Mama2c

Mama2c

piątek, 11 lipca 2014

O dzieciach...

Z racji temperatury na zewnątrz ciężko silić się o porywający, intrygujący i pobudzający zmysły temat posta. A, że będzie głównie o dzieciach (czyli nic nowego :)), to tytuł, moim skromnym zdaniem, trafiony.

Aaaaa! Chciałabym, jeszcze raz, Wszystkim Wam podziękować za komentarze pod poprzednim postem. Napisałabym, że się zarumieniłam, ale nie byłaby to prawda, bo... Zarumieniona jestem od poniedziałku, kiedy to Szczecin zalała fala upałów. O losie! Nie to miałam na myśli, kiedy ubierając Dziewczynki w kurtki- pierwszego dnia lata,  myślałam: "No mogłoby być trochę cieplej."
T-r-o-c-h-ę!
Jest takie powiedzenie: Uważaj o czym marzysz. No to mam... Dzień w dzień po 30stopni, pot lejący się po tyłku (i nie tylko), popołudniowe burze i noce tak ciepłe, że ciężko usnąć...

No ale... O dzieciach miało być. Także zaczynamy- od najmłodszego Gagatka.

Pamiętacie post o dwudziestym miesiącu Lili? Pisałam, że w teorii liczymy do trzech, a w praktyce do dwóch. No to Moje Drogie, zdejmujcie czapki z głów- Lila liczy już do trzech. I nie, nie- nie pisze tego "fiśnięta" matka, bo Marcin świadkiem. Tego właśnie dnia, kiedy opublikowałam tamten post, zrobiłam dla nas budyń. Jak ja Wam lubię zdradzać te pikantne szczegóły z naszego życia :) Eliza na wakacjach, także wyjęłam trzy jednakowe miseczki (nasz ślubny posag, chlip, chlip) i dla jaj, mówię do Lilki: No to ile jest misek geniuszu? A Ona na to... Tii! Dobrze, że Marcin, który trzymał Małą na rękach, z wrażenia Jej nie upuścił. W niezłym szoku byliśmy oboje. I to, że zapytana za jakiś czas o trzy klocki, odpowiedziała: pupa, niczego tu przecież nie zmienia- każdy widzi, że to przyszła gwiazda Mensy :)

Marcin chodzi dumny jak paw, bo trzeba Wam wiedzieć, że zaraz po ślubie, jak jeszcze rozmawialiśmy po seksie rozmawialiśmy, to zawsze śmialiśmy się z tego, że On będzie z dziećmi odrabiał matematykę, a ja polski, biologię i historię. I co? Że niby matematyka królową nauk? A kto będzie miał więcej roboty, no kto? No ale tak między nami- to taki niby prymus z tego mojego męża, ale to ja nauczyłam Lilę liczyć do trzech :) Bo widzicie, z moją matematyką, to jest tak, że może i coś by ze mnie było, gdyby nie nasza matematyczka w liceum. Zaraz w pierwszej klasie, któryś z naszych kolegów, trafnie zauważył, że pani M. ma, cytuję: "Czoło lekko opadające na plecy", a że ja ogólnie wesoła dziewczyna wtedy byłam, to co matematykę, żart ten wracał do mnie jak bumerang... Nic zatem dziwnego, że po pierwsze- niewiele można się nauczyć, kiedy człowiek cały czas się śmieje, po drugie- no nie zapałałyśmy do siebie miłością z panią M., jak zresztą większość klasy... Eh, długo by pisać, oj długo. W każdym razie- mottem naukowym naszej pani od matematyki, kiedy już odkryła, że niczego nas nie nauczyła, było: Ja was już nie chcę nawet nauczyć liczyć, jak chcę was nauczyć logicznego myślenia. Czy Jej się to udało, to już ciężko obiektywnie stwierdzić, ale kiedy Marcin, tłumacząc mi najprostsze fakty (których ja za cholerą połączyć nie mogę) mówi: "Żabciu, no to skup się, zacznę od początku, tylko będę mówił wolniej...", to ja- z moim typowo humanistycznym umysłem, zaczynam mieć wątpliwości...

A tam matematyka... Umieć w zerówce napisać poprawnie gżegżółka, to jest coś :)

Gagatek młodszy testuje ostatnio moją cierpliwość, wstając przed 6-tą (za jakie grzechy?!), a potem od 10-tej wchodząc na tryb "jęcząco-marudząco-stękająco-kwękający". Czy te dzieci są normalne?! Mogą spać do bólu- nie wzywa Ich szkoła, nie wzywa Ich praca, ba! Nie wzywa Ich małe dziecko, ani ćwiczenia z Ewką Chodakowską, a One wstają chyba nawet wcześniej niż kury! I za każdym razem, od godziny 10-tej zastanawiam się, czy położyć Marudę i mieć spokój, za to potem nawrót jęczenia, marudzenia, stękania, kwękania od godziny 18-tej, czy wsadzić sobie stopery w uszy i wytrzymać do 12-tej, ciesząc się (w miarę) spokojnym popołudniem? Zazwyczaj wybieram opcję drugą, ale bez stoperów, bo jak ostatnio nie usłyszałam, że Lilka wysypuje na podłogę cały zapas makaronu (nitki, świderki i rurki), a to z kolei posypuje prawie kilogramem cukru, to doszłam do wniosku, że jednak nie stać mnie na chwilę ciszy i spokoju:)

Córka starsza
Drugi dzień wyjazdu, godzina 18-ta. Odbieram telefon:
-Mamooooo, nie uwierzysz, co sobie kupiłam. Ale czad!
No po tonie Jej głosu i radości takiej, że matkę omal nie poraził ten dziecięcy optymizm, od razu czuję, że- fakt- ciężko mi będzie uwierzyć. I jakoś tak przez skórę czuję, że nie "jarałaby" się tak nową bluzką... Nie, zdecydowanie to jeszcze nie ten wiek.
-Nie mam pojęcia! Opowiadaj!
-Łuk! Łuk sobie kupiłam Mamo.

Ekhmm... Czy ktoś chce ze mną podyskutować o gender?

No i perełka!
W wykonaniu mojego duchowego synka. Rozmowa ma miejsce w drodze do Szklarskiej Poręby, a jej treść znam dzięki uprzejmości pana męża.
Dawid (lat 8,5) do Babci:
-Babciu, a wiesz, że mam już włosy pod pachami?
-Tak?
-No mam, i to już najwyższa pora, żebym miał dziewczynę.

Padłam! Włosy pod pachami miarą dojrzałości do pierwszego związku!
Dzieci! Kocham Was :)

A w temacie upałów...
Być pingwinem jeden dzień...




39 komentarzy:

  1. Kochana! Weź Ty napisz książę, co?
    Ciężko tak łazic wszędzie z laptopem pod pachą, ślepa jestem więc internet w telefonie odpada, a książkę zawsze miałabym pod ręką :D
    Jak ja Cię uwielbiam czytac :D
    Od razu mam lepszy humor :)
    Co do nauk ścisłych i humanistycznych :) u nas też miał byc taki podział :) Ja to z matematyki, chemii i fizyki to byłam całe życie kulawa noga!!
    Jak mi każą coś na osi zrobic to do dziś nie wiem jak :P Noo debil :P
    Ale za to polski, historia, moja miłośc :D Ciul, że często zamiast B piszę P i odwrotnie, udaje że taka moja uroda :D
    Teksty Twoich Dziewczyn są zabójcze! :D
    Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na sam dźwięk słowa: "matematyka" dostaję torsji i mam ochotę wyjść z klasy, to znaczy z pomieszczenia, w którym akurat jestem :)

      Usuń
  2. Ha ha, Szymek też mówi w podobnym tonie TRZY.
    Jeśli chodzi o ten łuk, to ja chyba bym się ucieszyła. Przydałby mi się czasem taki jak hałasują o nieludzkiej porze pod blokiem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie wiem do czego łuk wykorzystam, ale na pewno się przyda :)

      Usuń
  3. Jejku!Jaka Ty musisz być dumna z tych swoich skarbów!! ;)
    Zadzwiają na każdym kroku. Chciałabym być już też tak zaskakiwana... uczenie się dzieci jest przepiękne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja powiem Ci, że chwile które przeżywasz teraz z Olim też są cudowne!

      Usuń
  4. Ja z matematyki bylabym dobra, wzory wszystkie na pamiec zawsze znalam i innym podpowiadalam na spr. tylko mi cos czesto wynik zly wychodzil:)). Maly geniusz z Lilki ci rosnie:). Widac ze Eliza sie nie nudzi na wakacjach i ma fajne pomysly:).
    Wiki tez ostatnio wstaje miedzy 5 a 6 rano i do tego przesunela sobie pore drzemki i zamiast spac od 11 to pada miedzy 13-14.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie takie pobudki wykańczają :)

      Usuń
  5. Łuk! No padłam pod stół :D Na taki czadowy prezent w życiu bym nie wpadła :D :D :D
    I nie martw się swoją ułomnością matematyczno-logiczną. H. zwraca się do mnie bardzo podobnie i jeszcze bezczelnie dodaje, że kocha mnie taką głupiutką :)
    Wstawanie PRZED 6???? Lilka nie ma litości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no- ci faceci to mają tupet! :)

      Usuń
  6. Łuk jest fajowy! Ciocia Noel strzelała z łuku!
    I prawie zabiła człowieka.
    Ale tego nie mów Elizie. :PPP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za późno :) Ona już pierwszego ustrzeliła.

      Usuń
  7. Na luk w zyciu byl nie wpadla! Ale przyznaje, ze mialam o rok mlodszego kuzynaiI z nim tez strzelalam z wlasnej-roboty (jego) lukow i okladalismy sie drewnianymi mieczami. Taki urok posiadania kuzynostwa odmiennej plci. :)

    A Lila najwyrazniej bedzie po tatusiu umyslem scislym. O co zreszta prosze Matke Nature dla moich dzieci, bo ja do matmy i fizyki to bylam nawet nie noga, trudno na to znalezc odpowiednie okreslenie... ;)

    A matematyczke mialam co prawda dosc poczciwa babke, ale miala zrobiony doktorat i nie wiem co robila w liceum. W kazdym razie ona nas nie uczyla - ona wykladala. Pisala zadanie na tablicy, po czym sama je rozwiazywala, bez zadnego tlumaczenia. A po rozwiazaniu natychmiast zmazywala tablice! Trzeba bylo sie niezle strescic, zeby je przepisac. Potem dawala nam liste zadan i kazala rozwiazywac. Jak ktos na przykladzie jej kalkulacji skumal o co chodzi, to jakos sobie radzil. Jak nie, to pala na najblizszej klasowce. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata, wiedziałam że jesteś moją bratnią duszą- u mnie podobnie- matma i fiza to po prostu ABSTRAKCJA. I oczywiście nie zwalam winy na nauczyciela, ale naprawdę to była Jej wina :) Nasza matematyczka zawsze kwitowała wszystko jednym tekstem: No ale jak to nie rozumiecie? Hmm, no właśnie- jak?! :)

      Usuń
  8. Oj, gdybym ja takie byle-jakie historie miała... U nas na razie największą atrakcją jest to, że Zofia powie miał :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Heheh niezłe gagatki...oj ja tak nie lubiłam matmy, a w liceum tak się baba na mnie uparła, że ją mnie nauczy, że i maturę z niej pisałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matura z matmy? W życiu bym nie zdała.

      Usuń
  10. Ja też zawsze byłam kiepska z matmy i nie lubiłam tego przedmiotu.. I Junior tez chętnie liczy do 3, na razie wszystko jest 3 dla niego nawet jak jest czegoś 5 ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. malymi kroczkami do 20 jakos dojdziecie
    trzy to zawsze wiecej niz dwa ;)

    ja zawsze chcialam miec kolejke
    ale luk tez fajna sprawa
    bardzo kobiecy, mozna ustrzelic jakiegos amanta ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, albo wymierzyć mu sprawiedliwość łukiem :)

      Usuń
  12. a u nas pada i zimnoo brrrr
    a co do matmy to ja też nie bardzo ją lubiłam raz nawet byłam nieklasyfikowana z tego zacnego przedmiotu:D
    a na kogo Eliza poluje z tym łukiem ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie pytałam, chyba boję się odpowiedzi :)

      Usuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  15. tez cchę byc pingwinem! U nas chyba bedzie taki sam podział- ja od humanistycznych, mąż od ścisłych. Z matmy ze mnie umysł, ze pożal się Boże;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mogę być nawet zwykłą płotką, byleby te upały spędzić w wodzie :)

      Usuń
  16. Ale fajowe pingwiniaki! :D Super. Kochana, u nas po 36st codziennie, zaczynam odczuwać ulgę, jak jest 34 :P Chciałoby się tak zapingwinić do jeziorka, oj tak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany- 36stopni? A nie, to jednak podziękuję za nasze 30 i już się nie będę żalić :)

      Usuń
  17. Moja starsza córka-10 lat, stwierdziła ostatnio że jest genderowa ponieważ lubi ubierać spodnie nie sukienki:}}. Ja sobie także przywłaszczam sukcesy wychowaczo-naukowe mojej 3letniej córci.Przecież to ja super mamuśka haha pierwsza jej wszystko wtłoczyłam do małej główki Wesołą masz rodzinkę:}}}

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak- bywa wesoło :)
      To jeśli chodzi o spodnie, to ja jestem gender i tylko gender :)

      Usuń
  18. łuk powiadasz? teraz ludzie z oryginalnym hobby mogą zajść naprawdę daleko :)
    co do liczenia i umysłów ścisłych - ja bardzo bym chciała żeby moja Lila miała umysł ścisły po tacie swoim. on uwielbia(ł) matematykę, fizykę,chemię... ja to typowy humanista niestety. matematyka od zawsze była moją zmorą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, witaj w klubie :) Jak widzisz- nie jesteś tu sama. My nogi z matematyki- łączmy się :)

      Usuń
  19. Wpadłam całkiem przypadkiem i zostaję :) Super się Ciebie czyta, więc dodaję Twój blog do mojej listy :)
    Pozdrawiam.

    Kameleonka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, pozdrawiam :)

      Usuń
  20. Twoja córka z łukiem:) koniecznie chciałabym widzieć to na zdjęciu. Super,że ma takie zainteresowania.
    Taak dzieci... potrafią urozmaicić życie, nuda na pewno się nie pojawi.
    pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
  21. A wiesz, że przed wyjazdem nie miała jeszcze takich zainteresowań? :) Zdjęcia są, na pewno się pojawią wkrótce.
    Nie powiem, czasami miałabym ochotę na chwilę nudy :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!