara wie, że kiedy stoi obok sąsiadki z klatki, błagając o "Jeszcze tylko 5minut", jedyne co mogę (wtedy) powiedzieć, to: "Chodź w tej chwili do domu."

I moje ulubione:
-Eliza zupa.
-Jaka dzisiaj?
-Barszcz biały/pomidorowa/kalafiorowa/ogórkowa/gulaszowa/jarzynowa.
-A nie, to nie jem.
-Zapomnij, że codziennie będzie rosół! I zapomnij, że zrobię ci coś do jedzenia! Następny posiłek, to kolacja. I jak mnie będziesz tak dalej wkurzać, to w ogóle przestanę gotować.
-Nie przestaniesz. Przecież musisz ugotować dla Lilki i taty.
-&^^%$&%@&^%)^$#####@@@@!!!!!!!!!!!!

Także moje kochane Dzieci... 
Mimo, że odpowiadacie za każdy siwy włos na mojej głowie (No prawie każdy, nie dyskryminujmy Tatusia!), za każde zjedzone po kryjomu ciastko i kostki tabliczki czekolady, za każdy podniesiony ton (Ok, ok, znowu nie pomijajmy Taty.), za wykończoną już jedną pralkę, a nad drugą właśnie pracujecie (czasami nawet na kolanach), za to, że nigdy nie mam kasy, tak jak i czasu. Za to, że zamieniłam szpilki na trampki, dopasowane sukienki (przy tej figurze i tak by nie przeszły-czujcie się usprawiedliwione) na legginsy, pełny makijaż na naturalny look, wyprostowane mozolnie włosy, na coś bliżej nieokreślonego... Mimo, że regularnie odgrażam się, że możecie zapomnieć o siostrze lub bracie, bo jeśli w naszym domu pojawi się kolejny członek rodziny, to będzie to tylko i wyłącznie pies... Mimo, że z tą samą regularnością, próbuję wzbudzić w Was poczucie winy (Albo przyzwoitości) mówiąc, że "Zaraz z Wami zwariuję!"- Tak, wiem- traktujecie to jak obietnicę dobrej zabawy, a nie ostrzeżenie...
Mimo tego wszystkiego... Kocham Was najbardziej na świecie. Jesteście jak promyk słońca, który zawsze rozświetli moje życie, nawet wtedy, kiedy Orfeusz, Pavlova, Stefanka i inne szarlotki zawiodą. Jesteście początkiem i końcem. Wszystkim. Wszystkim co kocham. Wszystkim, czego mi trzeba było, żeby poczuć, że żyje.

Wasza nieidealna mama.

14 komentarzy:

  1. :))) Pięknie napisane, Martuś :) I zrób sobie prawdziwy Dzień Dziecka! Bajaderka, kawusia, cokolwiek Cię uszczęśliwi :-) W końcu Ty też jesteś dzieckiem swoich rodziców, prawda? :-) Zasłużyłaś!

    PS. Różowe Carlo Rossi... - musiałaś?

    OdpowiedzUsuń
  2. I za to wszystko kochamy nasze brzdące, a szczególnie za to ze nie dają nam i sobie zapomnieć...tylko dwa prania? U mnie dziś 4 :/

    OdpowiedzUsuń
  3. No tak, nie wiadomo, czy lepiej niesforna dwulatka czy "wygadana" pannica :P Ale i tak każde warte tego wszystkiego. Sprzątania nie zazdroszczę :P

    OdpowiedzUsuń
  4. bitwa czy sprzątać czy przeglądać bogi w mojej głowie odgrywa się często....
    Co do córek Twych to jedna lepsza od drugiej a teksty Elizy są po prostu powalające ale za to jakie urocze da sobie dziewczyna radę w życiu nie ma wątpliwości:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj chłopcy nie są lepsi ;)


    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak to jest, że Twoje wpisy zawsze mnie rozbawią. Cudownie piszesz. A dzień dziecka jak najbardziej ci się należy - lody, kawa, masaż, ciepła kąpiel - to jest to :)

    OdpowiedzUsuń
  7. hahahahah
    nawet to wszystko wydaje mi sie znajome...choc mam corke i syna :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam czytać Twoje wpisy!!!! są rewelacyjne:)

    A z tym praniem- to chyba bez różnicy- syn, córka...ja mam jedno dziecko i nie nadążam prać, rozkładać, składać, prasować...

    OdpowiedzUsuń
  9. Eliza jest cwana... Widzisz matko, nie możesz przestać gotować ;p

    A co do prania - dzisiaj miałyśmy z mamą 5 wsadów (ok pięć osób w domu, to może to to...).

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja w sobotę zrobiłam sobie dzień dziecka i zasnęłam przed 22 :) a mieszkanie ogarniam po trochu dziś ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękne życzenia- na pewno córy docenią w przyszłości :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kochana ja mam jednego brzdąca, a mimo to sytuacja jakby znajoma :)
    U syf total, a ja nie mam kiedy tego ogarnac.
    Matko Kochana, Córko Swoich Rodziców, zwolnij i odpocznij serio serio!
    Walnij sobie maseczkę, czerwień na paznokcie i połóż się wcześniej! :*

    OdpowiedzUsuń
  13. I mnie wszystko wydaje się znajome, choć pranie robię tylko w pn i we wtorki. To taka przyjęta przeze mnie zasada, by cały tydzień nie wisiało po kątach pranie, bo zwariować od tego idzie. Ze sprzątaniem mam dokładnie tak samo i cały czas biję się z myślami, czy może wziąć kogoś do sprzątania, jak wszystkie mądrzejsze sąsiadki... Ach to życie... A dzieci i tak kochamy ponad wszystko, bo to takie nasze skarby:) Gorąco pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Małe dzieci - mały kłopot, większe dzieci - większy kłopot - ale my przecież kochamy te kłopoty!!!!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!