Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 21 lipca 2014

Pojawiam się i znikam...

To już moje trzecie podejście do tej notki... A, że do trzech razy sztuka- jak wiadomo, to może tym razem uda się napisać coś z sensem i w mniej pesymistycznym tonie.

Bo niestety, moja nieobecność tutaj, to nie efekt szalonego wakacyjnego życia, które mnie wciągnęło i nie chce puścić... Powiedziałabym, że wręcz przeciwnie. "Nuda", to jedyne określenie, które przychodzi mi do głowy, żeby oddać to, co aktualnie u nas.

Za oknem upał, a mój nastrój to taki emocjonalny głęboki listopad. Problemy z Elizą, z Marcinem też jakoś dziwnie... Jedynie Lilka, w dosłownym tego słowa znaczeniu, rozświetla ostatnio moje dni. Dawno nie widziałam tak radosnego dziecka jak Ona. Oczywiście poza chwilami, kiedy mamy na pokładzie bunt dwulatka, ale ten z kolei daje o sobie znać z różnym natężeniem. Są dni, że Lila w ciągu godziny zafunduje mi ze trzy takie akcje, po których mam ochotę pójść- jak to mówił mój bratanek: "w świnią dal", a są i takie, kiedy mam ochotę obalać mit o istnieniu buntu dwulatka :) W każdym razie- Lila, kiedy nie płacze, nie rzuca się na ziemię, nie gryzie i nie bije, jest absolutnie prze-cudowna! Jej ciekawość świata i ogrom radości z jaką odkrywa nowe, a także (a jakże!) znane już sobie rzeczy- jest naprawdę godna naśladowania. Może kiedyś uda mi się nagrać, z jakim entuzjazmem Lila co rano liczy trzy śmietniki przy naszym bloku :) I powiem Wam, że Ona tą radością potrafi zarażać, bo łapię się na tym, że kiedy na spacerze uda nam się wspólnie dojrzeć biedronkę, albo zobaczyć naszego ukochanego osiedlowego rudego kotka, to cieszę się nie mniej niż Ona. Ja- stara pesymistka :)

Mam taki defekt- nie, nie-spokojnie- to jeden z wielu, oczywiście, że kiedy mi źle, to zdecydowanie gorzej mi się piszę. A przede wszystkim- nie chce mi się tego robić. Trochę szkoda, bo może odrobina myślowego ekshibicjonizmu i prania brudów- tu w sieci, podziałałaby jak katharsis.
To może jednak spróbuję :)

Kawa, na którą wyskoczyłam (dosłownie) w środę, była udanym pomysłem. Tym bardziej, że z tego wyjścia wróciłam z małymi przecenowymi łupami ze Smyka. Udało mi się kupić Elizie czapkę z daszkiem w takim fajnym morelowym kolorze, którą NIESTETY zostawiła ostatnio na plaży, za całe 10zł :) Tak, tak- wiem. Wytrawne łowczynie z SH, ubrałyby się za tą kwotę od stóp do głów, na co najmniej trzy pory roku, ale ja do nich nie należę :( Po szybkiej kawie i równie szybkich zakupach, przyjechał po mnie Marcin z dziewczynami, i pojechaliśmy do stadniny. W związku z tym, że do naszego wyjazdu jeszcze miesiąc czasu, postanowiliśmy, że trzeba coś Elizie przez ten czas zorganizować. Także teraz popołudnia spędzamy tak:





Zawsze to jakieś urozmaicenie, a i ruchu trochę. Nie wspominając o tym, że Eliza kocha konie, i mam nadzieję, że ta pasja Jej zostanie, bo widzę, że daje Jej to wiele radości.

Na pierwszą jazdę zabraliśmy ze sobą Lilę. Hm, siostrę podziwiała przez krótką chwilę, a wyglądało to tak:




Następnie, swoją uwagę skoncentrowała na tirach, które przyjeżdżały do warsztatu znajdującego się obok stadniny... Upierała się, że każdy tir to... duży dźwig. Niech Jej będzie. W końcu za mała jest na opowieści o tirówkach itd... Jednak prawdziwa fala radości nadciągnęła, kiedy Lila odkryła, że na terenie stadniny znajdują się klatki z królikami... Ku mojemu średniemu zadowoleniu, bo już pomijając fakt, że za nic miała moje ostrzeżenia, że króliczek może ugryźć, no to bądźmy ludźmi- było ze 30stopni i taki królik, też pewnie chciał mieć święty spokój :) Nie było im jednak dane... Mnie też nie. Przez 40minut, Lila z uporem maniaka, wrzucała króliczkom sianko, które spadło na ziemię, powtarzając niezmordowanie "am, am" i je liczyła. A wiecie jak się liczy do czterech w wielu 20miesięcy? Jeden, dwa, tii i jeden. Proste? Pewnie, że proste. Od razu widać, że zacięcie do liczenia ma po tacie. Na szczęście :) Zdjęć królików nie ma, bo na serio obawiałam się o Lilki palce...

Co poza tym? No tak- kiedy my staramy się zapewnić Elizie jakieś atrakcje, Ona nie pozostaje nam dłużna. Tyle, że funduje nam atrakcje z pogranicza psychologii rozwojowej dzieci. Ktoś słyszał o buncie 8latków? Nie, nie. Tutaj akurat wcale nie chce mi się żartować, bo w ogóle nam nie do śmiechu. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, ale mam wrażenie, że tracimy z Elizą kontakt i nie wiem, gdzie nas to wszystkich zaprowadzi. Nie wiem co się z Nią dzieje, nie wiem, dlaczego Ona zachowuje się tak, a nie inaczej, nie wiem gdzie popełniliśmy błąd, dlatego nie wiem, jak go teraz naprawić. Nasze relacje z Elizą przypominają bardziej te z trudną nastolatką, niż relacje z typową 8latką... Ciężko streścić to wszystko w paru słowach, dlatego nawet nie będę się starała. W każdym razie- nie jest dobrze, i na poważnie rozważam pójście z Nią do psychologa.

Z Marcinem, mimo wysokich temperatur na zewnątrz, bardzo letnio. Tak nijak już dawno między nami nie było. Niby kryzysu nie ma, niby się nie kłócimy, ale... Nie jest dobrze. Rozmawiamy praktycznie już tylko o dzieciach ( a i tu nie zawsze się zgadzamy) i o sprawach domowych. On zmęczony, ja wypoczęta... Mijamy się coraz częściej. Męczy mnie ostatnio bycie tylko mamą i tylko kurą domową, bo nikim więcej się już nie czuję. Nie mam tu oczywiście pretensji do nikogo- sama tak wybrałam, teraz ponoszę konsekwencje. Myślę, że na ten rok, nie ma co już wywracać naszego życia do góry nogami, bo od przyszłego roku Lila idzie do przedszkola, a ja do pracy. Także może wtedy coś się zmieni. Oby, bo na razie czuję się po prostu znudzona, zrezygnowana, nie do końca szczęśliwa. Jednocześnie mam wyrzuty sumienia, bo przecież, to nie wina dzieciaków, że ja się gdzieś w tym byciu kurą domową pogubiłam, a niestety- nie do końca szczęśliwa mama, to nie do końca szczęśliwe dzieci. Ot, błędne koło.

Mogłabym pewnie zrobić coś dla siebie. Coś, co sprawi, że poczuję się lepiej.
Działka... Mój działkowy zapał skutecznie studzi postawa mojego męża. Nawet nie mogę mieć do Niego pretensji, bo od zawsze mówił, że tego nie lubi, i że On się do tego nie nadaje. I niestety to prawda. Szkoda tylko, że nie ma nawet komu śmieci po grillu wynieść... No i do tego temat kasy... Jak wiadomo, bez kasy ciężko coś na działce zrobić i oczywiście nie mówię tu o pieleniu... Ale zakup głupich tui, czy forsycji na żywopłot, to już wydatek... O jakiś porządniejszych meblach ogrodowych nie wspomnę. Do tego dochodzi rozczarowanie, bo jednak myślałam, że oboje będziemy tą działką żyć, zwłaszcza- że jest tam co robić, no ale się pomyliłam. Oczywiście, nie mogę powiedzieć, kiedy poproszę Go, żeby coś wykopał, to wykopie, ale... Nic poza tym.

I tak mijają ostatnie dni... Czuję w środku jakąś taką nostalgię i przygnębienie :( To lato zaczęło się dla nas ciulowo i czuję, że nic się w tej materii chyba nie zmieni. No nic, Lila pewnie niedługo wstanie i razem zachwycimy się odgłosem wiertarki :) Może nawet będziemy go razem naśladowały. Jako wiertarka jestem bardzo przekonywująca :)

46 komentarzy:

  1. Kochana... To chyba wzięło nas to samo :]( Mi ostatnio pomógł 6 km marsz i spotkanie z koleżankami. Powiedz, czy Ci nie było lepiej po tym wypadzie na kawę? Mi się wydaje, że nam zwyczajnie kontaktu z ludźmi (nie mężem czy dzieckiem/dziećmi) brakuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marsz to cudowny pomysł. Tyle, że pogoda nie bardzo na taką aktywność. Chyba, że o 5-tej rano. Ja czasami lubię po prostu pobyć sama, choć tak- kontakt z ludźmi też niewątpliwie dodaje mi skrzydeł.

      Usuń
  2. Jakie piękne konie...bunt 8 latki ja mam bunt 10 latka Pyskówka i własne zdanie...eh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta pyskówka to chyba najgorsza, bo to własne zdanie to jakoś jeszcze przeżyję :)

      Usuń
  3. Właśnie jestem w trakcie pisania postu podobnej treści. Chyba po prostu zrobię kopiuj, wklej, bo mam te same odczucia w stosunku i do dzieci - tyle że ja do młodszej i do męża, do sytuacji finansowej i ogólnej. Zaczęłam już nawet myśLeć, że muszę iść biegusiem do pracy, bo ich chyba pozabijam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to bardzo dobrze- też mam czasami wrażenie, że zaraz zrobię komuś krzywdę w tym domu. Są dni, że jest ok, nawet lepiej niż ok... Ale potem zwali się wszystko na raz i mam zwyczajnie dosyć :( I to wszystkiego.

      Usuń
  4. Jezusiczku ja mam to samo...
    Chyba jest jedno wyjście z tej sytuacji, odpoczynek i nabranie wiatru w żagle. Uwalenie się z tyłkiem na plaży, z zimnym piwkiem i laba!
    Kochana no to się nazywa przegrzanie materiału czy coś:/
    Wyjście między ludzi to też dobry lek!
    Ściskam i oby było lepiej :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z zimnym piwkiem na plaży? Hm, ale u mnie to tylko we wrześniu taka opcja wchodzi w grę :) W te upały chyba bym tam zeszła :)

      Usuń
  5. Smutno to czytać. Też łapie takie doły. Ostatnio jest lepiej może dlatego, ze z Piotrkiem lepiej się dogadujemy, ale bywa właśnie tak jak opisujesz. Niemowlak mnie nudzi, Piotrek ma mnie głęboko w uchu, z mężem się mijamy a ja chciałabym bardzo bardzo gdzieś się wyrwać.Mam nadzieję, że niebawem zawieje rześki, ożywczy wiatr i tego Tobie życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby tak było, bo taka kumulacja potrafi człowieka dobić :( A szkoda życia.

      Usuń
  6. Witaj w klubie buntowników. Moja młodsza 3-letnia ma bunt od momentu kiedy skończyła 2 lata tak jest non stop, zero przerwy na złapanie oddechu.
    Starsza 10-letnia zaczęła się dziwnie zmieniać w tym samym wieku co Twoja Elizka, obserwując nie widzę okresu dojrzewania ale zaczęła się nam wymykac i tak jest do teraz. Wiesz co nie będę oryginalna ale chyba wszystkie mamuśki zajmujące w domu szkrabami czują się tak jak Ty, ja też tak mam:}}. Nie wiem może po prostu zwyczajnie czuje się niedoceniana i w pewnym sensie jak stara tapeta na ścianie, opatrzona i trochę niewidzialna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, masz rację- my mamy często mamy podobne odczucia. Co do dzieci, to trafne określenie- nasza Eliza też się nam tak wymknęła i wrócić nie chce na stare, właściwe tory :(

      Usuń
  7. aaaa zapomniałam życzę słoneczka które spowoduje uśmiech:}}}}}}}

    OdpowiedzUsuń
  8. "raz na wozie..."-znam to.Ja pocieszam się tym,że przecież zawsze nie może być zajebiście.Wtedy by się nie doceniało może tego co się ma?W każdym razie życzę,aby te "doły" jak najprędzej Was opuściły!Bo "co za dużo,to niezdrowo". Kurczę,ale znam dużo przysłów ;);)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, życie można by opisać za pomocą wielu przysłów :) No dokładnie, nie zawsze może być zajebiście. Ale czasami mogłoby być :)

      Usuń
  9. Myślę, że wiem o czym piszesz..U nas był taki moment, ze tylko dzieci, w wzwiązku rytuna, nuda i obowiązki...Nam pomogła "wakacyjna separacja". Małż wyjechał na parę dni i jak wrócił...:) = cenzura :-))
    teraz niby znów jest podobnie, ale są cudne wspomnienia i taka radoch =a w sercu, że jeszcze nie zdziadzieliśmy...
    Co do twojej młodej...pomyslałam, że podobnie u Nas...Młody wydaje się jakiś wycofany, a momentami cholernie wkurzający. Pyskuje, nie słucha się. Bunt 9-latka? Za to na wszelkie inicjatywy rodzinne jest blee, jak proponuje wspólne wyjście tylko z nim też jest blee...nosz kurna... Ratują nas jeszcze nocne rozmowy...siadamy na balkonie jak młoda idzie spać i gadamy o dupie Maryni (bez urazy dla wszystkich Maryń :)
    Rozmawiałam z przyjaciółką-psycholożką..podobne obecne dzieci są takie jakby "przymulone" i nie dogodzisz im...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas to nie słuchanie się, brak posłuszeństwa- masakra. I nie- ja wcale nie chcę, żeby Ona chodziła jak szwajcarski zegarek, ale momentami, to mam wrażenie, że Ona czuje się rodzicem... No właśnie- naszej też ciężko dogodzić. No chyba, że spełniamy każdą zachciankę i na wszystko pozwalamy- wtedy może byłaby szczęśliwa...

      Usuń
  10. a wiesz, tez mam teraz gorszy okres... tez niewiele mi się chce- i to nie ma związku z dzieckiem, po prostu sama ze sobą mam problem;) czasami tak jest, ze trzeba zaliczyć dołek by wrócić na wyżyny. Mam nadzieje ze to nam wszystko minie. A z mężami i tak bywa-byle to nie trwało za długo. może uda sę Wam wyjść gdzieś razem na spacer choćby? Porozmawiać o czym innym niż dzieci, powspominać - o góry chociażby!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zdecydowanie odświeżyć sobie pamięć wspólnym wspomnieniami nie zaszkodzi.

      Usuń
  11. Jako niewiertarka też na pewno umiesz przekonywać ;) Koniki- cudnie. Może z Elizką nie będzie tak źle i raz dwa się dogadacie? Rośnie dziewczyna, musi mieć jakieś swoje małe tajemnice, bunt też nie zaszkodzi jeśli tylko miałby sens. Może zadaj jej zadanie podwórkowe, żeby zastanowiła się o co jej chodzi i nie wracała póki się nie dowie. Przynajmniej będziesz miała trochę spokoju :P A z mężulkiem cóż, jak się chłop nie ruszy do Ciebie, to może sama coś zainicjuj. Nawet jeśli nie tak powinno to wyglądać, to może coś drgnie i będzie lepiej. Przed nami wszystkimi jeszcze trochę wakacji, da się je jeszcze uratować, wierzę w Twoją kreatywność ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko racja, tylko, że te Jej bunty to w ogóle sensu nie mają, i to nie jest tylko moje zdanie, ale babci, która czasami jest ich świadkiem, myśli podobnie. Myślę, że Ona sama nie wie do końca o co Jej chodzi... I dlatego myślę o psychologu, może On nam wytłumaczy jak Ją zrozumieć, powie co robimy źle...

      Usuń
  12. o jak dobrze, że to napisałaś. Sama nie mogę sie zebrać na tak szczery post, ale ciężko mi przez ostatni tydzień bardzo i psychicznie nie mogę się pozbierać. także u Ciebie odnalazłam mój obecny stan ducha. może to przez te upały? trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, upały, hormony... Wszystko razem. A jeszcze pewnie i zmęczenie. I niewiele trzeba, żeby widzieć świat w trochę bardziej ponurych kolorach. Ale wyjdzie słoneczko- na pewno!

      Usuń
  13. Alesmy sie dzis dobraly z tematyka! Chociaz widze po innych komentarzach, ze nie my jedne! Cos musi byc w powietrzu, nie ma co! ;) Ciezko jest niestety, kiedy czlowiek ma wrazenie, ze zwiazek sie psuje, ale nie potrafi tak naprawde powiedziec gdzie to "psucie" sie zaczelo. Nie mowiac juz o naprawie... :(

    Co do Elizy to moj kolega z pracy ma corke o rok starsza i opowiadal mi kiedys dokladnie to co napisalas o swojej corci. On i jego zona sie nawet poradzili znajomego psychologa i okazuje sie, ze jednak bunt 8-latka istnieje! :) To podobno taki wstep do dojrzewania, bo mimo, iz faktyczne dojrzewanie zacznie sie dopiero za kilka lat, to hormony u dziewczynek juz zaczynaja sie pomalutku zmieniac. Stad te humory. :) Oczywiscie ta wiedza nie jest jakos szczegolnie pocieszajaca...

    No a Lilunia napewno jest cu-dow-na! W koncu jest w wieku Nika, a moj synus, kiedy nie zabkuje, nie choruje i nie wykazuje zaczatkow buntu, jest po prostu najradosniejszym dzieckiem swiata. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ja naprawdę jak słucham Elizy, to jakbym słyszała zbuntowaną nastolatkę? No cóż, wiedza może nie pociesza, ale jakby mi jednak trochę ulżyło, że to ma w ogóle jakieś psychologiczno- fizjologiczne wytłumaczenie.

      Usuń
  14. Za chwilę się okaże że nasze dzieci co rok przechodzą bunt:) mój Młody ma to samo co Lilka - w końcu są w identycznym wieku. Są dni, kiedy jest cudowny, a przychodzą takie, kiedy bez powodu marudzi, jęczy co chwilę, płacze bez powodu, albo się złości. ostatnio bije się po rączkach, a potem płacze, bo go boli...staram się nie reagować zbyt emocjonalnie w takich sytuacjach, ale kiedy przychodzi zmęczenie, to i cierpliwości brakuje...ja się wkurzam, Kuba jeszcze bardziej i koło się zamyka.
    A co do małżeńskich problemów, to chyba tak jest w każdym związku. Trzeba tylko zadbać o to, żeby ten nijaki okres minął szybko.
    My zawsze staram się mieć chwilę dla siebie. Niestety nie zawsze to wychodzi. Ale rzeczywiście ostatnio łapiemy się na tym, że albo rozmawiamy o Kubie, albo o budowie domu...
    chyba potrzebna jest jakaś randka po prostu:) chwila bez dzieci, w kinie, na kawie, na dyskotece:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas Lila bije nas i za sekundę przytula, tak jakby sama od razu wiedziała, że to było złe... Czasami te Jej ataki histerii bywają straszne.

      Z tą chwilą dla siebie to różnie bywa. U nas często nie ma kto zostać z dziećmi...

      Usuń
  15. Dobrej rady Ci nie dam- bo nie mam, wiem tylko, ze nie zawsze swieci slonce ...najpierw byla radosc z dziecka, potem zmeczenie dzieckiem teraz jest radosc z doroslosci dzieci a za chwile bedzie troska o ich zyciowe wybory- to na przyklad krotki opis nas...wiesz, ze my czesto klocimy sie o dzieci?? bo ona, on powiedzial..bo ty zawsze... albo nigdy... wez powiedz Twojej corce, ten twoj syn...i juz mieszanka wybuchowa :(
    A przed @ to nawet spojrzenie moze byc zapalnikiem.. :)
    Pomysl o tych wszystkich pieknych chwilach,te smutne usun gdzies w niepamiec. Wyciagnij pierwsza reke, zaskocz czyms meza ;) a efekty... moga byc super. A moze zrob sobie samotny wypad na jeden dwa dni??
    Wiem, ze nie jest to latwe ale mozna- czlowieka nie zmienimy - my mozemy zmienic spojrzenie na swiat i partnera!
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, odkąd jesteśmy rodzicami, już zawsze będziemy się o coś martwić. Haha, ulżyło mi, bo ja też zawsze mówię do męża: Ta twoja córeczka...

      Lux, posłuchałam rady, rękę wyciągnęłam i... bywa bosko :) Zwłaszcza wieczorami :)

      Usuń
    2. :) ciesze sie bardzo !!
      Sciskam!!!

      Usuń
  16. och Marta jak ja to dobrze znam taki stan ducha, choć ja wielka optymista i czasem wpadam w takie nastroje melancholijne. Tak jest po prostu że my ''kury domowe'' jesteśmy szczęśliwe ale do pełni szczęścia brakuje tego czegoś,.. Mi wtedy pomaga kontakt z ludzmi i jedzenie ale jak wiadomo to pierwsze bezpieczniejsze;)
    A jak już będziesz mieć całkiem dość to wsiadaj w pociąg jest taki co jak wyjedziesz nocą to rano będziesz u nas pójdziemy na najbliższą górą i będziemy krzyczeć pomaga bo wtedy człowiek wszystkie złe emocje wyrzuca momentalnie i się oczyszcza:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://kobieta-na-szpilkach.blog.onet.pl/ zapraszam bo wygrałaś :) poproszę adresik zostawić na fb :)

      Usuń
    2. Masz rację Ania, ja w takich sytuacjach też uciekam w jedzonko. Od razu robi mi się trochę lepiej. A z tą górą to całkiem niezły pomysł. Już sam pomysł, żeby zostawiła to wszystko w cholerę choć na jedną dobę, brzmi kusząco :)

      Usuń
  17. Nie zawsze moze byc kolorowo -czasem przychodzi czas szaro-bury i wszystko jest do d... Kazdy tak czasem ma. Przejdzie, minie, bedzie lepiej. Cierpliwosci, trzymaj sie. Uszy do gory! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się staram. I mam oczywiście świadomość, że nie zawsze jest różowo, tylko czasem... Jakoś za dużo się kumuluje i człowiek widzi tylko ciemność. Ale to mija- na szczęście :)

      Usuń
  18. Marta powiem Ci,że u mnie podobnie... też się zbieram, by o tym napisać,ale jakoś zdań porządnie nie mogę sklecić z tego wszystkiego... może to jakiś wirus czy coś? ehhh siły nam wszystkim życzę moje drogie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, to chyba ta pogoda :( Mnie osłabia na każdym froncie.

      Usuń
  19. Oj coś wiem o tych problemach działkowych i z mężem i z brakiem weny do życia i działania. Ja akurat na działce wszystko robię sama. Teraz mam mnóstwo czasu i dużo tam działam i to na prawdę konkretnie. Mój sąsiad czasem się śmieje, że ja jak chłop zapierdzielam, dźwigam ciężary, kopię. Bo ja wolę może wolniej i sama a dokładnie.Mam mnóstwo pomysłów ale też kasy brak. Marzy mi się altanka i ogrodzenie , no tuje również. Może w przyszłym roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, powoli i wszystko zrobimy- ja się tak pocieszam. Niestety- finanse potrafią mocno ograniczać, a bez nich to jednak niewiele można zdziałać. Ambitna z Ciebie Kobitka!

      Usuń
  20. No ładnie, to masz nieciekawie i na pewno nie pomoże Ci fakt, że u mnie jest podobnie. Może nie mam działki, ale inne problemy i już mi się wszystkiego odechciewa. Dzieci kocham i nie żałuję, że je mam, ale czuję się, jakby mnie ktoś przeciągnął przez wyrzymaczkę... Do tego mąż, który mnie ostatnio nic tylko denerwuje i mało co pomaga. Czy to się jeszcze zmieni? Czy my jesteśmy temu winne, czy to nasi mężowie stają się nudni i mało kreatywni? - sama nie wiem. I podobnie, jak u Ciebie - nie chce mi się nic pisać. Gorączka w niczym nie pomaga... Życzę Ci dużo siły i serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamila, Ty masz jak najbardziej prawo czuć się zmęczona- dwie ciąże w krótkim odstępie czasu, dwoje malutkich dzieci... Jesteśmy tylko ludzi. Każdy z nas ma prawo być tak zwyczajnie zmęczony, zwłaszcza, że bycie w domu z dziećmi, to zajęcie bardzo absorbujące i wielozadaniowe.
      A temperatura na zewnątrz chyba każdego osłabia. No przynajmniej mnie. Wieczorami mam jedynie trochę więcej energii, to wtedy myję podłogi.
      Mężowie- temat rzeka...

      Usuń
  21. Wpierw przytulam!
    Moj syn we wrzesniu bedzie mial 9 lat. Wlasnie przechodzimy bunt "8"latka. Mamy zaliczone wizyty u psychologa a teraz pracujemy nad emocjami i jak sobie z nimi radzic. Sama mam ochote czasem poslac malego w kosmos z biletem w jedna strone ale trzeba stawic czolo sytuacji, zacianac zeby i strarac sie poprawic/zmienic co jest teraz. Szczerze w sytuacji obecnej nie wyobrazam sobie, ze moze byc gorzej w wieku dojrzewania naszych dzieci.
    Rozumiem Cie doskonale.
    P.S. daj mi swoj email dam namiar na bloga :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, Kochana! Super, oto mail: mwk815@gmail.com
      czekam, czekam :)

      Ja się zbieram do takiej notki, o tym co u nas jest "nie halo" z Elizą, ale, że to nie będą dwa zdania, a czasu na nic nie mam, to się tak odwleka. Decyzję o psychologu już podjęliśmy, myślę, że bez pomocy kogoś mądrzejszego, już tego wszystkiego nie wyprowadzimy na prostą. I tylko wierzyć mi się nie chcę, że ja to piszę w kontekście problemów z 8latką, bo co będzie w takim razie za lat 5?!

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!