Mama2c

Mama2c

sobota, 26 lipca 2014

Nie mogę się zdecydować...

...na tytuł posta. Bo specjalnie dla Ani- kobiety na szpilkach, mógłby być na przykład taki: Chcę oglądać twoje nogi... A jeśli miałby on nawiązywać nie do zdjęć, a do treści, to może też muzycznie, ale na taką nutę: Nic nie może przecież wiecznie trwać...

Do rzeczy, do rzeczy :)

Wczoraj byliśmy na mszy z okazji jubileuszu zawarcia związku małżeńskiego. Jubileusz okrągły, bo to już (albo dopiero :p) 10-ta rocznica. No i tak się składa, że te 10lat temu, dokładnie 24 lipca 2004 roku byłam na tym ślubie świadkową...

Chcecie się pośmiać? To pokaże Wam, jak się wtedy prezentowałam :)

Ja i świadek


I cóż, jak to przy okrągłych jubileuszach bywa, człowiek czuje się zobowiązany do pewnych refleksji, podsumowań... Nie będę przecież gorsza :) 

10lat... Dużo to czy mało? Kiedy myślę, że i my za rok będziemy obchodzić taki jubileusz, mam oczywiście świadomość tego, że sporo już razem przeszliśmy, ale... Ale jednocześnie tak niewiele jeszcze. I mimo przejmującego uczucia irytacji na tego pana, wciąż mam nadzieję, że się razem zestarzejemy.

Ok, ok- ckliwe posty zostawię sobie jednak na naszą rocznicę ślubu, dziś chciałam o czym innym...
10lat i nasze- moje i Emilii- drogi jednak bardzo się rozeszły. Owszem, nadal mamy kontakt, ale... Ale coraz częściej ogranicza się on do kliknięcia "Lubię to", na fejsie... 

Przykre? No pewnie, że przykre, ale jednocześnie bardzo prawdziwe. Ludzie się zmieniają, my się zmieniamy... 
Po tych zmęczonych ludziach z poprawin u państwa młodych, nie ma już śladu...



Szkoda, tym bardziej, że Emilia jest chrzestną Elizy, a ja jestem chrzestną Ich synka... Kiedyś, obiecałam sobie, że będę lepszą chrzestną, niż była nią moja chrzestna... No cóż- na tym polu daje całkowicie ciała i wcale nie jest mi z tym dobrze. Tyle, że to wszystko nie jest takie proste :( 

No nic, Jubilatom życzyliśmy kolejnych wspólnych, szczęśliwych 10-tek...




Szczęśliwie, umoralniająca mowa przez bitą godzinę jazdy, przyniosła efekt, i Eliza spisała się na medal. No może poza tym, że Jej ziewanie w kościele udzielało się nie tylko nam, ale i Gościom trzy ławki dalej... No i ze sto razy musiałam odpowiedzieć na pytanie: "Długo jeszcze?", co niewątpliwie przypomniało mi nasze wszystkie podróże z Elizą. Ale czy małżeństwo nie jest właśnie podróżą? :)


A jak u Was? Przyjaźnie przetrwały próbę czasu?

Ps. Dziewczyny- dziękuję za wszystkie komentarze i kajam się za brak czasu, żeby na bieżąco Wam odpowiadać. Moja wina, moja wina... Jutro już na pewno się poprawię- obiecuję :)

19 komentarzy:

  1. Ach te okrągłe rocznice, zawsze mobilizują nas do jakiś przemyśleń i refleksji. Mi do nich jeszcze daleko, a już zaczynam myśleć o różnych sytuacjach, które już miały miejsce. Obym dożyła okrągłej rocznicy 10 lat zawarcia związku małżeńskiego:) Gorąco Cię pozdrawiam Marto i życzę dużo siły:)!!1

    OdpowiedzUsuń
  2. Obawiam się, że ja tej okrągłej 10-tki nie dożyję, wykończę się prędzej :):)
    A tak serio, śluby i rocznice bardzo mnie wzruszają. Refleksja, zaduma i inne w takim dniu gwarantowane.
    A przyjaźń, temat rzeka...
    O przyjaźń trzeba dbac równie mocno jak o związek, dla większości jest to jednak wyzwanie. U mnie też na bakier ostatnio...
    Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem na czym to polega ale jest przyjaźń, bycie świadkiem na ślubie przyjaciółki , , pomaganie w kryzysowych sytuacjach a potem ciach prach nie mamy czasu dla siebie, mijamy się na ulicy i w biegu się witamy, umawiamy się na nie wiadomo kiedy- tak jest u mnie a miało być do grobowej deski. Może obie przestałyśmy dbać o swoje kontakty. Mam nadzieje że u Ciebie się wszystko wyprostuje:}. Jak ja bym chciała mieć 10 rocznicę:}}}}

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas za rok 10 lat od momentu poznania się. A 4 lata po ślubie będą. I co rok mam takie refleksje. Na weselach i ślubach to samo. Ryczę jak wariatka bo przypominam sobie swój!
      A co do przyjaźni miałam dwie jedną od małego drugą z liceum i żadna nie trwa tak jak bym sobie życzyła. Ta z liceum się rozpadła na wspólnych studiach, a ta od małego niby czasem zadzwonimy, ale tylko co słychać? kiedy mnie odwiedzisz? Kiedy ty mnie ? Niedawno, bo w piątek zadzwoniła i powiedziała jak będę miała czas to mam dać znać. Dziś po Kościele chciałam jechać, ale nawet nie odpisała na sms.I po co to?? A ja taka głupia jestem i czuję się w tej "przyjaźni" wykorzystywana bo to ja chcę więcej się spotykać a jestem olewana.

      Usuń
    2. No i zapomniałam. Na urodziny zawsze jeździłam, prezenty nie wiadomo jakie. A ona do mnie albo nie przyjeżdżała, bo niby ciocia ma w ten sam dzień, a jak już przyjechała to kupiła byle co.Nie żebym oczekiwała w zamian tyle co dam ale ja staram się, żeby prezent się zawsze podobał, pokazywał, że znam gust tej osoby. A dostaję jakieś niepotrzebne gówna! Nie w moim guście!

      Usuń
  4. Martuś, przede wszystkim przepraszam za tak długie milczenie przy okazji Twoich poprzednich postów - czytałam, jestem na bieżąco, tylko czasu już nie starczyło na komentarz. A ten mija niesamowicie szybko, choć najbardziej właśnie uświadamiają nam to zdjęcia :))) I skoro już jestem w temacie fotografii - na tym zdjęciu z jubilatką (drugie od końca) wyglądasz po prostu REWELACYJNIE!!! Nie widać na nim NIC (absolutnie nic!) z tego, na co narzekasz przy okazji chcicy na słodkie ;))) Jesteś niezła laska i mam nadzieję, że ja po dwóch ciążach też będę tak wyglądała :) A co do przyjaźni... niestety tak to bywa, że trudno je utrzymać na odległość. Większość moich znajomości porozjeżdżało się gdzieś po zakończeniu studiów i chociaż kiedyś były to osoby bardzo bliskie mojemu sercu, teraz nie mamy nawet za wiele do pogadania, bo już tematów wspólnych brak... Dlatego warto inwestować w przyjaźń z mężem, bo ten przynajmniej obok nas - to tak a propos Twoich ostatnich wpisów ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas nie, my obchodziliśmy rocznicę 10-lecia w styczniu i miałam przyjaciółkę od tego czasu aż do zajścia w ciążę z Niko, zazdrość o potomka ją zjadła. Drugą poznałam w trzeciej ciąży i zkaczyla nas tragedia moje poronienie i śmierć.jej córeczki a mojej przyszłej chrzesnicy, to cóż ze z jej mężem się wychowałam ale droga się rozeszła a po latach los znów nas spiknął z nawiązką z jego żoną :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Rocznice...u nas juz za chwileczke...23lata!!! :O
    sama nie wiem kiedy to minelo...
    A przyjazn- wielkie slowo, znajomych mamy pelno, blizszych i dalszych-dbamy o te przyjaznie intensywnie ale przyjaciolke mam JEDNA- jeszcze z LO i mimo odleglosci, mijajacego czasu zawsze znajdujemy dla siebie czas- telefonicznie, w Pl odwiedziny itp. ale co najwazniejsze z ta wlasnie przyjaciolka moge byc szczera- az do bolu, to ona potrafi mnie naprostowac i z jej zdaniem b. sie licze.

    OdpowiedzUsuń
  7. My tez za rok 10- tka ;-) A z przyjaciolkami tak bywa.. jedne przyjaznie zostaja na lata, inne sie wykrusza. Jest takie przyslowie "kto przestaje byc przyjacielem nigdy nim nie byl". Cos w tym jest.

    OdpowiedzUsuń
  8. Naprawde laska z Ciebie! Gdzie te Twoje kilogramy a moze dieta juz dziala ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nela, Wy mnie Dziewczyny nie prowokujcie, bo w końcu zrobię sobie tą fotkę w bieliźnie i wtedy będzie naga prawda (!!!) o mojej figurze :)
      Dzięki!

      Usuń
  9. Niektóre przyjaźnie, jeśli można je tak nazwać, rozpadły się dość szybko... Ale niektóre trwają i mam nadzieję, że trwać będą.

    PS
    Że gdzie ty masz te zbędne kilogramy? W torebce?

    OdpowiedzUsuń
  10. Martus, Ty sie w ogole nie zmieniasz! Tylko fryzury inne! ;)

    Co do przyjazni niestety, moje nie przetrwaly... U mnie zawinila glownie przeprowadzka za ocean. Maile i Skype jednak nie sa wystarczajace... Najbardziej zal mi przyjaciolki ze studiow. Przez 5 lat bylysmy praktycznie nierozlaczne. Przez kilka lat po moim wyjezdzie mialysmy czesty kontakt, a potem Anka zaczela coraz rzadziej sie odzywac, nie odpowiadac na maile i cala "przyjazn" zwyczajnie rozeszla sie po kosciach... :(

    OdpowiedzUsuń
  11. eee jakie zmienilas super wygladasz ladniej i dojrzalej (nie mylic ze starzej) a przyjazn....ehhh podobno czas weryfikuje i zgadzam sie z tym

    OdpowiedzUsuń
  12. nareszcie mam komputer i nadrabiam:) co to pierwszej foty to wyglądałas inaczej ale taka była moda ja jak oglądam moje stare zdjęcia to padam ze smiecfhu a wtedy gorsety i długie kiecki to był krzyk sezonu:)
    To u Was sa takie przyżeczenia małżeństwa ponowne???? czy jak bo ja nie wiem czy wiele par by sie zgodziło na ponowne składanie przysiegi:D

    A co do chrzestnych to ja nie posaidam chrześniaka więc się nie moge wypowiadac ale mąz mój ma więc tak jak bym miała bo to ja się zajmuje sfera prezentową.....W każdym razie ja zaprosiłam o zgrozo dla mojej rodziny koleżaknę a nie kuyzynostwo czym spowodowałam kłutinie w rodzinie ale nie żałuje/////

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, ja już drugi raz byłam na odnowieniu ślubów małżeńskich. Pierwszy raz, kiedy Eliza była mała, nasi znajomi zrobili to z okazji 10lecia małżeństwa. Tyle, że to Ich małżeństwo miało swoje wzloty i upadki, różne zakręty... i chyba chcieli w ten sposób uczcić, że są nadal razem, mimo wszystko... Generalnie, ani w mojej rodzinie, ani wśród znajomych nie jest to jakaś tradycja, to odnawianie ślubów.

      Elizy chrzestnymi też są znajomi, myślę, że i w mojej rodzinie było to komentowane, ale jakoś bezpośrednio do mnie nie doszły te komentarze, więc się nie przejmuję. A czy nie żałuję? Ja sama nie jestem taką chrzestną jaką być powinnam, więc nie mi oceniać chrzestnych Elizy. No cóż- życie. Ale tu chyba nie ma znaczenia- koleżanka/rodzina. Jak ktoś ma się wczuć w rolę, to się po prostu wczuje.

      Usuń
  13. Martuś, jak Ci ładnie w tej sukience!!! Wnoszę o wrzucanie częściej takich fotek!!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, Marta- to takie ujęcie :) Widzisz te ręce na brzuchu? Skutecznie chowa się pod nimi moja fałdka :) A sukienka bratowej... W żadną swoją nie weszłam :(

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!