Mama2c

Mama2c

wtorek, 24 czerwca 2014

W poszukiwaniu (zaginionego) lata

Do nas lato jeszcze nie dotarło, a do Was?
Dziś 24czerwca- dzień, który za moich szkolnych lat oznaczał koniec szkoły i początek wakacji. Tym bardziej szczególny, że Babcia Janka obchodziła tego dnia imieniny. Zawsze- zaraz po rozdaniu świadectw i zakupie bukietu piwonii, jechaliśmy do Niej na najlepsze gołąbki na świecie. Babcia, jako emerytowana nauczycielka, najpierw wnikliwie studiowała nasze świadectwa, chwaliła, motywowała "żeby tylko tak dalej Martusiu"... Jak mi czasem brakuje tych chwil.

Zanim rozkleję się na dobre, przejdę do sedna sprawy- nie przypominam sobie, żebyśmy kiedykolwiek, 24czerwca szli na zakończenie roku w kurtkach. Pewnie, że nie zawsze były już upały. Czasem nawet i deszcz spadł. Tyle, że... To był taki ciepły, letni deszcz...

Kiedy wczoraj rano szykowałyśmy się z Lilą na spacer, a ja pieczołowicie otulałam Jej małą szyjkę moją długim szalem, pomyślałam: "Lato śmieje nam się w twarz!" Dziś zrobiłyśmy postęp- wiosenną kurtkę i ciepłą bawełnianą czapkę zastąpiłam ultra cienką kurteczkę i ażurową czapeczką. Ale to wciąż kurtka i nie słomkowy kapelusz...

Pamiętacie, kiedy w szkołach zaczęto nas edukować o dziurze ozonowej, freonie, globalnym ociepleniu? Tak jakoś mi się teraz przypomniało...

Pisałam to już rok temu, wspominałam w ostatnim poście, czytałam podobne refleksje u Nessie- nie marzę o żarze z Nieba i ponad trzydziestostopniowych upałach. Tyle, że o tej porze roku, kurtki powinny jednak spoczywać na dnie szafy...

Nic to jednak- trochę lata udało nam się zatrzymać w kadrze:

Na działce jest... pysznie!



Lilie "spod balkonu"
 

Najlepsze i najprostsze ciasto ucierane- przepis wkrótce!



"Poletko" szpitalnych maków
 

"Mamo, chodź zobaczymy czy już są jeżyny w lesie."
Jeszcze trochę Córuś...


Leśny maczek
 

Dziś mija tydzień, odkąd wróciłyśmy do domu.
Jest... dobrze. Lila- jakby tych dwóch tygodni w szpitalu w ogóle nie było. Nie przejawia żadnych oznak traumy, o jakich czytałam. Pełna energii, wesoła, nasz "łobuz w spódnicy"... Apetyt dopisuje, choć na pewno nie je za trzech. Bo i w zasadzie nie ma czego nadrabiać- babcine zupy z lanymi kluseczkami, przywożone do szpitala przez tatusia, zrobiły swoje :) I znowu jest otwarta na nowe smaki- wczoraj z apetytem wypiła koktajl z kiwi, a dziś zjadła botwinkę.

A ja? Ja nie mam za bardzo czasu, żeby myśleć, przeżywać, analizować. Pewnie, że czasem żołądek zaboli, jak sobie to wszystko przypomnę, ale to bardziej z tego tytułu, że wszystko stało się tak nagle, bez uprzedzenia... Poza tym- patrząc na Lilę, wiem, że to już za nami. Czasami tylko, pojawia się taka myśl, że przecież poza zakażeniem układu moczowego, które długo może rozwijać się "po cichu", jest wiele schorzeń, nie dających początkowo żadnych objawów, albo objawy te są nieswoiste (jak choćby gorszy apetyt- przecież czasami, każdemu z nas nie chce się jeść), ale odganiam te myśli jak najdalej. 8lat bycia mamą już mnie nauczyło, że co ma być to będzie, nie zapobiegnę wszystkiemu. Niestety.

Jedyne co mnie trochę martwi, to fakt, że zupełnie straciłam ochotę na nasz urlop. Nie wiem, czy podświadomie boję się wyjeżdżać z miasta, czy to jakaś inna "faza", ale najchętniej zostałabym w domu. Nie jedziemy na koniec świata, bo to tylko 5godzin drogi od Szczecina, ale zawsze...  Marcin mówi, że w każdej chwili możemy zrezygnować. I pewnie skłaniałabym się ku temu, gdyby nie Eliza. Ona powinna mieć wakacje z prawdziwego zdarzenia. Poza tym- w tamtym roku mieliśmy baaaaaardzo krótki urlop i niestety potem to odczuliśmy. Człowiek jednak powinien odreagować, naładować akumulatory, zmienić otoczenie... No nic, zobaczymy, do wyjazdu jeszcze trochę... Nie mogę patrzeć tylko na siebie. Marcin też potrzebuje odskoczni.

Tymczasem, Eliza po raz kolejny jedzie wcześniej na wakacje z Babcią i Synem mojego Brata. Tym razem na bazę wypadową wybrali Szklarską Porębę. Ach! Trochę Im zazdroszczę :)

A tak było w zeszłym roku, w Karpaczu:





28 komentarzy:

  1. My też z młodszym wróciliśmy ze szpitala tydzień temu. Nie jest to fajne doświadczenie, współczuję. Najważniejsze że już w domku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie niefajne, i nikomu nie życzę :(
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Rozumiem Twoje obawy, miałam podobne po powrocie ze szpitala. Mimo wszystko skłaniałabym się ku wyjazdowi. Rodzinka tego potrzebuje i Ty też! Kochana odpoczynek dobrze Ci zrobi! Zmiana otoczenia, odskocznia i rozrywka to czasem dobre lekarstwo!
    U nas też o lecie nie ma mowy, póki co mamy głęboki listopad. Kurtki, czapki i chusty na szyje.
    Ach, a gdzie tu wyprawy rowerowe, pikniki i kąpiele w jeziorze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas słonko dziś i wczoraj się pojawiło, także chyba jest jeszcze nadzieja :)

      Usuń
  3. Daj sobie troszke czasu, to moze wlasnie urlop pomoze Ci zapomniec?
    Ciesz sie owockami i chwilami z Corciami :)
    Czesto, gdy na cos nie mamy ochoty potem okazuje sie czyms SUPER!!
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że tak właśnie tym razem będzie, bo drugiego urlopu nie mamy.
      Pozdrawiamy również!

      Usuń
  4. A weź... Ja podziękuję za takie lato. Leje, wieje i ogólnie jest do czterech :/

    Fajnie, że Lilka nie ma traumy, czy czegoś tam po szpitalu. Dzielna z niej dziewoja, po mamie - co nie?
    A wypadu Elizie to i ja zazdroszczę... Mogę się zabrać na gapę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, po mamie? Aga, no co Ty :)
      Pewnie, że możesz, tylko nie wiem, czy z Nimi wytrzymasz :)

      Usuń
  5. my w poszukiwaniu lata spakowaliśmy się i wyruszyliśmy kilkaset kilometrów... znaleźliśmy ale niestety, nie udało się go spakować do plecaka i przywieźć do nas ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach... gdyby tak się dało :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Ja też nie pamiętam żeby był tak chłodny czerwiec miejmy nadzieje ze lipiec będzie już ciepły...mój mąż to by chętnie cały urlop w domu przesiedzial tylko ja go ciągne na wakacje. Dzieciom się przecież należy trochę odpoczynku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój Marcin na szczęście lubi jeździć i to bardzo. Pewnie gdyby nie finanse i szkoła Elizy, to częściej byśmy gdzieś wyjeżdżali.

      Usuń
  7. Wiesz co, powiem Ci, że ja też często tak mam - najpierw bardzo chcę gdzieś wyjechać, a potem jak już bilety kupione, hotele zarezerwowane, mnie opuszcza cała chęć na wakacje. Wtedy do akcji wkracza H. i mnie trochę mobilizuje, po czym wyjeżdżamy i spędzamy fantastyczny czas, aż się nie chce wracać do domu. Taki wyjazd z pewnością dobrze Wam zrobi, więc nie odwołujcie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, mnie pierwszy raz dopadło coś takiego. Zazwyczaj to się bardzo cieszę i doczekać się nie mogę.

      Usuń
  8. Widze, ze wychowujecie kolejne pokolenie milosnikow gor? ;)

    To ja poprosze przepis na to ucierane ciasto bo juz na widok zdjecia jezyk uciekl mi... sama wiesz gdzie!

    Nie dziwie sie, ze odeszla Ci ochota na urlop! Moje dzieci zdrowe i poszpitalnej traumy nie mam, a jak sobie pomysle o wyjezdzie z nimi, to ciary mnie przechodza. :) Co prawda w tym roku M. nie ma nawet wystarczajaco urlopu zeby sie gdzies dalej wybrac, ale moglibysmy zafundowac sobie chociaz dluzszy weekend. A jednak logistyka tego przedsiewziecia mnie przerasta. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agatko, wrzucę, wrzucę, może jutro. Oj tak, wychowujemy i babcia bierze czynny udział w tym wychowaniu.

      Agatka, Ty mnie nie strasz,bo ja o tej całej logistyce, to nawet jeszcze nie myślę... Pewnie mnie przerażenie ogarnie tydzień przed... Te 5godzin w aucie, to w zasadzie już mnie napawa przerażeniem. A tam mamy jeszcze wyżywienie wykupione, także jestem ciekawa jak będzie z Lilą, bo Ona raczej nie z tych co usiądą i zjedzą...

      Usuń
  9. To już za Wami, jest już dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tego się staram trzymać, przed nami jeszcze posiewy.

      Usuń
  10. Sprawdziłam pogodę u Was i słońce, które u nas grzało właśnie się do Was wybiera - jutro i pojutrze będziecie mieć 21 stopni :) (wg interii)

    Gorąco pozdrawiam zatem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Melduję, że dotarło :) I w końcu tak całkiem letnio się zrobiło- przyjemnie, bo nie upalnie, ale słonecznie! Wreszcie!!!

      Pozdrawiamy

      Usuń
  11. Cieszę się, że wszystko jest już ok :* U nas z pogodą podobnie. Zresztą ostatnio z zadziwieniem się jej przyglądałam, kiedy świeciło mocne słońce przez pół godziny a przez następną godzinę padał deszcz i tak w kółko! Nie widziałam chyba czegoś takiego. Z zegarkiem w ręku można było powiedzieć kiedy będzie słońce a kiedy deszcz. Może to faktycznie dziura ozonowa a może po prostu tak czasem bywa. Najcieplejsza zima od stuleci, najzimniejszy początek lata. Ciekawe czym nas jeszcze pogoda zaskoczy przez kolejne pół roku... Strach się bać... ;)
    Trzymajcie się dziewczyny :*
    Ps. Znowu z pysznościami ciastowymi musiałaś wyjechać... ech Ty ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby już niczym, bo ja tych "pogodowych" zaskoczeń, to chyba jednak nie lubię :)

      A ze słodkościami kończę, bo już naprawdę zagalopowałam się z wagą :)

      Usuń
  12. Dla mnie wczorajszy dzień również kojarzy mi się z ciepłymi promykami słońca,z radością z nadchodzących wakacji i przede wszystkim urodzinami :)
    szkoda, że im człowiek starszy tym mniej takie dni odczuwa/docenia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mam wrażenie, że im jestem starsza, tym bardziej tęsknię do tamtych dni. Mają w sobie jakąś magię, która się już skończyła...
      Miałaś urodziny? Wszystkiego NAJ, NAJ, NAJ!

      Usuń
  13. Teraz nie chcesz jechac a potem bedzie ci zal wracac i ze to koniec urlopu ;-) A gdzie sie wybieracie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby tak było. Jedziemy do gospodarstwa agroturystycznego, koło Złotoryi (nie jestem pewna czy dobrze napisałam). To będzie taka nasza baza wypadowa. Marzyła nam się miejscówka stricte w górach, ale doszliśmy do wniosku, że jednak Lila jest za mała, żeby być z Nią cały dzień na szlaku. Także wybraliśmy coś na kształt złotego środka- blisko gór, ale jest i co innego do zwiedzenia/zobaczenia. No zobaczymy, bo ja mam bardzo złe wspomnienia z agroturystyką i tak trochę się obawiam, czy nie będzie powtórki z rozrywki.

      Usuń
  14. My szpital z młodym zaliczyliśmy jak miał 3 miesiące teraz tylko kichnie a ja już zamieram ze strachu... :(
    pozdr i zapraszam na nowe kąty do nas www.swiatkarinki.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze Cię rozumiem Anetko, nasza Eliza nie była dużo starsza, kiedy z Nią spędziliśmy miesiąc w szpitalu. Nawet przy najlepszej opiece, to straszne dla rodziców doświadczenie. Pewnie, że Was odwiedzimy.
      Ściskam i dużo zdrówka Wam, i nam życzę.

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!